Jej agonia na oczach świata trwała 3 dni. Dziś może zostać świętą.

(fot. youtube.com/remusg)

Wczoraj niewielka wspólnota z Armero Guayabal poprosiła papieża Franciszka, aby ogłosił świętą 13-letnią Omayrę Sánchez. Wielu czytelników zadawało sobie pytanie, kim jest "mała bohaterka" i czy zasługuje na to, by być czczoną w Kościele? Przybliżamy wam jej historię, która nikogo nie pozostawia obojętnym.

Omayra Sánchez wychowała się w Armero. Miała brata oraz siostrę. Jej ojciec, Alvaro Enrique, zajmował się uprawą ryżu i sorgo, a matka Maria dbała o dom i pomagała ojcu w pracach rolnych. Mieszkała z nimi również ciotka Maria Adela Garzón. Omayra była pogodnym i uczynnym dzieckiem, wśród rówieśników wyróżniała się dużym spokojem.

(fot. youtube.com/mundobizarro)

DEON.PL POLECA

13 listopada 1985 r. doszło do wybuchu pobliskiego wulkanu Nevado del Ruiz. Gwałtowna erupcja spowodowała momentalne stopienie lodowej czapy w górach. Doszło do katastrofalnej powodzi błotnej, połączonej z mieszaniną popiołów wulkanicznych zwanej laharem. Powódź praktycznie zrównała z ziemią Armero. To drugie co do wielkości miasto w departamencie Tolima przestało istnieć. Jeden z wojskowych, którzy przylecieli helikopterami na miejsce katastrofy, powiedział: "O mój Boże, Armero zostało wymazane z mapy!".

Przed erupcją matka Omayry wyjechała do Bogoty w interesach. Tragicznej nocy reszta rodziny została obudzona przez huk zbliżającej się powodzi, która zrównała dom z ziemią. Rankiem służby medyczne i wojsko przemierzali teren katastrofy w poszukiwaniu mieszkańców, którzy ocaleli. Trafili na Omayrę, zanurzoną w wodzie od szyi w dół. Gdy chcieli ją wydobyć okazało się, że większość jej ciała jest uwięziona w zastygającym błocie. Mieszanina wody i laharu zastygła niczym beton. Aby uratować dziewczynkę, potrzebny był sprzęt do wypompowywania wody, później należałoby dopiero skruszyć betonowy twór.

(fot. youtube.com/jenniferss100)

Katastrofa zaskoczyła nieprzygotowane do tego służby. Na miejscu panował chaos informacyjny, wojsko i inne służby miały problemy z komunikacją. Sprzęt do uwolnienia Omayry został zamówiony zbyt późno, były też ogromne problemy z dostarczeniem go na miejsce. Uwalniano ją stopniowo, ale każde poruszenie powodowało, że zbierało się wokół niej jeszcze więcej wody i mogła zatonąć. Ratunkiem byłaby pompa, która odessałaby wodę dookoła dziewczynki. Gdy uwolniono ją już do poziomu pasa, okazało się, że dolne warstwy są scalone z resztkami domu. Nie można było uwolnić dziewczynki, nie łamiąc jej nóg. Nurkowie stworzyli wokół Omayry mały basen za pomocą opony, aby utrzymać ją na powierzchni. Odkryli też, że jest ona uwięziona przez ciało własnej ciotki, która próbowała ją ratować, chwytając za nogi. Gdy sprzęt dotarł na miejsce, było już za późno. Lekarze stwierdzili, że Omayra jest w pozycji klęczącej, więc nie można jej uratować bez odcinania nóg, ale Kolumbia nie dysponowała odpowiednim sprzętem, by zrobić to w takich warunkach. Dziewczynka poprosiła, by jej nie ratować, chciała odpocząć i była coraz bardziej zmęczona. Lekarze uznali, że bardziej humanitarne będzie pozwolić jej odejść w pokoju. Miała więc świadomość, że umiera i na tyle ile mogła, była z tym pogodzona.

