Świat trwa dzięki sprawiedliwym

(fot. Steve Snodgrass/flickr.com)

Piątek, III Tydzień Wielkiego Postu (Oz 14, 2-10; Mk 12, 28-34)

 

Według tradycji talmudycznej, a także nauk niektórych rabinów, do ocalenia świata i podtrzymania jego istnienia, konieczna jest stała obecność w nim trzydziestu sześciu cadikim (sprawiedliwych). Sprawiedliwi ci są ukryci: nie wiedzą o sobie nawzajem, nie muszą także wcale domyślać się, że nimi są. Nie są to osoby znane ani odznaczające się jakąś nadzwyczajną wiedzą czy inteligencją. To raczej szarzy, biedni, pozornie przeciętni ludzie, którzy jednak są niezwykli, bo postępują etycznie oraz czynią dobro w taki sposób i w takim stopniu, jaki nie jest dostępny innym. Posiadają dzięki temu cudowne, mistyczne cechy, z których sami nie w pełni zdają sobie sprawę. Swoimi czynami ujawniają boską Obecność, rzucają na rzeczywistość snop światła w postaci prawdy i sprawiedliwości. Co prawda nas, chrześcijan, nauka o trwaniu świata dzięki trzydziestu sześciu sprawiedliwym nie dotyczy, ale zawiera pewną intuicję, która także w chrześcijaństwie jest obecna.

Święty Serafin z Sarowa mówił, że głównym celem życia człowieka wierzącego jest zdobywanie Królestwa Bożego, urzeczywistnianie go już tu, na ziemi, a więc ujawnianie boskiej Obecności. Nasze dążenie do świętości przybliża przyjście Chrystusa, sprawia, że jest On coraz bardziej i bliżej. Pisał o tym św. Piotr: "przez świętość postępowania i pobożność staracie się przyspieszyć przyjście Pana naszego" (por. 2 P 3, 11n). Jezus, odpowiadając na pytanie uczonego w Piśmie, pokazuje drogę "świętości postępowania", "zdobywania Królestwa" - przykazanie miłości. Wie o tym uczony, dlatego słyszy z ust Chrystusa właśnie te słowa: "Niedaleko jesteś od królestwa Bożego".

Kochać Boga całym sercem, duszą, umysłem i całą swoją mocą, a bliźniego jak siebie samego, "daleko więcej znaczy niż wszystkie nasze całopalenia i ofiary". Bóg jest pierwszy w dawaniu miłości, od nas oczekuje, że na tę miłość odpowiemy - nic więcej. To mało i... dużo zarazem. Całopalenia i ofiary o wiele łatwiej nam składać, bo to rzeczy, nad którymi panujemy; to coś, na co nas stać w sensie czasu, wysiłku, zaangażowania. Niewiele nas kosztują, ale dają pewność dobrze spełnionego obowiązku (poszczę, modlę się, przestrzegam przykazań, wszystko jest w porządku).

Miłość wymaga, abyśmy dali od siebie więcej niż nam się wydaje, że dać możemy. Wymaga, żebyśmy w relacji z Bogiem porzucili wygodne pielesze "małej stabilizacji" i zaczęli żyć pełnią tego, do czego zostaliśmy powołani, i tego, co otrzymaliśmy. Możemy zrobić krok dalej, bo Bóg nas do tego uzdolnił. Dobry rodzic wie, że miłość, akceptacja, ufność pokładana w dziecku wyzwolą w nim więcej siły i bardziej spontanicznych reakcji niż same nakazy, zakazy i kary. Zapewnia nas Bóg: "Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak, że rozkwitnie jak lilia i jak topola rozpuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu. (...) Mnie zawdzięcza swój owoc".

Sprawiedliwi, którzy kroczą prostymi drogami Pana, to ci, którzy wiedzą, że "Asyria nie może nas zbawić", oni nie chcą mówić "nasz Boże" do dzieła swych rąk. Sprawiedliwi bardziej ufają Bogu niż opinii innych, na Bogu bardziej im zależy niż na tym, co powiedzą ludzie. Potrafią wyzwolić się z szablonów (nawet tych najpobożniejszych), do których chce się  każdego z nas, i żyć pełnią życia, dla drugiego człowieka i dla Boga. Prawdziwego dobra i prawdziwej mądrości trzeba czasem poszukać wbrew powierzchownej tradycji, logice przyczynowo-skutkowej i ograniczonemu rozumowi.

Część Żydów uważa, że do owych trzydziestu sześciu sprawiedliwych, którzy podtrzymują świat w istnieniu i ujawniają Bożą Obecność, należał ks. Jan Zieja. Także zdaniem wielu katolików, był to święty człowiek. To, co robił, wymyka się wszelkim stereotypom. Był kapelanem wojskowym w czasie wojny z bolszewikami i kapelanem AK w czasie II wojny światowej, a zarazem kimś głęboko przekonanym, że człowieka nigdy i w żadnych okolicznościach nie wolno pozbawiać życia.

