Co dalej z nierozerwalnością małżeństwa?

Co dalej z nierozerwalnością małżeństwa?
(fot. Ella's Dad / flickr.com)
8 lat temu
Logo źródła: Miłujcie się Mieczysław Guzewicz / slo

W ostatnim czasie obserwuję z coraz większym przerażeniem, jak bardzo szybko w świadomości ludzi postępuje degradacja wartości nierozerwalności małżeństwa. Z jednej strony mamy konkretne liczby: w 1993 r. 23 tys. rozwodów w Polsce, w 2004 r. już 51 tys., a w 2006 r. - 71 tys. Obok tych danych do naszych uszu nieomal bez przerwy docierają komunikaty w rodzaju: "słyszałeś? oni nie są już razem", "on od niej odszedł", "oni są już po rozwodzie"…

Jest tego tak dużo, że powoli obojętniejemy na to zjawisko, na związane z tym tragedie. Ale z drugiej strony dostrzegamy już wyraźnie rozprzestrzeniające się elementy mentalności prorozwodowej w postaci "targów rozwodowych". Mentalność prorozwodowa szerzy się też poprzez środki masowego przekazu, w których fakt rozwodu, rozwodzenia się, zmiany partnera jest wręcz lansowany. Jej najboleśniejszym przejawem jest słabnięcie w świadomości katolików wartości nierozerwalności małżeństwa. Bywa, że nawet sami małżonkowie żyjący w związku sakramentalnym zakładają wcześniej, wręcz "planują" rozwód w przypadku niepowodzeń w małżeństwie… Nierzadko, też, niestety, katoliccy rodzice podpowiadają takie rozwiązanie w sytuacji kryzysu małżeństwa swych dzieci.

Co się dzieje?

Trzy i pół miesiąca przed swoją śmiercią Jan Paweł II powiedział: "Niestety, ataki na małżeństwo i rodzinę stają się z każdym dniem coraz silniejsze i coraz bardziej radykalne, zarówno na płaszczyźnie ideologicznej, jak i w sferze prawodawstwa" (przemówienie do przedstawicieli Forum Stowarzyszeń Rodzinnych, 18.12.2004 r.). Ten Wielki Prorok z doskonałą precyzją potrafił diagnozować otaczającą nas rzeczywistość. W cytowanych powyżej słowach wyraźnie ostrzega nas przed tym, że skala rozpadu małżeństw, degradacja wartości rodziny nie następuje w sposób przypadkowy. Nie jest to "efekt naturalnych przemian cywilizacyjno-kulturowych", jak czasami możemy usłyszeć od nowoczesnych kreatorów dzisiejszej rzeczywistości, twierdzących, iż: "Polityka rodzinna powinna być także przedmiotem umowy społecznej, uwzględniać przemiany, jakim ulega współcześnie model rodziny, przybierając najróżniejsze formy związków partnerskich" (z założeń programowych konferencji Polityka rodzinna w Europie. Skuteczne narzędzie równouprawnienia czy ratunek w obliczu kryzysu demograficznego?, która odbyła się w Warszawie 27.9.2007 r.). Wygląda na to, że wzrastająca w lawinowym tempie liczba rozwodów w Europie nie jest zjawiskiem samoistnym. Komuś na tym zależy, ktoś ten proces popycha do przodu; i, niestety, skuteczność tych działań jest bardzo wysoka.

Jak się bronić?

Z jak największą mocą trzeba głosić wartość nierozerwalności małżeństwa, która pochodzi z Bożego ustanowienia: "Co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozdziela" (Mt 19, 6). Skoro w nią skierowane są konkretne ataki, to ona też musi być najmocniej strzeżona i broniona. Ale najpierw przypominana oraz uświadamiana. Tu znowu przywołajmy najważniejsze wypowiedzi Ojca Świętego Jana Pawła II:

  1. "Podstawowym obowiązkiem Kościoła jest potwierdzanie z mocą - jak to uczynili Ojcowie Synodu - nauki o nierozerwalności małżeństwa. Tym, którzy w naszych czasach uważają za trudne lub niemożliwe wiązanie się z jedną osobą na całe życie, i tym, którzy mają poglądy wypaczone przez kulturę odrzucającą nierozerwalność małżeństwa i wręcz ośmieszającą zobowiązanie małżonków do wierności, należy na nowo przypomnieć radosne orędzie o bezwzględnie wiążącej mocy owej miłości małżeńskiej, która w Jezusie Chrystusie znajduje swój fundament i swoją siłę" (Familiaris consortio, p. 20).
  2. "Jednym ciałem! Trudno nie dostrzec całej mocy tego wyrażenia! W rozumieniu biblijnym słowo »ciało« nie oznacza jedynie fizycznej natury człowieka, ale całą jego tożsamość duchową i cielesną. Małżonkowie tworzą nie tylko wspólnotę ciał, ale prawdziwą jedność osób. Jest to jedność tak głęboka, że stają się oni w doczesnej rzeczywistości niejako odblaskiem Boskiego »My« trzech Osób Trójcy Świętej" (Jubileusz Rodzin, 15.10.2000 r.).
  3. "Małżeństwo »jest« nierozerwalne: ten przymiot wyraża jeden z wymiarów jego obiektywnego istnienia, a nie jakiś fakt czysto subiektywny. W konsekwencji dobro nierozerwalności jest dobrem samego małżeństwa; niezrozumienie zaś jego nierozerwalnego charakteru jest niezrozumieniem istoty małżeństwa. Z tego wynika, że »ciężar« nierozerwalności i ograniczenia, które się z nią wiążą dla ludzkiej wolności, nie są niczym innym jak odwrotną stroną medalu - by się tak wyrazić - w odniesieniu do dobra i możliwości wpisanych w instytucję małżeństwa jako taką. W tej perspektywie nie ma sensu mówić o »narzucaniu« przez prawo ludzkie, ponieważ ono musi odzwierciedlać i chronić prawo naturalne i Boże, które jest zawsze wyzwalającą prawdą (por. J 8, 32)" (przemówienie do Trybunału Roty Rzymskiej, 28.01.2002 r., p. 4).
  4. "Nie można ulegać mentalności prorozwodowej: nie pozwala na to ufność w dary naturalne i nadprzyrodzone, którymi Bóg obdarował człowieka. Działalność duszpasterska musi wspierać i głosić nierozerwalność małżeństwa. Aspekty doktrynalne powinny być ukazywane, wyjaśniane i bronione, ale jeszcze ważniejsze jest wynikające z nich konkretne działanie. Kiedy para małżeńska przeżywa trudności, pasterze i inni wierni winni okazywać jej zrozumienie, ale także jasno i stanowczo przypominać, że drogą do pozytywnego rozwiązania kryzysu jest miłość małżeńska. Właśnie dlatego, że Bóg połączył ich nierozerwalnym węzłem, mąż i żona, z dobrą wolą wykorzystując wszystkie środki ludzkie, ale przede wszystkim ufając w pomoc łaski Bożej, mogą i powinni przezwyciężyć momenty zagubienia, odnowieni i wzmocnieni" (jw., p. 5).

Wielu małżonków z lękiem patrzy w przyszłość. Wzrasta liczba małżeństw rozpadających się po 20 i więcej latach wspólnego życia, ale cóż jest przyczyną tych rozwodów? Otóż coraz powszechniej używa się w tym kontekście cynicznego określenia "zamiana na nowszy model", jak gdyby żona czy mąż nie byli osobami, tylko konsumentami, a ich wartość była mierzona jedynie liczbą "przepracowanych" lat... Czyżby w tej "nowej kulturze" człowiek znaczył tyle samo co model samochodu, zegarka lub telewizora?...

