„Hannibal ante portas” – czyli barbarzyńcy w ogrodzie nauk

„Hannibal ante portas” – czyli barbarzyńcy w ogrodzie nauk
foto.unsplash.com
1 miesiąc temu

„Badanie i studiowanie greckiego oraz rzymskiego antyku szkodzi”. Tak, w każdym razie, twierdzą profesorowie historii starożytnej z uniwersytetu Stanforda (USA) oraz kilku innych amerykańskich wyższych uczelni. Powód – „studia klasyczne narzucają biały suprematyzm inspirowany neokolonializmem”.

Miniony rok był w USA czasem szczególnym. Z jednej strony pandemia Covid-19 i niespotykana w powojennych dziejach Stanów Zjednoczonych liczba ofiar wirusa. Z drugiej traumatyczne zdarzenia związane z zabójstwem Afroamerykanina George’a Floyda i powstaniem ruchu „Black Lives Matter”. Wreszcie polityczne przesilenie i zmiana na urzędzie prezydenta.

Jednak nawet najwytrawniejsi futurolodzy nie wywróżyli tego, co zafundowali całemu akademickiemu światu profesorowie historii starożytnej i filologii klasycznej z prestiżowego uniwersytetu Stanforda w Dolinie Krzemowej.

Otóż zgłosili oni postulat, ażeby w trybie pilnym zrezygnować z badań nad klasycznym antykiem (tak greckim jak i rzymskim). Kluczowym argumentem jest rasizm oraz neokolonialna postawa wszystkich głównych bohaterów starożytności, o których uczymy się od dziecka.

Za profesorami ze słonecznej Kalifornii podążyli koledzy z innych, niemniej szanowanych i renomowanych ośrodków akademickich w USA.

„Jak nie wiesz, co studiować, wybierz łacinę i grekę…”

Wiek XX w edukacji i szkolnictwie wyższym to okres absolutnej dominacji amerykańskich i brytyjskich uniwersytetów. Jednym z powodów tak wysokiej pozycji anglosaskiej nauki i tamtejszego systemu edukacyjnego był pewien uprzednio przyjęty model postępowania.

Założono, mianowicie, że najbardziej optymalną formułą edukacyjną dla przyszłego absolwenta, na przykład Harvardu, powinna być, poza specjalizacją w konkretnej dziedzinie, szeroka wiedza ogólna ze szczególnym uwzględnieniem greckiej i rzymskiej starożytności.

Teoretycy i fundatorzy amerykańskiego podejścia do edukacji wyższej przyjęli kilka fundamentalnych założeń.

Po pierwsze, elementy klasyki miały być wykładane praktycznie na wszystkich wydziałach tzw. „liberal arts” („sztuk wyzwolonych”).

Po drugie, najzdolniejsi studenci z obszaru humanistyki byli na starcie selekcjonowani i kierowani na wydział klasyki (łacina i greka oraz kultura starożytnej Grecji i Rzymu).

Po trzecie założono, że jeżeli student, w ciągu trzech lub czterech lat spędzonych na uczelni poradzi sobie (na poziomie przynajmniej dostatecznym) z nauką trudnych, klasycznych języków, tudzież intelektualnie opanuje fundamentalne dla studiów klasycznych lektury i związane z nimi narracje, to na bank da sobie radę ze wszystkim, co przyniesie mu dalsze życie.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Do najwybitniejszych absolwentów tzw. „classics” ustawiali się tłumnie potencjalni pracodawcy z różnorodnych branż. Wielu absolwentów studiów klasycznych otwierało także własne biznesy i często odnosiło w nich spektakularne sukcesy.

Przez lata na najbardziej renomowanych i prestiżowych amerykańskich uczelniach królowało powiedzenie, że „jak nie wiesz, co studiować, to wybierz łacinę i grekę a świetnie płatna posada sama cię znajdzie”.

Tak rzeczywiście było….do niedawna…

„Hannibal ante portas”, czyli niebezpieczeństwo u bram

Współcześnie czołowe amerykańskie uniwersytety stały się kuźniami lewicowych kadr. Prym wiedzie tutaj, bez wątpienia, kalifornijski uniwersytet Stanforda. Jednak w niczym nie ustępują mu ani sąsiedni Berkeley, ani najsłynniejsze uniwersytety z tzw. „ligi bluszczowej” ze wschodniego wybrzeża.

Dla niektórych amerykańskich profesorów wykładających kulturę antyczną starożytne Ateny i Rzym przestały być poznawczo interesujące. Co więcej, stały się zagrożeniem dla amerykańskiej demokracji oraz takich niesionych przez nią wartości, jak równość i tolerancja.

Amerykańscy progresiści na tym jednak nie poprzestają i w swoim zacietrzewieniu podążają w stronę totalnego absurdu i szaleństwa.

 Według nich istotą europejskiego antyku jest „biały suprematyzm inspirowany neokolonializmem”. Cóż, prostota i łatwość użycia cepa i młota od zawsze fascynowały lewicowych intelektualistów.

Jednak, jak się całemu zagadnieniu przyjrzeć bliżej, to argumenty wysuwane przez amerykańskich profesorów są anachroniczne, jałowe i co najważniejsze chybiają celu.

Rzecz bowiem w tym, że niemal wszystko, czemu nadajemy wartość w kulturze Zachodu (filozofia, nauka, prawo, medycyna czy sztuka), bez względu na epokę historyczną, jest (czy się to komuś podoba, czy też nie) wytworem rąk i umysłów białych mężczyzn. Co więcej, z reguły „suprematystów” głęboko przekonanych, że cywilizacja, którą współtworzą, jest największym osiągnięciem ducha ludzkiego w całych dziejach.

Z tego właśnie powodu rozpoczęte przez amerykańskich akademików swoiste czyszczenie przeszłości to kolejna próba zamachu tzw. „postępowców” na nasze wspólne dziedzictwo. W samej rzeczy potrzebujemy (niczym zagrożeni przez Kartagińczyków starożytni Rzymianie) z trwogą wykrzyczeć: „Hannibal ante portas”. Z tą różnicą, że w naszych czasach to nie wódz Kartaginy szturmuje mury Rzymu. Niestety, czynią to luminarze nauk wyzwolonych i to oni stanowią dzisiaj dla naszej tradycji i kultury prawdziwe i realne niebezpieczeństwo.

Jezuita / Psycholog / Terapeuta z wieloletnim stażem 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
red. ks. Marek Starowieyski
59,50 zł
85,00 zł

Męczennicy pierwszych wieków chrześcijaństwa to arcyciekawy i znakomicie uźródłowiony zbiór pism o męczeństwie, opracowany przez ks. prof. Marka Starowieyskiego, wybitnego patrologa, autora Apokryfów Nowego Testamentu oraz współtwórcę Nowego słownika wczesnochrześcijańskiego piśmiennictwa. W stosunku do zbioru ...

Skomentuj artykuł

„Hannibal ante portas” – czyli barbarzyńcy w ogrodzie nauk
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.