Gdzie jest Bóg?

Gdzie jest Bóg?
(fot. shutterstock.com)
6 lat temu

Dlaczego nie ma Go w tym miejscu, gdzie się Go spodziewam? Dlaczego nie ma Go w pobliżu? Dlaczego nie czuję Jego obecności, a nawet Jego istnienia? - zapraszamy na kolejny odcinek rekolekcji.

Poznałem ją jako kręcącą się ciągle w okolicach kościoła nastolatkę, chętną do udziału w rozmaitych spotkaniach, pielgrzymkach, wycieczkach, nabożeństwach. Oczywiście zaangażowana w spotkania Ruchu Światło-Życie. Dziś jest pracującą zawodowo żoną i matką dwójki czy trójki dzieci. Chodzi na Msze św. nie tylko w niedziele, ale od czasu do czasu także w dni powszednie. "Zazdroszczę księdzu" - powiedziała niespodziewanie, gdy przypadkiem spotkaliśmy się w pobliżu jednego z dyskontów. "Ksiądz zawsze w kazaniach mówi o Bogu z taką pewnością, z takim przekonaniem. Widać, że nie musi ksiądz o swoją wiarę walczyć. Złapał ksiądz Pana Boga i Go trzyma, nie puszcza. Ja coraz częściej mam wrażenie, jakby Bóg gdzieś przede mną uciekał, a mnie brak sił, aby Go gonić. Chciałabym za Nim biec, ale nie mogę. Nie mam czasu, tyle tych codziennych spraw, drobnych problemów, które sprawiają, że jestem taka ciężka, jakby nieustannie obładowana, a On znika w oddali" - odruchowo podniosła wypchane reklamówki, które niosła do samochodu.

Spieszyła się. Nie miała czasu na dłuższą rozmowę. Nie zdążyłem jej więc opowiedzieć przeżycia, które miałem akurat na świeżo. Dotyczyło księdza, który zaledwie kilka lat po przyjęciu święceń i pracy w dwóch czy trzech parafiach, nagle usilnie zaczął nalegać na swego biskupa, aby pozwolił mu jechać na misje. Nigdy wcześniej nie wykazywał takich zainteresowań, więc przy pierwszej okazji spytałem go o powody. Myślałem, że jak kilku innych, spotkał misjonarza i uległ fascynacji jego opowieściami. Byłem w błędzie. "Musiałem. Nagle stanąłem przed wyborem - znaleźć się wśród tych, którzy szukają Boga albo odejść z kapłaństwa" - wyjaśnił i z oporami opowiedział o problemach z wiarą, jakie pojawiły się u niego, gdy po seminaryjnej, jak to nazwał "cieplarni" trafił do zwykłego, księżowskiego życia jednej z polskich diecezji.

Przełomowa okazała się dla niego zbitka dwóch wydarzeń w ciągu zaledwie tygodnia. Pierwszym była bardzo ostra scysja w szkole średniej, w której uczył. Od wybijającego się dotychczas pozytywnie ucznia usłyszał wobec całej klasy pełne agresji oskarżenia pod adresem Kościoła, księży, rodziców, a także deklarację, że już od dawna nie wierzy i dobrze się bawił udając wzorowego katolika. "Szukanie Boga jest bzdurą. Nie czuję Jego braku. Nie wydaje mi się, żebym Go zgubił, więc po co miałbym Go szukać?" - wykrzykiwał chłopak, zanim opuścił salę informując, że jest pełnoletni i więcej nie zamierza się pojawić na katechezie.

Drugie wydarzenie miało miejsce w konfesjonale. U kratek klęczał mężczyzna pod sześćdziesiątkę i urywanym głosem, jakby każde słowo musiał wyszarpywać z własnego wnętrza, mówił, że przyszedł się pożegnać, bo jest śmiertelnie zmęczony tropieniem Boga, który zachowuje się tak, jakby bawił się z nim w chowanego. "Mam dość wmawiania sobie, że Bóg jest przy mnie, że się o mnie troszczy, że mnie kocha, że Mu na mnie i na moich najbliższych zależy. Teraz, kiedy żona po tylu latach małżeństwa mnie zostawiła i zamieszkała z mężczyzną, z którym mnie od dawna zdradzała, kiedy dzieci są dorosłe i układają swoje życie, jak chcą, nie zamierzam już dłużej się męczyć. Bóg nie jest mi do niczego potrzebny. Ani ja Jemu".

Pismo Święte raz po raz opisuje sytuacje, w których nagle jakby nie było Boga. Jakby stawał się nieosiągalny. Nieobecny. Niemożliwy do znalezienia. Szczególnie dramatycznie brzmią słowa Jezusa z krzyża, odwołujące się do Psalmu 22: "Eloi, Eloi, lema sabachthani", wytłumaczone jako: "Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił". Wśród Psalmów również znajdują się słowa, które zapewne bliskie okazały się wielu ludziom we wszystkich stuleciach:

"Jak łania pragnie

wody ze strumieni,

tak dusza moja pragnie

Ciebie, Boże!