Dla wielu rozwód wynika z konieczności udowodnienia sobie czegoś w okresie kryzysu wieku średniego czy luzu moralnego podczas zakładowych imprez integracyjnych. Obserwowana skala dramatów w małżeństwach z powodu zdrad przyczynia się do pogłębiania się lęków i obaw w rodzaju: Czy nam się uda wytrwać w wierności? Czy mój współmałżonek nie ulegnie takim trendom? A może to my, pragnąc żyć w wierności, nie jesteśmy normalni?…

Jedyną i niezawodną receptą na przezwyciężenie tych lęków i na wytrwanie w wierności jest intensywne życie łaską sakramentu małżeństwa. Nie jest to trudne. Wystarczy codzienna modlitwa małżeńska, regularna spowiedź, coniedzielny wspólny udział we Mszy św., noszenie obrączki, świętowanie każdej rocznicy ślubu oraz świadome pielęgnowanie miłości małżeńskiej. Moc sakramentu małżeństwa jest zakorzeniona we wszechmocnej miłości Chrystusa, która przezwycięża wszelkie zło - tylko trzeba w nią uwierzyć i intensywnie z niej korzystać. Jej źródłem jest stała obecność Jezusa, raz zaproszonego do związku w chwili jego zawarcia i zapraszanego tam ponownie w codziennej modlitwie oraz w sakramentach pokuty i Eucharystii.

Czy Jezus, który nas umiłował aż do śmierci krzyżowej, miał nie obronić naszej miłości i jedności małżeńskiej przed atakami Złego? Na pewno będzie nas bronił (Łk 18, 7-8). Trzeba jednak powierzać Mu wszystkie problemy małżeńskie i razem z Nim podejmować i nieść krzyż cierpienia, bo tylko na tej drodze na pewno przezwycięży się największe nawet kryzysy małżeńskie.

Trwanie w wierności i nierozerwalności małżeństwa nie jest łatwe. Nie mam jednak wątpliwości co do tego, że jest to najpiękniejsze i najważniejsze zadanie małżonków, w realizacji którego Stwórca bardzo chce nam pomagać. Ostatecznie prowadzi ono do pełni szczęścia, przewidzianego przez Boga dla tych, którzy Go kochają i idą Jego drogami. O tym szczęściu nieustannie świadczą te pary małżeńskie, którym udało się pokonać kryzysy, które znalazły w Jezusie moc, a w Biblii wskazówki do budowania trwałego szczęścia małżeńskiego. W obecnej sytuacji, wobec szeroko zakrojonej kampanii zła skierowanej przeciwko rodzinie, nie wolno nam zostawić tego szczęścia wyłącznie dla siebie.

Jako małżonkowie mamy do spełnienia niczym nie zastąpione zadanie głoszenia Dobrej Nowiny współczesnemu światu, którego najważniejszą część muszą stanowić dla nas najpierw nasze dzieci. Jeszcze raz wczytajmy się w słowa Jana Pawła II:

