"Królik po berlińsku" - duże szanse na Oscara

"Królik po berlińsku" - duże szanse na Oscara
"Jak chyba każdy Polak trzymam mocno kciuki za Królika po berlińsku" - powiedział PAP Andrzej Bukowiecki (fot. filmweb.pl)
PAP / slo

Z Hollywood dochodzą sygnały, że "Królik po berlińsku" - "świetnie zrobiony, będący genialną metaforą" - ma duże szanse na Oscara - zwrócili uwagę polscy krytycy filmowi w niedzielnych rozmowach z PAP. Film trwa 40 minut, jest koprodukcją polsko-niemiecką.

82. w historii ceremonia rozdania Oscarów odbędzie się w niedzielę (w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego) w Teatrze Kodaka w Los Angeles.

"Jak chyba każdy Polak trzymam mocno kciuki za Królika po berlińsku" - powiedział PAP Andrzej Bukowiecki. "Nie chcę zapeszać, ale z sygnałów, jakie dochodzą z Hollywood, wynika, że film ma dobre notowania i duże szanse" - cieszył się krytyk.

Zdaniem Bukowieckiego, "już sama nominacja jest rodzajem srebrnego medalu dla filmu". "Ale mam wrażenie, że w przypadku "Królika.." mamy szansę na złoto, czyli Oscara. Może nasi sportowcy zapoczątkowali dobrą passę na igrzyskach? Miejmy nadzieję, że złoto "przejdzie" z Justyny Kowalczyk na Bartka Konopkę" - powiedział Bukowiecki.

DEON.PL POLECA

Bożena Janicka z miesięcznika "Kino" przyznała w rozmowie z PAP, że kibicuje "Królikowi..." od czasu, gdy po raz pierwszy zobaczyła ten film. "Powiedziałam wtedy: "To jest murowany Oscar za inteligencję"" - wspominała w niedzielę.

"Królik..." ma w sobie najbardziej inteligentny pomysł, jaki od lat widziałam w kinie. Zrobiony jest też świetnie, ale istota rzeczy polega na tym, żeby coś takiego wymyślić. Ten film jest w gruncie rzeczy genialną metaforą. Współczesne kino wyraźnie zaczyna wyrastać z płaskich opowieści w stylu "CV jakiegoś pana". Metaforyczność "Królika..." nawiązuje do tradycji nobilitujących kino jako sztukę wysoką" - oceniła Janicka.

"Królik... zaczyna się jak film oświatowy i widz na początku ulega temu wrażeniu. Metaforyczna fabuła filmu w sposób naturalny wyrasta z autentycznych faktów. Królik...pokazuje, jak nam się żyło w naszej części świata za murem: wygodnie na swój sposób, nie najgorzej, dosyć bezpiecznie. Można powiedzieć, że było nawet dość fajnie. Tylko że nawet królik, jeśli siedzi za murem, zaczyna się podkopywać. Bo jest ciekaw, co jest po drugiej stronie" - mówiła PAP Janicka.

40-minutowy "Królik po berlińsku" jest jedyną produkcją europejską nominowaną do Oscara w kategorii najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny (nominację do Oscara za "Królika..." otrzymali reżyser Bartek Konopka i producentka Anna Wydra). Pozostałe cztery to filmy amerykańskie: "China's Unnatural Disaster: The Tears of Sichuan Province" (reż. Jon Alpert i Matthew O'Neill), "The Last Truck: Closing of a GM Plant" (reż. Steven Bognar i Julia Reichert), "The Last Campaign of Governor Booth Gardner" (reż. Daniel Junge) oraz "Music by Prudence" (reż. Roger Ross Williams).

Sam Konopka uważa, że jego najpoważniejszym konkurentem może być ten ostatni. "Music by Prudence to film o dziewczynie z Zimbabwe, która jest niepełnosprawna i poprzez śpiew pokonuje swoje ograniczenia. Wzruszająca historia, działająca na emocje" - mówił 37-letni reżyser na konferencji prasowej w Warszawie pod koniec lutego.

"Królik po berlińsku" - dokument kreatywny z użyciem materiałów archiwalnych i animacji - jest koprodukcją polsko-niemiecką. Głównym producentem tego filmu jest Anna Wydra z firmy MS Films z Warszawy. Niemieckim koproducentem jest firma produkcyjna ma.ja.de Filmproduktion. Do projektu dołączyły również: fiński nadawca YLE, belgijski Lichtpunkt, holenderski VPRO, niemieckie MDR, RBB i ARTE oraz Telewizja Polska. Ponadto projekt wsparły m.in. Polski Instytut Sztuki Filmowej i Mistrzowska Szkoła Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy.

"Królik..." jest dziełem czwórki przyjaciół. Należą do nich: reżyser Bartek Konopka, autor zdjęć i współscenarzysta Piotr Rosołowski, producentka Anna Wydra oraz montażysta Mateusz Romaszkan. Współtwórcą komentarza w filmie jest Michał Ogórek. Oryginalną muzykę do filmu skomponował Maciej Cieślak znany z zespołu Ścianka.

"Chcemy tym filmem opowiedzieć o wolności i bezpieczeństwie; jak trudno jest osiągnąć właściwą równowagę między nimi. Kiedy cieszymy się bezpieczeństwem - zaczyna nam brakować wolności. Kiedy zdobędziemy wolność - narzekamy na brak bezpieczeństwa. Nie da się mieć obu tych wartości równocześnie. Ale też nigdy nie przestaniemy szukać złotego środka" - deklarują Bartek Konopka i Piotr Rosołowski, których słowa zamieszczono na specjalnej stronie internetowej filmu.

"Królik po berlińsku" jest metaforyczną, poruszającą, a zarazem pełną humoru opowieścią o tysiącach dzikich królików, które przez 28 lat zamieszkiwały obszar zieleni stworzony między dwoma pasami muru berlińskiego. Poprzez historię o królikach, opowiedziano o losach ludzi - o "gatunku homo sovieticus, czyli ludziach ukształtowanych w komunistycznym systemie".

W USA kampanię promującą "Królika..." przed galą Oscarów prowadzi znana firma działająca w dziedzinie public relations - Chasen&Company, z agentką Ronni Chasen na czele. Firma ta pracowała wcześniej przy kampaniach promocyjnych wielu głośnych filmów, m.in.: "Slumdog. Milioner z ulicy", "To nie jest kraj dla starych ludzi", "Władca Pierścieni. Powrót króla", "Chicago", "Zakochany Szekspir", "Wożąc panią Daisy". "Poznaliśmy Ronni Chasen poprzez Jana A.P. Kaczmarka - laureata Oscara, któremu Ronni też pomagała" - wyjaśnił Konopka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

"Królik po berlińsku" - duże szanse na Oscara
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.