Kat, ratownik a może ofiara? Z dużym prawdopodobieństwem grasz którąś z tych ról

Fot. Sergey Tryapitsyn / Depositphotos
RTCK Izabela Antosiewicz

"Lubimy wchodzić w takie układy, bo nasz mózg kocha schematy, a w tej grze wszystko jest jasno określone. Wiadomo na przykład, jak powinna się zachowywać ofiara, co powinna czuć, jak postąpić. Osoba w takiej roli gładko wchodzi  w schemat i w pewnym sensie zaczyna czuć się bezpiecznie w swojej roli - zaczyna jej być w niej wygodnie" - pisze Izabela Antosiewicz w książce "O poczuciu własnej wartości. Jak docenić i pokochać siebie". Skierowana jest ona do osób, które chcą rozwinąć skrzydła, lepiej zrozumieć samych siebie i żyć pełnią życia.

Ludzie grają w gry. Amerykański psychiatra, Eric Berne, w książce W co grają ludzie? rozpracowuje wiele strategii "transakcyjnych", jakie jego zdaniem wszyscy przyjmujemy - zwykle nieświadomie - w relacjach z innymi. Przyjrzenie się regułom tych międzyludzkich "gier" pozwala lepiej zrozumieć samego siebie i drugiego człowieka, a tym samym może stać się też pomocne w odbudowaniu poczucia własnej wartości. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych strategii "transakcyjnych" jest strategia nazwana przez Stephena Karpmana trójkątem dramatycznym. Sądzę, że każdy z nas zetknął się z owym trójkątem w praktyce albo jako osoba grająca jedną z ról, albo też obserwując "aktorów w ich rolach".

Kat, ratownik a może ofiara?

Wyobraźmy sobie trójkąt równoboczny, który stoi na jednym z wierzchołków. Ten wierzchołek trójkąta to ofiara - osoba, która w teatrze życia czuje się nieszczęśliwa, wykorzystana, sponiewierana, źle potraktowana. Ofiara obwinia otoczenie za swoje nieszczęście i oczekuje zadośćuczynienia. Górne wierzchołki trójkąta dramatycznego to ratownik i prześladowca. Ratownik to ktoś, kto pomaga ofierze, ratuje ją z życiowych opresji, pociesza, bierze na siebie jej obowiązki, aby choć trochę jej ulżyć.

Znamy to może? Czy zdarzyło się, że kiedykolwiek wobec kogoś pełniliśmy taką właśnie rolę? Wydaje się ona być niezwykle społecznie potrzebna i wygląda na to, że ratownik to ten "dobry" na scenie dramatu. Tyle że… ratownik, pomagając ofierze, robi to zwykle po to, by sam siebie dowartościować, a nie wpływa na zmianę postawy ofiary; można powiedzieć, że bez ofiary ratownik nie ma racji bytu. A co z prześladowcą - trzecią osobą dramatu? Skoro jest ofiara, musi być też kat. W tym dramatycznym układzie prześladowca to osoba, w której ofiara "rozpoznaje" przyczynę swoich życiowych nieszczęść. To ktoś, kto w jakiś sposób gnębi ofiarę, ale - podobnie jak ratownik - w swoich zachowaniach bardziej skupiony jest na sobie niż na niej, a często nie ma nawet świadomości, jaką rolę odgrywa.

Chybotliwa konstrukcja

Zauważmy, że ten trójkąt, przez to, iż stoi na jednym z wierzchołków, jest chybotliwy i niestabilny. Obrazuje to istotny mechanizm omawianej strategii. Oto bardzo często dochodzi do przesunięcia w odgrywanych rolach: ratownik w jednej chwili może stać się katem, bo zacznie się nad kimś znęcać, a może też ulokować się w roli ofiary. Podobnie jest z pozostałymi rolami. Na przykład od roli ofiary bardzo blisko jest do roli prześladowcy albo ratownika, który będzie szukał kompensacji swoich życiowych porażek w pomaganiu innym. Co więcej, każdy z nas równocześnie może odgrywać kilka z ról: dla kogoś być ratownikiem, dla innego prześladowcą, a jeszcze w innej relacji czuć się ofiarą. Koncepcja trójkąta dramatycznego jest niezwykle inspirująca i z pewnością warto ją zgłębić. Dla nas w refleksji nad poczuciem własnej wartości istotne jest, by zauważyć, że zaczynamy "grać w gry" wówczas, gdy wątpimy w swoją wartość. Ulokowanie się w ustalonych z góry schematach daje nam poczucie bezpieczeństwa i kamufluje np. nieadekwatną samoocenę.

