Kim był Jezus z Nazaretu? Dlaczego przyszedł na świat? I dlaczego umarł?

Kim był Jezus z Nazaretu? Dlaczego przyszedł na świat? I dlaczego umarł?
Fot. Kaja Sariwating / unsplash.com
Logo źródła: WAM Brant Pitre

Kim był Jezus z Nazaretu? Dlaczego przyszedł na świat? I dlaczego umarł? Wszystkie te odpowiedzi można znaleźć na kartach Nowego Testamentu. Na pytanie o tożsamość Jezusa udzielono jednak dawno temu jeszcze jednej odpowiedzi; udzielił jej jeden z najsłynniejszych rówieśników Jezusa: Jan Chrzciciel. Pewnego razu, gdy zapytano go, co sądzi o rosnącej popularności Jezusa, powiedział: Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem (J 3,28–29) – pisze Brant Pitre w książce „Jezus. Historia największej miłości”, której fragment publikujemy.

Kim był Jezus z Nazaretu? Dlaczego przyszedł na świat? I dlaczego umarł? W ciągu wieków powstały dziesiątki, jeśli nie setki rozmaitych odpowiedzi na te pytania. Zdaniem niektórych Jezus był wielkim nauczycielem, żydowskim rabinem, który przyszedł na świat po to, by powiedzieć ludziom o wielkiej miłości Boga i który umarł dlatego, że niektórym nie podobało się to, czego nauczał. Inni twierdzą, że Jezus był wielkim prorokiem, który przyszedł na świat, aby ogłosić nadejście Królestwa Bożego, i który umarł dlatego, że część ludzi nie zrozumiała, iż jego królestwo nie jest z tego świata. Dla jeszcze innych Jezus był Mesjaszem, który przyszedł wypełnić proroctwo o namaszczonym królu Izraela i który został zabity, bo Rzymianie widzieli w nim zagrożenie dla swojej władzy. Inni wreszcie wyznają, że Jezus był Synem Bożym, który stał się człowiekiem, aby móc złożyć samego siebie w ofierze za grzechy świata.

DEON.PL POLECA

 

 

Wszystkie te odpowiedzi można znaleźć na kartach Nowego Testamentu. Na pytanie o tożsamość Jezusa udzielono jednak dawno temu jeszcze jednej odpowiedzi; udzielił jej jeden z najsłynniejszych rówieśników Jezusa: Jan Chrzciciel. Pewnego razu, gdy zapytano go, co sądzi o rosnącej popularności Jezusa, powiedział: Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem (J 3,28–29).

Co oznacza ta tajemnicza odpowiedź? Jak Jan może określać mianem „oblubieńca” Jezusa, który nie był żonaty ani nawet zaręczony? Jaki sens miały jego słowa w ich ówczesnym kontekście żydowskim?

Okładka książki Okładka książki "Jezus. Historia największej miłości" (wyd. WAM)

Wyjaśnienie tych kwestii można moim zdaniem znaleźć w tym, czego dowiedzieliśmy się w poprzednim rozdziale o Bogu-Oblubieńcu i oblubienicy-Izraelu; posługując się tą wiedzą, możemy przyjrzeć się słowom i czynom Jezusa oczami starożytnych Żydów. Gdy to zrobimy, nagle zdamy sobie sprawę, że niektóre działania Jezusa mają sygnalizować, że jest On nie tylko żydowskim Mesjaszem, ale także Boskim Oblubieńcem, który przyszedł we własnej osobie, aby wypełnić proroctwa o nowym przymierzu małżeńskim. Z tej perspektywy szczególnego znaczenia nabierają dwa zdarzenia z życia Jezusa: cud na weselu w Kanie Galilejskiej na początku Jego publicznej działalności oraz Ostatnia Wieczerza spożyta z dwunastoma uczniami na jej zakończenie. Kiedy interpretujemy słowa i gesty Jezusa w tych kluczowych momentach, biorąc pod uwagę ich żydowski kontekst, zaczynamy widzieć, że wydarzenia te to coś więcej niż zaskakujący cud i pożegnalny posiłek. Są one raczej klamrą spinającą całą działalność Jezusa, wskazującą, że Jezus przyszedł, aby przynieść światu cudowne wino uczty weselnej Boga i Jego oblubienicy.

DEON.PL POLECA


Zagadka Jana Chrzciciela

Aby to zobaczyć, musimy wrócić do zagadkowych słów Jana Chrzciciela, który nazywa Jezusa „oblubieńcem”, i nieco uważniej je przeanalizować. Na początku, kiedy Jezus dopiero rozpoczynał swoją działalność i zaczynał zbierać wokół siebie wyznawców (J 1,29–51), uczniowie Jana zapytali swojego nauczyciela, co myśli o tym Jezusie i o fakcie, że uczniowie Jezusa także chrzczą, a On sam zyskuje coraz większą popularność (zob. J 3,26). W odpowiedzi na pytania uczniów, Jan Chrzciciel wypowiada następujące słowa: Wy sami jesteście mi świadkami, że powiedziałem: Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał (J 3,28–30).

Przez wiele lat, gdy czytałem te słowa, nie znaczyły one dla mnie nic szczególnego. Ponieważ otrzymałem chrześcijańskie wychowanie, znane mi było przedstawienie Jezusa jako Oblubieńca i Kościoła jako Jego Oblubienicy, więc po prostu czytałem słowa Jana pod tym kątem: „Chrystus jest Oblubieńcem”. Kropka. Jan Chrzciciel jest jedynie „drużbą”, czyli „przyjacielem oblubieńca”. Kropka. A potem przechodziłem do dalszych słów Ewangelii. Nigdy nie zatrzymałem się, by zadać sobie pytanie: Jak ówcześni uczniowie Jana rozumieli to, co do nich mówił, i co on sam chciał im w ten sposób powiedzieć?