  1. "Kiedy Chrystus wysyłał swoich uczniów po raz pierwszy, by głosili Dobrą Nowinę, wysyłał ich po dwóch (por. Mk 6, 7). Wy także jesteście wysyłani we dwoje - poprzez ten wielki sakrament, który czyniąc was mężem i żoną - czyni was zarazem świadkami Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. (…) Macie wypełniać to posłannictwo całym swoim życiem. Macie w sposób szczególny dawać świadectwo. »Wyżej będzie ceniona prawdziwa miłość małżeńska i kształtować się będzie o niej opinia publiczna, jeśli małżonkowie chrześcijańscy wyróżnią się w tej miłości dowodami wierności i harmonii« (II sobór watykański)" (przemówienie do ruchu Focolari, 3.05.1981 r., p. 3).
  2. "Małżonkowie chrześcijańscy! W waszej komunii życia i miłości, w waszym wzajemnym oddaniu oraz w wielkodusznym przyjmowaniu dzieci bądźcie w Chrystusie światłem świata! Pan was prosi, abyście każdego dnia stawali się jak lampa, która nie pozostaje w ukryciu, ale postawiona jest »na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu« (Mt 5, 15). Bądźcie przede wszystkim »dobrą nowiną dla trzeciego tysiąclecia«, gorliwie żyjąc swoim powołaniem" (IV Światowe Spotkanie Rodzin w Manili, styczeń 2003 r.).
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Co dalej z nierozerwalnością małżeństwa?
Komentarze (79)
M
Moon
24 stycznia 2014, 13:23
Nie potrafie sobie pomóc, Bóg przemawia do mnie i mówi zaufaj mi... Ufam, ufam, ufam ale chyba nie dość mocno bo włąsnie dostałam od męża pozew rozwodowy, napisała mu go kochanka, nie mam wyjcia podpisze go. Boje sie jutra. Brakuje mi miłości, rozmów, czułości, bycia razem. O zdradzie (3 trzeciej) dowiedziałam sie w lipcu, zrobiłam co mogłam zeby pokazać mężowi że możemy być razem. Modliłam się do Maryii od supełków (dlatego wysżły pierwsze dwie zdrady), zaprowadziłam męza do spowiedzi, Bóg daje mu znaki a on nic, zaczadzony, uwikłany. Po 15 latach zostałam zamieniona na model o 11 lat młodszy.
K
kawa
17 marca 2014, 17:15
Ja po 6 latach na model o 11 lat starszy... Totalne sponiewieranie...
OJ
oto jest pytanie
14 czerwca 2013, 17:03
Co dalej z nierozerwalnością małżeństwa??? Ale jakiego: sakramentalnego czy cywilnego? Bo teraz w KK mamy wybór.
PW
problem w KK
24 kwietnia 2013, 09:51
Dla niektórych duchownych ludzie, którzy się rozwiedli są jednakowo winni. Nieważne, że najczęściej to jedna strona dązyła do rozwodu, a druga była jego ofiarą. Oboje są rozwodnikami, drugą kategorią w kościele. Stąd takie rekolekcje - bo organizujacy je kościół nie widzi różnicy, czy ktoś zyje samotnie po wymuszonym rozwodzie, czy sam doprowadził do rozwodu i zyje w cudzołóstwie. ...
BK
Bożena Kozak
22 lutego 2013, 20:55
Jezus uczy nas miłości i wybaczania krzywdzicielom. I z tej miłości mimo cierpienia pomogłam temu który odbierał mi radość życia. Ale powiem Wam,że to jest możliwe. U Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Mąż zmienił się całkowicie, byłam uparta chciałam pokazać mu że życie jest piękne, człowiek żyje by być szczęśliwym. Dużo mnie to kosztowało, tym bardziej, że zło czuję u innych w różnych miejscach więc Spowiedź i Komunia Św. i modlitwa to moja siła i twierdza. Wiele wiem i przeszłam ale nie z książek, doświadczyłam, poszukiwałam i dane było mi znaleźć odpowiedzi.Wystarczy, żeby poddać się Bogu i zaufać a on prowadzi człowieka.To fakt, że związek małżeński jest świętością, Jezus powiedział albo małżeństwo albo życie w samotności. Mój mąż nauczył się płakać i zrozumiał jak krzywdził. To dobrze. Ale wspomnienia nie pozwolą mi wrócić do niego zresztą córka też tego nie chce. Ale pomogłam bo wyrwał się z kręgu nienawiści. Co teraz? Idę dalej pomóc tym którzy zgubili Jezusa. Kto jest ciekawy moich zmagań z energoterapią, wróżbiarstwem, muzyką złą a nawet książką. Zetknęłam się z różnym złem ale zawsze Jezus był obok i wiedziałam, że nie upadnę. Poddawał mnie wielu próbom dzięki nim stałam się silniejsza. Nigdy nie straciłam Boga czasem szukałam Go tylko tam gdzie Go nie było.Jeśli ktoś ciekawy odpiszę. PismoŚw. jest jedyną Księgą która daje wskazówki na trudną życiową drogę.
BK
Bożena Kozak
22 lutego 2013, 20:36
Nie wierzcie w to, co pisze pan Guzewicz. Przeczytajcie co pisze ks. Dziewiecki: "Błąd ...polega na myleniu miłości z naiwnością. Myli miłość z naiwnością ten, kto nie potrafi bronić się przed człowiekiem, który go krzywdzi, i „miłością” nazywa swoją uległość czy bezradność. Oto typowy przykład naiwności: alkoholik znęca się nad swoją żoną, ona dramatycznie cierpi z tego powodu, on przez całe lata lekceważy to jej cierpienie, a ona mimo to nie broni się skutecznie, mimo że Kościół w imieniu Boga daje jej prawo do obrony skutecznej, do separacji małżeńskiej włącznie. Człowiek, który kocha dojrzale, przyjmie niezawinione cierpienie pod warunkiem, że mobilizuje ono krzywdziciela do tego, by się zastanowił i zmienił. Jeśli jednak krzywdziciel pozostaje obojętny na cierpienie swojej ofiary i błądzi coraz bardziej, wtedy osobie krzywdzonej pozostaje już tylko modlitwa i miłość na odległość. Ojciec z przypowieści Jezusa na odległość kochał swego marnotrawnego syna, dopóki ten się nie zastanowił, nie zmienił, nie przeprosił i nie wrócił. Miłość, jakiej uczy nas Bóg, jest nie tylko szczytem dobroci, ale także szczytem mądrości. Chrystus każdego dnia poświęcał wiele godzin na uczenie swoich słuchaczy mądrego myślenia właśnie dlatego, by nie mylili miłości z naiwnością. Jezus pragnie, byśmy w miłości byli nieskazitelni jak gołębie, a jednocześnie roztropni jak węże (por. Mt 10, 16)...". [url]http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/md_miloscniekochana.html[/url] Nie wiem, w którym miejscu udało Ci się znaleźć rozbieżności między tymi tekstami, po prostu akcenty są inaczej rozłożone. Co do przytoczonej przez Ciebie wypowiedzi ks. Dziewieckiego: FAJNY TEKST. :P - z dedykacją wiadomo dla kogo.
Adam Pawłowicz
Adam Pawłowicz
5 lutego 2013, 15:06
Obowiązuje nas prawo kościelne, m.in. Kodeks Prawa Kanon. Wszyscy lamentują nad złą drogą, wadliwą postawą, itp. Ale w ogóle nie proponuje się kroków prawnych, jakie my, katolicy, mamy przecież obowiązek podjąć, aby wytknąć naruszenia postaw moralnych, itp. KPK przewiduje skargi i kary, ale nikt nie mówi i nie doradza jak je stosować. Przecież ci ludzie, którzy nawet świadomie głoszą poglądy sprzeczne z doktryną KK, jeżeli zostaną przez sądy kościelne ukarani, to przynajmniej zastanowią się nad swoim postępowaniem. Proces wytworzy dokumenty i orzeczenia, do których można będzie się spokojnie odnieść. A tak, to jest takie bicie piany! W podjęciu drogi procesowej, prawnej, wcale nie chodzi przecież o pieniactwo procesowe, ale o ZAŁATWIANIE SPRAW! Osobiście mam poważne wątpliwości, czy sądy kościelne są prawidłowo zorganizowane i czy należycie wykonują swoje obowiązki. Ta moja krytyka, nie ma nic wspólnego z występowaniem przeciwko Kościołowi! Wręcz przeciwnie, chodzi mi o oczyszczenie Kościoła z gorszycieli i przestępców, takich jak biskup pijak i jemu podobni.