Pewna znajomiona pani psycholog opowiadała mi kiedyś historię, jaką zasłyszała od jednej ze swoich klientek. Syn tejże klientki niedawno zdawał maturę. We wrześniu, gdy rozpoczynał naukę w klasie maturalnej, przyszedł do mamy i powiedział: "Mamo, nie zdam matury z polskiego. Nie ma szans!". Mama tego chłopaka zaczęła się martwić i szukać rozwiązania problemu. Zaproponowała, że opłaci synowi korepetycje z polskiego. Załatwiła, syn zaczął dojeżdżać na drugi koniec miasta. Po kilku tygodniach chłopak zaczął narzekać, że daleko, że traci dużo czasu w tramwajach… Koniec końców przestał jeździć i wciąż wątpił w swoje szanse na egzaminie. Matka zaproponowała wówczas, że w takim razie sama będzie go uczyć. Przypomniała sobie, że nieźle radziła sobie z polskiego w szkole, i uznała, że da radę. Syn przystał na propozycję, ale po kilku tygodniach powiedział: "Wiesz, mamo, chyba nic z tego nie będzie, słaba z ciebie korepetytorka. Ja po prostu nie zdam tej matury". Mama nie ustawała w wysiłkach, żeby synowi pomóc. Robiła mu notatki, zestawienia, pomagała w nauce. W końcu nadszedł maj. Syn matury nie zdał. Gdy tylko zobaczył negatywny wynik egzaminu, przyszedł do mamy i powiedział: "Przez ciebie nie zdałem matury!". Matka trafiła na terapię z poczuciem winy.

Co się wydarzyło? Przez całe miesiące syn lokował się w roli ofiary, a matka - w roli ratownika. A potem z dnia na dzień nastąpiło przesunięcie ról: syn z ofiary stał się prześladowcą, zaś matka - ofiarą. Najgorsze jest to, że gra między nimi toczyła się dalej…

Wchodzimy w układy, bo nasz mózg kocha schematy

Zobaczmy, czy my sami nie gramy przypadkiem w podobne gry w naszych rodzinach, w relacjach z sąsiadami, z szefem, z kimś w bliższym albo dalszym otoczeniu. Lubimy wchodzić w takie układy, bo nasz mózg kocha schematy, a w tej grze wszystko jest jasno określone. Wiadomo na przykład, jak powinna się zachowywać ofiara, co powinna czuć, jak postąpić. Osoba w takiej roli gładko wchodzi  w schemat i w pewnym sensie zaczyna czuć się bezpiecznie w swojej roli - zaczyna jej być w niej wygodnie. Co więcej, spokojnie może funkcjonować równocześnie w różnych rolach: w domu być np. ofiarą, a w pracy - prześladowcą, a względem rodzeństwa - ratownikiem.

Jeśli dostrzegamy w swoim życiu podobne mechanizmy, to może czas wyjść z tego trójkąta. Niech ta gra w końcu się skończy! Warto o to zawalczyć, bo psychologowie nie mają wątpliwości, że w tę grę wchodzą najczęściej osoby z niskim poczuciem własnej wartości.

