Miała pomagać w górach, dziś coraz częściej rani. Co stało się z Tatromaniakami?

Dlaczego w Tatrach łatwiej o hejt niż o pomocną dłoń? Fot. Gemini

Tatry przeżywają obecnie prawdziwe oblężenie. Moda na chodzenie po górach rozlała się na całą Polskę, a szlaki, które kiedyś świeciły pustkami, dziś przypominają główne arterie miast. Ta popularność ma swoje odzwierciedlenie w sieci. Grupa Tatromaniacy urosła do gigantycznych rozmiarów, zrzeszając obecnie aż 885,2 tys. członków. Niestety, wraz ze wzrostem liczebności, drastycznie zmienił się klimat dyskusji.

Grupa Tatromaniacy, zrzeszająca dziś ponad 885,2 tys. członków, coraz częściej przestaje być miejscem wsparcia, a zaczyna przypominać pole do wyśmiewania innych. Ludzie publikują posty z anonimowych kont, a pod wieloma z nich pojawia się jedno zdanie:

DEON.PL POLECA



"Proszę, nie hejtujcie".

To wiele mówi o kondycji tej społeczności. Bo jeśli w miejscu, które miało łączyć pasjonatów, o zwykły szacunek trzeba prosić – coś ewidentnie poszło nie tak.

Mizoginia pod przykrywką "troski"

Na pierwszy ogień idą często kobiety – szczególnie te, które chcą samodzielnie ruszyć w góry. Nie szukają sensacji, nie "prowokują". Zadają dokładnie te same pytania, które zadają setki innych użytkowników: o trasę, warunki, bezpieczeństwo. Różnica polega tylko na tym, że pod ich postami reakcje wyglądają zupełnie inaczej.

Fot. Facebook / Grupa: Tatromaniacy

DEON.PL POLECA


Zamiast odpowiedzi pojawia się ton, który trudno pomylić z czymkolwiek innym niż protekcjonalizm. Komentarze w stylu: "góry to nie miejsce dla samotnych dziewczyn" albo sugestie, by "znaleźć sobie jakieś przyzwoite atrakcje w Zakopanem", nie mają nic wspólnego z realną troską o bezpieczeństwo.

To nie jest ostrzeżenie. To jest komunikat: "to nie jest miejsce dla ciebie".

I właśnie to jest w tym najbardziej niepokojące. Bo góry z definicji są przestrzenią otwartą. Nie ma w nich "listy gości", nie ma selekcji. Każdy ma prawo spróbować, przygotować się, uczyć się na własnych doświadczeniach. Tymczasem w komentarzach coraz częściej pojawia się próba stworzenia nieformalnej hierarchii: są "ci właściwi" i są "ci, którzy powinni zostać w mieście".

Szczególnie uderzające jest to, jak często ta granica przebiega właśnie wzdłuż płci.

Doradzanie dorosłym kobietom, by zamiast na szlak wybrały "bezpieczne atrakcje", to nie tylko brak szacunku. To także przejaw bardzo przestarzałego myślenia, w którym kobieta w górach nadal bywa traktowana jak ktoś, kto "powinien znać swoje miejsce".

Paradoks polega na tym, że bardzo często padają one z ust osób, które same kreują się na "bardziej doświadczonych", "bardziej świadomych", "bardziej odpowiedzialnych".

Festiwal wyzwisk: gdy wysiłek przestaje mieć znaczenie

Druga skrajność to agresja wobec dziewczyn, które w góry wnoszą nie tylko kondycję, ale i dbałość o wygląd. Zdrowy styl życia i duma z własnego ciała są na grupie Tatromaniacy karane publicznym biczowaniem.
Fot. Facebook / Grupa: Tatromaniacy

Głównymi agresorami są tu zazwyczaj mężczyźni. Nikt nie zauważa, że przejście trasy przez Grzesia, Rakoń i Wołowiec to solidna pętla wymagająca konkretnej "łydy". Zamiast gratulacji za zdobycie wysokich szczytów, dziewczyny są wyzywane od "szonów", "lansiar" czy "atencjuszek". To czysta hipokryzja, bo ci sami ludzie, którzy narzekają na "brak pokory", sami wykazują się brakiem elementarnego wychowania. Fakt, że ktoś chce mieć ładną pamiątkę z wymagającej wyprawy, nie daje nikomu prawa do wylewania szamba w komentarzach.

Kult sprzętu i wyśmiewanie początkujących. Kiedy pytania spotykają się z pogardą

Początkujący coraz częściej zderzają się nie tyle z trudnością gór, co z reakcjami innych ludzi. Zamiast odpowiedzi dostają komentarze, że "nie dadzą rady" albo "nie powinni w ogóle przyjeżdżać". Coraz częściej pojawiają się też wpisy, które wykraczają poza zwykłą ironię i wchodzą w otwartą pogardę.
Fot. Facebook / Grupa: Tatromaniacy

Bo owszem, pytanie o Rysy czy o nocowanie w namiocie może dla kogoś bardziej doświadczonego wydawać się naiwne, nieprzemyślane, a nawet "głupie". Ale to wciąż nie daje nikomu prawa do wyśmiewania, poniżania, ani tym bardziej do pisania komentarzy, w których pojawiają się życzenia wypadku czy sugestie, że ktoś "sam się wyeliminuje".

I właśnie tu widać sedno problemu: zamiast edukować – odstraszamy. Zamiast tłumaczyć – wykluczamy. Zamiast powiedzieć: "hej, to może być niebezpieczne, sprawdź to i to", pojawia się szyderstwo.

Oczywiście, nikt nie promuje chodzenia w trampkach na Orlą Perć, to oczywista głupota. Ale równie przesadą jest robienie z wyjścia nad Morskie Oko czy na Rusinową Polanę wyprawy na poziomie ekstremalnym. Jeśli ktoś chce przejść asfaltową drogę w letni dzień w lekkim obuwiu, to jego wybór i nie powinien być za to wyśmiewany.

Czas na "Stop Hejt" w polskich górach

To, co dzieje się w komentarzach, to już nie jest tylko "ostra wymiana zdań". To systematyczne niszczenie pasji innych ludzi. Hejt w internecie zabija to, co w górach najpiękniejsze: poczucie wolności, wspólnoty i wzajemnego zaufania. Jeśli pod postem dziewczyny, która zdobyła szczyt, widzisz tylko jej ubranie, a pod pytaniem nowicjusza wypisujesz życzenia wypadku – to Ty masz problem z pokorą, nie oni.

Góry uczą nas, że każdy jest równy wobec natury. Skalna ściana nie pyta o cenę Twojej kurtki ani o to, czy idziesz sama, czy z grupą. Czas, abyśmy tej samej lekcji nauczyli się w sieci.

Zanim napiszesz komentarz, zadaj sobie pytanie: czy to, co piszę, komuś pomoże, czy ma tylko nakarmić moje ego?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Miała pomagać w górach, dziś coraz częściej rani. Co stało się z Tatromaniakami?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.