A w stajence smród...

A w stajence smród...
(fot. fatmanad/flickr.com)
9 lat temu

Tak rozpoczyna się jeden z bodaj najbardziej nudnych fragmentów Ewangelii. Gdy go słuchamy, przybieramy znudzone miny, kaznodzieje przed nim drżą, a jeśli już nie mają wyjścia, to przebąkną co najwyżej o tym, że Jezus był "prawdziwym" człowiekiem - choć akurat z rodowodu wcale takiego wniosku wyciągnąć nie można, bo Ewangelista, ukazując dziedzictwo po linii ciała dochodzi do Józefa, a on, jak wiemy, ojcem Jezusa nie był. A jednak lektura rodowodu Jezusa może stać się dla nas fascynującym wskazaniem na fakt, że Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg, wszedł w historię człowieka. I to wszedł w sposób zupełnie niespodziewany i wyjątkowy, zupełnie inaczej, niż w historię wchodził Bóg w Starym Testamencie: bo stał się jednym z nas, tak do nas podobnym, że łatwo go było pomylić z pierwszym lepszym grzesznikiem (co zresztą miało niejednokrotnie miejsce).

Warto więc nawet takiej Ewangelii jak dzisiejsza nie lekceważyć, choć wydaje się ona jałowym wyliczaniem imion - podobnie jak to niedawno robiliśmy to w wypominkach. Ale jak w wypominkach z zwykłymi imionami kryje się historia żywych ludzi, jacy przeszli przez życie, zmagając się z trudnościami i pomnażając Boże dary, tak i w rodowodzie Jezusa: wymieniamy dziesiątki imion, za którymi kryje się wielka historia, niejednokrotnie dramatyczna, ukazująca Bożą łaskę i Boże działanie. No bo spójrzmy:

Abraham (pierwotnie nazywany Abramem) stał się ojcem naszej wiary, od kiedy na wezwanie Boga opuścił miasto Ur w Mezopotamii i wyruszył do Palestyny, rozpoczynając tym samym wielką pielgrzymkę narodu wybranego do ziemi obiecanej, która z kolei stała się symbolem pielgrzymki wszystkich ludzi do niebieskiego Jeruzalem, do nieba.

Izaak, jedyny syn Abrahama i Sary, jest jednym z bohaterów wspaniałego dramatu, kiedy to Bóg wystawił jego ojca na próbę, żądając najpierw złożenia go w ofierze, a następnie ratując go, gdy już miało dokonać się to, czym Bóg się brzydzi: ofiarą z człowieka.

Jakub był bratem-bliźniakiem Ezawa, z którym już w łonie matki toczył swoistą walkę. Gdyby nie podstęp, nigdy nie cieszyłby się przywilejem pierworodnego syna: podstępem też uzyskał błogosławieństwo ojca, jak również tajemniczej postaci (Boga?), który w końcu przyrzekł mu pomyślność, zmieniając też jego imię z Jakub na Izrael.

Juda to jeden z dwunastu synów Izraela, który dał początek jednemu ze słynnych dwunastu pokoleń wybranego narodu.

Tamar to synowa Judy, która uwiodła swego teścia, dochodząc własnych praw (chyba nie miała innego wyjścia).

Boże błogosławieństwo, Boże działanie, a z drugiej strony podstęp, nieprawość, przebiegłe gry wykraczające poza granice smaku i przyzwoitości - wszystko to stoi u początku i obecne jest w życiu ludzi przez całą historię Izraela... Wśród takich ludzi narodził się Bóg.

Czytając rodowód Jezusa można się znudzić, ale można też zafascynować się dobrocią Boga, który naprawdę nie szukał wygodnych pałaców, ale zdecydował się narodzić w brudzie, poniżeniu i biedzie ludzkiego żywota. Ten fakt jednak pozwala spojrzeć z nadzieją na nasz świat, w którym nie brak grzechu i zła, nie brak go także w naszych rodowodach - a jednak Pan nasz nie brzydzi się naszą historią, lecz przychodzi jako przyjaciel i uzdrowiciel, choć w stajence naszej duszy zapachy... stajenne.

Przychodzi nas zbawić - i to jest prawdziwa radość, którą powinniśmy mieć na myśli, ile razy życzymy sobie "Wesołych Świąt"!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

A w stajence smród...
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.