Różaniec nigdy nie był dla mnie. Porzuciłam go już dawno. Potem dotarło do mnie to [ŚWIADECTWO]

Różaniec nigdy nie był dla mnie. Porzuciłam go już dawno. Potem dotarło do mnie to [ŚWIADECTWO]
fot. James Coleman
1 rok temu
Logo źródła: Blogi bieguny.blog.deon.pl

Emeryci mają czas i mogą mruczeć te zdrowaśki. Różaniec był monotonny, nawet nudny. Potem dotarło do mnie, że można odmawiać go w inny sposób, niż kojarzyłam.

Zachwycona spoglądam na zamglony świat. Na do niedawna przesuszonej trawie srebrzą się krople rosy. Misternie utkane pajęczyny ciężko zaznaczają swoje istnienie. Uwielbiam październik za jego zawieszenie pomiędzy latem a jesienią. Przez wiele lat kojarzyłam go w ten sposób, przełom nastąpił przed trzema laty. To jest moja przygoda z różańcem, dlatego nie regulujcie odbiorników.

Różaniec nigdy nie był dla mnie, był dla pokolenia moich babć i dziadków. Emeryci mają czas i mogą mruczeć te zdrowaśki. Porzuciłam go dawno, jeszcze w podstawówce i nigdy nie pomyślałam, że mogłabym do niego wrócić, nie było do czego wracać. Najpierw trzeba coś mieć, gdzieś być, coś robić, potem można wrócić. Różaniec był monotonny, nawet nudny. Kto wykształcony mógłby się nim przejmować. Nie mogę napisać, że tak myślałam, bo nie myślałam o nim wiele.

Zaczęło się na pielgrzymce do Częstochowy. Zaskoczyło. Pamiętam miejsce, gdzie pomyślałam, że ten cały różaniec jest nawet fajny. Dotarło do mnie, że można odmawiać go w inny sposób, niż kojarzyłam. Po powrocie do domu szło opornie, jakbym ścierała się z nim. To nie był hurra entuzjazm, gdzieś w głowie kołatał ten różaniec, ale tak naprawdę uciekałam przed nim.

Postanowiłam nie kupić różańca ze sznurka, który zobaczyłam w sklepie z pamiątkami. Wiedziałam, że uplotę go sama, jednak dopiero trzeci mnie zadowolił. Najpierw zobaczyłam go w głowie, sercu czy gdzie kto chce, potem go narysowałam, żeby zwizualizować rozwiązania i splotłam. Pozytywnie przeszedł różańcowy test na wytrzymałość i stał się prototypem tych późniejszych, plecionych i rozdawanych z prośbą o modlitwę. Jest użytkowy, podobnie jak te małe dziesiątki, które zabieram, gdy wychodzę biegać czy pojeździć na rowerze. Są brudne od potu, jakby te modlitwy wnikały w sznurek. Różaniec sznurkowy „chłonie” modlitwę, ale sznurek można wyprać.  Maryjo, Ty to widzisz? Pierze różaniec? Kobieto, co ty wygadujesz!?

Możesz odmawiać go na palcach, właściwie niewiele potrzebujesz. Podobno różaniec można odmawiać wszędzie, dlaczego nie podczas jazdy na rowerze? Tak, o skupienie bardzo trudno, ale jeżeli mam myśleć o czymś mało ważnym, dlaczego nie spróbować połączyć wysiłku fizycznego z modlitwą? Zaraz odezwą się krytycy, że Maryi należy się szacunek, modlitwa w kaplicy lub na kolanach, ale dlaczego nie podczas spaceru czy prowadzenia auta (polecam nerwowym kierowcom – wycisza). Trzeba znaleźć swój sposób, a wtedy różaniec przenika życie. Czytasz Pismo Święte, odmawiasz różaniec i nawet nie wiesz, kiedy znajdujesz na to czas.