Zastanówmy się nad tym przez chwilę: Jeśli Jan rzeczywiście zamierzał wskazać Jezusa jako Mesjasza, to mówienie „szukajcie tego, kto ma oblubienicę” nie wydaje się bardzo szczęśliwym pomysłem! Po pierwsze, czy żydowski Mesjasz nie miał być królem, wojownikiem albo kapłanem? Skąd Janowi przyszło do głowy, że ma on być „oblubieńcem”? A jeszcze konkretniej: wbrew rozmaitym ukazującym się ostatnio powieściom, nic nie wskazuje na to, by Jezus był kiedykolwiek żonaty, natomiast istnieje wiele dowodów na to, że wybrał stan bezżenny „ze względu na królestwo niebieskie” (zob. Mt 19,10–12). Jeśli Jezus nie miał żony ani narzeczonej, to kim jest „oblubienica”, o której mówi Jan? I jak Jan mógł oczekiwać, że uczniowie rozpoznają Jezusa jako oblubieńca, skoro nie towarzyszyła Mu żadna oblubienica? (...)

Głos Oblubieńca-Mesjasza

Po pierwsze, kiedy Jan raduje się, że słyszy „głos oblubieńca” (J 3,29), nie jest to jedynie wyszukana metafora. Jest to nawiązanie do słynnego biblijnego proroctwa o Mesjaszu – „namaszczonym” (hebr. masziah), królu Izraela, na którego naród żydowski czekał od wieków. W jednym z fragmentów Księgi Jeremiasza, prorok ukazuje związek między dającym się słyszeć głosem oblubieńca i oblubienicy z nadejściem królewskiego potomka Dawida: To mówi Pan: Na tym miejscu, o którym mówicie: „Jest to pustkowie bez ludzi i bez trzody” – w miastach judzkich i na ulicach Jerozolimy, opuszczonych, bezludnych, niezamieszkałych i bez trzody rozlegnie się jeszcze głos radości i głos wesela, głos oblubieńca i oblubienicy, głos tych, co mówią, składając ofiary dziękczynne w  domu Pańskim (…) Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu. W  owych dniach i w owym czasie wzbudzę Dawidowi potomstwo sprawiedliwe; będzie wymierzać prawo i sprawiedliwość na ziemi. W owych dniach Juda dostąpi zbawienia, a Jerozolima będzie trwać bezpiecznie. (…) Tak bowiem mówi Pan: Nie zabraknie Dawidowi męża zasiadającego na tronie domu Izraela (Jr 33,10–11.14–17).

Podobieństwa między tym fragmentem a  słowami Jana Chrzciciela, choć często umykają współczesnym czytelnikom, są w rzeczywistości uderzające. Podobnie jak Jeremiasz mówi, że „głos oblubieńca” da się słyszeć w dniach, kiedy przyjdzie królewski potomek Dawida, tak Jan Chrzciciel stwierdza, że doznaje radości, bo słyszy „głos oblubieńca” – czyli Mesjasza. I jak Jeremiasz mówi o „głosie oblubienicy”, tak Jan sugeruje, że Mesjasza można poznać po tym, że „ma oblubienicę”. Wreszcie, podobnie jak Jeremiasz mówi o „radości” w dniach, gdy nadejdzie obiecany król, tak Jan Chrzciciel mówi o swojej osobistej „radości” z faktu, że usłyszał głos Mesjasza-Oblubieńca.

Jan jako żydowski „drużba”

Gdyby budziło to jeszcze jakieś wątpliwości, trzeba zauważyć, w jaki sposób Jan określa samego siebie: jako „przyjaciela oblubieńca” (zob. J 3,29). Jest to wspaniały przykład nie tylko tego, jak Pisma żydowskie są niezbędne do zrozumienia Ewangelii, ale także tego, jak przydatna jest znajomość żydowskiej tradycji pozabiblijnej. Bo chociaż w Biblii hebrajskiej nigdzie nie znajdziemy określenia „przyjaciel oblubieńca”, posługują się nim starożytni rabini, których nauki zapisano w Misznie. Nawiązują oni do zwyczaju, zgodnie z którym żydowski pan młody wybierał bliskiego „przyjaciela”, aby pełnił funkcję „drużby” (hebr. szoszbin). Zgodnie z tradycją rabiniczną, gdy nadchodził dzień zaślubin, to właśnie przyjaciel oblubieńca, szoszbin, pełnił rolę oficjalnego świadka, podobną do tej, jaką pełnią świadkowie na współczesnych ślubach.

Fragment pochodzi z książki "Jezus. Historia największej miłości" (wyd. WAM)

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Brant Pitre

Życie i śmierć Chrystusa widziane w świetle Pisma Świętego i żydowskiej tradycji to najwspanialsza historia miłosna, jaką kiedykolwiek opowiedziano!

Brant Pitre odkrywa przed czytelnikiem tajemnice najbardziej znanego symbolu wiary chrześcijańskiej, jakim jest krzyż Chrystusa. Pokazuje,...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Kim był Jezus z Nazaretu? Dlaczego przyszedł na świat? I dlaczego umarł?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.