nie-Sakramentalni

nie-Sakramentalni
Czy możliwe jest małżeństwo niesakramentalne, którego to pojęcie jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła? (fot. billaday)
10 lat temu
Jarosław Naliwajko SJ / slo

Historia tego duszpasterstwa w Polsce jest związana z Warszawą. Początki były bardzo proste. Pewnego dnia w latach 80., do drzwi ks. Mirosława Paciuszkiewicza SJ, proboszcza parafii św. Andrzeja Boboli, zapukała para parafian, trzymająca w rękach katolicką gazetę z Paryża, z prośbą o lekturę. Dotyczyła osób rozwiedzionych, które założyły powtórny związek partnerski. Artykuł polemizował ze stwierdzeniem, że są to osoby niesakramentalne i czy dopuszczalne jest używanie takiego terminu - małżeństwo niesakramentalne.

Od tej wizyty do regularnego duszpasterstwa było już niedaleko. Ks. Paciuszkiewicz SJ zaprosił wszystkich rozwiedzionych ze swojej parafii na rekolekcje. Przyszło kilka par. Później zaczęli się regularnie spotykać raz w miesiącu. Z czasem pojawiły się publikacje, praca popularyzatorska, rekolekcje w parafiach w Polsce czy ośrodkach rekolekcyjnych, konferencje naukowe, teologiczne. Powoli ks. Mirosław rozpowszechnił w Kościele polskim istotne elementy tego spojrzenia duszpasterskiego. Jednocześnie wykształcił kontynuatorów swojej pasji duszpasterskiej. Chociaż, by oddać sprawiedliwość, trzeba wspomnieć, że chronologicznie pierwszym było duszpasterstwo w Poznaniu.

Obecnie w Polsce działa kilkanaście tego typu grup. W stosunku do ogólnej liczby parafii, jakie są w naszym kraju, jest to jednak mniej niż kropla w morzu potrzeb. Warto nadmienić, że tylko w 2008 roku w Polsce rozwiodło się ponad 60 tys. małżeństw. A we wzmiankowanym Paryżu po rozwodzie żyje blisko 97% osób. Oczywiście inaczej jest we Francji, inaczej w Polsce. Truizmem jest powtarzanie o tendencji do rozpadu małżeństw i dalej rodzin jako prawidłowości naszych czasów. W różnych miejscach i parafiach praca z tymi osobami wygląda odmiennie. Zawsze zaczyna się od uświadomienia sobie potrzeby istnienia takiego miejsca. Wynika ona z poczucia tych osób, że dzieje się z nimi źle, że nie ma znikąd ratunku, że są potępione, że nie mogą się modlić do Pana Boga, bo On albo one odwróciły się od Niego, że są wyrzucone z Kościoła, a co gorsza, że same się wyrzuciły. I tak za każdym razem, gdy są w potrzebie duszpasterskiej: komunia dziecka, pogrzeb rodzica, krewnych czy najbardziej bolesny: własnego dziecka.

Każde duszpasterstwo wygląda inaczej, bo nie ma jednego schematu. Uczestnicy sami określają kierunek czy pola zainteresowania: wspólna modlitwa, adoracja, lektura Pisma Świętego, rozmowy o Kościele, teologii, specjalnie organizowane rekolekcje. Czyli w sumie tak, jak w pozostałej części Kościoła.

Grupy te są różne, ale mają jednak pewne punkty wspólne. Pierwszy to uświadomienie tym osobom, że nadal pozostają w Kościele. Nawet nie na granicy, bo mogą praktykować pokutę, modlitwę, obecność na Mszy świętej, wychowywać dzieci po chrześcijańsku.. Czynić miłość w wymiarze społecznym. Wspierać siebie samych - często w starości.

Granica jednak zawsze pozostaje nie do przekroczenia. Jest nią możliwość przystępowania do sakramentu Eucharystii. To najbardziej dotkliwa i brutalna z możliwych. Pozostaje zawsze problem winy, ale nie nam go rozstrzygać. U Boga wszystko jest możliwe, inaczej niż u człowieka, jak czytamy w Ewangelii.

Dla pozostałych członków Kościoła często ta granica jest niezauważana, lekceważona. Ojciec Święty Benedykt XVI mówił w jednym ze swoich nauczań, że te osoby są przypomnieniem prawdy Eucharystii dla pozostałych. Nawet zalecał, jako Prefekt Kongregacji Wiary, jakiś rodzaj postu od Eucharystii, aby lepiej zrozumieć Jej głębię. Ten głód komunii, bo tak jest przeżywany, to dar dla wszystkich innych w Kościele, a nawet dla ludzi spoza Kościoła, którzy nie potrafią zrozumieć, że czasami pary podejmują wysiłek życia we wstrzemięźliwości seksualnej, aby móc przystąpić do Eucharystii. Taki sposób życia nazywany jest w żargonie duszpasterskim białym małżeństwem. To wielkie, trudne i bolesne wyzwanie, które jest zawsze najpierw owocem długiej modlitwy. I absolutnie, nie pochopnej decyzji. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że białe małżeństwo nie jest celem pierwszorzędnym duszpasterstw niesakramentalnych. To się może wydarzyć przy okazji rozmowy tych osób z Bogiem, ich modlitwy, rozmyślań nad życiem, wspólnej decyzji.

Tego typu duszpasterstwa mają sens i są owocem dla całej parafii. Uczą pokory, najpierw wobec ludzkiego losu, wobec własnego małżeństwa, wobec nierozwiązanego konfliktu w sumieniu, z którym przychodzi tym osobom żyć. Ale każdy ma sumienie, przecież skołatane, zgodnie z powiedzeniem: im dalej w las, tym więcej drzew. Taki los wszystkich nas. Chyba, że ktoś nic nie robi, więc i nie popełnia błędów. Ostatecznie, duszpasterstwa te uczą parafian prawdziwego głodu Eucharystii.