Tego samego dnia zdarzało mu się spowiadać harcerzy z Szarych Szeregów i - kiedy go o to poproszono - żołnierzy Wermachtu. Był mocno przywiązany do swoich przekonań, ale twierdził, że nikomu nie może ich narzucać, bo każdy ma swoje sumienie i sam musi rozsądzić, co jest dobre a co złe. Zawsze był posłuszny przełożonym, a jednocześnie sympatyzował z organizacją "Wici", którą posądzano o antyklerykalizm. Żył bardzo ubogo, ale sprzeciwiał się pobieraniu przez księży pieniędzy za posługę sakramentalną. Rozpoczął naukową karierę, ale obawiając się, że odciągnie go ona od Ewangelii, porzucił ją. Podobnych paradoksów w jego życiu było więcej, a brały się one właśnie stąd, że umiał zaufać przede wszystkim Bogu, a nie opinii innych; umiał odpowiedzieć na miłość, którą został obdarowany.

Może w naszym chrześcijaństwie za mało jest szaleństwa z miłości?

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Świat trwa dzięki sprawiedliwym
Komentarze (3)
S
Słaba
19 marca 2012, 06:57
"...Bóg jest pierwszy w dawaniu miłości, od nas oczekuje że na tę miłość odpowiemy...' Tak się składa że nie doznaję Bożej miłości, a więc jak mogę na nią odpowiedzieć? Doznajesz Bożej miłości, choć może jej nie dostrzegasz... Oo stworzył cały świat, który "był dobry" i człowieka, który był "bardzo dobry". On powołał do życia ciebie, bo cię ukochał, zanim cię stworzył. Bo pragnął żebyś był(a). On pozwolił człowiekowi być wolnym. Kiedy człowiek stwierdził, że Mu nie wierzy, że "dobro jest dobre, a zło jest złe" i że chce to osobiście poznać "jak Bóg", pozwolił eksperymentować i sprawdzić to doświadczalnie, "na własnej skórze". Ale ponieważ takie sprawdzanie zadaje ból i ciepienie i niszczy zarówno sprawdzającego, jak i inne osoby i całe stworzenie, pozwolił by na świat weszła śmierć - kres tych eksperymentów. Ponieważ przez to wszystko zaciemniła się miłość, a życie zaczęło doznawać przemocy cierpienia i śmierci, On przyszedł na świat jako Człowiek, żeby pokazać ci w sposób zrozumiały, tak po ludzku, jaka jest Jego miłość do ciebie, kim dla Niego jesteś. Solidarnie dzielił z nami na ziemi nasz los, łącznie z doznawaniem krzywdy, niesprawiedliwości i przemocy. Łącznie ze śmiercią i to śmiercią zadaną w sposób okrutny przez nas ludzi, którzy nie umiemy kochać, którzy nie widzimy prawdy i nie rozumiemy miłości. Zmartwychwstał, bo "nie było możliwe, żeby śmierć panowała nad Nim", który jest źródłem wszelkiej miłości i życia. Bo miłość jest silniejsza niż śmierć. Dzięki temu my ludzie i całe stworzenie, mamy nadzieję na nowe życie - już bez zła. Bo On przeprowadzi nas przez śmierć ku życiu i szczęściu. Taka jest Jego miłość do ciebie...
J
jak
17 marca 2012, 18:27
"...Bóg jest pierwszy w dawaniu miłości, od nas oczekuje że na tę miłość odpowiemy...' Tak się składa że nie doznaję Bożej miłości, a więc jak mogę na nią odpowiedzieć?
jazmig jazmig
16 marca 2012, 12:30
  "Miłość wymaga, abyśmy dali od siebie więcej niż nam się wydaje, że dać możemy. Wymaga, żebyśmy w relacji z Bogiem porzucili wygodne pielesze "małej stabilizacji" i zaczęli żyć pełnią tego, do czego zostaliśmy powołani, i tego, co otrzymaliśmy. Możemy zrobić krok dalej, bo Bóg nas do tego uzdolnił." Miłość niczego nie wymaga. Miłość najpierw musi się pojawić, a żeby się ona pojawiła, potrzebna jest łaska Pana. Gdy kochamy, to dajemy ukochanej istocie wszystko, co możemy, potrafimy, a czego ona od nas oczekuje. "Dobry rodzic wie, że miłość, akceptacja, ufność pokładana w dziecku wyzwolą w nim więcej siły i bardziej spontanicznych reakcji niż same nakazy, zakazy i kary." Typowe dyrdymały "nowoczesnego" pedagoga. Pismo Święte na wielu kartach wspomina o karceniu dzieci przez kochającego ojca, a czyni to nie bez powodu. W razie potrzeby, potrzebna jest kara. Sama miłość i zaufanie do dziecka może je zepsuć. O ks. Ziaji: "Żył bardzo ubogo, ale sprzeciwiał się pobieraniu przez księży pieniędzy za posługę sakramentalną. Rozpoczął naukową karierę, ale obawiając się, że odciągnie go ona od Ewangelii, porzucił ją. Podobnych paradoksów w jego życiu było więcej, a brały się one właśnie stąd, że umiał zaufać przede wszystkim Bogu, a nie opinii innych; umiał odpowiedzieć na miłość, którą został obdarowany. Może w naszym chrześcijaństwie za mało jest szaleństwa z miłości?" Jest doskonała okazja do naśladowania ks. Ziaji - niech hiererchowie wielkodusznie zrezygnują z Funduszu Kościelnego, a autor tego tekstu, z pieniędzy za sakramenty o ile jest księdzem. Jeżeli natomiast nie jest księdzem, to niech podejmie dowolną pracę dla bliźnich nie oczekując jakiejkolwiek zapłaty.