Myślał, że zrobił interes życia. 90-latka przeżyła go o kilkadziesiąt lat
We Francji od wieków funkcjonuje nietypowy sposób sprzedaży nieruchomości zwany viager. Kupujący nabywa mieszkanie na preferencyjnych warunkach, ale może się do niego wprowadzić dopiero po śmierci właściciela. Kiedy notariusz André-François Raffray podpisał taką umowę z 90-letnią Jeanne Calment, był przekonany, że zrobił interes życia. Nie wiedział jednak, że jego kontrahentka zostanie najdłużej żyjącym człowiekiem w historii.
Umowa, która miała przynieść fortunę
W 1965 roku André-François Raffray, szanowany notariusz z francuskiego Arles, zawarł z Jeanne Calment umowę typu viager. Kobieta miała wówczas 90 lat i była właścicielką atrakcyjnego mieszkania położonego nad sklepem w centrum miasta.
Zasady były proste. Raffray nie kupował mieszkania w tradycyjny sposób. Zobowiązał się do wypłacania właścicielce dożywotniej renty w wysokości 2500 franków miesięcznie. W zamian po jej śmierci nieruchomość miała przejść na jego własność.
Dla notariusza wydawało się to znakomitą inwestycją. Przeciętna długość życia Francuzek była wtedy znacznie niższa, a nawet statystyki dotyczące osób, które ukończyły 90 lat, wskazywały, że niewiele z nich dożywa 100. urodzin.
Czym jest francuski "viager"?
System viager funkcjonuje we Francji od setek lat i do dziś pozostaje legalną formą sprzedaży nieruchomości. Senior sprzedaje mieszkanie lub dom, ale zachowuje prawo do zamieszkiwania w nim aż do śmierci. Otrzymuje również comiesięczne świadczenie od kupującego.
Dla starszych osób jest to sposób na poprawę sytuacji finansowej bez konieczności wyprowadzki. Dla nabywców oznacza szansę na zakup nieruchomości poniżej ceny rynkowej. Jednocześnie jest to inwestycja obarczona ogromnym ryzykiem, ponieważ nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak długo będzie żył właściciel. Historia Jeanne Calment pokazała to wyjątkowo dobitnie.
Mijały lata, a Jeanne wciąż żyła
Notariusz szybko przekonał się, że rzeczywistość nie zawsze podporządkowuje się statystyce. Po pięciu latach nadal wypłacał rentę. Po dziesięciu również. Po piętnastu sytuacja wyglądała dokładnie tak samo. Mijały kolejne dekady, a Jeanne Calment cieszyła się zaskakująco dobrym zdrowiem. Raffray płacił jej przez 30 lat.
Ostatecznie sam zmarł w 1995 roku w wieku 77 lat. Nigdy nie przejął mieszkania, które miało być inwestycją jego życia. Nigdy też nie spędził w nim ani jednej nocy. Po jego śmierci obowiązek dalszego regulowania należności przejęła wdowa.
Najstarsza kobieta świata
Jeanne Calment przeżyła nie tylko notariusza. Przeżyła również niemal wszystkich swoich rówieśników i ostatecznie została uznana za najdłużej żyjącego człowieka w historii, którego wiek został oficjalnie potwierdzony. Zmarła 4 sierpnia 1997 roku, mając 122 lata i 164 dni. Do dziś nikt nie pobił jej rekordu.
Spotkała Vincenta van Gogha
Długowieczność nie była jedynym niezwykłym elementem jej biografii. Gdy miała 13 lat, spotkała Vincenta van Gogha. Artysta odwiedził sklep prowadzony przez jej rodzinę w Arles, gdzie kupował materiały malarskie. Po latach wspominała go bez większego entuzjazmu. Twierdziła, że był "brzydki, nieuprzejmy i sprawiał wrażenie chorego". Jeanne była ostatnią osobą, która mogła opowiadać o słynnym malarzu na podstawie własnych wspomnień.
Żyła po swojemu
Urodzona w 1875 roku Jeanne Calment nie przypominała stereotypowej kobiety swoich czasów. Uczyła się matematyki i nauk przyrodniczych, pobierała lekcje gry na fortepianie, a po ślubie prowadziła aktywne życie towarzyskie i sportowe. Grała w tenisa, jeździła na łyżwach, wrotkach i rowerze. Uwielbiała podróże, teatr i operę.
Jej mąż, zamożny właściciel sklepów, nie ograniczał jej aktywności i wspierał zainteresowania żony. To właśnie od niego nauczyła się polować. Z czasem została nawet przewodniczącą lokalnego stowarzyszenia myśliwskiego.
Papierosy, czekolada i kieliszek wina
Lekarze przez lata próbowali znaleźć sekret jej długowieczności. Jeanne sama podchodziła do tego z humorem. Paliła papierosy aż do 117. roku życia. Regularnie jadła czekoladę, której potrafiła zjeść nawet kilogram tygodniowo. Codziennie wypijała również niewielką ilość wina. W wieku 85 lat rozpoczęła naukę szermierki, a na rowerze jeździła do ukończenia stu lat. Choć jej styl życia trudno uznać za podręcznikowy przykład zdrowego funkcjonowania, przez większość życia zachowywała wyjątkową sprawność.
Przeżyła córkę, męża i wnuka
Za imponującym rekordem kryła się jednak również osobista tragedia. Jeanne przeżyła swoją jedyną córkę, która zmarła w wieku 36 lat na zapalenie płuc. Przeżyła męża, który odszedł w wieku 74 lat, oraz ukochanego wnuka, który zginął w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym. Mimo kolejnych strat zachowała pogodę ducha i optymizm, z których słynęła do końca życia.
"W życiu czasami robi się złe interesy"
Notariusz i jego rodzina wypłacili kobiecie kwotę znacznie przekraczającą wartość mieszkania, które miało stać się ich własnością. Gdy zapytano Jeanne o los człowieka, który zawarł z nią umowę, odpowiedziała krótko:
– W życiu czasami robi się złe interesy.

.webp)
Skomentuj artykuł