Prokuratura wszczęła śledztwo po ataku w Krakowie. Czyn zakwalifikowano jako terrorystyczny
Małopolski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej wszczął śledztwo w sprawie sobotniego ataku na Rynku Głównym w Krakowie. Sprawę zakwalifikowano jako czyn o charakterze terrorystycznym. Sprawca nie został jeszcze przesłuchany, bo jego stan zdrowia na to nie pozwala.
Zakres śledztwa
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Tomasz Waszczuk poinformował, że postępowanie obejmuje dwa zdarzenia z 7 listopada 2026 r. Pierwsze to zabicie sześciu osób w Krakowie z użyciem broni palnej oraz usiłowanie zabójstwa wielu innych osób, w tym policjantów. Ten czyn ma charakter terrorystyczny. Drugie to zabicie trzech osób w Ostrowcu Świętokrzyskim, również z użyciem broni palnej (art. 148 § 3 k.k.). Według prokuratury materiał dowodowy wskazuje, że obu czynów dokonała ta sama osoba.
Czyn jest zagrożony karą dożywotniego pozbawienia wolności.
Stan sprawcy
24-latek jest w szpitalu pod stałym nadzorem policjantów. Prokurator wyjaśnił, że sprawca nie został jeszcze formalnie zatrzymany, bo jego stan zdrowia uniemożliwia czynności procesowe. Prokuratura czeka na informacje od lekarzy. Gdy stan mężczyzny na to pozwoli, zostaną mu przedstawione zarzuty i zostanie przesłuchany, a następnie zapadną decyzje o środkach zapobiegawczych.
Czynności śledczych
Prokuratorzy kontynuują oględziny miejsc zdarzenia, także tych, którymi poruszał się samochód sprawcy. Zabezpieczane są wszystkie nagrania z monitoringu, które mogą pomóc odtworzyć przebieg ataku. Śledczy zapowiadają też analizę działań 24-latka sprzed ataku, weryfikację jego pozwolenia na broń oraz zbadanie przeszłości i powiązań osobistych.
Wstępne ustalenia wskazują, że sprawca miał pozwolenie na broń, ale na tym etapie prokuratura nie podaje szczegółów.
Przebieg ataku
W sobotę po południu zamaskowany 24-latek wjechał autem na Rynek Główny i otworzył ogień do ludzi. Zginęło sześć osób, a kilkanaście zostało rannych, w tym dwóch policjantów. Sprawca został ranny w wymianie ognia z policją i zatrzymany na miejscu, po czym trafił do szpitala.
Źródło: RMF24


Skomentuj artykuł