Spoglądając jeszcze raz na tytuł, oddzieliłem słowo sakrament od przeczenia „nie". Chrzest, bierzmowanie, w jakimś sensie małżeństwo, a czasami ze względu na skomplikowane losy i kapłaństwo, wszystkie te sakramenty mogą nieść w sobie te osoby.

Jedynie Bóg rozsądzi, ile tam grzechu, łaski, Jego obecności, słabości i świętości. Zatem, czy możliwe jest małżeństwo niesakramentalne, którego to pojęcie jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła? Odpowiedź pozostawiam czytelnikom. Niestety, to duszpasterstwo ma przyszłość.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

nie-Sakramentalni
Komentarze (274)
AB
~Arletta Bolesta
23 stycznia 2020, 09:18
Stąd kroki w kierunku procesu o uznanie kościelnego małżeństwa za nieważne dr Arletta Bolesta adwokat kościelny
TP
trolle ponad normę zlecenia
27 kwietnia 2014, 23:18
Znowu macie problem? Żal Wam dupę ściska, bo nie możecie zagryzać opłatków w czasie mszy, ponieważ wkadacie penisa w/ dajecie sobie wkładać penisa przez - niewłaśiwą osobę? No cóż, jaką żeście sobie głupią wiarę wybrali, to teraz macie ;-) czy trolli od obrzydliwego syczenia gardziel i język nie boli ?
GS
gosia samosia
7 stycznia 2014, 23:45
Jedynie Bóg wie co każdy z nas powinien i powie nam tylko tyle co tyczy się nas konkretnie, dlatego czytajmy Słowo Boże, a On już nas poprowadzi dobrą drogą :) W końcu jest Królem i nie ma nic niemożliwego dla Niego :)
BT
became true
28 grudnia 2013, 12:08
Obłuda tego podejścia jest porażająca. Niesakramentalni to osoby permamentnie żyjące w grzechu śmiertelnym. Nikt nie zakłada duszpasterstwa dla osób opuszczonych przez drajców na przykład. Lecz troszczy się bardzo o niesakramentalnych, nie ma podobno duszpasterstw dla osób, które nie z ich winy opuszczono, wymieniono na nowy model choćby i jeszcze ci ludzie przeważnie kobiety nie zakładają już nowej rodziny, lecz żyją z dziećmi i walczą jedynie już o alimenty. A Kościół K. troszczy się bardziej o oprawców. Nie twierdzę, ze wszystkie te historie są takie same, bo np. kobieta, która ciągla i ciągle wymaga tylko pieniędzy i nie docenia starań męża w tym cięzkim świecie, nieludzkiego współzawodnictwa może tak samo przyprawić męża o depresję, jak mąż zdradzający. Twierdzę, iż cały ten artykuł to powielanie obłudy. Ci ludzie powinni wrócić do swojej drugiej połówki, lub dożywotnio żyć w czystości i troszczyć sie o potomstwo, które powołali do życia. Tylko Kd. Dziewiecki podchodzi w ogóle do tych problemów poważnie. Nieniejsze chwalenie się takimi akcjami, to podbijanie rozkładu instytucji rodziny. http://www.youtube.com/watch?v=M6FaotoITQs&list=PLobUwltc9GBYGHukIBt17QSzl8bGpxm3X
A
Aldi
27 kwietnia 2014, 20:26
na początku miałam wątpliwość. W końcu do przestępców, do więzień, chodzą kapelani i dają im nadzieję na życie z Bogiem pod pewnymi warunkami - żalu za grzechy, sakramentu pojednania i zadośćuczynienia. Tutaj, ci tzw. niesakramentalni - są w innym położeniu. Nie wiem jak jest do końca. Np. mojego kolegę porzuciła żona. On żyje w celibacie, a i ona w celibacie. Czy mogą przystąpić do Komunii? Nam się wydawało, że kolega może, a koleżanka - krzywdzicielka, która odeszła od kolegi, nie. Po latach wyszło na jaw, że kolega ją katował, a więc ona uciekła. Modlimy się za nich, by przebaczyli sobie i powrócili do siebie. Czy dla takich to par ten kapłan pracuje? Jeśli dla takich poranionych - to okej. Jeśli dla zmieniających partnerów - to oczywiście jest to gorszące. Ci ludzie bowiem szukają usprawiedliwienia dla siebie.