ZT
z tekstu:
5 lutego 2013, 12:16
Wielu małżonków z lękiem patrzy w przyszłość. Wzrasta liczba małżeństw rozpadających się po 20 i więcej latach wspólnego życia, ale cóż jest przyczyną tych rozwodów? Otóż coraz powszechniej używa się w tym kontekście cynicznego określenia "zamiana na nowszy model", jak gdyby żona czy mąż nie byli osobami, tylko konsumentami, a ich wartość była mierzona jedynie liczbą "przepracowanych" lat... Czyżby w tej "nowej kulturze" człowiek znaczył tyle samo co model samochodu, zegarka lub telewizora?...
UT
uaktywniony Twój
5 lutego 2013, 12:11
sorry
UT
uaktywiony Twój
5 lutego 2013, 12:11
[url]http://www.areopag21.pl/wpatrzeni/artykul_2999_malzenstwo-jest-sakramentem.html[/url] ...
L
link
5 lutego 2013, 12:10
[url]http://www.szczesliweserca.pl/co-oznacza-twoje-tak-kiedy-malzenstwo-jest-waznie-zawarte.html[/url]
F
fiola
5 lutego 2013, 08:19
ładny artykuł! http://www.areopag21.pl/wpatrzeni/artykul_2999_malzenstwo-jest-sakramentem.html
J
juzniekatolik
4 lutego 2013, 13:44
Bardzo ciekawy artykuł  ,  i zgadzam sie z nim,  ale nie wyczerpuje całej kwestii  , to co mnie spotkało nie kazdego spotyka  i dobrze , pozdrawiam moich pseudokatolickich tesciów z oazy "swietych rodzin"   i ksiedza prałata który  nie miał odwagi -   powiedziec tego co napisał autor artykułu  . ,,,   kiedys stworze  blog  i opisze całą sytuacje ,,   
O
OLO
27 grudnia 2012, 20:51
"Dobre pytanie: "co dalej z nierozerwalnością małzeństwa?" Odpowiedź jest w artykule "Żeby się nie rozwiedli drugi raz". Czyli małżeństwo może się "rozerwać", ale związek niesakramentalny już nie, bo jest chroniony przed rozwodem przez duszpasterzy niesakramentalnych" KRETYNEM JESTEŚ BIAŁY JELEŃ  
B
ble
27 grudnia 2012, 17:38
"....Mentalność prorozwodowa szerzy się też poprzez środki masowego przekazu..... Jej najboleśniejszym przejawem jest słabnięcie w świadomości katolików wartości nierozerwalności małżeństwa...." Ma Autor rację, że słabnie wartość nierozerwalności małżeństwa, ale nie trzeba szukać winnych w polityce, czy środkach masowego przekazu, bo najciemniej jest pod latarnią.
BJ
biały jeleń
27 grudnia 2012, 09:52
Dobre pytanie: "co dalej z nierozerwalnością małzeństwa?" Odpowiedź jest w artykule "Żeby się nie rozwiedli drugi raz". Czyli małżeństwo może się "rozerwać", ale związek niesakramentalny już nie, bo jest chroniony przed rozwodem przez duszpasterzy niesakramentalnych
R
różnice
15 grudnia 2011, 22:28
Istnieją dwa rodzaje "osób niesakramentalnych": - ci co porzucili (tzw.porzucający), zniszczyli ważnie zawarte małżeństwo sakramentalne w Kościele - ci co zostali porzuceni i nie wytrzymali traumy jaka ich spotkała, więc weszli w nowy związek -są to są porzuceni i o tym należy mówić, a nie wszystkich do jednego worka "wrzucać". a nawet TRZY "RODZAJE" ROZWODNIKÓW - zniszczyli, bo wzięli rozwód (WYMIANA NA LEPSZY MODEL) - nie wytrzymali, bo wzięto z nimi rozwód (wymuszony) wstąpili w drugi związek  (jak mówi Chrystus: narazili na cudzołóstwo współmałżonka) - WZIĘLI ROZWÓD JAKO OBRONA PRZED KATEM  - nie wstapili w nowy związek, bądź wstąpili, bo trauma zbyt wielka, by nieść ją samemu
R
różnica
15 grudnia 2011, 22:23
Istnieją dwa rodzaje "osób niesakramentalnych": - ci co porzucili (tzw.porzucający), zniszczyli ważnie zawarte małżeństwo sakramentalne w Kościele - ci co zostali porzuceni i nie wytrzymali traumy jaka ich spotkała, więc weszli w nowy związek -- to są porzuceni i o tym należy mówić, a nie wszystkich do jednego worka "wrzucać".  
TJ
taka jedna
15 grudnia 2011, 18:18
Dla niektórych duchownych ludzie, którzy się rozwiedli są jednakowo winni. Nieważne, że najczęściej to jedna strona dązyła do rozwodu, a druga była jego ofiarą. Oboje są rozwodnikami, drugą kategorią w kościele. Stąd takie rekolekcje - bo organizujacy je kościół nie widzi różnicy, czy ktoś zyje samotnie po wymuszonym rozwodzie, czy sam doprowadził do rozwodu i zyje w cudzołóstwie.
15 grudnia 2011, 16:25
 Niestety dziś ludzie są słabsi psychicznie,niedojrzali,nie potrafią sobie radzić z trudnościami,są przyzwyczajeni do swobodego życia,a małżeństwo wiadomo ogranicza tą swobodę.Zamiast problemy wspólnie rozwiązywać ludzie wolą ich unikać,a rozwód jest najłatwiejszym rozwiązaniem.
15 grudnia 2011, 15:27
A moze to ma sens. Zobaczyć nie maja żonę, którą porzuciłem bo była okropna. Ale zobaczyć na rekolekcjach z bliska, sympatyczną kobietę, którą porzucił jakis łajdak i swinia - z cała pewnością nikt kto jest podobny do mnie?
?
?
15 grudnia 2011, 15:20
Rekolekcje dla osób opuszczonych, samotnych, rozwiedzionych, mających problem z trwałym nawiązywaniem więzi oraz żyjących w separacji lub w konkubinacie, w związku cywilnym, bez ślubu, „na próbę” (par niesakramentalnych) pt. „Gdy się Chrystus rodzi”. ŁĄCZENIE TYCH GRUP JEST CAŁKOWICIE BEZ SENSU, ALE TO MOJE PRYWATNE ZDANIE. Pierwsza grupa zyjąca w czystości, w lasce uświęcającej i druga grupa - nazwane w katechizmie żyjąca w trwałych grzechu cudzołóstwa. Ale który ksiądz zwraca na to uwagę. Wszyscy są grzesznikami.. Może poznają się nawzajem i jedni nawrócą drugich, tylko którzy nawrócą których? Niektorzy księża egzorcyści (EGZORCYŚCI!!) mówią wprost - związki niesakramentalne to życie w grzechu, ale tylko ci księża to mówią, inni nie. I bądź tu mądry!
15 grudnia 2011, 15:04
Pomysł na wspólne rekolekcje dlla porzuconych i ich małżonkow w nowych związkach niesakramentalnych jest CHORY. Czemu to ma słuzyć??????? Czy prelegent jest naprawdę psychoterapeutą ???? Może Kościół zorganizuje jeszcze wspólne rekolekcje np. dla pedofilów i ich ofiary? Albo dla kobiet niemogących mieć dzieci i dla tych co dokonały aborcji? A w którym miejscu jest napisane, że to rekolekcje dla porzuconych i ICH małżonków w związkach niesakramentalnych?
TJ
to jest chore
15 grudnia 2011, 14:53
Pomysł na wspólne rekolekcje dlla porzuconych i ich małżonkow w nowych związkach niesakramentalnych jest CHORY. Czemu to ma słuzyć??????? Czy prelegent jest naprawdę psychoterapeutą ???? Może Kościół zorganizuje jeszcze wspólne rekolekcje np. dla pedofilów i ich ofiary? Albo dla kobiet niemogących mieć dzieci i dla tych co dokonały aborcji?
!
!!
15 grudnia 2011, 08:21
Organizator nie ma pojęcia co chce zafundować pokrzywdzonym! Proszę zobaczyć kto poprowadzi; ksiądz psycholog psychoterapeuta. Przykre to bardzo, taki brak ludzkiego wymiaru - brak wyczucia!!
NO
nie o to chodzi, niestety...
15 grudnia 2011, 08:17