Walkę o jej życie, a właściwie powolną śmierć, obserwował cały świat. Stała się symbolem tej tragedii, a media pokazywały zdjęcia i nagrania dziewczynki. Przez prawie trzy dni bezskutecznie próbowano ją ocalić. W tym czasie Omayra nie traciła pogody ducha, uśmiechała się i reagowała wdzięcznością na każdą najmniejszą pomoc i ulgę w cierpieniu. Nie ukrywała, że się boi, czasem płakała. Zgodziła się również na rozmowę z dziennikarzami. Ludzie poili ją wodą, okrywali kocami, karmili słodyczami i dotrzymywali towarzystwa. Przez cały ten czas Omayra modliła się i prosiła obecnych, by do niej dołączyli. Często mówiła o Maryi i nuciła o Niej pieśni. Zmarła spokojnie 16 listopada o godz. 10.05, po kilkudziesięciu godzinach akcji ratunkowej. Zmarła z wycieńczenia i wyziębienia, a do jej nóg wdała się gangrena.

Ostatecznie wydobyto już tylko ciało Omayry. Towarzyszyli jej matka z bratem, którzy przeżyli. Cała reszta rodziny zginęła w powodzi. Tragedia Omayry Sánchez stała się symbolem nieudolności służb i władzy, które przez wiele godzin nie potrafiły odpowiednio zdiagnozować problemów i sprowadzić sprzętu. Tym bardziej że po wcześniejszej erupcji innego wulkanu geolodzy ostrzegali przed kolejnymi wybuchami i wskazywali, że lawa zablokowała naturalne ujścia, które mogłyby odprowadzić wodę ze stopienia lodowców. Władza spotkała się z krytyką społeczeństwa, a mała Kolumbijka stała się bohaterką całego narodu, gdy ze spokojem i godnością przyjęła, że musi umrzeć. Widząc dookoła smutek ludzi z jej powodu, postanowiła być dla nich pocieszeniem. Od tamtej pory w Kolumbii poczyniono wiele starań, aby rozwinąć w znacznym stopniu służby ratownicze i medyczne.

(fot. youtube.com/johanazuleta)

Kilka miesięcy po tych wydarzeniach Kolumbię odwiedził św. Jan Paweł II. 5 lipca 1986 roku spotkał się w Chinchina z ocalałymi po wybuchu wulkanu. Modlił się razem z nimi w intencji ofiar. Podczas swojej pielgrzymki wracał w słowach do tej tragedii, kładąc nacisk, aby iść do przodu. Prosił, by nie zapominać ofiar, ale znaleźć wolność w Bogu i w Nim budować przyszłość. "Zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje niepokój, trwoga, a nawet udręczenie z powodu niebezpieczeństwa nowych katastrof. Ale do systemu przewidywania i przeciwdziałania katastrofom powinniście dołączyć też bezgraniczne zaufanie Bogu, który jest waszym Ojcem" - powiedział św. Jan Paweł II.

Śmierć Omayry jest w Kolumbii traktowana jako męczeńska. Nie zginęła ona jednak za Chrystusa. Natomiast umierając, dała świadectwo heroiczności cnót, przyjmując swoją śmierć z godnością, zaufaniem i ofiarowując ją Bogu. Tak zapamiętali ją Kolumbijczycy. Być może papież Franciszek zdecyduje się uznać jej świętość na trzeciej drodze, jaką niedawno ogłosił. Omayra w tym najtrudniejszym dla siebie momencie życia dbała bardziej o innych niż o siebie. Podjęła się służby im, wiedząc, że ją samą czeka tylko śmierć. Świętość jest uznaniem, że dana osoba przebywa z Bogiem i cieszy się wiecznością w Jego chwale. Omayra umierała wierna i oddana Bogu. Nie zrobiła w swoim życiu niczego wielkiego, ale jednocześnie tak wiele dała swojemu narodowi.

Szymon Żyśko - redaktor DEON.pl, grafik, prowadzi autorskiego bloga "Pudełko NIC"

***

Zespół DEON.pl przygotował specjalny serwis, gdzie zebraliśmy wszystkie informacje na temat pielgrzymki papieża Franciszka do Kolumbii. Informacje te znajdziesz TUTAJ >>

Dziennikarz, reporter, autor książek. Specjalista ds. social mediów i PR. Interesuje się tematami społecznymi.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jej agonia na oczach świata trwała 3 dni. Dziś może zostać świętą.
Komentarze (1)
R
Rafał
9 września 2017, 12:53
Szczerze, to nie widzę podstawy do ogłaszenia błogosławioną. To wzruszająca opowieść, postawa jej jest godna pochwały, ale ciężko postawić ją za przykład cnót dla kolejnych pokoleń. No nie jestem przekonany. Ciekawe co zrobi SA.