Wybrać wolę Bożą. To nie pułapka na ludzkie szczęście

Fot. Depositphotos

Piotr musiał przeżyć w ciągu kilku minut niezły emocjonalny rollercoaster. Dopiero co usłyszał od Jezusa: „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka” (Mt 16,18), a chwilę później słyszy: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku” (Mt 16,23). Najpierw Opoka, potem zawada. Najpierw człowiek, któremu Ojciec objawił prawdę o Mesjaszu, a za moment uczeń, który próbuje swojego Mistrza pouczać. Można chyba przypuszczać, że Piotr długo układał sobie w głowie te dwa zdania.

Jezus pokazuje Piotrowi, że Opoką nie będzie dzięki własnej sile, inteligencji czy stanowczości. Może nią być tylko wtedy, gdy pozostaje przy Chrystusie i pozwala Mu się prowadzić. Kiedy zaczyna wyprzedzać Jezusa i poprawiać Jego plan, ze skały staje się kamieniem, o który można się potknąć. Różnica między Opoką a zawadą przebiega więc nie przez urząd, deklaracje ani najlepsze intencje, ale przez pytanie: czy myślę po Bożemu, czy jedynie próbuję przekonać Boga, żeby zaczął myśleć po mojemu? Piotr przecież nie chce niczego złego. Kocha Jezusa. Boi się o Niego, a może także o siebie i o przyszłość, którą związał z Mistrzem. Gdy słyszy o cierpieniu i śmierci, reaguje bardzo po ludzku: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie” (Mt 16,22). Chciałby Mesjasza zwycięskiego, ale bez krzyża. My również często pragniemy Boga, który zbawi nas według przygotowanego przez nas scenariusza: usunie trudności, zabezpieczy bliskich, obroni dobre imię, wynagrodzi uczciwość i nie pozwoli, żeby miłość za dużo kosztowała.

Tymczasem wszystkie dzisiejsze czytania mówią uczciwie, że życie „po Bożemu” kosztuje. Jeremiasz wyznaje: „Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają” (Jr 20,7). Paweł przestrzega: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata (…)” (Rz 12,2). Jezus natomiast, nie owijając w bawełnę, podkreśla: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24). Ewangelia nie jest polisą gwarantującą życie bez bólu. Bywa, że uczciwość zamyka drogę do łatwej kariery, wierność czyni człowieka samotnym, a stanięcie po stronie słabszego sprowadza drwiny tych, którzy wolą święty spokój.

Trzeba jednak powiedzieć jasno, że nie każde cierpienie jest krzyżem. Krzyż nie jest krzywdą, na którą mamy biernie pozwalać. Nie jest nim przemoc, którą ktoś próbuje usprawiedliwić wolą Boga. Nie są nim także skutki własnej lekkomyślności, które pobożnie nazywamy próbą. Krzyż to cena wierności dobru i miłości. Bóg nie ma upodobania w naszym bólu. Krzyż pojawia się dlatego, że miłość w świecie poranionym przez grzech napotyka opór. Jezus nie szuka cierpienia. Idzie do Jerozolimy, ponieważ do końca kocha i nie wycofuje się z tej miłości nawet wtedy, gdy zostaje za nią odrzucony.

DEON.PL POLECA



W tym sensie krzyżem jest dla nas wola Boża. Nie wyobrażajmy jej jednak sobie jako nieuchronny los, wobec którego pozostaje jedynie zacisnąć zęby. Wola Boga nie jest jednak fatum ani pułapką zastawioną na ludzkie szczęście. Jest drogą dobra, którą Ojciec zna lepiej niż my. Jezus mówi: „Jeśli ktoś chce”. Nie odbiera wolności, lecz zaprasza do zaufania. Dlatego pytanie nie brzmi: „Czy wykonam to, czego Bóg ode mnie oczekuje?”, ale raczej: „Czy wierzę, że wola Boga jest najlepszym, co może mnie spotkać, nawet jeśli dzisiaj nie rozumiem prowadzącej przez nią drogi?”. Psalmista odpowiada odważnie: „Twoja łaska jest cenniejsza od życia (…)” (Ps 63,4). My nieraz robimy odwrotnie. Najpierw ustalamy, co ma się wydarzyć, a potem prosimy Boga, żeby podpisał się pod gotowym planem. Modlitwa staje się próbą przekonania Go, że wiemy lepiej. Dokładnie tak zachowuje się Piotr – bierze Jezusa na bok i robi Mu wyrzuty. To obraz ucznia, który ustawia Mistrza i tłumaczy Zbawicielowi, jak powinno wyglądać zbawienie. Łatwo się trochę z Piotra naśmiewać, lecz przecież sami niekiedy robimy to samo…