CK
czerwony kapturek
28 grudnia 2013, 10:48
Tylko- gdy kobieta wraz z dziećmi opuszcza męża-oprawcę to trudno od niej wymagać by myślała o szczęściu męża... ... Częściej mąż wymienia żonę na nowszy model, niż żona z dziećmi opuszcza oprawcę
ST
Słoń Trąbalski
28 grudnia 2013, 02:50
 gdyby papież w tej kwestii złagodził zasady to część tu piszących plułaby nienawiscią zamiast cieszyc się szczęściem innych ... szczęście innych (niesakramentalnych) zostało zbudowane na nieszczęściu sakramentalnych (porzuconych) hmm...ciekawa teza...Tylko- gdy kobieta wraz z dziećmi opuszcza męża-oprawcę to trudno od niej wymagać by myślała o szczęściu męża,chyba że tak jak jej partner - ma zwichrowaną osobowość...(oczywiście meżczyźni też bywają ofiarami)
CK
czerwony kapturek
27 grudnia 2013, 19:56
 gdyby papież w tej kwestii złagodził zasady to część tu piszących plułaby nienawiscią zamiast cieszyc się szczęściem innych ... szczęście innych (niesakramentalnych) zostało zbudowane na nieszczęściu sakramentalnych (porzuconych)
S
Słoń Trąbalski
27 grudnia 2013, 02:23
Niesakramentalni zyjący w permanentie grzesznych związkach powinni być wydaleni z Kościoła i ewetualnie wybrac wyznanie (np.ewangelickie)które pomogłoby znaleźć pokój i równowagę.To co piszecie na tym forum zaprzecza idei chrzescijaństwa i miłości,Prawo kościelne tworzą LUDZIE ,i LUDZIE mogą dowolnie je zmieniać.Domyślam się, że gdyby papież w tej kwestii złagodził zasady to część tu piszących plułaby nienawiscią zamiast cieszyc się szczęściem innych
R
rodeo
15 sierpnia 2013, 21:04
Nie tylko zwykli ludzie traktują rozwiedzionych jak kogoś gorszego, nie biorąc pod uwagę faktu, że jedna strona może być niewinną ofiarą rozwodu. Gorzej, że dla niektórych księży rozwodnik to synonim grzesznika.
M
mateo
8 sierpnia 2013, 22:08
Nie potrafię traktować ludzi rozwiedzionych poważnie i nie uważam ich za osoby godne zaufania. Są to ludzie bez honoru, ale z wielkimi pokładami egoizmu, puszczający słowa na wiatr i nie biorący odpowiedzialności za swoje decyzje. ... ludzie po rozwodzie......... ci zmuszeni też? Masz dziwne rozumowanie. Moi sąsiedzi są po rozwodzie, ale to sąsiad się domagał rozwodu, sąsiadka do ostatniej chwili i dalej się nie zgodziła. więc razem z żoną podziwiamy ją za wytrwałość w wierze!
W
wasyl
20 lipca 2013, 01:06
Umarł producent broni i poszedł do nieba. – Witaj dobry człowieku. Czy zrobiłeś w życiu coś złego? – pyta Pan Bóg. – Broń Boże! 
:
:-I
6 maja 2013, 16:51
ksiądz pyta: "Zatem, czy możliwe jest małżeństwo niesakramentalne, którego to pojęcie jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła?" sprytny ksiądz :-I pyta ludzi, zamiast pytać Jezusa. To sprytne i wygodne - niech mi ludzie odpowiedzą, to wtedy naukę Jezusa do nich dopasuję... i takich właśnie mamy księży? To jest żenujące, tragiczne i straszne, smutne oraz przygnębiające :-I
RR
rózne rodzaje
6 maja 2013, 16:27
Nie potrafię traktować ludzi rozwiedzionych poważnie i nie uważam ich za osoby godne zaufania. Są to ludzie bez honoru, ale z wielkimi pokładami egoizmu, puszczający słowa na wiatr i nie biorący odpowiedzialności za swoje decyzje. ... Nie wrzucaj do jednego wora tych, którzy stali się ofiarą rozwodu oraz tych, ktorzy dążyli do rozwodu z perfidią, by zniszczyć ważnie zawarte małżeństwo sakramentalne. Nie wrzucaj tam równiez tych, którzy domagali się rozwodu jako obrony przed skrajną przemocą, alkoholizmem i desperacją! W worku zniszczenia małżeństwa z powodu niedojrzałości też siedzą niektórzy, ale to już inna sprawa - nadaje się ona wtedy do sądu duchownego.
TP
taka prawda
6 maja 2013, 15:40
Nie potrafię traktować ludzi rozwiedzionych poważnie i nie uważam ich za osoby godne zaufania. Są to ludzie bez honoru, ale z wielkimi pokładami egoizmu, puszczający słowa na wiatr i nie biorący odpowiedzialności za swoje decyzje.
M2
Ml 2,16
6 maja 2013, 09:25
Bóg wyraźnie powiedział, że nienawidzi rozwodów.
E
e
6 maja 2013, 08:57
dziełem szatana jest nienawiść do drugiego cżłowieka, nawet (a może zwłaszcza) tego, który od nas 'sakramentalnych' oczekuje wsparcia modlitwy a nie potępienia, a jeśli ktoś  boi się, że od nich się 'zarazi' jak od zgniłego jabłka, to jakże słaba wiara w siłę modlitwy do Dobrego Boga !
E
e
6 maja 2013, 08:55
'niestety' - bo tych rozwiedzionych jest coraz więcej
O
ona
21 lutego 2013, 21:57
Tak, to dzieło Szatana, bo tylko szatan potrafi zło nazwać dobrem i tak zmanipulować ludźmi, żeby w to uwierzyli
P
Piotr
21 lutego 2013, 21:44
To dzieło Sztana, które musi być potępione przez Boga jako plugawe i obrzydliwe spalone ogniem piekielnym, aby jego ochyda nie plugawiła bożego stworzenia tego świata. Ci ludzie z woli Wschemogocęgo Boga będa płonąć żywcem w piekle przez wieczność skazani na męki i potępienie!
NA
niestety, ale...
28 grudnia 2012, 22:22
Ten "owoc dla całej parafii" to zgniły owoc, od którego pozostałe owoce się psują. Tak jak jedno zgniłe jabłko w skrzynce potrafi zepsuć te, które się z nim stykają, a one z kolei psują następne jabłka, aż wszystkie są do wyrzucenia. Takie jest oddziaływanie duszpasterstw dla niesakramentalnych na pozostałych wiernych. ... zgadzam się z Tobą...
