Wojciech Surówka OP o pracy z młodzieżą: przyniesie owoce w następnym pokoleniu. My nie zobaczymy fajerwerków. Żadnych

Wojciech Surówka OP o pracy z młodzieżą: przyniesie owoce w następnym pokoleniu. My nie zobaczymy fajerwerków. Żadnych
fot. Lednica2000.pl
Niedziela, 10:05
KAI / sz

- Mniej romantyzmu, wielkich wydarzeń, wielkich akcji, więcej pozytywizmu, rzetelnej, pogłębionej pracy u podstaw – to, zdaniem o. Wojciecha Surówki OP, duszpasterza Lednicy, zadanie, jakie stoi dziś przed Kościołem w Polsce jeśli chodzi o pracę z młodzieżą. - Młodzi ludzie potrzebują formacji deuterokatechumenalnej, wprowadzającej w życie wiarą. Formy istniejące obecnie wymagają zdecydowanego poszerzenia. Czekamy na nowego Blachnickiego – podkreśla dominikanin. Jak zaznacza, powinniśmy mieć też świadomość, że ta „praca u podstaw” przyniesie owoce dopiero w następnym pokoleniu. - My nie zobaczymy fajerwerków. Żadnych – stwierdza.

Nie trzeba badania socjologicznego, by zauważyć, że młodzież odpływa z Kościoła. To już widać „gołym okiem” – mówi o Wojciech Surówka OP nawiązując do wyników sondażu przeprowadzonego przez IBRIS dla „Rzeczpospolitej”. Z sondażu wynika, że zaledwie 9 proc młodych ludzi między 18 a 29 r. ż. ocenia swój stosunek do Kościoła jako pozytywny.

Zdaniem o. Surówki, przyczyny tego zjawiska wiążą się po pierwsze - z pewnymi błędami duszpasterskimi popełnianymi w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, po drugie – z serią gorszących skandali w Kościele, które niszczą zaufanie do niego, nie tylko wśród młodych.

- Młodym zabrakło stałej, rzetelnej, pogłębionej formacji chrześcijańskiej. Przeceniliśmy katechezę i przeceniliśmy znaczenie duszpasterstwa poprzez wydarzenia, takie jak Światowe Dni Młodzieży, Strefa Chwały, również takie jak Lednica – twierdzi dominikanin. Wyjaśnia, że religia w szkole, jako pewien sposób przekazywania wiedzy o kulturze chrześcijańskiej, zdaje egzamin. Trudno jednak w ramach zajęć szkolnych prowadzić prawdziwą katechezę, która ma być wprowadzeniem w misterium życia w Kościele i w tajemnicę Jezusa Chrystusa. – Liczenie na to, że katecheza jest w stanie zapewnić młodym formację stałą było błędem. Nie jest w stanie – podkreśla o. Surówka.

Dominikanin przypomina jednak, że obok katechezy Kościół w ostatnich latach próbował także docierać do młodzieży na wiele innych sposobów i to, wydawało się, z dużymi sukcesami. Tysiące osób uczestniczyło w spotkaniach przeznaczonych dla młodych, jak Lednica, Stadion Młodych, Strefa Chwały nie mówiąc o Światowych Dniach Młodzieży. Zdaniem o. Surówki duszpasterskim błędem ostatnich kilkunastu lat jest przywiązywanie zbyt dużej wagi do tego rodzaju wydarzeń, a zbyt mała koncentracja na spokojnej, rzetelnej, choć nie dającej spektakularnych sukcesów pracy formacyjnej, która prowadzona jest np. we wspólnotach oazowych.

- Ks. Franciszek Blachnicki mówił o konieczności formacji deuterokatechumenalnej, która powinna być stałym elementem chrześcijańskiego życia, na wszystkich jego etapach. Geniusz Blachnickiego polegał m.in. na tym, że widział ludzi młodych w perspektywie formacji stałej, trwającej zasadniczo od szkoły podstawowej, począwszy od Oaz Dzieci Bożych poprzez oazy dla młodzieży i mającej swoją kontynuację w formacji małżeńskiej w Kościele Domowym. Oczywiście owocna formacja nie odbywa się tylko w ruchu Światło Życie ale również we wspólnotach odnowy, w neokatechumenacie i w wielu innych ruchach i wspólnotach – podkreśla o. Surówka.

