Koronkę do Bożego Miłosierdzia odmawia się sercem

Koronkę do Bożego Miłosierdzia odmawia się sercem
(fot. depositphotos.com)
4 tygodnie temu

Kiedy uczniowie Jezusa poprosili Mistrza, aby nauczył ich modlitwy – co zaowocowało słowami „Ojcze nasz” (por. Łk 11, 2-4) – uczynili to z potrzeby serca, ale też trochę z zazdrości wobec uczniów Jana Chrzciciela, który nauczył swych uczniów rozmawiać z Ojcem (por. Łk 11, 1). Wnioskujemy stąd, że skoro Jan „ich nauczył”, to musiało to być coś innego niż tradycyjna modlitwa Izraelitów, ponieważ tę już znali. Jan Chrzciciel może zatem posłużyć jako przykład ilustrujący prawdę, że mistrzowie duchowi potrzebni są między innymi po to, by uczyli nas modlitwy, czyli tego, jak mówić do Boga i jak Go słuchać.

Pośród bogatych treści „Dzienniczka” Siostry Faustyny znalazło się także takie opowiadanie: „Zbudziła mnie wielka burza, wicher szalał i deszcz, jakoby chmura była oberwana, co chwila uderzały pioruny. Zaczęłam się modlić, aby burza nie wyrządziła żadnej szkody; wtem usłyszałam te słowa: «Odmów tę koronkę, której cię nauczyłem, a burza ustanie». Zaraz zaczęłam odmawiać tę koroneczkę i nawet jej nie skończyłam, a burza nagle ustała i usłyszałam słowa: «Przez nią uprosisz wszystko, jeżeli to, o co prosisz, będzie zgodne z wolą Moją»” (Dz 1371).

Ta krótka historia, opisana prawie pod koniec Dzienniczka, do złudzenia przypomina doświadczenie największych proroków Starego Testamentu. Oni to przecież, zanim zostali przygotowani do wypełnienia swojej misji, musieli przejść szczególną drogę, aby dzięki własnemu doświadczeniu stali się wiarygodni, nabrali zaufania i przekonania, że Bóg ich prowadzi.

Wspomnijmy tu tylko Proroka Ezechiela, którego Bóg wyprowadził na pole pełne wyschłych kości (por. Ez 37, 1-14). Ukazując najpierw chaos prastarego cmentarzyska – leżą tam już tylko wyschłe, białe kości – Bóg nakazał Ezechielowi „prorokować”, modlić się nad nimi, aby w konsekwencji rozpoczął się cofać proces rozkładu. Cały ten cud został podzielony na kilka etapów, w trakcie których Bóg mówił Prorokowi, aby modlił się jeszcze goręcej. Na koniec nastąpił morał, z którego Ezechiel dowiedział się, że wszystko to miało miejsce po to, aby on sam stał się mądrzejszy.

Wizja burzy opisana przez Siostrę Faustynę była bardzo podobna: najpierw Bóg zaaranżował pewną sytuację, której groza sprawiała, że Siostra odczuwała bezsilność i strach, a następnie podpowiedział jej, co ma robić. Rozwiązaniem okazała się modlitwa. Na koniec Faustyna dowiedziała się, że wszystko to zdarzyło się po to, aby ona sama stała się mądrzejsza.

Kiedy człowiek staje przed Bogiem na modlitwie, to niezależnie od intencji, z jaką przychodzi, i łaski, jaką chce wyprosić, najpierw musi pomyśleć o sobie. Spotkanie z Bogiem powinno najpierw uspokoić i przemienić jego własną duszę, a dopiero wtedy może przystąpić do omawiania spraw, z jakimi przyszedł. Ten, kto się modli – nieważne, o co i za kogo – najpierw modli się za samego siebie.

Droga, jaką przeszła Faustyna, wzorem wszystkich sług Boga, była drogą nawiązania szczególnej relacji. Zaowocowała ona tym, że Bóg i prosta Zakonnica stali się sobie bliscy. Jezus najpierw wiele jej dał (pierwsza, retrospektywna część Dzienniczka dostarcza tu wielu przykładów takich darów), aby z kolei – kiedy Siostra Faustyna zaczęła odczuwać radość z Jego obecności – coraz więcej jej o sobie powiedzieć. Kiedy natomiast Faustyna nabrała zaufania i zaczęła manifestować swe bezgraniczne przywiązanie, Pan dopuścił ją do udziału w swojej misji.

