Nawracam się kilka razy dziennie. Codziennie

(fot. shutterstock.com)
Szymon M. Żyśko

Nawracanie, powracanie czy przywracanie? Codziennie pytam siebie o to co dzieje się z moim życiem. Najszczęśliwszy jednak jestem wtedy gdy się odwracam - w stronę Boga.

W mojej wierze jest wiele prawd, które traktuje jako objawione. Czyli takie, których nie do końca rozumiem, nie do końca wiem jak przebiegają, bywają w ogóle obce mojej świadomości, ale wierny nauce Kościoła przyjmuje je sercem. Wiele z tych prawd nie wymaga wytłumaczenia. Szczególnie kiedy dzieją się pomiędzy Bogiem, a człowiekiem. Rozwój takich sytuacji jest wtedy podyktowany jedynie miłością, a każdy z nas jest tak różny. Miłość, którą obdarza nas Bóg nie jest zjawiskiem, które można zklasyfikować. Ponieważ każdego z nas Bóg kocha wyjątkowo i każdego też z nas najbardziej na świecie. W zetknięciu z taką potęgą zawieszam wszystkie swoje dociekania. Niemniej jednak na bazie własnych doświadczeń mogę opowiedzieć jak Bóg kocha mnie.

Prawdą, którą uznaję, ale której nie rozumiałem jest fakt, że człowiek musi nawracać się całe życie. To nie jest jakiś maksymalnie wysoki poziom zarezerwowany dla świętych. To poziom bardzo podstawowy dla każdego wierzącego w Jezusa. W moim życiu zaczęło się prawdziwe nawrócenie dopiero wtedy, kiedy nie wyznaczałem Bogu godziny spotkania, a pozwoliłem działać Jego łasce gdy On ją na mnie wylewa. Łaska Boża płynie szerokim strumieniem nieustannie, więc i nawracanie się powinno być nieustanne. Jak to zrobić? Mogę się nawracać z dalekiej trasy raz w roku. Powracać z miejsca gdzie osiadłem na laurach co kilka miesięcy. Mogę przywracać swój system wartości w każdą niedzielę, kiedy podczas Mszy znajduję wytchnienie od konsumpcyjnego środowiska jakie otacza mnie przez resztę tygodnia. Tylko wygląda to jak droga syna marnotrawnego. Przychodzę co jakiś czas po zasiłek łaski i idę go roztrwonić, decyduję sam, ale problemy rozwiązuję już wspólnie. Bo nie pomnażam danych mi talentów. Opieram swoje życie na jałmużnie bezzwrotnej lub w najlepszym wypadku oddaję tyle ile otrzymałem. Wewnątrz wiem, że konto Bożego miłosierdzia jest nieskończone, lecz dobry Ojciec to rodzic szczodry, ale też sprawiedliwy.

Poddałbym się złu gdybym twierdził, że muszę nawrócić się zmieniając pracę, środowisko, ludzi. Znowu sam. Tymczasem prawdziwe nawrócenie to codzienne zaproszenie Boga Ojca do swojego życia w każdej chwili. To odwrócenie. Ponieważ podejmując setki decyzji dziennie mam zawsze możliwość odwrócić się w stronę krzyża wiszącego na ścianie, a nade wszystko wiszącego w moim sercu. On powinien tam być. Odwracam się i pytam; a Ty Jezu co byś zrobił? Jak pomnożyć majątek miłości, który we mnie złożyłeś? Najważniejsze by nie mnożyć go dla siebie. To przedziwny dar, który dzieląc rodzimy. Nie ofiarowując go stajemy się duchowymi wysysaczami. Wyznawca Jezusa nie może chodzić przygnębiony, zrozpaczony, a nawet smutny! Mówi o tym papież Franciszek. Wtedy jesteśmy jak gąbka, która chłonie z innych, zarażamy ujemnym saldem ludzi dookoła. Wszędzie gdzie jestem otacza mnie świat, który potrzebuje mojego radosnego świadectwa życiem. Codzienne decyzje to szansa by być bliżej niego, podejmowane w pokorze prawdy: codziennie tak blisko i wciąż tak daleko od Ciebie, Panie.