Fragment książki Izabeli Antosiewicz: "O poczuciu własnej wartości. Jak docenić i pokochać siebie"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Kat, ratownik a może ofiara? Z dużym prawdopodobieństwem grasz którąś z tych ról
Komentarze (6)
TB
~Tadeusz Borkowski
3 kwietnia 2024, 18:29
Ależ to prostackie i prymitywne. Nawet zagraniczni autorzy nie pomogą. Jakaś śmieszna teoryjka, która udaje naukę.
MT
~Mamdość Tegoświata
3 kwietnia 2024, 14:53
Czyli każdy jeden człowiek jest albo katem, albo ofiarą albo ratownikiem - 7 miliardów ludzi i schematyzujemy każdego jednego z nich wrzucając do jednej z trzech szufladek - zwykłe małostkowe stereotypy mają dużo więcej szufladek i znacznie szersze horyzonty co do "określania" ludzi... Oj deon, deon - ty się zajmij ewangelizacją, a nie miodem, mydłem i powidłem, bo sami zaczynacie się plątać, tworząc kolejny portal na miarę mainstreamu, żeby broń Boże kogoś nie urazić i ostatecznie ani nie zjednujecie sobie tych, którzy w Kościele zawsze byli jedną nogą i tylko czekali aż "wszyscy zaczną odchodzić", bo sami się bali pokazać swoje prawdziwe oblicze - czyli tzw. liberałów (a wierzę w Boga ale nie Kościół, księży, grzechy które popełniam, że są grzechami) i drugą stronę konserwatywną, która wie, że Kościół nie może iść za radą i kierownictwem świata bo właśnie wtedy upadnie. W krótkim czasie sami zrozumiecie o czym teraz "bredzę".
PI
~Pytanie IWiecejPytan
3 kwietnia 2024, 10:15
Co ma wniesc ten fragment, zwlaszcza w zestawieniu z czynami milosierdzia, ktore same w sobie zakladaja "wejscie w jakas relacje z drugim czlowiekiem", nie z innym abstraktem myslowym. Jestescie niekonsekwentni, lancuch przyczynowo-skutkowy tutaj nie ma racji bytu .... "czas wyjść z tego trójkąta" - jak najbardziej, tez uwazam, ze jakiekolwiek relacje z ludzmi, tylko niszcza, nie rozwijaja, zawsze cos zabiora, cos podkopia, cos sie za dobrze czujemy, wszystko zle... Drugi czlowiek to tylko klopoty! Zawsze i wszedzie! Wiec, najlepiej pozostac egoista - ta postawa, to najlepsza instancja "milosci do siebie" i zamknac sie w celi karmelu i miec swiat, zycie i innych, po prostu gdzies. Jesli w koncu wyjdziemy z relacji z drugimi, ciekawe kiedy lament podniosa wszyscy "coache", bo stana sie "ofiarami"- straca prace, obiekty badan i zrodlo dochodu. A Chystus (procz bycia Bogiem, byl tez czlowiekiem (to waznetutaj)) - to zdaniem psychologa, byl "ofiara" czy "ratownikiem" ? Pozdrawiam.
GG
~Gościnny Gość
4 kwietnia 2024, 12:07
ten artykuł to fragment i reklama książki (całkiem dobrej zresztą) która jest wsparciem w tzw. terapii schematów. Moim zdaniem niestety za bardzo wyrwany z kontekstu i bez informacji o tym, że to nie jest tak, że wszystkie relacje między ludźmi tak wyglądają, tylko te które uznajemy za niezdrowe. (odpowiadając na pytanie wyżej, Jezus w takie role po prostu nie wchodził) Bo powinno to działać tak: syn potrzebuje pomocy, matka jej udziela, syn z pomocy korzysta i zdaje maturę. Nikt tu absolutnie nie twierdzi, że nie należy pomagać innym ludziom, albo zrażać się, jeśli nas wykorzystają, tylko warto rozumieć dlaczego ludzie zachowują się w taki sposób w jaki się zachowują( dlaczego ktoś naciąga, uparcie trwa w nałogu, bije żonę albo zaniedbuje swoją rodzinę, bo cały dzień ratuje bezdomne koty) Obserwuję w swoim otoczeniu tak wiele pobożnych katolickich rodzin żyjących w schemacie "kat, ratownik, ofiara", że publikowanie takich artykułów, jak najbardziej ma sens
PI
~Pytanie IWiecejPytan
5 kwietnia 2024, 09:12
Ja naprawde uwazam, ze jakiekolwiek relacje miedzyludzkie nie maja najmniekszego sensu, bo TYLKO niszcza. Zredefiniowac w sposob pozytywny to powinnismy pojecie egoizmu wlasnie, a nie tylko to jeczenie i lamenty - relacje, relacje, ludzie nie umieja zyc ze soba... relacje niszcza kazdego czlowieka. Juz samo stwierdzenie "Obserwuję w swoim otoczeniu tak wiele pobożnych katolickich rodzin żyjących w schemacie "kat, ratownik, ofiara"", pokazuje ta naga ale prawde...Badanie relacji, tworzenie schematow, opisywanie to jest strata czasu na rzeczy niepotrzebne, bo nie da sie naprawic czegos co z zawsze nie dzialalo. Po co to na sile naprawiac, od tego trzeba uciekac. I nie mieszajmy "chwilowych zakochan" - bo jest to proces wspomagany jak juz wiemy ciezka chemia, ktora zachodzi w organizmie. Cel - przedluzenie gatunku, natura jakos musi sie obronic, w obliczu totalnego zla relacji.
GG
~Gościnny Gość
6 kwietnia 2024, 11:03
Jeśli to wynika z osobistych doświadczeń, to bardzo bardzo mi przykro. Moje są inne, znam doskonale zarówno schematy z artykułu jak i zdrowe relacje, więc nie zgadzam się, że istnieją tylko te destrukcyjne. Zgadzam się natomiast z tym, że tam gdzie nie ma szans na poprawę i dzieje się krzywda, tam często jedynym rozwiązaniem jest ucieczka. Badanie i rozpoznawanie tych schematów jest po to, żeby po wyjściu z jednej złej relacji nie wpaść dokładnie w ten sam problem, odpowiednio wcześniej rozpoznając pewnie wzorce zachowania np. agresję, nie wchodzić głębiej w taką relację, skoro już wiemy jak się skończy. Jeśli chodzi o definicję pozytywnego egoizmu, to brzmi trochę jak oksymoron. Pytanie jeszcze co definiujemy za egoizm, bo dbanie o siebie i ratowanie siebie w pierwszej kolejności, przed ratowaniem innych i świata, moim zdaniem nim nie jest ;)