Dusza moja pragnie Boga,

Boga żywego:

kiedyż więc przyjdę i ujrzę

oblicze Boże?

Łzy stały się dla mnie chlebem

we dnie i w nocy,

gdy mówią mi co dzień::

"Gdzie jest twój Bóg?"..." (Ps 42)

Łatwo jest wypytywać, "gdzie był Bóg?" w czasie II wojny światowej albo umieszczać to pytanie w komentarzach pod internetowymi wiadomościami o tragediach, katastrofach, zbrodniach i nieszczęściach. Gdy to pytanie zadają inni, można je traktować jako szyderstwo i próbować się jakoś przeciw niemu opancerzyć. Sytuacja zmienia się dramatycznie, gdy człowiek sam zaczyna sobie stawiać to pytanie. Gdy na skraju rozpaczy w poczuciu fundamentalnego zawodu czuje się bezradny wobec pytania "Gdzie jest Bóg? Mój Bóg? Bóg, w którego dotychczas wierzyłem, któremu ufałem? Na którym budowałem całe życie? Dlaczego nie ma Go w tym miejscu, gdzie się Go spodziewam? Dlaczego nie ma Go w pobliżu? Dlaczego nie czuję Jego obecności, a nawet Jego istnienia?".

Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty wielokrotnie przyznawała się do poczucia opuszczenia przez Boga. W jej listach już z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku można znaleźć dramatyczne wyznania: "Jest we mnie tak straszny mrok, jakby wszystko było martwe. Było tak, od kiedy rozpoczęłam to dzieło", "Wygłaszam modlitwy (...), ale już się nie modlę", "Głęboka tęsknota za Bogiem i odtrącenie - pustka, brak miłości, brak zapału. Ratowane dusz nie ma żadnego uroku. Niebo nic nie znaczy - módl się za mnie, bym - mimo tego wszystkiego - ciągle mogła się do Niego uśmiechać".

Jeśli przedrzemy się przez płytką hagiografię, jaka dominuje w popularnym przekazie kościelnym, odkryjemy, że podobne trudności i problemy przeżywali też inni święci. M. in. św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Zastanawiające wydarzenie wiąże się z jej "Żółtym zeszytem", czyli zapisem jej wypowiedzi z ostatnich czterech miesięcy życia. Natrafiłem na tę książeczkę jako kleryk przypadkiem w publicznej bibliotece, akurat w okresie poważnych wątpliwości i rozterek, dotyczących dalszej drogi życiowej. Od tego momentu niejednokrotnie polecałem ją różnym ludziom w skomplikowanych sytuacjach życiowych i duchowych. Jakiś czas temu podpowiedziałem ją młodej siostrze zakonnej, która walczyła o przetrwanie w zgromadzeniu, gdyż od przełożonych raz po raz dostawała sygnały, że nie widzą jej w życiu konsekrowanym. Zdobyła ją i czytała ją po kawałeczku każdego dnia w kaplicy. Była mniej więcej w połowie, gdy wezwała ją przełożona. "Podoba ci się ta książka?" - zapytała. Młoda zakonnica odpowiedziała, że raczej jest zaskoczona tym, co czyta, ale też zafascynowana. "Nie zgub jej" - powiedziała na to przełożona i zakończyła rozmowę.

Psalm 119 mówi, że błogosławieni są szukający Boga "całym sercem". To zachęcające, ale w Księdze Izajasza jest niepokojące przynaglenie: "Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć. Wzywajcie Go dopóki jest blisko" (Iz 55,6). To rodzaj ostrzeżenia przed tym, rodzajem opóźnienia, który faktycznie jest rezygnacją. Benedykt XVI w czasie spotkania z przedstawicielami nauki w auli uniwersytetu w Ratyzbonie w 2006 r. mówił o niechęci cywilizacji zachodniej do stawiania sobie fundamentalnych pytań. Jej przejawem jest też rezygnacja z szukania Boga. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że pragnienie Boga jest wpisane w serce człowieka, ponieważ został on stworzony przez Boga i dla Boga. "Bóg nie przestaje przyciągać człowieka do siebie i tylko w Bogu człowiek znajdzie prawdę i szczęście, których nieustannie szuka". Człowiek jednak może o tym zapomnieć, zrezygnować, poddać się zwątpieniu. Jego wybór. Na szczęście "Nawet jeśli człowiek może zapomnieć o Bogu lub Go odrzucić, to Bóg nie przestaje wzywać każdego człowieka, aby Go szukał, a dzięki temu znalazł życie i szczęście. Takie szukanie wymaga od człowieka całego wysiłku jego rozumu, prawości woli, "szczerego serca", a także świadectwa innych, którzy uczyliby go szukania Boga" (KKK 30).

Jutro o. Stanisław Biel SJ o tym, w jaki sposób Bóg mówi do nas przez nasze uczucia.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Gdzie jest Bóg?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.