ZO
zgniły owoc
28 grudnia 2012, 14:10
Ten "owoc dla całej parafii" to zgniły owoc, od którego pozostałe owoce się psują. Tak jak jedno zgniłe jabłko w skrzynce potrafi zepsuć te, które się z nim stykają, a one z kolei psują następne jabłka, aż wszystkie są do wyrzucenia. Takie jest oddziaływanie duszpasterstw dla niesakramentalnych na pozostałych wiernych.
?
?
27 grudnia 2012, 23:26
Dlaczego niestety ???? ... Bo ksiądz nie ma wiary w uzdrowienie małzonków sakramentalnych?
S
Stark
27 grudnia 2012, 23:11
Dlaczego niestety  ????
!
!!
27 grudnia 2012, 23:03
"Tego typu duszpasterstwa mają sens i są owocem dla całej parafii." NIE MAJĄ SENSU. JEST CORAZ GORZEJ Z POJMOWANIEM SAKRAMENTÓW! CZY TEGO NIE WIDZICIE DUCHOWNI?!? ŚWIECCY TO WIDZĄ - ZWŁASZCZA STARSI WIEKIEM - LUDZIE KTÓRZY URODZILI SIĘ W CZASACH, GDY SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA BYŁ ŚWIĘTOŚCIĄ. TERAZ TEGO NIE MA, DUCHOWIEŃSTWO WYRASTA Z RODZIN ROZWODNIKÓW... I PRZYZWYCZAIŁA SIĘ, ŻE "CZASY SIĘ ZMIENIŁY" PYTAM JAKIE CZASY?! JEZUS JEST TEN SAM !
A
abcdefgh
26 grudnia 2012, 20:32
No nie, duszpasterstwo ludzi morza, czy służby zdrowia nie przeszkadza, bo w takich duszpasterstwach nie zachęcają do grzeszenia i nie gorszą pozostałych wiernych, nie zachęcają do grzechu. Duszpasterstwo niesakramentalnych są przez większośc ludzi odczytywane, jako przyzwolenie Kościoła na rozwody i kolejne związki cywilne po rozwodzie. Dlatego jest takie złe.
.
...
26 grudnia 2012, 18:52
ciężko patrzeć na te kretyńskie komentarze - a duszpasterstwo ludzi morza, albo służby zdrowia czy więżniów nie przeszkadza wam ????? każdy człowiek ma prawo szukać kontaktu z Bogiem, Kościół nie ma prawa nikomu odmówić pomocy a może dobrze by było, aby was - wrzeszczących:"cudzołożnicy, cudzołożnicy macie wrócić do sakramentalne gozwiązku, a dopiero potem przyjść do kościoła", może was trzeba by było z kościoła wypędzić i pozwolić wrócić dopiero, gdy przestaniecie wreszcie : kłamać, być leniwi, zazdrośni, obgadujący bliżnich, cieszący się z czyjejś porażki, jeżdżący na gapę, wrzeszczący na współmałżonka idzieci, nadużywający alkoholu, flirtujący i zdradzający, tropiący z upodobaniem i gorliwością godną lepszej sprawy - cudzy grzech.. itd, itd, itd..... zastosujcie również do siebie tę samą miarę - ii najwpierw przestańcie żyć w waszych grzechach, a dopiero potem przyjdżcie do kościoła, do duszpasterstwa
TS
tak samo
26 grudnia 2012, 13:41
""">>>Każde duszpasterstwo wygląda inaczej, bo nie ma jednego schematu. Uczestnicy sami określają kierunek czy pola zainteresowania: wspólna modlitwa, adoracja, lektura Pisma Świętego, rozmowy o Kościele, teologii, specjalnie organizowane rekolekcje. Czyli w sumie tak, jak w pozostałej części Kościoła.>>" Jeśli jest tam tak samo jak w "pozostałej części Kościoła" to po co stwarzać oddzielne duszpasterstwa?, tym bardziej, że dzięki takiemu działaniu Kośicoła niedługo nie będzie małżeństw, tylko wszystkie związki będą cywilne, bo jest na to wyraźne przyzwolenie KK
NN
nowa nauka o egoiźmie
26 listopada 2012, 08:46
Ciekawe też czy któryś duszpasterz niesakramentalny interesuje się czy niesakramentalni spełniają obowiązki rodzicielskie względem dzieci? Czy uczestniczą w wychowaniu, organizują wypoczynek, rozmawiają i czy łożą na utrzymanie swoich dzieci z sakramentalnego związku? Pewnie tego nie robią w dostatecznym stopniu, bo siłą rzeczy jeśli nie mieszkają razem to i nie wychowują. Często też nie płacą alimentów, lub płacą grosze, bo muszą przecież utrzymać ważniejszą rodzinę, tę nową niesakramentalną. Czy to nie jest też ciężki grzech zaniedbania w wychowaniu potomstwa? Widocznie nie jest, skoro najważniejsze dla rozgrzeszenia jest tylko by nie współżyć. Sorry, ale jaki ksiądz wie co to rodzicielstwo????? Dlatego ich nauka odbiega od PRAWDY. Nie głoszą nauki Jezusa, który wyraźnie wskazywal drogę w małżeństwie, które podniósł do SAKRAMENTU - On to zrobił. Nie ma już nauki o krzywdzie, o zaniedbaniach, o sakramencie (o sakramentach), jest natomiast nauka o wygodzie i egoiźmie. Oczywiście chodzi o katolików.. W kościele na Mszy świętej coraz mniej ludzi przystępuje do Komunii świętej dzięki tej nauce!
T
test
25 listopada 2012, 21:14
 test
Z
zgorszenie
25 listopada 2012, 21:05
Czy podchodzenie do Komunii swiętej w innej parafi, aby "nie siać zgorszenia", nie jest obłudą? Albo ktoś żyje bez grzechu i nie obawia się przyjmować Komunii świętej na oczach znajomych, albo cos jest 'nie tak' z jego rozgrzeszeniem, że musi się ukrywać? 