W moim życiu nawrócenie to coś tak oczywistego jak codzienny posiłek, spotkania z ludźmi - oddychanie. Prawdziwego siebie znajduję w tej ciszy pomiędzy mną, a krzyżem. Tak jak na Golgocie, gdzie większe świadectwo dała światu milcząca Maryja pod krzyżem, niż setki nawróconych świadków Wielkiego Piątku klęczących na ulicach Jerozolimy. Nie ujmując ze świadectwa nikogo, kto poznał Boga w inny sposób. To są nasze spotkania, Mojżesza z żywym ogniem, Św. Pawła upadającego na ziemię, moje w zlaicyzowanym środowisku. Dalej wiedzie nas droga i nie idziemy już sami. Przedziwny Bóg, jeden w trzech osobach. Ten, którego spotykamy jako Jezusa, z którym idziemy później niesieni mocą jego Ducha. Ten, który jest też naszym celem - Dobry Ojciec. Jezus Chrystus Bóg i człowiek, wiszący, zmartwychwstały, katowany, przemieniony, nasz towarzysz, w którego oczach zawsze możemy się przejrzeć otoczeni miłością.

Tekst pochodzi z bloga Szymona M. Żyśko: symeon.blog.deon.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Nawracam się kilka razy dziennie. Codziennie
Komentarze (15)
E
Evita
4 lutego 2015, 08:11
dziękuję, mocny i piękny tekst...
K
Krikri
3 lutego 2015, 19:53
Dobre słowo! W codziennym życiu wiarą nie wystarczają piękne deklaracje i abstrakcyjne idee Boga. Każda sytuacja, każdy człowiek, każda decyzja jest egzaminem z mojej wiary. life4jezus.blogspot.com
A
Ala
3 lutego 2015, 18:43
Motywujące! Dziękuję! :-)
O
obska
3 lutego 2015, 17:58
jest moc!!!!!!!
P
Paweł
3 lutego 2015, 12:18
Świetne, dziękuję!
MR
Maciej Roszkowski
3 lutego 2015, 10:51
Dziękuję
S
sylwek
3 lutego 2015, 09:02
jezu ufam tobie!!!
K
karola
13 września 2013, 02:54
naprawdę piękne.
M
Mariusz
13 września 2013, 00:51
To tekst człowieka, któy poznał co to "palec Boży". Piękne uczucie po doświadczeniu którego, człowiek pragnie go go każdego dnia. Szkoda, że tak niewielu mogło a przede wszystkim che w tym zlaicyzowanym świecie doświadczyć
K
Karolina
12 września 2013, 23:40
Dziękuję za ten artykuł. Naprawdę daje do myślenia i uważam, że tak powinniśmy żyć. To znaczy mieć świadomość, że Bóg zawsze jest z nami, nie tylko wtedy gdy klękamy do modlitwy rano czy wieczorem. Jednak to trudne, bo człowiek jest wciągnęty w wir tego co się dzieje na codzień, w danej chwili i zapomina o kimś takim jak Jezus, albo wydaje mu się On bardzo odległy. Tak mi się wydaje. Życzę nam wszytskim, abyśmy faktycznie nawracali się kilka razy dziennie i dbali o relację z Panem Bogiem w naszym życiu. Pozdrawiam!
K
kasia
12 września 2013, 20:41
dziekuje za dobry artykul,podnosi serce i wzbudza nadzieje, wystarczy prosic Boga aby otworzl serce, a w Imie Jezusa prosic mamy o wszystko ...wiec ? na co czekac? Chwala Panu za Jego laske i wiernosc !!!
N
nie
12 września 2013, 18:10
Tekst dobry dla tych, którzy Bożą miłość odczuwają, a dla innych to puste słowa.
KM
Kasia mozarin
3 lutego 2015, 11:17
...wiara nie jest uczuciem a i odczuwanie jest sugestywne, bycie na pustyni i w suszy jest trudne, i wtedy-moze zabrzmi to głupio- przez rozum trzeba sie odwołac do wiary w to, że Bóg jest miłością.
T
Tomek
12 września 2013, 17:42
Bardzo dobry tekst.
A
Aneta
12 września 2013, 16:54
To prawda!