Chciała znaku od Boga. To, co wydarzyło się później, trudno uznać za przypadek

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Ilyuza Mingazova / Unsplash
Anonimowa Czytelniczka

Miała 40 lat, dwóch dorastających synów, męża, który nie chciał słyszeć o kolejnym dziecku, i poczucie, że w jej życiu czegoś brakuje. Zaczęła więc prosić Boga o znak i wskazanie drogi. Niedługo później w jej pracy pojawiła się nieznajoma kobieta. Nie miała wątpliwości: to była odpowiedź, na którą czekała.

Chciałabym podzielić się moim świadectwem, że Pan Bóg żyje, jest żywy i działa w naszym życiu, jak Mu zawierzymy. Wszystko zdarzyło się 13 lat temu. Byłam wtedy w trudnej sytuacji psychicznej. Niby miałam wszystko: dobrego męża, dwójkę starszych synów, pracę, ale przechodziłam po pracy do domu i czułam jakąś pustkę. Mąż siedział przed telewizorem, synowie przed komputerami. Czegoś brakowało. Dodatkowo w pracy toksyczna dyrektorka. Ponadto mieszkałam z mamą w mieszkaniu, które mi zapisała. Mama dzieliła jeden pokój, my mieliśmy dwa pozostałe. Wiedziałam, że dzięki mamie mam to mieszkanie, ale cały czas było mi jakoś źle: dzielenie z mamą kuchni, gotowanie, słuchanie uwag, które mnie drażniły. Ciągle złe myśli przychodziły mi do głowy, nawet na temat mamy, bo mnie to wszystko denerwowało: że jest ciasno, że jest bałagan. Chciałam, żebyśmy byli sami i żeby nadać sens naszej rodzinie.

DEON.PL POLECA

A równocześnie miałam duże wyrzuty sumienia, że tak myślę o mamie, chociaż dzięki niej mam mieszkanie, i bardzo mnie to męczyło. Wiedziałam, że nie powinnam tak myśleć, że powinnam jej być wdzięczna, a ciągle te myśli przychodziły i czułam duże wyrzuty sumienia.

Ponadto sytuacja w mojej rodzinie była jakaś niewystarczająca dla mnie. W duchu zaczęłam pragnąć mieć jeszcze dziecko, chociaż młodszy syn już miał 9 lat, a starszy 13. Jak nadmieniałam mężowi o tym, on nie chciał słyszeć. Nie wyobrażał sobie tego, już sobie ustatkował życie z dwójką dzieci i to było dla niego wystarczające. Odrzucał temat, nie chciał rozmawiać.

Zaczęłam codziennie się modlić, idąc do pracy i w innych częściach dnia, do Pana Boga, o rozwiązanie tych wszystkich problemów. Chciałam mieć dziecko, ale też się już bałam, bo miałam 40 lat, odchowane dzieci i męża, który nie był zainteresowany zmienianiem sytuacji rodzinnej. Modliłam się codziennie, żeby mnie Pan Bóg wskazał drogę, żeby mi dał znak.

I wtedy do pracy przyszła do mnie osoba do podpisania umowy, całkiem obca. Popatrzyłam na nią i zobaczyłam, że jest w ciąży i właśnie koło czterdziestki. I jeszcze tak się zdarzyło, że jej mąż zapomniał dowodu osobistego i poszedł przynieść, i miałyśmy chwilę czasu na rozmowę. Pogratulowałam jej i zapytałam: „A nie boi się Pani tak mieć dziecka?”. A ona mi odpowiedziała: „Na początku się bałam, ale teraz wszyscy się cieszymy, czekamy z niecierpliwością”. A ja jeszcze zapytałam: „A ma Pani jakieś dzieci w domu?”. A ona odpowiedziała: „Tak, mam, ale to już duże dzieci, dwóch synów: jeden 13 lat, a drugi dziewięć”.

I to był ten znak. Wiedziałam, Pan Bóg dał mi znak. Przy pomocy tej kobiety powiedział dokładnie moją historię. A potem stało się tak u nas i wszystko się sprawdziło, i wszyscy się bardzo cieszyliśmy. Mój mąż też po dłuższym czasie się przyzwyczaił do tego, że jestem w ciąży, chociaż na początku bardzo to nim wstrząsnęło. Nie rozmawiał ze mną przez miesiąc, był w szoku, a potem pewnego dnia zapytał: „Jak się czujesz?”. I potem, łącznie z moimi synami, bardzo się cieszyliśmy. Urodziła się nasza córka i dzisiaj mąż mówi: „Jak nasze życie by wyglądało bez Marysi? Byłoby straszne. Ona jest cudowna i sympatyczna, ale równocześnie bardzo żywa, ciekawa świata. Kocha nas bardzo” - ciągle to powtarza. Jest harcerką.

Potem, po trzech latach, Pan Bóg dał nam jeszcze syna i też zawierzyliśmy Jemu. I teraz bardzo się cieszymy. Jesteśmy już starsi, a mamy ciągle przy sobie młode dzieci, które nas motywują do życia, znowu otwierają nasze oczy na piękno świata stworzonego przez Pana Boga. Radują się i my razem z nimi.

Pan Bóg za nas zdecydował, bo On wiedział, co jest dla nas najlepsze. Myśmy nie wiedzieli, nie bardzo chcieli, a teraz jesteśmy przeszczęśliwi, że mamy czwórkę pięknych, kochanych dzieci. Dwoje starszych już odeszło trochę do swojego dorosłego życia. Najstarszy syn się ożenił, a my jesteśmy z tą dwójką młodszych, jeździmy, cieszymy się życiem, wycieczkami i codziennie dziękujemy Panu Bogu za wszystko, co nam daje, tylko za to, że się zawierzyło.

Inne problemy też się od razu rozwiązały. Mama przeniosła się do małego mieszkanka i jesteśmy do dzisiaj w bardzo dobrych relacjach, a po powrocie z macierzyńskiego i części wychowawczego toksyczną dyrektorkę zwolnili. Teraz mamy sympatycznego, normalnego dyrektora i moje życie jest piękne. Dziękuję Panu Bogu każdego dnia.

Szczęść Boże.

Jeśli przeżyłeś/przeżyłaś/przeżyliście coś podobnego, poniższy formularz jest od tego, aby się tym podzielić. Niech również Twoje/Wasze świadectwo stanie się tym, co utwierdzi wiarę innych!

DEON.PL POLECA


Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Chciała znaku od Boga. To, co wydarzyło się później, trudno uznać za przypadek
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.