Dlaczego to zostało nieco zaniedbane? Odpowiedź jest prosta: to jest trudne. Brakuje księży, którzy chcieliby się zaangażować, by młodzieży towarzyszyć Trudno jest formować ludzi na stałe, gdy czasem brak spektakularnych efektów. A, jak zwraca uwagę o. Surówka, duszpasterze też chcieliby widzieć sukces. Wygodniej, łatwiej jest zorganizować wydarzenie, zaprosić na nie kilkaset osób, które przeżyją coś wyjątkowego, czują się zmobilizowane, chcą czegoś więcej. Tylko – z tym „więcej” jest potem dużo trudniej…

- Wydarzenia tak naprawdę nie budują wspólnoty, nie integrują ludzi i nie zapewniają formacji. Uwierzyliśmy, że jest nas dużo, bo było nas dużo na Lednicy i na ŚDM ale to się okazało złudne – mówi duszpasterz Lednicy. Jego zdaniem skądinąd interesujące byłyby badania w gronie osób uczestniczących w tego rodzaju religijnych wydarzeniach kilkakrotnie i jednorazowo – na ile wśród nich obserwowalny jest kryzys wiary i spadek zaufania do Kościoła. – To mogłaby nam dokładniej pokazać, na czym polega problem – podkreśla.

O. Surówka zwraca też uwagę na zmianę, która zwłaszcza w świecie ludzi młodych dokonała się poprzez media społecznościowe. –To, że obraz społeczeństwa, czy Kościoła, który kształtuje się w tych mediach jest albo częściowo albo nawet zupełnie oderwany od rzeczywistości, to coś, z czym jeszcze sobie w Kościele nie radzimy – stwierdza. – Warto też podkreślić, że jednorazowe spotkanie na kilka tysięcy osób o wiele łatwiej atrakcyjnie pokazać w mediach niż stałą formację wspólnoty młodzieżowej przy parafii – dodaje.

Zdaniem o. Surówki zasadniczo drugim czynnikiem, który powoduje spadek zaufania do Kościoła są ujawniane ostatnio skandale i przestępstwa związane z wykorzystywaniem seksualnym i brak odpowiedniej reakcji na to ze strony hierarchów. Dominikanin zwraca uwagę, że przejrzystość i przyznanie się do winy nie jest prawdopodobnie w stanie uratować zaufania do konkretnej osoby, która zawiniła lecz może spowodować to, że zachowane zostanie zaufanie do instytucji. Przeciwnie – brak przejrzystości i uznania winy powoduje upadek autorytetu nie tylko konkretnej osoby ale i całej instytucji, czego obecnie jesteśmy świadkami. – Przejrzystość i umiejętność stanięcia w prawdzie – to coś, czego bezwzględnie potrzebujemy – podkreśla dominikanin.

Przypomina, że swoich słabości nie ukrywali również Apostołowie a za pozytywny przykład ostatnich lat uznać można bp. Piotra Jareckiego, który po wypadku spowodowanym alkoholem przeszedł terapię, po czym wrócił do posługi a poprzez swoje doświadczenie i otwarte przyznanie się do niego, jest w stanie teraz pomagać innym księżom, które mają podobne problemy.

Jakie przed Kościołem w Polsce rysują się drogi wyjścia z kryzysu? - Potrzeba nam nowych pomysłów – jestem o tym przekonany. Czekamy na nowego Blachnickiego. Obecnie istniejące formy deuterokatechumenatu powinny być zdecydowanie poszerzone. Np. w formie katechumenatu powinno być też prowadzone przygotowanie do małżeństwa, o tym zresztą pisali już kilka lat temu polscy biskupi. Wiele osób, które przygotowuje się do małżeństwa nie ma podstaw – nie zna symbolu wiary, nie ma pewnych niezbędnych nawyków życia chrześcijańskiego – twierdzi duszpasterz Lednicy.

- Więcej pracy u podstaw. Mniej romantyzmu – podsumowuje. – My jeszcze żyjemy takim romantyzmem katolickim – wielkie akcje, wielkie rocznice, wielkie postaci… Tymczasem nam jest potrzebny teraz pozytywizm. Ciężka, żmudna praca u podstaw, ze świadomością, że to przyniesie efekty dopiero w następnym pokoleniu. Nie w tym. Musimy się zgodzić, że my nie zobaczymy fajerwerków. Żadnych – stwierdza.

Kluczowy jest zdaniem dominikanina również powrót do życia duchowego i modlitwy a także postawienie Chrystusa w centrum wszystkiego, co robimy. – Jest bardzo wiele inicjatyw i działań duszpasterskich, w ramach których można w ogóle nie mówić o Chrystusie. Dzieła społeczne i charytatywne – to wszystko jest bardzo ważne, ale to On powinien być zawsze w centrum. Wszystkie projekty duszpasterskie powinniśmy sprawdzać poprzez prosty probierz: czy to jest wokół Chrystusa, czy to prowadzi do Chrystusa – wyjaśnia.

- My mamy ludzi prowadzić do Chrystusa, bo to jest Kościół Chrystusa. Nie Jana Pawła, czy Jana Góry. Widzimy, że nawet św. Jan Paweł II – on też jest uwikłany w historię, też mógł popełniać błędy. Tylko Chrystus jest w stanie zaspokoić wszystkich, odpowiedzieć na wszystkie pytania – stwierdza dominikanin.