Chyba że chodzi o to, by zdradzający rozstali się ze i swoimi partnerami, gdy zobaczą w kościele małżonków, których porzucili? Jak to mówi pewien ksiądz (to jego ulubione powiedzonko do wszystkiego): "MARNE SZANSE"... (z akcentem na "E") Tak mówi i to tutaj pasuje.
E
eh
15 grudnia 2011, 07:31
Raczej samotni nie skorzystają z takich rekolekcji. Nawet gdyby mi dopłacano za udział to - NIE Organizator nie ma pojęcia co chce zafundować pokrzywdzonym!
R
renatka
14 grudnia 2011, 14:58
Co do tych rekolekcji,...-  to zastanawiam się jaki można znależć wspólny temat dla ofiar i krzywdzicieli, żeby łączyć razem te grupy ludzi? . Chyba że chodzi o to, by zdradzający rozstali się ze i swoimi partnerami, gdy zobaczą w kościele małżonków, których porzucili?
14 grudnia 2011, 09:42
Nie wierzcie w to, co pisze pan Guzewicz. Przeczytajcie co pisze ks. Dziewiecki: "Błąd ...polega na myleniu miłości z naiwnością. Myli miłość z naiwnością ten, kto nie potrafi bronić się przed człowiekiem, który go krzywdzi, i „miłością” nazywa swoją uległość czy bezradność. Oto typowy przykład naiwności: alkoholik znęca się nad swoją żoną, ona dramatycznie cierpi z tego powodu, on przez całe lata lekceważy to jej cierpienie, a ona mimo to nie broni się skutecznie, mimo że Kościół w imieniu Boga daje jej prawo do obrony skutecznej, do separacji małżeńskiej włącznie. Człowiek, który kocha dojrzale, przyjmie niezawinione cierpienie pod warunkiem, że mobilizuje ono krzywdziciela do tego, by się zastanowił i zmienił. Jeśli jednak krzywdziciel pozostaje obojętny na cierpienie swojej ofiary i błądzi coraz bardziej, wtedy osobie krzywdzonej pozostaje już tylko modlitwa i miłość na odległość. Ojciec z przypowieści Jezusa na odległość kochał swego marnotrawnego syna, dopóki ten się nie zastanowił, nie zmienił, nie przeprosił i nie wrócił. Miłość, jakiej uczy nas Bóg, jest nie tylko szczytem dobroci, ale także szczytem mądrości. Chrystus każdego dnia poświęcał wiele godzin na uczenie swoich słuchaczy mądrego myślenia właśnie dlatego, by nie mylili miłości z naiwnością. Jezus pragnie, byśmy w miłości byli nieskazitelni jak gołębie, a jednocześnie roztropni jak węże (por. Mt 10, 16)...". <a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/md_miloscniekochana.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/md_miloscniekochana.html</a> Nie wiem, w którym miejscu udało Ci się znaleźć rozbieżności między tymi tekstami, po prostu akcenty są inaczej rozłożone. Co do przytoczonej przez Ciebie wypowiedzi ks. Dziewieckiego: FAJNY TEKST. :P - z dedykacją wiadomo dla kogo.
NP
nie płać za krzywdę
14 grudnia 2011, 07:29
Na Deonie jest informacja, że w Zaczerniu k. Rzeszowa będą prowadzone od 16 grudnia Rekolekcje dla osób opuszczonych, samotnych, rozwiedzionych, mających problem z trwałym nawiązywaniem więzi oraz żyjących w separacji lub w konkubinacie, w związku cywilnym, bez ślubu, „na próbę” (par niesakramentalnych). Ciekawe jak mozna połączyć te dwie grupy ludzi: z jednej strony porzucony małżonek, a obok jego małżonek z nową żoną czy mężem niesakramentalnym? Może nawet usiądą razem w ławce? <a href="http://www.www.deon.pl/kalendarz/art,511.html">http://www.www.deon.pl/kalendarz/art,511.html</a> Co do Twego pytania, czy usiądą razem na ławce: tylko ci, którzy potrafią miłować jak Chrystus! Czyli, odpowiedź jest - nie usiądą, bo nie potrafią! Kto miłuje jak Chrystus? odp: Święci. Ten kto usiądzie na ławce obok krzywdziciela i poda mu rękę jest świętym człowiekiem. Takie moje zdanie. Wielki szacun i podziw dla takich ludzi! A propos tych rekolekcji: POKRĘCONE nieźle. Brak taktu, wyczucia oraz poczucia sprawiedliwości (ludzkiej). Cóż, nakłada się krzywdy i robią to jedni drugim... i jeszcze trzeba za to płacić. Kto chce, niech doświadcza tego upokorzenia - będzie na pewno świętym, ale to nie tędy droga! Nie tak nauczał Chrystus!
R
rekolekcje
13 grudnia 2011, 19:53
Na Deonie jest informacja, że w Zaczerniu k. Rzeszowa będą prowadzone od 16 grudnia Rekolekcje dla osób opuszczonych, samotnych, rozwiedzionych, mających problem z trwałym nawiązywaniem więzi oraz żyjących w separacji lub w konkubinacie, w związku cywilnym, bez ślubu, „na próbę” (par niesakramentalnych). Ciekawe jak mozna połączyć te dwie grupy ludzi: z jednej strony porzucony małżonek, a obok jego małżonek z nową żoną czy mężem niesakramentalnym? Może nawet usiądą razem w ławce? <a href="http://www.www.deon.pl/kalendarz/art,511.html">http://www.www.deon.pl/kalendarz/art,511.html</a>
ZO
za: o. Recławem SJ
2 grudnia 2011, 23:42
Kiedy przebaczamy i przyjmujemy Boże przebaczenie, napełniamy się miłosierdziem. Miłosierdzie oznacza miłość i przebaczenie. Miłosierdzie to brakujące ogniwo w miłości. Nie możecie kochać nie potrafiąc okazywać miłosierdzia. Nie możecie też okazywać miłosierdzie nie kochając!
ZO
za: o. Recławem SJ
2 grudnia 2011, 23:42
Kiedy przebaczamy i przyjmujemy Boże przebaczenie, napełniamy się miłosierdziem.
ZO
za: o. Recławem SJ
2 grudnia 2011, 23:41
Przebaczenie jest bowiem nieustannym powracaniem do pierwszej miłości i wierności.
NP
nie pragnij zbyt wiele
2 grudnia 2011, 22:10
Kto miłości nie znalazł już jej nie odnajdzie, Kto na nią wciąż czeka nikogo nie kocha, spróbuj nie chcieć jej wcale - wtedy przyjdzie sama.. — Jan Twardowski
A
aa
2 grudnia 2011, 22:02
 ,,, ładna zachęta do mówienia ale terażniejsze forum na deonie jest /moim skromnym zdaniem/ odpychające, nie umiem włączyć się w ten klimat  mogę tylko wskazać jakieś niuanse drobnych niedociągnięć oczywiście nie chcę nikogo urazić
,
,,,
2 grudnia 2011, 21:50
,,, skąd wiesz, co do mnie dotarło?ja tylko wypisałam pustosłowie po co piszesz pustosłowie?    na pustosłowie jest przysłowie : Niech Twoja mowa cenniejsza będzie od Twego milczenia.    Ładne, prawda?
sądzę, że
2 grudnia 2011, 21:34
ja też uważam,że w przypadku znęcania się jakiegoś psychopaty nad rodziną szerzyć pogląd(Guzewicz), że " prześladowania... im są one większe i dotkliwszy wywołują ból, tym większe szczęście..." Na pewno nie o to chodziło panu Guzewiczowi. Nie wierzę, że jest aż tak nieludzki!!! Raczej chodziło mu o małżeństwo, które się kocha, ale przeżywa kryzys!
A
aa
2 grudnia 2011, 21:28
 ,,, skąd wiesz, co do mnie dotarło? ja tylko wypisałam pustosłowie
R
rio
2 grudnia 2011, 21:18
