Mała cisza

Mała cisza
(fot. Stanisław Zbigniew Kamieński)
7 lat temu
Michał Płoski

Wątpliwości dotyczące spraw ostatecznych, okresowe ciemności na drodze wiary, są udziałem wielu ludzi. Tu, w doczesności, z całym realizmem możemy doznać cierpienia, śmierci i łez; natomiast zmartwychwstanie, życie wieczne może być tylko przedmiotem wiary.

Jesteśmy w obszarze cienia, na pograniczu niedostępnej światłości Bożej, jak powiedział jeden z prawosławnych teologów. To jest sytuacja Wielkiej Soboty: umęczony Jezus został złożony w grobie, a Jego uczniowie są pełni lęku i zwątpienia.

Wśród prawosławnych ikon związanych z Paschą szczególnie intryguje mnie ikona zatytułowana "Nie płacz nade mną Matko" ("Nie rydaj mienie Mati"). Zwykle zestawia się ją z zachodnimi Pietami: Matka Boża obejmuje ciało Syna wynurzające się z grobu, w tle widać krzyż. Tytuł ikony został zaczerpnięty z pierwszych słów poetyckiego tekstu Kosmasa Jerozolimskiego, którego treścią jest rozmowa Matki Bożej z Chrystusem znajdującym się w grobie. Na ikonie Pan Jezus stoi o własnych siłach, co jest znakiem zmartwychwstania. Przypomina postać Chrystusa w wodach Jordanu - zanurzony w śmierci stoi - żyje. Na ikonie "Nie płacz…" kieruje do swej Matki słowa pocieszenia.

Dałem tej scenie tło bardzo ciemnej zieleni - ogarnięta nocą śmierci nadzieja. Maria, która stała pod krzyżem, która pochyla się nad Chrystusem w scenie opłakiwania, teraz jest przewodniczką w nocy zwątpienia. Mówi do swojego Syna przez łzy, a On jej odpowiada: nie płacz.

* * *

Tajemnica narodzin bliska jest tajemnicy śmierci. Wielokrotnie malowałem ikonę Bożego Narodzenia, która skłania do podobnych refleksji. Chrystus rodzi się w ciemnej pieczarze - maleńkie światełko w czarnej otchłani grobu. Jego przyjście oznacza połączenie Nieba i Ziemi. W górnej części ikony maluje się półkole, z którego biegnie ku Jezusowi promień. Ziemia wokół faluje, bo wydarzenie to jest aktem odnowienia świata, aktem ponownej kreacji. Zostaje przywrócona harmonia. W ikonie należy połączyć dynamizm tego wydarzenia z rajskim pokojem. Pomagają w tym poczciwe łby osła i wołu, owce pasące się na łąkach, konie, na których z oddali przybywają mędrcy, chętnie domalowuję też pieska pilnującego stada. Zwierzęta i skąpa roślinność w postaci traw i krzewów mają przypominać o rzeczywistości sprzed grzechu pierworodnego. Natomiast skalisty krajobraz, wzgórza koloru ochry, mówią o pustyni, na którą została zesłana manna, pokarm ratujący życie. Znakiem tego pokarmu, daru Nieba, Eucharystii, jest mały Pan Jezus. Leży w kamiennym żłobie, który można kojarzyć z ołtarzem. Obok niego na posłaniu spoczywa zmęczona porodem Maria. Ikona pełna symbolicznych znaczeń zachowuje realizm. Przetrwał na niej rzeczywisty wizerunek stajni - groty z okolic Betlejem, półpustynny krajobraz ubogich pastwisk, ubiory przedstawionych postaci. Na szacie Matki Bożej maluje się trzy gwiazdy symbolizujące jej dziewictwo. Podobno kobiety nosiły zapinki w tych samych miejscach, dla utrzymania chusty okrywającej głowę i ramiona. Czas i miejsce opisane przez Ewangelie i idącą w ślad za nimi ikonę są konkretne, rzeczywiste.

Ojciec Franz Jalics (SJ) w swojej książce będącej przewodnikiem na drodze ku modlitwie kontemplatywnej zaleca, aby na pewnym etapie duchowych ćwiczeń przyzywać w myślach imię Matki Bożej. Pisze: Pierwszy dostęp do Boga wiąże się z Jego macierzyństwem. Jest tak jak w ludzkim życiu. Pierwsza relacja tworzy się w łonie matki. Dziecko znajduje tam schronienie i bezpieczeństwo, otwiera się na świat i przez to także na ojca. Chociaż przez narodziny zmienia się istotnie bezpośrednia relacja, jaką matka i dziecko mogli wytworzyć w czasie dziewięciu miesięcy ciąży, to jednak instynktownie matka pozostaje dla dziecka pierwszą osobą. W każdej matce i w każdej kobiecie objawia się macierzyństwo Boga. W Matce Bożej objawia się w sposób nadzwyczajny.

We wzorcowej kompozycji XV-wiecznej ikony wiązanej z pracownią św. Andrzeja Rublowa, łono Maryi znajduje się na przecięciu ramion greckiego krzyża, który powstałby, gdyby go wpisać w prostokąt ikony. Matka Boża jest postacią centralną, co podkreślone jest przez czerwień posłania, na którym spoczywa. Ta postać niejako wprowadza nas w treść ikony, dopiero obok Niej odnajdujemy maleńkie Dzieciątko.