Odpowiedzią na kryzys wśród młodzieży powinno być też, zdaniem o. Surówki, wcześniejsze dopuszczanie młodych do sakramentów – wcześniejsza Pierwsza Komunia św. i wcześniejsze bierzmowanie. – My ciągle ludzi odsuwamy od sakramentów, bo są niedojrzali. A kiedy będą? Może nigdy. To jest intelektualizm – chcemy, by młodzi wszystko zrozumieli i dopiero wtedy damy im Ducha św. A kto ma to im wytłumaczyć, jak nie Duch św.? Sakrament nie jest nagrodą za dobre sprawowanie, ale jest po to, by dać nam siłę – podkreśla zakonnik.

W ramach pracy u podstaw z inicjatywy franciszkanina o. Kordiana Szwarca, w najbliższą niedzielę na Lednicy odbędą się Pola Dialogu – kilkugodzinne wirtualne spotkanie młodzieży z różnych środowisk, która razem z zawodowym mediatorem rozmawiać będzie na temat wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej. – My będziemy jakby z boku tego wydarzenia. Mediator pomoże młodym usłyszeć ich własne uczucia i to, co mają w sercach w związku z tym wyrokiem ale też usłyszeć, to co myślą o tym inni. Będziemy się w ten sposób uczyć dialogu – zaznacza o. Surówka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Wojciech Surówka OP
29,00 zł

Odsłaniając swoje "góro-leśne" pochodzenie, ojciec Wojciech wpuszcza nas do wnętrza, które jest utkane wielkim bogactwem. Przemyślenia inspirowane literaturą piękną, filozofią, odkryciami teologów i własnymi doświadczeniami, także w pracy duszpasterskiej w Rosji i na Ukrainie, mogą...

Skomentuj artykuł

Wojciech Surówka OP o pracy z młodzieżą: przyniesie owoce w następnym pokoleniu. My nie zobaczymy fajerwerków. Żadnych
Komentarze (4)
YS
~Yonash Shanoy
23 listopada 2020, 10:20
Ojcze Wojciechu ! Ma Ojciec świętą rację. Dobrych owoców nie widać NIGDY w tym samym pokoleniu. W tym samym pokoleniu można zobaczyć TYLKO ZŁE owoce. Taką zasadę wyznawał o. Tomasz Pawłowski OP.
AA
~A. A.
23 listopada 2020, 00:49
Wśród młodziezy - tak jak i wśród dorosłych - nastąpił wyraźny podział i krystalizacja poglądów. Albo ktoś wierzy mocno - albo odchodzi od Kościoła. Nie ma "letniości". Więc część szuka czegoś więcej, jeździ na Lednicę itp, a druga grupa odchodzi całkiem. Zawiodły katechezy w szkole. Przez uczniów traktowane jako jeszcze jedna lekcja, którą trzeba zaliczyć, przez katechetów z kolei jako coś, co się im należy - uwierzyli, że młodzież "musi" sie uczyć, musi przychodzić na katechezę, więc oni nie musza się starac o jakość. Do tego skandale w Kościele, utrata wiarygodnosci...
AA
~Anna A.
23 listopada 2020, 00:44
Nie zgadzam się z tą diagnozą! Wielkie wydarzenia (Lednica, Dni Młodzieży itp) są bardzo potrzebne, jak najbardziej kształtują młodzież i tworza wspólnotę. Od Kościoła odchodzi inna młodzież, nie ta "z wydarzeń". Odchodzą ci, którzy własnie tej wspólnotowości, tego żywego Kościoła nie zaznali! Prosze bardzo uważać, zeby nie wylac dziecka z kąpielą, żeby nie rezygnować z tego, co jest dobre, co działa! Znam wielu młodych ludzi - ci uformowani na takich wydarzeniach nadal trwają w Kościele, są mocni w wierze.
GG
~Gość Gościówa
23 listopada 2020, 14:05
Co to znaczy zaznać wspólnoty w Kościele. Kościół to nie hipermarket, gdzie się tylko bierze. Jak się przychodzi do wspólnoty, to po to by dawać, dzielić się oraz brać (ale to zawsze powinno być na końcu). Wszyscy narzekają na katechezy, księży, katechetów - ale NIKT nie pomyślał - księża katecheci TAKŻE - aby po 10 latach katechezy w szkołach czyli ok. 2000 r. zrobić remanent. Ludzki w katechezie! Wielu katechetów czy katechetek robiło kursy - bo ograniczano godziny z innych przedmiotów i trzeba było dobić do etatu. No i ... mamy efekty owego nauczania. A tu trzeba było przetrzepać to "Nauczające towarzystwo", które dalej istnieje w szkołach. Do katechezy powinni być świadkowie Boga, a nie nauczyciele.

Skomentuj artykuł

Wojciech Surówka OP o pracy z młodzieżą: przyniesie owoce w następnym pokoleniu. My nie zobaczymy fajerwerków. Żadnych
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.