@nie dla krzywdzenia - dzięki za Twój wpis, ja też uważam,że w przypadku znęcania się jakiegoś psychopaty nad rodziną szerzyć pogląd(Guzewicz), że " prześladowania... im są one większe i dotkliwszy wywołują ból, tym większe szczęście..." - TO JEST ZDECYDOWANIE CHORE, WIĘC NIE MOŻE POCHODZIĆ OD BOGA - GŁOSZENIE CZEGOŚ TAKIEGO I JESZCZE MIESZANIE DO TEGO EUCHARYSTII, TO ZWYKŁA HEREZJA P.Guzewicz pomija dyskretnym milczeniem fakt, że w przypadku, gdy jeden z małżonków niszczy rodzinę, rozwiązaniem przyjętym w KK jest ROZSTANIE(separacja), bo nie tylko prawem osoby jest życie w godnych warunkach, jest obowiązkiem staranie się o to, i obowiązkiem rodzica jest zapewnienie możliwie dobrych warunków do rozwoju dzieciom, a nie dozgonne stwarzanie psychopacie komfortowych warunków do chorej samorealizacji, i to jakoby z Bożego nakazu(bo przebaczenie x 77...i..miłość cierpliwa jest, wszystko przetrzyma..) Nie można z nierozerwalności małżeństwa czynić boga, bo jest to bałwochwalstwo, grzech uważany przez Boga za obrzydliwy(łamie 1 przykazanie). Tak, jak nie jest całowiek dla szabatu, tylko szabat dla człowieka, tak nie składa się własnej(i dzieci) godności i zdrowia , na ołtarzu "nierozerwalności małżeństwa"...
,
,,,
2 grudnia 2011, 21:14
  aa  : cytuję - Fajny tekst, dobry tekst, taki sobie, na pewno ważny, taki sobie; koniec cytatów,ludzie, jak nie macie nic do powiedzenia to nic nie mówcie!!!! że akurat spośród tylu wypowidzi na temat udało Ci się wyłowić akurat to... no tyle do Ciebie dotarło i z artykułu i komentarzy...ręce opadają
DZ
dzięki za przypomnienie
2 grudnia 2011, 19:06
<a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/md_miloscniekochana.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/md_miloscniekochana.html</a>
A
aa
2 grudnia 2011, 18:31
 cytuję Fajny tekst dobry tekst taki sobie na pewno ważny taki sobie                         koniec cytatów ludzie, jak nie macie nic do powiedzenia to nic nie mówcie!!!!
.
...
2 grudnia 2011, 18:20
Nie wierzcie w to, co pisze pan Guzewicz. Przeczytajcie co pisze ks. Dziewiecki: "Błąd ...polega na myleniu miłości z naiwnością.  <a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/md_miloscniekochana.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/md_miloscniekochana.html</a> DZIĘKI ZA TEN WPIS, WRESZCIE COŚ Z ZASTOSOWANIEM BOŻEGO DARU - ROZUMU !!!!!
ND
nie dla krzywdzenia
2 grudnia 2011, 18:13
Nie wierzcie w to, co pisze pan Guzewicz. Przeczytajcie co pisze ks. Dziewiecki: "Błąd ...polega na myleniu miłości z naiwnością. Myli miłość z naiwnością ten, kto nie potrafi bronić się przed człowiekiem, który go krzywdzi, i „miłością” nazywa swoją uległość czy bezradność. Oto typowy przykład naiwności: alkoholik znęca się nad swoją żoną, ona dramatycznie cierpi z tego powodu, on przez całe lata lekceważy to jej cierpienie, a ona mimo to nie broni się skutecznie, mimo że Kościół w imieniu Boga daje jej prawo do obrony skutecznej, do separacji małżeńskiej włącznie. Człowiek, który kocha dojrzale, przyjmie niezawinione cierpienie pod warunkiem, że mobilizuje ono krzywdziciela do tego, by się zastanowił i zmienił. Jeśli jednak krzywdziciel pozostaje obojętny na cierpienie swojej ofiary i błądzi coraz bardziej, wtedy osobie krzywdzonej pozostaje już tylko modlitwa i miłość na odległość. Ojciec z przypowieści Jezusa na odległość kochał swego marnotrawnego syna, dopóki ten się nie zastanowił, nie zmienił, nie przeprosił i nie wrócił. Miłość, jakiej uczy nas Bóg, jest nie tylko szczytem dobroci, ale także szczytem mądrości. Chrystus każdego dnia poświęcał wiele godzin na uczenie swoich słuchaczy mądrego myślenia właśnie dlatego, by nie mylili miłości z naiwnością. Jezus pragnie, byśmy w miłości byli nieskazitelni jak gołębie, a jednocześnie roztropni jak węże (por. Mt 10, 16)...". <a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/md_miloscniekochana.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/md_miloscniekochana.html</a>
H
herezje
2 grudnia 2011, 07:51
Anonim napisał herezje, nie będące nauką Kościoła Kat.  Uważam, że kto łamie ślubne przyrzeczenia (nie pielęgnuje miłości, jest niewierny, nieuczciwy lub opuścił małżonka), rozrywa więzi małżeńskie. Następuje "śmierć" związku. "Owdowiały" ma prawo wejść w nowy. To herezja. Nie ma prawa. Tego Chrystus nie uczy! Anonim ma zupełną rację; kto łamie przyrzeczenia małżeńskie ten rozrywa więzi, czyli rozdziela małżeństwo. A Jezus powiedział: "co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela" I to jest śmierć związku. Takie podejście może gdzieś jest, ale nie w Kościele Katolickim.
OD
oj dzieci, dzieci..
2 grudnia 2011, 07:47
Podejście niektórych do sensu małżeństwa zawartego w Kościele jest zatrważające. Po co więc bierzesz ślub w Kościele, skoro tam ślubujesz w obecności Chrystusa, który ustanowil ten Sakrament i jest w nim (w małżeństwie sakramentalnym) obecny od początku. Małżeństwo jest drogą pełną wyrzeczeń i ofiary. Tylko tak rodzi się prawdziwa miłość.
R
rana
2 grudnia 2011, 07:38
Czy pan Guzewicz jest masochistą? "...Przyjmuj z pokorą dalsze zranienia "....przyjąć wszystko co najgorsze...umrzec dla siebie, nie czuć urazy...." " prześladowania... im są one większe i dotkliwszy wywołują ból, tym większe szczęście..." Gdyby tak wyglądało życie małżeńskie, to nie byłoby to małżeństwo, ale obóz koncentracyjny. I Ciekawe jak autor sam realizuje te nauki w swoim małżeństwei, bo rozumiem, że pisze z autopsji?
SP
sama prawda
2 grudnia 2011, 07:23
a oto inny tekst P.Guzewicza : <a href="http://www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=2452">http://www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=2452</a> CZYTAJ CAŁOŚĆ, A NIE WYBIÓRCZO. Zaskakujący dla Ciebie koniec tekstu: Nie można także zapominać, że w perspektywie życia wiecznego – a taką perspektywę ludzie wierzący muszą brać pod uwagę – bezwarunkowe wybaczenie każdej krzywdy wyrządzonej przez drugiego człowieka, w małżeństwie szczególnie przez współmałżonka, jest warunkiem spodziewanego miłosierdzia Bożego: Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień (Mt 6, 14-15). Źródłem siły do życia postawą ofiary w wybaczaniu, ofiary przez wybaczanie – albo po prostu ofiary zamiast wybaczania – jest tylko Eucharystia. To w niej właśnie znajduje się sedno stwierdzenia: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15, 5). Bez Ciała Pańskiego nie jest się w stanie podjąć i zrealizować postawy „siedemdziesiąt siedem” – czyli oddania życia za krzywdzącego współmałżonka. Nie jest się w stanie zrealizować żadnego z elementów przysięgi małżeńskiej.
A
ALA
2 grudnia 2011, 01:03
a oto inny tekst P.Guzewicza : <a href="http://www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=2452">http://www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=2452</a> W przypadku wszelkich krzywd w małżeństwie, stawiając sobie pytanie o granice kompromisu i kres uległości, małżonkowie słyszą: "Miłuj męża, żonę, mimo doznawanych przykrości nieustannie módl się za niego (za nią), ale szczególnie wtedy, kiedy cię rani, nie myśl o odwecie, lecz przyjmuj z pokorą dalsze zranienia. Jeżeli czujesz, że już sił ci brakuje, i pytasz się, jak długo masz jeszcze znosić te bóle, powiedz sobie, że wytrwasz do końca, do oddania życia za niego (za nią), że jesteś gotów (gotowa) przyjąć wszystko, co najgorsze, umrzeć dla siebie, nie czuć urazy, wszelkie cierpienia ofiarować za niego (za nią), mimo tego wszystkiego, co on (ona) tobie robi”. Usłyszysz wówczas słowa, że właśnie przez taką postawę dochodzi się do pełni szczęścia w małżeństwie, gdyż właśnie ci są błogosławieni, szczęśliwi, którzy znoszą wszelkie prześladowania. Im są one większe i dotkliwszy wywołują ból, tym większe szczęście I JAK WAM SIĘ TO PODOBA ?
