Mija 75 lat od cudu w parafialnym kościółku w wiosce Czihoszt w Czechach
W adwentową niedzielę i w Boże Narodzenie 1949 r. na ołtarzu kościoła parafialnego w czeskiej wiosce Czihoszt zgromadzeni na mszy zobaczyli poruszający się na boki krzyż. Wierni uznali to za cud, a komunistyczna bezpieka za prowokację. Aresztowany proboszcz ks. Josef Toufar zmarł na skutek tortur.
Boże Narodzenie 1949 r. przypadło na niedzielę, a 11 grudnia był trzecią niedzielą Adwentu. Podczas mszy świętej w niewielkim kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny we wsi Czihoszt w pobliżu miasteczka Havliczkuv Brod wierni nagle zobaczyli, że stojący na tabernakulum krzyż wychylił się najpierw w jedną, później w drugą stronę. Drewniany krucyfiks miał zacząć się poruszać, gdy stojący na ambonie proboszcz Josef Toufar powiedział: „Tutaj jest nasz Zbawiciel”. Duchowny nie widział, co dzieje się na ołtarzu, a o tym, co się stało opowiadali wierni. Także o tym, że podczas mszy świętej w samo Boże Narodzenie krzyż znów się wychylał. „Już w 1949 roku wierni zaczęli traktować Czihoszt jako miejsce pielgrzymek”, choć nie brakowało też ludzi, którzy do informacji o cudzie podchodzili z rezerwą. Sam proboszcz był sceptyczny. Nie widział ruszającego się krzyża. A nagle jego kościół stał się miejscem pielgrzymek.
Po Bożym Narodzeniu, na początku 1950 roku ks. Toufara aresztowała komunistyczna służba bezpieczeństwa. Zamęczono go, a wydarzenia w jego świątyni wykorzystano jako kolejny pretekst do ideologicznej rozprawy z Kościołem. W Czechosłowacji komuniści przejęli pełnię władzy w lutym 1948 r. Od samego początku nie ukrywali, że Kościół jest wrogiem, którego należy zniszczyć.
Ciało ks. Toufara spoczęło w bezimiennym grobie. W tym czasie o „cudzie w Czihoszcie” już nie mówiono. „Informacje na ten temat ponownie pojawiły się w 1968 roku, w czasie praskiej wiosny. O tym, że pamięć o tych wydarzeniach i o osobie ks. Toufara była żywa, świadczą artykuły w gazecie Lidova Demokrace, która związana była z partią chrześcijańską”, powiedział historyk, Jaroslav Szebek. Jego zdaniem to wówczas nazwisko oprawcy, który zamęczył ks. Toufara, stało się publiczne. Takie niezależne teksty w tej gazecie skończyły się wraz z sowiecką interwencją. Po sierpniu 1968 roku i jeszcze długo później nazwisko Toufara wykorzystywała propaganda. „Powtarzano, jak w latach 50., że Toufar sam zainicjował ruch krzyża, oczywiście z pomocą agentów Zachodu i Watykanu. Pojawił się też tekst autorstwa komunistycznego ministra sprawiedliwości Alexeja Czepiczki, który wręcz pisał o tym, że była to próba zniszczenia komunistycznego państwa”, przypomniał o działaniach władz Szebek.
Po upadku komunizmu postać ks. Toufara przypomniały artykuły, książki i film dokumentalny. Pośmiertnie dostał wysokie odznaczenie państwowe. Na praskim cmentarzu, gdzie proboszcza wrzucono do zbiorowego grobu, w 2015 roku przeprowadzono ekshumację i zidentyfikowano zwłoki. Ponownie pochowano ks. Toufara w krypcie kościoła w jego dawnej parafii. Dwa lata wcześniej w Watykanie rozpoczął się proces beatyfikacyjny duchownego. „Ten proces nie dotyczy cudu, który nie jest w pełni wyjaśniony. Dotyczy tego, że mimo przesłuchań i brutalnych tortur ks. Toufar zachował wiarę. Beatyfikacja koncentruje się na jego męczeństwie. Postępowanie zaczęło się już ponad dziesięć lat temu, a do orzeczenia nie trzeba wykazywać cudów wymodlonych za pośrednictwem ks. Toufara” – podkreślił badacz dziejów Kościoła w Czechach.
Skomentuj artykuł