SP
szukam przyczyny
22 listopada 2012, 09:54
Ciekawe też czy któryś duszpasterz niesakramentalny interesuje się czy niesakramentalni spełniają obowiązki rodzicielskie względem dzieci? Czy uczestniczą w wychowaniu, organizują wypoczynek, rozmawiają i czy łożą na utrzymanie swoich dzieci z sakramentalnego związku? Pewnie tego nie robią w dostatecznym stopniu, bo siłą rzeczy jeśli nie mieszkają razem to i nie wychowują. Często też nie płacą alimentów, lub płacą grosze, bo muszą przecież utrzymać ważniejszą rodzinę, tę nową niesakramentalną. Czy to nie jest też ciężki grzech zaniedbania w wychowaniu potomstwa? Widocznie nie jest, skoro najważniejsze dla rozgrzeszenia jest tylko by nie współżyć. Warto poszukać przyczyny dla której księża przyzwalaja na krzywdę dzieci porzuconych: chodzi o krzywdę dzieci z prawitego łoża, które to są gorsze od tych dzieci z nieprawego łoża w oczach duchownych, skoro tych pierwszych się nie wymienia nigdy jako wartość dla której warto ratować rodzinę sakramentalną, jedynie zawsze wskazuje się na dzieci z nieprawego łoża jako "przeszkodę" w tym zejściu się prawowitych malżonków!! Może to jedna z nich poniżej. Ksiądz, który spłodzi dziecko jest przenoszony do innej parafii. Może dlatego jest ogólne przyzwolenie przez księży na popieranie krzywdy dzieci porzuconych, bo sami muszą porzucać swoje dzieci?!
N
nauka
22 listopada 2012, 09:04
Nie zgadzam się z tym zdaniem autora, że ".... duszpasterstwa te uczą parafian prawdziwego głodu Eucharystii...." ?? Duszpasterstwa uczą, że można spokojnie żyć w zwiazku niesakramentalnym bez większego poczucia grzechu i chęci nawrócenia
R
re
22 listopada 2012, 08:18
Ciekawe też czy któryś duszpasterz niesakramentalny interesuje się czy niesakramentalni spełniają obowiązki rodzicielskie względem dzieci? Czy uczestniczą w wychowaniu, organizują wypoczynek, rozmawiają i czy łożą na utrzymanie swoich dzieci z sakramentalnego związku? Pewnie tego nie robią w dostatecznym stopniu, bo siłą rzeczy jeśli nie mieszkają razem to i nie wychowują. Często też nie płacą alimentów, lub płacą grosze, bo muszą przecież utrzymać ważniejszą rodzinę, tę nową niesakramentalną. Czy to nie jest też ciężki grzech zaniedbania w wychowaniu potomstwa? Widocznie nie jest, skoro najważniejsze dla rozgrzeszenia jest tylko by nie współżyć.
CO
chodzi o "nadal mieszkają
22 listopada 2012, 06:07
Podchodzi do Komunii Świętej nadal żyjąc (czyli nadal mieszkając) z kochanką/kochankiem i wszystko w porządku wobec porzuconych dzieci? zalecenie księży: "podchodzić do Komunii świętej nie w swojej parafii, by nie siać zgorszenia" czyli zgorszenie jest, ale nie ma, gdy pójda do nie swojej parafii (to jest kpina z pojęcia "parafia")
KZ
kpina z dzieci porzuconych
22 listopada 2012, 06:01
do Maripozy, skrzywdzeni i porzuceni mają - według Familiaris consortio - żyć w samotności, a zdradzajacy i wstępujacy w ponowne związki mają być otaczani opieką i zrozumieniem parafii. Taki jest przekaz nauczania Kościoła Katolickiego. Zgadzam się z Tobą, że to smutne, a nawet gorzej: to tragiczne. Kościół nie troszczy się o ofiary, nie ma żadnego programu jak pomóc samotnym małżonkom wychowywać dzieci i jak pomóc tym dzieciom przygotować się do dorosłego życia. Dzieci są skrzywdzone już na starcie, nie mają wzorców prawidłowej rodziny. Ale nie tworzy się dla nich pomocy, tylko ciągle mówi się by zwiększać liczbę duszpasterstw dla niesakramentalnych. Po co ? Chyba tylko po to by promować taki styl życia, bo przecież nie w celu nawrócenia są tworzone te duszpasterstwa. Moda na nie przyszła, jak pisze autor, z Zachodniej Europy, gdzie jest najwięcej rozwodów, zamkniętych kościołów i ludzi odwracających się od Boga. Do Polski więc idzie ten sam trend (wraz z duszpasterstwami dla niesakramentalnych związków i okłamywaniem ich, że wystarczy nie współżyć, by być w porządku względem Boga i porzuconego małżonka). I PORZUCONYCH DZIECI?? A CO DZIECIOM PORZUCONYM Z TEGO, ŻE ONI NIE WSPÓŁŻYJĄ??? Podchodzi do Komunii Świętej żyjąc z kochanką/kochankiem i wszystko w porządku wobec porzuconych dzieci? To jakaś kpina!
