Ks. Węgrzyniak o trzech hamulcach w Kościele. "Będą bardzo utrudniać właściwe reakcje na zmiany."

Fot. Canva AI / Deon

Nie da się ukryć, że zmienia się Polska, społeczeństwo, że zmiany dotykają też Kościół, chociażby te, o których się najczęściej mówi, czyli spadek powołań. Zmiany w świecie są normalne, wymagają jednak odpowiednich reakcji. I chociaż z natury jestem optymistą, to widzę przynajmniej trzy czynniki, które będą bardzo utrudniać właściwe reakcje na zmiany - pisze ks. Wojciech Węgrzyniak, krakowski biblista, na swoim facebookowym profilu.

Po pierwsze przyzwyczajenia. Kiedy przyjdzie ograniczać ilość Mszy św. czy łączyć parafie, może to spotkać się z bardzo wielkim oporem, bo "zawsze tak było". Będą petycje do biskupów i dyskusje, bo każdy raczej myśli o swoich potrzebach a nie o dobru całości. Już dziś widać wiele parafii, w których problemem nie jest brak księży, tylko brak ludzi. I widać niedzielne msze, na których nawet ławki nie są zapełnione, a nie idzie przekonać księży czy wiernych do optymalizacji środków i możliwości. Przyzwyczajenie jest okrutne, zwłaszcza z wiekiem, a przecież w kościele mamy więcej osób dorosłych i starszych, czyli takich, co zasadniczo nie lubią zmian.

Po drugie, wiek emerytalny księży. Zgodnie z prawem ksiądz osiąga wiek emerytalny w wieku 75 lat, w niektórych diecezjach zostało to obniżone. I samo w sobie to nie jest problemem, by pracować po 70. Mamy papieża, Trumpa, Carlos Queiroz ma 73 lata (trener Ghany w piłce nożnej), wielu prezydentów czy burmistrzów. Problem, że o ile jednostki mogą funkcjonować dobrze, to zasadniczo z wiekiem coraz ciężej o to, by być otwartym na zmiany. Dany proboszcz nie będzie złym człowiekiem, będzie wspaniale pracował, ale nie zgodzi się na takie pociągnięcia, na jakie by się zgodził 20 lat temu. Mieliśmy plejadę wspaniałych proboszczów, budowniczych kościołów, tylko, że oni zostawali proboszczami mając 35-40 lat. Jeśli ks. Radek Rakowski tak pięknie pracuje w Poznaniu na Łacinie, to nie tylko dlatego, że ma charyzmat, ale że w młodym wieku został proboszczem. Pozostawianie w późnym wieku ludzi na odpowiedzialnych stanowiskach może zahamować potrzebne zmiany. (Co nie znaczy, że dany proboszcz nie będzie miał zwolenników, skoro większość chodzących do kościoła to jego rówieśnicy, którzy najczęściej też nie widzą potrzeby i i nie chcą zmian).

Po trzecie, powołania w powołaniu (albo własny świat księży). Zostaliśmy wyświęceni do pracy w diecezji, do pomocy biskupowi, ale z czasem - i oczywiście za zgodą władz - każdy z nas wydeptał sobie mniej lub bardziej własną ścieżkę, czasem traktując Kościół jako środek osobistej kariery. Pytanie, czy przy potrzebie mszy, spowiedzi, bycia z ludźmi, nie będzie niektórym ciężko zostawić uczelnie, funkcje dyrektorskie czy administracyjne? Pewno nigdy nie będzie tak, żeby wszyscy księża byli tylko wikarymi czy proboszczami, ale przyzwyczajenie do własnej drogi w kapłaństwie, może okazać się niesamowitym hamulcem, bo na papierze biskup czy proboszcz będzie miał dwa razy więcej do pomocy księży niż w realu.

Pewno jest jeszcze więcej czynników, ale wydaje mi się, że to są trzy podstawowe, które będą hamować właściwe reakcje na zmieniający się świat. A przecież nikogo nie trzeba przekonywać, że przy niewłaściwych reakcjach będzie tylko gorzej.

Tekst przedrukowany za zgodą autora.

DEON.PL POLECA


DEON.PL POLECA

 

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Ks. Węgrzyniak o trzech hamulcach w Kościele. "Będą bardzo utrudniać właściwe reakcje na zmiany."
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.