Nie lękajcie się

(fot. Miroslav Petrasko (blog.hdrshooter.net) / flickr.com /CC)
George A. Maloney SJ

Jezus przyszedł objawić nam, że mamy kochającego Ojca. Nie musimy się zatem martwić.

Jakże często Jezus wypowiadał słowa tchnące ufnością i siłą miłości do obciążonych strachem. Do przestraszonych uczniów, którzy zamknęli się w sali na górze po Jego śmierci, skierował te uspokajające słowa: Pokój wam! [...] Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? (Łk 24, 36-38). Na jeziorze podczas burzy pytał tych samych uczniów: Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary? (Mt 8, 26). Wszystkim, którzy ciężko pracowali pod brzemieniem strachu i byli nadmiernie obciążeni, obiecywał pokrzepienie (zob. Mt 11, 28).

Przede wszystkim zaś przyszedł objawić nam, że mamy kochającego Ojca, który policzył wszystkie włosy na naszej głowie. Wobec tego objawienia nie musimy się martwić, bo jeżeli Bóg troszczy się o ptaki w powietrzu i o odzienie lilii polnych, to o ileż bardziej, powiada Jezus, nasz Ojciec Niebieski troszczy się o wszystkie nasze przyszłe potrzeby. Wniosek jest zatem taki: Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo (Łk 12, 32).
Mówimy "Tak, Panie, wierzę", a jednak zaczynamy wówczas bać się nowego nieznanego. To nas paraliżuje, powstrzymując od życia dynamicznego, zdecydowanego, utykamy bowiem w martwym punkcie, niezdolni do podejmowania decyzji. Czekamy, by inni odebrali nam wszelką wolność do podejmowania stanowczych decyzji. Albo przynajmniej znajdujemy sobie obszar dokonywania wyborów zawężony przez naszą bojaźliwą bierność. Takie zniewolenie odbiera nam pełnię życia, którą przyniósł nam Jezus.
Jeden z autorów tak opisuje druzgoczący wpływ strachu na nas: Na przykład nasze matki odciskają na nas piętno strachu, zanim się narodzimy, i robią to nadal po naszym narodzeniu, dopóki nie urośniemy na tyle, byśmy bali się sami. Wywołują w nas chorobę przez swój strach przed chorobą, dopóki nie staniemy się na tyle duzi, by tworzyć sobie własne choroby. A ten nieszczęsny strach ciągnie się za nami od kołyski aż do grobu. Boimy się, że nie poradzimy sobie w pracy, i tworzymy sobie własne niepowodzenia. Boimy się, że nie starczy nam pieniędzy na zapłacenie rachunków w bieżącym miesiącu i odczuwamy ogólny brak czegoś, ponieważ sami stworzyliśmy ten brak. Boimy się pecha, nieszczęścia i śmierci, i aż dziw bierze, że człowiek nie zmiótł sam siebie z powierzchni ziemi przez twory swojego lęku. Owoce strachu są wytworami i tworami naszego obiektywnego umysłu oraz umysłu subiektywnego, który mieści się w obrębie umysłu obiektywnego i przyjmuje owe nieszczęsne twory, wierzy w błędne obrazy i łączy własne siły z siłami umysłu obiektywnego, by nieszczęścia, które one przedstawiają, urzeczywistnić.
Ogarnia nas nie tylko nasz własny strach, pojawia się także strach kosmiczny i prześladuje nas, podsuwając nam koszmarne możliwości wybuchu jądrowego, zdolnego zniszczyć całe życie na naszej planecie. Żyjemy w strachu przed Sowietami i Chińczykami. A oni z kolei boją się nas. Trzęsienia ziemi, tornada, powodzie, epidemie, które pochłaniają tysiące istnień ludzkich, są dla nas bardzo rzeczywiste wskutek błyskawicznego przekazywania wiadomości i napełniają nas nieświadomym strachem, że taki kataklizm wkrótce przytrafi się nam. Strach rodzi strach. Zbyt często nasz strach jest strachem przed samym strachem.
Musimy poszukiwać przyczyn strachu, a następnie odważnie eliminować strach przez stanowcze, racjonalne działanie. Wyzwalamy się z więzów strachu, gdy potrafimy spojrzeć na sam strach nie tylko z punktu widzenia własnej siły, lecz także siły Boga. Jeżeli strach pochodzi z naszej własnej świadomości lub nieświadomości, rozproszy go wlanie w te obszary naszej psychiki uzdrawiającej mocy Bożej, która rozwieje projekcje naszego niepewnego, fałszywego "ja". Powstaje jednak bardzo ważne pytanie: Czy jesteśmy gotowi i czy chcemy pozbyć się tego strachu, który zapewnia nam zniewalającą "wygodę" i bezpieczeństwo, zamiast zagłębić w ciemność głębszej wiary? Pozbywanie się takiego strachu to prawdziwy proces umierania, na który liczni z nas nie są gotowi. To znaczy wielu z nas woli żyć w jaskini pełnej budzących strach cieni, wywołanych przez naszą egocentryczną projekcję, aniżeli poddać się w dziecięcej wierze Bogu, swemu Niebieskiemu Ojcu.

