Papież zwalnia swojego ceremoniarza. Niedopuszczalne zachowanie prałata

Fot. Depositphotos
Silere non possum/łs

W Watykanie doszło do wydarzenia, które przypomina, że bycie blisko papieża to nie tylko przywilej, ale przede wszystkim zobowiązanie do najwyższej kultury osobistej. Papież Leon XIV, podejmując decyzję o natychmiastowym zwolnieniu swojego wieloletniego ceremoniarza, prałata Marco Agostiniego, wysłał światu czytelny sygnał: w Kościele rządzonym przez zasady Ewangelii nie ma miejsca na pogardę i rynsztokowy język, zwłaszcza jeśli padają one w oparach liturgicznych kadzideł.

Decyzja o dymisji zapadła po tym, jak do opinii publicznej przedostało się nagranie, na którym zarejestrowano skandaliczne wypowiedzi duchownego. Podczas bożonarodzeniowego spotkania papieża z pracownikami Kurii Rzymskiej, prałat Agostini, nieświadomy włączonego mikrofonu, określił swoich współpracowników mianem „culattoni”, co w języku włoskim jest wyjątkowo obelżywym, homofobicznym określeniem. Takie zachowanie wysokiego rangą urzędnika, który od 2009 roku pełnił prestiżową funkcję papieskiego mistrza ceremonii, uznano za absolutnie niedopuszczalne.

Choć obrońcy prałata próbują argumentować, że była to jedynie prywatna frustracja wyrażona w niefortunnym momencie, trudno zaakceptować takie tłumaczenie u osoby, która przez szesnaście lat służyła trzem pontyfikatom. Agostini, pracujący również w Sekretariacie Stanu – miejscu uznawanym za szkołę kurialnej dyscypliny i poufności – powinien jak nikt inny rozumieć wagę wypowiadanych słów. Jego wypowiedź była nie tylko prymitywna i nieprofesjonalna, ale uderzała w sam fundament wspólnoty, jaką powinna być Kuria Rzymska.

DEON.PL POLECA

 

 

W kręgach tradycjonalistycznych, z którymi Agostini był silnie związany poprzez swoje zamiłowanie do Mszy trydenckiej, dymisja ta bywa przedstawiana jako rodzaj prześladowania. Należy jednak podkreślić, że Kościół jako nauczyciel moralności musi wymagać od swoich funkcjonariuszy proporcjonalności i przyzwoitości. Wprowadzenie dyscypliny wobec osoby używającej rynsztokowego języka nie jest atakiem na dawną liturgię, lecz obroną godności urzędu. Sam język prałata został oceniony jako niewątpliwie niestosowny, a niewielu odważyłoby się twierdzić, że takie słowa licują z godnością kapłana odpowiedzialnego za liturgię u boku papieża.

Decyzja Leona XIV spotkała się z aprobatą środowisk domagających się przejrzystości i szacunku wewnątrz Kościoła. Portal „Silere non possum”, który opublikował nagranie, wskazuje, że prałat już wcześniej miał posługiwać się dosadnym językiem, co czyni reakcję papieża tym bardziej uzasadnioną i potrzebną. Papież, wyciągając konsekwencje wobec tak bliskiego współpracownika, pokazał, że moralna wiarygodność Kościoła jest ważniejsza niż instytucjonalna ochrona „swoich”. W świecie pełnym napięć, Ojciec Święty postawił wyraźną granicę między ludzką słabością a jawnym zgorszeniem, którego nie można tolerować na szczytach hierarchii.

Silere non possum/łs

DEON.PL POLECA


Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Papież zwalnia swojego ceremoniarza. Niedopuszczalne zachowanie prałata
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.