Paweł Apostoł podpowiada, jak wyjść z tej pułapki: „(…) przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu miłe i co doskonałe” (Rz 12,2). Można potraktować te słowa jak potrójne sito. Najpierw: czy to jest dobre? Wola Boga nigdy nie prowadzi do pogardy, zemsty, kłamstwa ani podeptania czyjejś godności. Nie wolno nazywać wolą Bożą tego, co niszczy człowieka. Drugie sito pyta, czy coś jest Bogu miłe. Nie chodzi jedynie o robienie wielu rzeczy „dla Boga”. Można działać dla Niego, a tak naprawdę karmić własne ego, budować pozycję albo kontrolować innych. To, co Bogu miłe, jest zgodne z Jego sposobem kochania: cierpliwe, wolne od pogardy, szukające człowieka, a nie własnego sukcesu. Bóg nie potrzebuje naszych religijnych osiągnięć. Chce serca, które uczy się bić w rytmie Jego Serca. I wreszcie sito trzecie: czy to prowadzi do tego, co doskonałe? Doskonałość nie oznacza bezbłędności ani nerwowego pilnowania, by nikt nie odkrył naszych słabości. Jest dojrzałością w Chrystusie, coraz pełniejszą zdolnością do kochania tak jak On. Wolą Boga jest nie tylko to, żebyśmy poprawnie zaliczali kolejne obowiązki, lecz żeby rodził się w nas człowiek nowy, wolny od przymusu bronienia siebie za wszelką cenę. To właśnie jest zapieranie się siebie – nie pogarda wobec własnego życia, ale rezygnacja z uczynienia siebie centrum świata.

Do takiego rozeznawania potrzebna jest perspektywa wieczności. Bez niej rzeczywiście nie ma sensu zawracać sobie głowy Ewangelią. Po co przebaczać, skoro łatwiej się odegrać? Po co pozostać uczciwym, jeśli kłamstwo daje szybki zysk? Po co tracić życie dla innych, jeśli śmierć miałaby postawić ostatnią kropkę? „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16,26). Bez Nieba krzyż jest tylko przegraną. W świetle zmartwychwstania staje się drogą, na której nic ofiarowanego z miłości nie zostanie zmarnowane.

Piotr usłyszał zapowiedź cierpienia i śmierci, lecz najwyraźniej nie dosłyszał ostatnich słów: „trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Mt 16,21). My też często zatrzymujemy się na Wielkim Piątku własnego życia, jakby Bóg nie dopisał dalszego ciągu tej historii. Wiara nie polega na udawaniu, że krzyż nie boli. Polega na zaufaniu, że krzyż nie jest końcem. Surowe „zejdź Mi z oczu” można więc usłyszeć także jako wezwanie: „Przestań Mnie wyprzedzać, wróć na miejsce ucznia i idź za Mną”. Jezus nie przekreśla Piotra, ale uczy go na nowo, gdzie jest jego miejsce: nie przed Mistrzem z własnym planem, ale za Nim – na drodze prowadzącej przez krzyż do życia.

Ks. Mateusz Tarczyński

DEON.PL POLECA


Prezbiter archidiecezji gdańskiej, pracujący na co dzień w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wybrać wolę Bożą. To nie pułapka na ludzkie szczęście
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.