ZP
zły pasterz
23 lipca 2012, 13:20
Wiele setek lat temu z Zachodu przyszło do Polski chrześcijaństwo. Obecnie przychodzi zgnilizna w postaci rozwodów, duszpasterstw dla niesakramentalnych, aborcji, związków partnerskich, rezygnacji ze spowiedzi i odrzucenia Boga. Tak szanowni duchowni,  bierzcie nadal przykład z zachodu to doprowadzicie ludzi do piekła. W niedzielę czytano w kościele o złych pasterzach, którzy rozproszyli swoje owce. Niektórzy duchowni niesakramentalni robią dzisiaj TO SAMO
C
ccc
22 lipca 2012, 19:40
do Maripozy, skrzywdzeni i porzuceni mają - według Familiaris consortio - żyć w samotności, a zdradzajacy i wstępujacy w ponowne związki mają być otaczani opieką i zrozumieniem parafii. Taki jest przekaz nauczania Kościoła Katolickiego. Zgadzam się z Tobą, że to smutne, a nawet gorzej: to tragiczne. Kościół nie troszczy się o ofiary, nie ma żadnego programu jak pomóc samotnym małżonkom wychowywać dzieci i jak pomóc tym dzieciom przygotować się do dorosłego życia. Dzieci są skrzywdzone już na starcie, nie mają wzorców prawidłowej rodziny. Ale nie tworzy się dla nich pomocy, tylko ciągle mówi się by zwiększać liczbę duszpasterstw dla niesakramentalnych. Po co ? Chyba tylko po to by promować taki styl życia, bo przecież nie w celu nawrócenia są tworzone te duszpasterstwa. Moda na nie przyszła, jak pisze autor, z Zachodniej Europy, gdzie jest najwięcej rozwodów, zamkniętych kościołów i ludzi odwracających się od Boga. Do Polski więc idzie  ten sam trend (wraz z duszpasterstwami dla niesakramentalnych związków i okłamywaniem ich, że wystarczy nie współżyć, by być w porządku względem Boga i porzuconego małżonka).
T
Troll
22 lipca 2012, 19:33
Czysty paradoks życia,małżeństwo rozwiedzione nie może ponownie zawrzeć małżeństwa i przystępować do sakramentów świętych.Obłuda nie zna granic w przypadku M.Wiśniewskiego,ostatni ślub wziął w kościele protestanckim dlatego że nie jest sakramentem.Dla niego liczy się oprawa tego związku aby ładnie wyglądało.Po tylu ślubach kościelnych Wiśniewskiego żaden kościół nie powinien mu udzielić tej łaski.
M
maripoza
22 lipca 2012, 18:03
 "Wspierać siebie samych - często w starości." to wg autora powinni robić niesakramentalni. A kto ma wspierać tych, którzy zostali porzuceni - małżonków (czasem chorych), dzieci... Skoro najczęściej ci, co porzucili zapominają o nich. Gratuluję KK takiego podejścia do sprawy. Smutne. Wg KK wystarczy nie współżyć czyli tzw. białe małżeństwo i wszystko jest ok. Jaka szkoda, że ten sam KK nie troszczy się tak o porzuconych małżonków i dzieci.
DP
do przeczytania
19 lutego 2012, 15:46
Tutaj nie widać komentarzy: <a href="http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/art,5,czas-po-rozstaniu.html">http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/art,5,czas-po-rozstaniu.html</a> a więc powyższy tekst będzie bez szansy na sprostowanie! link <a href="http://www.magazynfamilia.pl/artykuly/Kazde_jest_do_uratowania,5061,86.html">http://www.magazynfamilia.pl/artykuly/Kazde_jest_do_uratowania,5061,86.html</a>
NA
nie, a jednak tak
10 lutego 2012, 13:44
I taka jest właśnie nauka Kościoła Katolickiego :-) Niby nie, a jednak tak :-)
1K
1 Kor 7,10-11
10 lutego 2012, 13:42
<a href="http://www.teologia.pl/m_k/zag06-7c.htm#6">http://www.teologia.pl/m_k/zag06-7c.htm#6</a> Ponieważ małżonkowie zostali sakramentalnie włączeni w jedność istniejącą między Chrystusem i Jego Kościołem, dlatego ich związek nie może zostać rozwiązany przez nikogo. Nieraz jednak życie wspólne jest niemożliwe, zagraża bowiem wierze, moralności, zdrowiu, prawidłowemu wychowaniu dzieci itp. W takich wypadkach możliwa jest separacja (por. kan. 1153). Rozłączeni małżonkowie nie mogą jednak zawierać nowych związków małżeńskich. Aby wytrwać w samotności, powinni prowadzić intensywne życie religijne, wiele się modlić, często przystępować do sakramentów świętych. Także aktywne złączenie się z różnymi wspólnotami religijnymi, np. spotykającymi się na kręgach biblijnych, na wspólną modlitwę, może być dla nich wielką pomocą w samotnym życiu. ....z wyjątkiem małżeństw niesakramentalnych...
:
:(
10 lutego 2012, 13:39
Jest tak (ma być?) <a href="http://www.teologia.pl/m_k/zag06-7c.htm">http://www.teologia.pl/m_k/zag06-7c.htm</a> z wyjątkiem ... małżeństw niesakramentalnych, jak widać w tym wątku. Powinien więc być ANEKS. Tak byłoby uczciwiej ze strony KKK.
BO
bez odpowiedzi
10 lutego 2012, 13:35
Małżeństwo sakramentalne jest nierozerwalne. "Małżeństwo" niesakramentalne... również.
PD
Pozór dobra
10 lutego 2012, 08:18
Strzeżcie się wszystkiego, co ma tylko pozór dobra, a w rzeczywistości jest złem ubranym w piękne słowa. Takim złem są duszpasterstwa dla niesakramentalnych, bo ukrywają grzech cudzołóstwa pod słowem "małżeństwo niesakramentalne" i pozwalają trwać w poligamii, nie przejmują się krzywdą porzuconego małżonka sakramentalnego i dzieci.