O
ona
1 grudnia 2011, 18:37
Anonim ma zupełną rację; kto łamie przyrzeczenia małżeńskie ten rozrywa więzi, czyli rozdziela małżeństwo. A Jezus powiedział: "co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela" I to jest śmierć związku.
:
:)
1 grudnia 2011, 16:27
Bo ludzie nawet "we śnie zawierają małżeństwa": <a href="http://www.youtube.com/watch?v=xGwH85gDpjM">http://www.youtube.com/watch?v=xGwH85gDpjM</a> A Anthony de Mello, gdy to mówil to już się obudził, czy jeszcze spał? ;)))
1 grudnia 2011, 15:49
No, trzeba uważać, by się nie obudzić z ręką w nocniku... Bo ludzie nawet "we śnie zawierają małżeństwa": <a href="http://www.youtube.com/watch?v=xGwH85gDpjM">http://www.youtube.com/watch?v=xGwH85gDpjM</a>
P
pobudka
1 grudnia 2011, 15:27
anonim, ty chyba rzeczywiście dopiero co wstałeś ;) jeszcze śniła ci się śmierć, tam gdzie jej nie było ;)
1 grudnia 2011, 15:21
Uważam, że kto łamie ślubne przyrzeczenia (nie pielęgnuje miłości, jest niewierny, nieuczciwy lub opuścił małżonka), rozrywa więzi małżeńskie. Następuje "śmierć" związku. "Owdowiały" ma prawo wejść w nowy.
K
katolik
1 grudnia 2011, 14:45
Nieustannie zmniejsza się wiara i wszystko co się wiąże z zyciem religijnym, np. małżeństwa. SW II zbiera gorzkie owoce.
LS
le sz
1 grudnia 2011, 09:23
Pewnie masz rację ja tym tematem zbytnio się nie interesowałem .Nie wiem tylko dlaczego mam takie wrażenie że nieraz zbyt łatwo otrzymuje się unieważnienie(pewnie nie znam wszystkich okoliczności}, a może jakieś uprzedzenie z mojej strony?W każdym razie dzięki za opinię Jeżeli nie znasz osobiście(!) żadnych konkretnych przykładów łatwego uzyskiwania orzecznia nieważności (nie unieważnienia lecz stwierdzenia/orzeczenia nieważności) to rzeczywiście nie jest to wrażenie (bo niby na jakiej podstawie) lecz uprzedzenie. Ja akurat znam mniej lub bardziej osobiście kilka przypadków ubiegania się o orzeczenie nieważności i zaręczam Ci że wcale nie tak łatwo uzyskać takie orzeczenie, a sprawy ciągną się latami. Aby wydane zostało orzeczenie nieważności nie może być co do tego żadnych wątpliwości i znacznie bardziej prawdopodobne jest, że nieważnie zawierane małżeństwo nie uzyska orzeczenia nieważności niż to że ważnie zawarte uzyska takie orzeczenie. Z jednym zastrzeżeniem: przy założeniu elementarnej uczciwości stron. Bo jeśli ktoś postanowi wyłudzić takie orzeczenie, to bez specjalnego problemu będzie w stanie opracować stosowne kłamstwa dla sądów biskupich oraz spreparować rzekomych świadków i pseudo-dowody.
Krzysztof Seremak
Krzysztof Seremak
1 grudnia 2011, 08:12
Dzięki za link .Wnioski nie są zbyt budujące bo z mojej pobieżnej analizy wynika że trendy są podobne .Notuje się wzrost orzeczeń o nieważności małżeństwa.To budzi zdziwienie,przynajmniej moje Podobieństwo trendów to zbyt ogólne określenie. Bo to że liczby rosną to fakt, ale istotne jest również tempo wzrostu oraz jego przyczyny. Zwróć uwagę na artykuł z Niedzieli, tam są przedstawione przyczyny i ich ewolucja. Ale jestem zdziwiony że się dziwisz ;-) Przecież młodzi są generalnie coraz mniej dojrzali i coraz gorzej przygotowani do życia małżeńskiego (-> niezdolność do małżeństwa), w dodatku, znaczna część małżeństw jest zawierana z powodu ciąży narzeczonej (-> przymus) więc całkiem logiczne że po prostu musi być coraz więcej nieważnie zawieranych małżeństw. I jeszcze jedno. Znacznie wzrosła i nadal rośnie świadomość, więc coraz więcej nieważnie zawieranych małżeństw ubiega się o uzyskanie orzeczenia nieważności i je uzyskuje. Pewnie masz rację ja tym tematem zbytnio się nie interesowałem .Nie wiem tylko dlaczego mam takie wrażenie że nieraz zbyt łatwo otrzymuje się unieważnienie(pewnie nie znam wszystkich okoliczności}, a może jakieś uprzedzenie z mojej strony?W każdym razie dzięki za opinię
LS
le sz
30 listopada 2011, 22:28
Dzięki za link .Wnioski nie są zbyt budujące bo z mojej pobieżnej analizy wynika że trendy są podobne .Notuje się wzrost orzeczeń o nieważności małżeństwa.To budzi zdziwienie,przynajmniej moje Podobieństwo trendów to zbyt ogólne określenie. Bo to że liczby rosną to fakt, ale istotne jest również tempo wzrostu oraz jego przyczyny. Zwróć uwagę na artykuł z Niedzieli, tam są przedstawione przyczyny i ich ewolucja. Ale jestem zdziwiony że się dziwisz ;-) Przecież młodzi są generalnie coraz mniej dojrzali i coraz gorzej przygotowani do życia małżeńskiego (-> niezdolność do małżeństwa), w dodatku, znaczna część małżeństw jest zawierana z powodu ciąży narzeczonej (-> przymus) więc całkiem logiczne że po prostu musi być coraz więcej nieważnie zawieranych małżeństw. I jeszcze jedno. Znacznie wzrosła i nadal rośnie świadomość, więc coraz więcej nieważnie zawieranych małżeństw ubiega się o uzyskanie orzeczenia nieważności i je uzyskuje.
Krzysztof Seremak
Krzysztof Seremak
30 listopada 2011, 22:16
Chętnie poznał bym również statystyki Kościoła dotyczące unieważnienia małżeństw czy aby czasami trend nie jest taki sam ,bo różne rzeczy się na ten temat słyszy nie ekscytuję się nimi gdyż nie wykluczam że są tendencyjne Mówisz i masz ;-) To nie są dane tajne, możesz zapoznać się z nimi choćby tutaj: <a href="http://ekai.pl/wydarzenia/religijnosc/x23430/tys-malzenstw-rocznie-chce-uznania-niewaznosci/">http://ekai.pl/wydarzenia/religijnosc/x23430/tys-malzenstw-rocznie-chce-uznania-niewaznosci/</a> Nawet tygodnik Niedziela swego czasu podawał informacje na ten temat: <a href="http://www.niedziela.pl/drukuj.php?p=200707&idw=42">http://www.niedziela.pl/drukuj.php?p=200707&idw=42</a> A naj bardziej aktualnie i bardziej kompleksowo masz tutaj: <a href="http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wiadomoci/6-wiadomosci/19065-ponad-38-tysicy-orzecze-niewanoci-maestwa">http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wiadomoci/6-wiadomosci/19065-ponad-38-tysicy-orzecze-niewanoci-maestwa</a> Dzięki za link .Wnioski nie są zbyt budujące bo z mojej pobieżnej analizy wynika że trendy są podobne .Notuje się wzrost orzeczeń o nieważności małżeństwa.To budzi zdziwienie,przynajmniej moje
LS
le sz
30 listopada 2011, 21:57