Nie wiem, ile mam teraz różańców, kilka czeka na swoich właścicieli, ale jeden jest szczególny. Przywiozła go dla mnie z Ziemi Świętej moja przyjaciółka i nie byłabym sobą, gdybym nie przeliczyła tych korali. Tak mam, zawsze liczę czy się zgadzają. W tym brakuje jednego, dlatego wymaga szczególnego skupienia, ale jest dla mnie szkołą modlitwy. Nauczył mnie, że nie ważna jest precyzja, ale trwanie.  Uświadomiłam sobie, że Maryja to nie aptekarka, nie odrzuci twojej modlitwy, jeżeli pomylisz się czy opuścisz zdrowaśkę. Nie odlicza ich skrupulatnie, liczy się intencja, dążenie, praca przy pomocy dostępnych narzędzi. Ufam, że tak jest.

Nie jestem kobietą ekstremalną, ale z różańcem zaczęłam od grubego kalibru. Zaczęłam odmawiać pompejankę. Jakbyś, Maryjo, trzepnęła mnie mocno po głowie: wzbraniasz się przed różańcem, to odmawiaj nowennę. To było przed trzema laty i nadal trudno mi w to uwierzyć – uzależniłam się od różańca, ale ta nowenna i jej efekty są odrębną historią na inny wpis.

Dziś wiem, Maryjo, że jesteś świetną nauczycielką. Uczysz cierpliwości w trudnościach, trwania pomimo rozproszeń. Są ludzie, którzy mają łaskę totalnego skupienia na modlitwie – ja do nich nie należę. Mam doświadczenie w medytacji ignacjańskiej, poszczególne tajemnice przedstawiam sobie jako obraz, zatrzymuję się przy nich. Wtedy jest dobrze, ale czasem zastanawiam się: po co mi to wszystko, dlaczego przeznaczam czas, jeśli zdarza się, że przez moją głowę pędzą myśli, które z modlitwą nie mają nic wspólnego. Wierzę jednak, że te „klepane zdrowaśki” też się liczą, moje pogubienia gdzieś prowadzą, tylko teraz tego nie rozumiem. Czasem powtarzam je bezwiednie, rozbrzmiewają mi głowie niezależnie ode mnie. W przedziwny sposób przeplatają się z prozaicznymi sprawami dnia. Pamiętam dzień, kiedy biegnąc, powiedziałam do mijanego człowieka "Zdrowaś Mario" zamiast "dzień dobry". Uśmiecham się, gdy sobie to przypomnę. Ktoś może powiedzieć, że to zmęczenie i pewnie ma rację, ale nie byłoby tego, gdyby te 20 tajemnic nie drążyło spokojnie w moim wnętrzu.

Maryjo, dziś nie potrafię powiedzieć do Ciebie mamo z takimi emocjami, jak mówię do mojej ziemskiej mamy, ale walczę, bo nie chcę żebyś była gipsową figurą, obrazem, słowem. Czy to znaczy, że moja wiara jest słaba? Że nie mam wiary? Muszę jeszcze dużo „przebywać” z tymi tajemnicami, może wtedy zrozumiem i w pełni przyjmę Ciebie jako mamę. Dziś przyznaję, że jeszcze mam z tym problem.

* * *

Tekst ukazał się na blogu bieguny.blog.deon.pl.

Chcesz zostać naszym blogerem? Dołącz do blogosfery DEON.pl!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Maja Komasińska-Moller
23,03 zł
32,90 zł

Piękno kobiecej emocjonalności

Radość, smutek, euforia, nadzieja, lęk, fascynacja, czułość, gniew, rozpacz, miłość. Świat uczuć jest niezwykły, rozległy i bardzo pogmatwany. Kobiece serce doświadcza go w sposób zupełnie wyjątkowy. Czasami przeżywanie uczuć jest przyjemne i...

Skomentuj artykuł

Różaniec nigdy nie był dla mnie. Porzuciłam go już dawno. Potem dotarło do mnie to [ŚWIADECTWO]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.