Calvin nie przyszedł dziś do szkoły. W Kangemi, jednej z najbiedniejszych dzielnic Nairobi (Kenia), może to oznaczać coś niebezpiecznego.
Dzieci, szczególnie sieroty albo z rodzin rozbitych narażone są na przeróżne formy przemocy. Skrajna bieda w jakiej żyją często jest powodem głodu lub ciężkich chorób. W takich sytuacjach Sophie, pracownik socjalny UPENDO Program, zwykle odwiedza uczniów w ich domach. Idziemy z nią.
Aby nie zgubić się w labiryncie małych domków, przypominających raczej szopy niż mieszkania, prowadzi nas Michele, 10-letnia koleżanka z klasy Calvina. Zastajemy go przed domem trzymającego na ręku swojego 9-miesięcznego braciszka. Widok jest prawdziwie przejmujący. Calvin jest 7 letnim wychudzonym chłopcem. Ma duże ciemne oczy, jest ubrany w przykrótkie spodnie i niepasującą marynarkę. Jest spokojny i podejrzanie smutny. Być może zaniepokoiła lub zawstydziła go ta niezapowiedziana wizyta Sophie w towarzystwie dwóch "mzungu", jak w suahili nazywają białych...
Dom Calvina jest bardzo mały i bardzo biedny. Przypomina bardziej blaszaną szopę niż dom mieszkalny. Wchodzimy do środka. Jest tam miejsce tylko na jedno łóżko i niewielką sofę. Warunki sanitarne są poniżej wszelkich standardów, także afrykańskich. Czekamy chwilę, aż mama Calvina się obudzi. Po odgłosach poznajemy, że jest bardzo słaba i że kosztuje ją podniesienie się. Mam Calvina jest dwudziestoparoletnią kobietą. Jest zaniedbana, nie mówi po angielsku i jest nosicielem HIV, podobnie jak Calvin. Jest wyraźnie osłabiona i trochę nieprzytomna. Tłumaczy, że Calvin nie mógł iść do szkoły, bo od kilku dni jest chory na zapalenie płuc i kaszle krwią; mógłby zarazić innych uczniów. Zapewnia nas, że nazajutrz pewnie już dojdzie do siebie i będzie mógł pojawić się na zajęciach. Sophie pyta czy mają co jeść. Dowiadujemy się, że ojciec młodszego synka od czasu do czasu przynosi im pieniądze na jedzenie i mieszkanie. Zawsze to jakieś wsparcie dla samotnej niepracującej matki.
Calvin miał dużo szczęścia, że został przyjęty do UPENDO Program. Trafiają tam starannie wyselekcjonowane dzieci z Kangemi będące sierotami lub szczególnie zagrożone biedą lub przemocą. UPENDO Program to organizacja działająca przy jezuickim kościele św. Józefa Robotnika, jedynej katolickiej parafii w Kangemi, slumsie zamieszkałym przez ponad 100 tyś. osób. Przy poszukiwaniu szczególnie potrzebujących dzieci czynny udział biorą działające przy parafii grupy modlitewne.
Dzieci, które trafiają pod opiekę UPENDO zaczynają od zerówki gdzie, oprócz zajęć przygotowujących je do pójścia do szkoły podstawowej, mają zapewnione dwa posiłki (śniadanie i obiad), mundurek, książki i przybory szkolne oraz opiekę medyczną. Calvin jest jednym z dzieci uczęszczających do zerówki. UPENDO nie prowadzi swoich szkół poza wspomnianą zerówką, ale ci mali wychowankowie nie są pozostawiani sami sobie. Zarówno w szkole podstawowej, średniej, a nawet na studiach mogą oni liczyć na czynne wsparcie ze strony tej organizacji. "Od kiedy dołączyłam do projektu, kiedy byłam mała, nigdy nie brakowało mi tego co konieczne, szczególnie odnośnie potrzeb w szkole. Obecnie jestem na pierwszym roku psychologii na Kenyata College i ciągle Program płaci moje czesne" - dzieli się z nami Mercy Otieno, jedna z modelowych wychowanek UPENDO Program (upendosj.wordpress.com).
Na zajutrz Calvin pojawia się w szkole. Ma na sobie ładny czerwony sweterek, granatowe spodenki, wysokie podkolanówki i wygodne skórzane buty. Swoje zajęcia zaczyna o 8.30 od ponad półgodzinnej modlitwy w znacznej części prowadzonej przez samych uczniów. Potem zajęcia z angielskiego, matematyki, przyrody i języka suahili. Podczas przerwy ma zapewnione smaczne śniadanie a potem bawi się na trawniku albo z zapałem gra z kolegami w piłkę i jest bardzo żywy i radosny. Tu może zapomnieć o swoich domowych troskach i mieć nadzieję na przyszłość dużo lepszą niż jego mama.
* "Upendo" w języku suahili znaczy "miłość".
Świadectwo Mercy Otieno: http://upendosj.wordpress.com/2014/07/10/mercy-otieno


Skomentuj artykuł