R
rena
10 lutego 2012, 07:42
Ludzie najczęściej podają "niezgodność charakterów" gdy nie chcą ujawnić prawdziwych przyczyn rozwodu i prać brudów na sali sądowej. To słowo-wytrych pod którym kryje się przede wszystkim zdrada. Najczęstszą przyczyną rozpadów małżeństw jest pojawienie się osoby trzeciej w związku.
:
:(
9 lutego 2012, 23:43
Zaden ksiądz nie mówi o tym, że rozwód i ponowne małżeństwo cywilne to poligamia, ale mówi za to, że to też małżeństwo - niesakramentalne. tak..
L
liczby
9 lutego 2012, 23:41
Wydawałoby się, że po rozwód sięgają głównie osoby zdradzane, lub maltretowane. A jednak najczęstsze trzy przyczyny rozwodów według badania przeprowadzonego przez portal prawnik-online.eu w 2010 roku to: 45% „niezgodność charakterów”,  21% alkoholizm , 17% zdrada. Przemoc jest powodem zaledwie 4% rozstań.
K
kokosan
9 lutego 2012, 23:23
A nieodwracalna krzywda dzieci? Ma któryś gieroj pomysł na naprawę tej sytuacji przez rozwodników? Czy już to tak zabrnęło w modernizm i psychologizowanie, że neguje indywidualną odpowiedzialność człowieka za czyny świadome i dobrowolne? A brałeś kiedyś pod uwagę, że te dzieci wcale nie są pokrzywdzone? Np. gdy matka odeszła z nimi od ojca-psychopaty i wreszcie poczuły co to spokojny i zgodny dom...
S
Szaweł
25 stycznia 2012, 22:15
A nieodwracalna krzywda dzieci? Ma któryś gieroj pomysł na naprawę tej sytuacji przez rozwodników? Czy już to tak zabrnęło w modernizm i psychologizowanie, że neguje indywidualną odpowiedzialność człowieka za czyny świadome i dobrowolne?
X
xxx
25 stycznia 2012, 21:28
Zaden ksiądz nie mówi o tym, że rozwód i ponowne małżeństwo cywilne to poligamia, ale mówi za to, że to też małżeństwo - niesakramentalne.
L
leon
24 stycznia 2012, 13:19
Jako Kościół za mało staramy się pomagać tym którz są w krysysie. A wszystko co powstało w tej materi powstało oddolnie. Ja nawet nie mówię że to ksiądz powinien sam robić ale powinienstworzyć na poziomie dekanatu profesjonalnie działający zespół wsparcia (ksiądz psycholog pedagog ...?), ale księży z chlubnymi wyjątkami to nie obchodzi. Druga sprawa: rozwód to zawsze jest kapitulacja, czasami potrzebna (jak nagminna przemoc i zdrada) ale zapominacie tu o dzieciach. Rozwód to dla nich koniec świata, to często gorsze przeżycie niż śmierć któregoś rodzica. Nikomu nie będę mówił ile powinien wytrzymac w związku, ale rozwodem okaleczaciwe własne dzieci. Pamiętajcie o tym gdy zachce się wam zmienić małżonka
A
anonimowa
13 stycznia 2012, 16:39
Wiem ze jedno i drugie jest grzechem, ale nie wydaje mi się ze kiedyś było wiecej zrozumienia i małzenstw kochających sie. Tak więc nie prawdą jest ze wzrasta kryzys małzenstw tak jak wszędzie to głoszą. jedynie wzrasta przyznawanie się do tego i nie ukrywa się tych kryzysów tak jak dawniej. Ludzie nie chcą zyć już w takich związkach gdzie jest alkoholizm, przemoc, zdrady i nie ukrywają. w moim kręgu sąsiadów ponad połowa zyła
A
anonimowa
13 stycznia 2012, 13:10
....ja mysle ze ilosc ilosc rozwodów się zwiększa tylko dlatego ze ludzie nie chcą zyć tak jak w dawniejszych latach ze swiadomoscią ze ich małzenstwo istniało tylko formalnie na papierku, a tak naprawdę zyli w grzechu łamiąc przysięgę małzenską i przyjmowali Komunię Sw. Bo uwazali ze grzechem jest tylko rozwód i wejscie w związek niesakramentalny. A przecież złamanie przysięgi małazenskiej nie zaczyna się od zdrady czy rozwodu, ale od zaniedbania małzonka, wyrządzania mu krzywdy, znęcania, i przemocy, czy alkocholizmu. I wtedy i tak pomimo trwania w takim związku nie ma miłosci która by zobowiązywała do godzenia się chociazby na wspólne łózko. Wiem to z własnych obserwcji w mojej rodzinie, jak babcia z dziadkiem całe zycie prawie spali osobno, kłocili się, był alkohol, i wtedy babcia mogłą być zimna w stosunku do męza, A mimo to oboje przyjmowali komunie. Według mnie mąż wtedy nie powinien bo to tak jakby zdradzał i zył w grzechu całe zycie az do smierci. Ale jednak większość rodzin tak zyla i było to w porządku, Czy to było mniejsze zło jesli takich małzenstw było więcej niż w tych czasach małzeństw niesakramentalnych? nie rozumię już nic z tego ......
TN
tekst, nie audycja
13 stycznia 2012, 01:03
<a href="http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=5787">http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=5787</a>
A
A.