Chętnie poznał bym również statystyki Kościoła dotyczące unieważnienia małżeństw czy aby czasami trend nie jest taki sam ,bo różne rzeczy się na ten temat słyszy nie ekscytuję się nimi gdyż nie wykluczam że są tendencyjne  Mówisz i masz ;-) To nie są dane tajne, możesz zapoznać się z nimi choćby tutaj: <a href="http://ekai.pl/wydarzenia/religijnosc/x23430/tys-malzenstw-rocznie-chce-uznania-niewaznosci/">http://ekai.pl/wydarzenia/religijnosc/x23430/tys-malzenstw-rocznie-chce-uznania-niewaznosci/</a> Nawet tygodnik Niedziela swego czasu podawał informacje na ten temat: <a href="http://www.niedziela.pl/drukuj.php?p=200707&idw=42">http://www.niedziela.pl/drukuj.php?p=200707&idw=42</a> A naj bardziej aktualnie i bardziej kompleksowo masz tutaj: <a href="http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wiadomoci/6-wiadomosci/19065-ponad-38-tysicy-orzecze-niewanoci-maestwa">http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wiadomoci/6-wiadomosci/19065-ponad-38-tysicy-orzecze-niewanoci-maestwa</a>
N
nobody
30 listopada 2011, 21:51
Życie z osobą nie będącą małżonkiem jest zawsze zdradą. I nazywanie tego miłością, wiernością i uczciwością jest nadużyciem. Te słowa są w przysiędze małżeńskiej i tylko małżonkowi ślubuje się miłość wierność i uczciwość. Zatytułowanie książki o związkach niesakramentalnych w ten sposób sugeruje, że partnerowi/kochankowi/nie-małżonkowi też można "ślubować" to samo co małżonkowi.
Krzysztof Seremak
Krzysztof Seremak
30 listopada 2011, 21:32
Chętnie poznał bym również statystyki Kościoła dotyczące unieważnienia małżeństw czy aby czasami trend nie jest taki sam ,bo różne rzeczy się na ten temat słyszy nie ekscytuję się nimi gdyż nie wykluczam że są tendencyjne 
LS
le sz
30 listopada 2011, 21:16
Byłam niedawno w księgarni katolickiej i zaglądając na półkę z książkami o tematyce małżeńskiej doznałam szoku. Wśród tytułów "Jak wygrać małżeństwo", "Szczęśliwe małżeństwo" leżała ksiązka zatytułowana: "Niesakramentalna miłość, wierność i uczciwość", .... autor: Jerzy Grzybowski. Szok do kwadratu. Zdrada jest nazywana miłością i wiernością i uczciwością. Cóż więc się dziwić, że są rozwody i powtórne małżeństwa, jeśli publikuje się przewodniki dla cudzołożników. Jak możesz bez czytania książki wydawać o niej takie osądy? Przecież bez czytania jej nie masz pojęcia co w niej było! Tytuł książki wcale nie nazywał zdrady miłością, wiernością czy uczciwością. To wyłącznie Twoje wymysły świadczące dominacji negatywnych uczuć nad myśleniem. Równie dobrze można obok książek o tematyce poczęcia dziecka położyć książki: jak najskuteczniej przeprowadzić aborcję. Nieprawda. To co piszesz jest zwyczajną demagogią wynikającą z zaślepienia. To nie była książka o tym jak najskuteczniej uzyskać rozwód i wejść w konkubinat.
N
nobody
30 listopada 2011, 19:47
Byłam niedawno w księgarni katolickiej i zaglądając na półkę z książkami o tematyce małżeńskiej doznałam szoku. Wśród tytułów "Jak wygrać małżeństwo", "Szczęśliwe małżeństwo" leżała ksiązka zatytułowana: "Niesakramentalna miłość, wierność i uczciwość", .... autor: Jerzy Grzybowski. Szok do kwadratu. Zdrada jest nazywana miłością i wiernością i uczciwością. Cóż więc się dziwić, że są rozwody i powtórne małżeństwa, jeśli publikuje się przewodniki dla cudzołożników. Równie dobrze można obok książek o tematyce poczęcia dziecka położyć książki: jak najskuteczniej przeprowadzić aborcję.
K
katolik
30 listopada 2011, 11:34
<a href="http://www.ultramontes.pl/problemy_malzenstwo.htm">www.ultramontes.pl/problemy_malzenstwo.htm</a>  i wszystko na temat małżeństwa.
30 listopada 2011, 11:15
Dobry tekst...
T
tak...
30 listopada 2011, 08:09
słabnięcie Kościele świadomości nierozerwalności małżeństwa czego dowodem jest duszpasterstwo dla związków niesakramentalnych i może w sumie nie chodzi i o to, że jest dla "nich" chodzi o to, że nie ma dla tej drugiej strony - zranionej to bardzo niesprawiedliwe podejście (w KK) już od 30 lat to moje zdanie i przez 30 lat takiego podejścia w KK, mamy to, co mamy Kościół (w sensie duszpasterze) powinni uderzyć się w piersi mocno to moje prywatne zdanie
R
rana
30 listopada 2011, 07:22
słabnięcie Kościele świadomości nierozerwalności małżeństwa czego dowodem jest duszpasterstwo dla związków niesakramentalnych
N
następuje
30 listopada 2011, 07:18
słabnięcie w świadomości katolików wartości nierozerwalności małżeństwa
JT
Jest tego tak dużo, że
30 listopada 2011, 07:16
"....powoli obojętniejemy na to zjawisko, na związane z tym tragedie. Ale z drugiej strony dostrzegamy już wyraźnie rozprzestrzeniające się elementy mentalności prorozwodowej w postaci "targów rozwodowych". Mentalność prorozwodowa szerzy się też poprzez środki masowego przekazu, w których fakt rozwodu, rozwodzenia się, zmiany partnera jest wręcz lansowany. Jej najboleśniejszym przejawem jest słabnięcie w świadomości katolików wartości nierozerwalności małżeństwa."
.
...
30 listopada 2011, 07:13
Chrystus nakazywał trwałe małżeństwo niezależnie od sposobu ślubowania. Dla mnie oznacza to, że każde małżeństwo powinno trwać do końca życia. On chce naszego dobra. Dobra dla wszystkich ludzi, niezależnie od wyznania. Wierzę że powinienem działac na rzecz trwałych małżeństw wszystkich ludzi, bo to jest dla nich najlepsze! Jak argumentować za trwałym małżeństwem? Jak przekonywać ludzi, dla których osoba Jezusa nie jest niestety najważniejsza? Jego autorytet im nie wystarcza! Jest trochę argumentów - warto, byśmy umieli je zauważyć i nimi posługiwać się gdy trzeba dawać odpór załamaniu się związku naszych znajomych, bliskich, innych spotkanych na drodze życia.Nastały ciężkie czasy dla rodziny.
:
:(
30 listopada 2011, 00:14
Fajny tekst! dobry tekst taki sobie na pewno ważny nawiedzony
:
:)
30 listopada 2011, 00:09
Fajny tekst! dobry tekst taki sobie na pewno ważny
,
,,,
30 listopada 2011, 00:05
Fajny tekst! dobry tekst taki sobie
P
patron
29 listopada 2011, 23:03
Bł. Jan Paweł II - Patron Małżonków i Rodzin
F
franek
29 listopada 2011, 22:53
Chrystus nakazywał trwałe małżeństwo niezależnie od sposobu ślubowania. Dla mnie oznacza to, że każde małżeństwo powinno trwać do końca życia. On chce naszego dobra. Dobra dla wszystkich ludzi, niezależnie od wyznania. Wierzę że powinienem działac na rzecz trwałych małżeństw wszystkich ludzi, bo to jest dla nich najlepsze! Jak argumentować za trwałym małżeństwem? Jak przekonywać ludzi, dla których osoba Jezusa nie jest niestety najważniejsza? Jego autorytet im nie wystarcza!  Jest trochę argumentów - warto, byśmy umieli je zauważyć i nimi posługiwać się gdy trzeba dawać odpór załamaniu się związku naszych znajomych, bliskich, innych spotkanych na drodze życia.
ZS
zgadza się
29 listopada 2011, 22:20
Fajny tekst! dobry tekst
S
szaweł
29 listopada 2011, 17:22
 Fajny tekst!

Skomentuj artykuł

Co dalej z nierozerwalnością małżeństwa?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.