Mała cisza - zdjęcie w treści artykułu

Wydarzeniu Narodzenia Pańskiego towarzyszą aniołowie: jedni wielbią Boga wznosząc ręce ku Niebu, inni spełniają rolę posłańców - pochylają się ku pasterzom oznajmiając im nowinę o narodzeniu. Oto jeden z nich dmie w jakąś pradawną trombitę, jakby chciał współbrzmieć z chórami anielskimi, inny gotów jest już ruszyć ku grocie. Znajdują się oni z prawej strony Pana Jezusa i symbolizują lud dawnego przymierza, Żydów. Z lewej zaś przybywają Mędrcy reprezentujący pogan. Na niektórych ikonach przedstawia się ich wchodzących pod górę, ponieważ spotkanie z Jezusem wymaga trudu. Każdy z nich jest w innym wieku: starzec, dojrzały mężczyzna i młodzieniec, albowiem bez względu na to, ile mamy lat, możemy powędrować za gwiazdą w poszukiwaniu Boga.

Zazwyczaj w prawej dolnej części ikony widzimy dwie kobiety służebne kąpiące małego Jezusa - chodzi tu o podkreślenie Jego człowieczeństwa, ukazanie, że był dzieckiem, jak każdy z nas.

Św. Józef znajduje się w lewym dolnym polu ikony. Siedzi zafrasowany. Przed nim stoi ciemna postać starego pasterza, która wyłoniła się z niewielkiej ciemnej pieczary. Tłumaczy Józefowi, że dał się nabrać na senne przywidzenia; uderza w jego wiarę w dziewicze poczęcie Maryi. Scena ta jest upostaciowaniem naszego zwątpienia, naszej niewiary, które łatwo ogarniają ludzkie serce. Bóg się rodzi, a Józef, zamiast radować się, jest smutny, zgnębiony, jakby siedział pod krzyżem. Istotnie, w kompozycję każdej ikony Bożego Narodzenia wpisany jest łaciński krzyż. Na przecięciu jego ramion widnieje postać Dzieciątka skrępowanego pieluszkami jak Izaak złożony w ofierze, jak owinięte całunem ciało zmarłego.

Moja mama umarła w Boże Narodzenie. Minęło trzydzieści parę lat, a ciągle nie mogę pisać, czy opowiadać o tym ranku w szpitalu. O śmierci ojca mogę, a o odejściu mamy ciągle nie potrafię. Nie płakałem wtedy. Byłem napięty, odrętwiały. Nie przystąpiłem ani do spowiedzi, ani komunii. Nie chodziłem do kościoła. Uciekłem z rodzinnego miasta, z domu moich rodziców, których już nie było. Mieszkałem przez jakiś czas w Krakowie. Zbliżały się następne święta Bożego Narodzenia i wtedy na kościele dominikanów zauważyłem duży plakat zapraszający na studencką noc skupienia w Tyńcu. Wyruszyliśmy z Krakowa pieszo. Młodzi ludzie grali na gitarach i śpiewali. Przyspieszyłem i szedłem szosą sam, w ciemności. Dopiero przed wejściem do klasztoru zaczekałem na nich. Pamiętam cichą twarz furtiana, który gestem nakazał nam milczenie. Przeszliśmy przez krużganki i oni rozlokowali się w jakiejś sali, gdzie znów zaczęli śpiewać. Ogłoszono, że jeśli ktoś potrzebuje spowiedzi, to można przejść do kościoła. Chciałem być sam, więc tam poszedłem. W świątyni panowała głęboka cisza i mrok - tylko światło przed tabernakulum. Po jakimś czasie wszedł benedyktyn i usiadł w konfesjonale. Siedzieliśmy tak dość długo: on tam, a ja w ławce, w zupełnej ciszy. Zapragnąłem podejść do niego. Po chwili szeptałem w kratkę konfesjonału. Początkowo chaotycznie. Przerywałem, on czekał, albo mówił krótkie zdanie o Bożym miłosierdziu. Kilka dni później wyszedłem nocą z domu. Mieszkałem poza miastem i wkrótce znalazłem się wśród zaśnieżonych pól. Szedłem przesuwając w palcach ziarnka różańca. W pustkowiu, na skrzyżowaniu dróg, stał krzyż otoczony płotkiem. Przelazłem przez ten płot i przytuliłem się do belki. Z oczu popłynęły mi łzy, pierwsze od śmierci mamy.

Obecnie najchętniej spędzam święta Bożego Narodzenia z żoną, w naszej małej chatce w lesie. Nie, nie jest to dla mnie czas żałoby, minęło przecież tyle lat. A jednak ten czas jest naznaczony wspomnieniem jej odejścia, o którym wciąż nie potrafiłbym opowiadać, mimo że każdy jego szczegół tkwi w mojej pamięci.


Michał PŁOSKI, Mała cisza, Wydawnictwo JEDNOŚĆ, Kielce 2013

Michał Płoski ur. w 1951 r., związany z Kielcami i świętokrzyskim regionem, malarz ikon, autor "Notatek z pustelni" (2002) i "Suchych liści" (2005).

Stanisław Zbigniew Kamieński ur. w 1951 r. w Radomiu. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie, dyplom z wyróżnieniem w Pracowni Litografii Wydziału Grafiki. Uprawia grafikę, rysunek, malarstwo, fotografię i plakat.

Teksty piszę zwykle w leśnej chatce. Są w nich wspomnienia, refleksje, opisy malowanych ikon, także obecna jest otaczająca mnie przyroda. Próbowałem zapisać tak ważną tutaj ciszę, jeśli ciszę można zapisać. Może lepiej udało się to Zbyszkowi w jego fotografiach. Ukazują one przemijanie i trwanie, czas znaczony porami roku.

Naszą wspólną książkę nazwałem "Mała cisza" nawiązując do "Wielkiej ciszy", znanego filmu o życiu kartuzów, a także do "małej drogi" św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która otwiera przed zwykłymi świeckimi ludźmi furtkę ku kontemplacji.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Mała cisza
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.