Co się wydarzyło w Październiku '56

Władysław Gomułka przemawia na Placu Defilad w Warszawie, 24 października 1956 r. (Domena publiczna)
Michał Wenklar

24 października mija 59 lat od słynnego przemówienia Władysława Gomułki na Placu Defilad w Warszawie. Wystąpienie to stanowiło apogeum, a zgodnie z zawierającym się w nim hasłem "dość wiecowania" także początek końca odwilży Października 1956 r. Warto w tę rocznicę wskazać trzy charakterystyczne cechy ówczesnych wydarzeń.

Granice odwilży

Po pierwsze, październikowe przemiany były skanalizowane tak, żeby nie przekraczać pewnych granic. Granice te wyznaczały trzy pojęcia: nierozerwalności sojuszu z ZSRS, władzy PZPR, ideologii socjalistycznej.

Założeń tych nie naruszała większość wiecowych rezolucji, pilnowali ich liderzy Października. Nie musieli przy tym wierzyć, że są to najlepsze dla Polski rozwiązania, ale uznawali - przy świadomości m.in. krwawo stłumionego powstania w Budapeszcie - że takiego kompromisu wymaga aktualna sytuacja. Gdy grupa młodych naukowców i literatów zakładała w Krakowie klub dyskusyjny "Rzeczywistość" to jego deklaracja ideowa zawierała m.in. hasło demokracji socjalistycznej. Jak przyznawali później twórcy klubu, większości ta frazeologia była obca, trzeba było jednak takie taktyczne zapisy umieścić. Podobnie, gdy na jednym z wieców złożono wniosek, żeby do rezolucji wpisać słowa: Polska jest krajem katolickim i dlatego domagamy się uwolnienia prymasa Stefana Wyszyńskiego, to na wniosek Lechosława Goździka z Żerania zapisano: Polska jest krajem socjalistycznym i dlatego nie wolno nikogo więzić niewinnie, żądamy więc uwolnienia prymasa Stefana Wyszyńskiego.

DEON.PL POLECA

Takie podejście wyjaśnił związany z grupą odradzającego się wówczas "Tygodnika Powszechnego" Stefan Kisielewski. Deklarował, że choć sam jest zwolennikiem ustroju demokracji typu anglosaskiego, to w obecnych warunkach nawet próba wprowadzenia systemu wielopartyjnego mogłaby się skończyć tragicznie, bo groziłaby naruszeniem sojuszu z ZSRS będącego podstawą polskiej polityki zagranicznej. Że choć sam nie jest socjalistą, uważa, że aktualnie trzeba w Polsce budować socjalizm. Że rządzić ma Partia, byle rządziła zgodnie z wolą narodu.

Nie dla wszystkich był to tylko wybieg taktyczny. Wśród walczących o demokratyzację i praworządność w Październiku byli oczywiście i tacy, którzy naprawdę wierzyli w socjalizm i w to, że dopiero Październik pozwoli na jego urzeczywistnienie. Pozostawali jednak w opozycji do większości społeczeństwa. Gdy z trybun wiecowych intonowano "Międzynarodówkę", ludzie śpiewali "Rotę". Kiedy do Zarządu Uczelnianego PZPR na Uniwersytecie Warszawskim zgłosiło się dwóch oficerów "ludowego" Wojska Polskiego z deklaracją, że w razie interwencji sowieckiej będą bronić Warszawy, to na pytanie młodego "ideowego" studenta, czy zapewniają, że nie wystąpią przeciw klasie robotniczej padła odpowiedź: "No, powiedziałbym inaczej, nie wystąpię przeciwko narodowi polskiemu."

Sprzeciw ustawionych

Po drugie zaskakującym, ale i przykrym zjawiskiem Października był fakt, że próbom odtwarzania zlikwidowanych w okresie stalinowskim instytucji, np. naukowych czy kulturalnych, przeciwstawiały się osoby z zainteresowanego środowiska, które w jakiejś mierze były beneficjentami poprzednich decyzji władz.

Tak było w przypadku Teatru Rapsodycznego, tego założonego jeszcze w 1941 r. przy katolickiej organizacji konspiracyjnej "Unia", w którym aktorskie szlify zdobywał Karol Wojtyła. Teatr ten został zlikwidowany przez władze w 1953 r. Po Październiku jednym z najważniejszych postulatów krakowskiej odwilży w dziedzinie kultury stało się hasło jego odtworzenia. Okazało się wówczas, że opór nie płynie ze strony władzy. "Za" był nawet członek władz krakowskiej partii Bolesław Drobner, poparcia udzielało Ministerstwo Kultury i Sztuki. Sprzeciwili się członkowie zespołu Starego Teatru, który wcześniej przejął scenę Teatru Rapsodycznego przy ul. Bohaterów Stalingradu (obecna Starowiślna) i nie chciał jej teraz zwracać, w obawie o miejsce pracy własnych aktorów.

Podobnie było przy próbie reaktywacji niezwykle zasłużonej dla życia naukowego Krakowa Polskiej Akademii Umiejętności. PAU, choć nie została formalnie zlikwidowana, to jednak przestała funkcjonować w czerwcu 1951 r., a jej majątek został przekazany powstającej w Warszawie Polskiej Akademii Nauk, stanowiącej zasadniczy element reorganizacji na wzór sowiecki życia naukowego w Polsce. Gdy po Październiku 1956 r. większa część krakowskiego środowiska naukowego podjęła próbę odtworzenia Akademii, to ich głównymi oponentami stali się ci dawni działacze PAU, którzy uczestniczyli w jej likwidacji, a następnie zajęli wysokie stanowiska w PAN.

Co pozostało

Po trzecie, wskazać należy, że z szerokiej listy zdobyczy Października, większość szybko przepadała. Zamiast UB działała SB, partia dalej rządziła dyktatorsko, wróciła cenzura, nie ziścił się samorząd robotniczy itd. Trwałe okazały się dwie zdobycze - te dotyczące Kościoła i polskiej wsi.

Choć przywrócona wówczas katecheza w szkole po kilku latach znów została z niej usunięta, a chwilowa zgoda na budownictwo sakralne szybko się skończyła - czego brutalnym przykładem były walki w obronie nowohuckiego krzyża w kwietniu 1969 r. - to jednak kard. Wyszyński pozostał prymasem, władze musiały zapomnieć o marzeniach pełnego podporządkowania sobie Kościoła i zateizowania polskiego społeczeństwa.

Nie wrócili już komuniści - przynajmniej w takiej skali - do prób kolektywizacji wsi. Wykorzystując słowa Gomułki, że nieuzasadnione ekonomicznie spółdzielnie produkcyjne należy rozwiązać, szybko przystąpiono do likwidacji większość z nich. W skali kraju z ponad 10 tys. spółdzielni ostało się niecałe 2 tysiące, z których i tak odeszła większość członków.

***

dr Michał Wenklar - historyk, politolog, adiunkt w Instytucie Politologii Akademii Ignatianum oraz pracownik Oddziału IPN w Krakowie.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Co się wydarzyło w Październiku '56
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.