Modlitwa, jaką jest koronka do Bożego Miłosierdzia, zrodziła się na styku tych właśnie dwóch etapów: zaufania i gotowości do podjęcia misji. Siostra Faustyna zapisała: „Wieczorem, kiedy byłam w swojej celi, ujrzałam Anioła, wykonawcę gniewu Bożego. […] Zaczęłam prosić Anioła, aby się wstrzymał chwil kilka, a świat będzie czynił pokutę. Jednak niczym prośba moja była wobec gniewu Bożego. W tej chwili ujrzałam Trójcę Przenajświętszą. […] W tej samej chwili uczułam w duszy swojej moc łaski Jezusa, która mieszka w duszy mojej. […] Zaczęłam błagać Boga za światem słowami wewnętrznie słyszanymi. Kiedy się tak modliłam, ujrzałam bezsilność Anioła i nie mógł wypełnić sprawiedliwej kary, która się słusznie należała za grzechy. Z taką mocą wewnętrzną jeszcze się nigdy nie modliłam. Słowa, którymi błagałam Boga, są następujące: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa za grzechy nasze i świata całego; dla Jego bolesnej Męki miej Miłosierdzie dla nas” (Dzienniczek, 474-475).

Ten, kto się modli – nieważne, o co i za kogo – najpierw modli się za samego siebie.

Opis ten stanowi pierwszy ślad wołania o miłosierdzie dla świata. Nie była to jeszcze koronka, jaką znamy obecnie, ale „słowa wewnętrznie słyszane”. Faustyna przestraszyła się kary Bożej, na jaką zasłużył grzeszny świat. Posłuszna więc duchowemu natchnieniu, zaczęła mówić Bogu o swoim lęku – a że lęk ten i ból jeszcze bardziej by się spotęgowały, gdyby Bóg wykonał sprawiedliwą karę na grzesznej ludzkości, dlatego w obawie przed tym strachem, jaki mógłby wyjść poza granice tego, co mogła znieść, zaczęła prosić o miłosierdzie dla świata i dla… siebie. I to w pierwszym miejscu dla siebie, dlatego Bóg wysłuchał modlitwy właśnie ze względu na nią.

Bóg chciał, aby te „słowa wewnętrznie słyszane” nie były wyłącznie jednorazowym natchnieniem, dlatego następnego dnia miało miejsce kolejne objawienie powiązane z pierwszym. Faustyna napisała o nim tak: „Na drugi dzień rano, kiedy weszłam do naszej kaplicy, usłyszałam te słowa wewnętrznie: «Ile razy wejdziesz do kaplicy – odmów zaraz tę modlitwę, której cię nauczyłem wczoraj. […] Najpierw odmówisz jedno Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, i Wierzę w Boga, następnie na paciorkach Ojcze nasz mówić będziesz następujące słowa: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego; na paciorkach Zdrowaś Maryjo będziesz odmawiać następujące słowa: dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego. Na zakończenie odmówisz trzykrotnie te słowa: Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem»” (Dzienniczek, 476).

Jeśli sami chcemy się skutecznie modlić słowami koronki, musimy powtarzać je w duchu Faustyny – nie jako magiczne zaklinanie Boga, ale jako „słowa wewnętrznie słyszane”. To znaczy musimy naprawdę chcieć Bożego miłosierdzia i dla siebie, i dla świata, jednocześnie czując cały ciężar zła i grzechu, który wymaga odkupienia i miłosierdzia. W dodatku musimy wierzyć, że Bóg rzeczywiście to miłosierdzie chce nam okazać.

Pełna wersja tekstu ukazała się w kwartalniku „Życie Duchowe”, 74/2013.

Dyrektor Wydawnictwa WAM i DEON.pl. W latach 2014-2020 przełożony Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego. Autor kilku przekładów i książek, m.in. "Po kostki w wodzie. Siedem katechez o wierze uczniów Jezusa" (dostępnej także jako audiobook).

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Praca zbiorowa
62,90 zł

Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie. (Dzienniczek św. siostry Faustyny,47)

Bogato ilustrowany album wydany z okazji:

  • 100...

Skomentuj artykuł

Koronkę do Bożego Miłosierdzia odmawia się sercem
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.