STRACH RODZI INNE DEMONY

Giganci chrześcijańskich poszukiwań wolności wewnętrznej, ojcowie pustyni, wskazywali inne demony, które rodzi strach, a mianowicie złudzenia, jakimi żyjemy. Kto potrafi należycie opisać zniewolenie zmartwieniami zrodzonymi ze strachu, lęku, przerażenia czy żalu? Pokazać, że ułomność jest gniewem, który wybucha w postaci gwałtownych napaści słownych, czy nawet fizycznych, na innych albo może nadwyrężyć naszą wewnętrzną integralność, gdy go powstrzymujemy? Gniew wraz z rozmaitym natężeniem wściekłości, furii, rozdrażnienia, mściwości, zazdrości, zawiści i pogardy stanowi jedną z najbardziej zniewalających oznak fałszywego "ja", które dąży do władzy i panowania nad innymi.
Strach przed tym, co pomyślą sobie o nas inni, trzyma nas w uścisku, wysysając z nas zdolność do łączenia się z innymi w wolności i miłości. Reagujemy kompleksem niższości, chorym, niechętnym poddaniem się silniejszym osobowościom albo nieuniknionym okolicznościom. Niszczymy dobre imię innych przez ostrą krytykę, powtarzanie plotek, oszczerstwo i obmowę.
Nadmierne pragnienie uznania i pochwał ze strony innych napełnia nas próżnością i chorą dumą. Uciekamy się do kłamstwa, oszustwa, odgrywania fałszywych ról, wszystko po to, by stworzyć na ludziach wrażenie, które, jak dobrze wiemy w głębi duszy, jest fałszywe.
Nienawiść to silne uczucie, będące przeciwieństwem miłości. W istocie swojej jest ono zakorzenione w strachu, ponieważ nienawidzimy tego, czego się boimy. Nienawidzimy tych, którzy nam zagrażają. Nienawiść najbardziej niszczy porozumienie między ludźmi i nie pozwala nam stać się w pełni człowiekiem. Wszelka nienawiść rozbiła łączność z drugą istotą w miłości. Z tego powodu to ona właśnie najbardziej oddala ludzi od siebie. Można się jej pozbyć tylko przez przebaczającą miłość. Jezus uczył nas, że mamy przebaczać i kochać nawet swoich wrogów, tych którzy nas nienawidzą i starają się czynić nam zło (zob. Łk 6, 27-35).

DEON.PL POLECA

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Nie lękajcie się
Komentarze (7)
A
asd
1 lutego 2015, 07:59
Pytanie: czym martwic? Z kontekstu wynika ze jest to wezwanie do proby kontrolowania leku zwiazanego z ziemskimi sprawami. Natomiast sprawa zbawienia to zupelnie inna rzecz. Przez cale dwadziescia wiekow gleboko wierzacy ludzie obiawiali sie i lekali Sadu Bozego. Brak slowa na ten temat powoduje ze przekaz jest zafalszowany.
L
lex
31 stycznia 2015, 17:40
Nie lekajcie sie - ksiedza pedofila?
Janusz Brodowski
27 sierpnia 2012, 11:34
Nie wiem czy to wina tłumaczenia czy też samego Autora ale w tekście nastąpiło pomieszanie pojęć. Większość opisów z artykułu dotyczy lęku lub stanów lękowych. Strach związany jest z konkretnym zagrożeniem. Np. doświadczamy go podczas niebezpiecznej sytuacji na drodze. Związany jest z chęcią przetrwania. Lęk jest procesem wewnętrznym. Tytuł artykułu: Nie lękajcie się. Przepraszam za skrótowość ale nie lubię czytać i pisać długich komentarzy :). Temat bardzo ciekawy, ale użyte słownictwo wprowadza w błąd i powoduje chaos.
27 sierpnia 2012, 09:22
Świetny tekst , tylko szkoda że większość nie słyszy takich słów w Kościele a przecież tak wielu mogły by one pomóc 
V
voytek
27 sierpnia 2012, 08:39
 Dzięki za ten tekst, proszę o rozwinięcie, wejście w praktykę życia codziennego ludzi"utrudzonych i nadmiernie obciążonych" -warto o tym pisać -ewangeliczni i kerygmatycznie.
M
Majka
26 sierpnia 2012, 10:31
Znakomity tekst. Faktycznie, mogłyby być kazania w tym temacie. Bardzo są potrzebne.
25 sierpnia 2012, 20:22
 bardzo dobry tekst, niestety o takich sprawach mało się mówi na kazaniach. A powinno.