13 stycznia 2012, 01:01
<a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html</a> Jan Paweł II w swej adhortacji "Familiaris consortio" w bardzo głębokich słowach zachęca skrzywdzonych, zdradzanych małżonków do wierności, a wspólnotę kościelną do zachęcania i wspomagania im, aby pozostali wierni sakramentowi małżeństwa, który zawarli. "Samotność i inne trudności są często udziałem małżonka odseparowanego, zwłaszcza gdy nie ponosi on winy. W takim przypadku wspólnota kościelna musi w szczególny sposób wspomagać go; okazywać mu szacunek, solidarność, zrozumienie i konkretną pomoc, tak aby mógł dochować wierności także w tej trudnej sytuacji, w której się znajduje; wspólnota musi pomóc mu w praktykowaniu przebaczenia, wymaganego przez miłość chrześcijańską oraz utrzymania gotowości do ewentualnego podjęcia na nowo poprzedniego życia małżeńskiego (nr 83)". <a href="http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=22679">http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=22679</a>  
RP
różne przypadki
19 grudnia 2011, 00:25
Bolesny paradoks całej sytuacji jest taki, ze to zwykli ludzie, forumowicze, czyli "owieczki" wskazują pasterzom ich błędy i cieszą się że nie wszystko stracone, bo jeden pasterz zauważył, że chronić trzeba ofiary, a nie katów. W naszym mieście małżeństwa w kryzysie czekały 10 lat na powstanie dla nich wspólnoty. Notabene, księża nie wierzą w uzdrowienie małżeństw sakramentalnych - zwłaszcza w przypadkach - PARADOKS - zakochania się. Mówią: "nie ma silnych, zakochał się/zakochała się w limś innym niż sakramentalny, nic się nie poradzi na to".   Dosłownie takie jest podejście. Uważają, około 10-ciu księży, zupełnie nie znających się ze sobą - to luźne ich słowa do różnych osób, że w takich przypadkach ŁASKA Sakramentu Małżeństwa NIE DZIAŁA. I co im mówić? Nic się nie da, nic ich nie przekonuje.. Dopiero, gdy widzą MOCNE uzdrowienie małż. sakramentalnego! Wtedy SZOK. Nawracają się, ale po drodze dwudziestu małżonkom nie pomogli :( i się rozpadli/rozstali z hukiem!
P
paradoks
18 grudnia 2011, 20:01
Bolesny paradoks całej sytuacji jest taki, ze to zwykli ludzie, forumowicze, czyli "owieczki" wskazują pasterzom ich błędy i cieszą się że nie wszystko stracone, bo jeden pasterz zauważył, że chronić trzeba ofiary, a nie katów.
!
!!
17 grudnia 2011, 11:24
<a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html</a> Najnowszy tekst ks. Dziewieckiego, więc może nie wszystko stracone?! Ksiądz Dziewiecki - mocny autorytet KK. Dzięki za ten link. Faktycznie mądre słowa. Teraz wystarczy rozpowszechniać. My już wysłaliśmy link duszpasterzowi.
J
ja
17 grudnia 2011, 11:17
<a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html</a> Najnowszy tekst ks. Dziewieckiego, więc może nie wszystko stracone?! Ksiądz Dziewiecki - mocny autorytet KK. Dzięki za ten link. Faktycznie mądre słowa.
.
...
17 grudnia 2011, 10:48
Zaniedbanie Kościoła w tym względzie.. A teraz już są nowe pokolenia wychowane na tej krzywdzie. To się już nie uda -> "zadanie Kościoła" - ono przepadło 25-30 lat temu z chwilą utworzenia pierwszego duszpasterstwa dla związków niesakramentalnych. Wtedy nie zauważono poważnego błędu, to teraz już tym bardziej. <a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html</a> Najnowszy tekst ks. Dziewieckiego, więc może nie wszystko stracone?! Ksiądz Dziewiecki - mocny autorytet KK.
TD
TO DOBRZE!
17 grudnia 2011, 10:40
ps. dzięki za link: <a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html</a> ten ksiądz jest jedyny, który o tym pisze i mówi. TO JEGO (księdza) NAJNOWSZY TEKST !! To dobrze, sprawa nabierze tempa!
P
ps.
17 grudnia 2011, 10:31
"Niepokoi mnie natomiast fakt, że zwykle w dyskusjach na ten temat -  nie czynimy wystarczająco czytelnego rozróżnienia między tymi małżonkami, którzy się rozwiedli, związali z kimś innym i złamali swoją przysięgę małżeńską, a tymi, którzy zostali skrzywdzeni, zdradzeni i opuszczeni, a mimo to z nikim nowym się nie wiążą, gdyż trwają w przyjaźni z Bogiem oraz zachowują wierność złożonej przez siebie przysiędze małżeńskiej." Przecież to powinno być oczywiste! Tego wymaga ludzkie poczucie sprawiedliwości i troski! Nie czynili tego duszpasterze. Przykład niedawny z podania linku do rekolekcji dla obojga: skrzywdzonych i ofiar. ps. dzięki za link: <a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html</a> ten ksiądz jest jedyny, który o tym pisze i mówi.
BK
bez komentarza
17 grudnia 2011, 10:27
Zaniedbanie Kościoła w tym względzie.. A teraz już są nowe pokolenia wychowane na tej krzywdzie. To się już nie uda -> "zadanie Kościoła" - ono przepadło 25-30 lat temu z chwilą utworzenia pierwszego duszpasterstwa dla związków niesakramentalnych. Wtedy nie zauważono poważnego błędu, to teraz już tym bardziej.
ZK
zadanie Kościoła
17 grudnia 2011, 10:15
Wypowiedź ks. Dziewieckiego: "Kościół posłany jest do wszystkich ludzi tej ziemi: do świętych i grzeszników, do silnych i słabych, do szczęśliwych i doświadczających rozpaczy. Jedną z najbardziej bolesnych form cierpienia jest cierpienie związane z kryzysem małżonków. Jeśli ona i on przysięgają sobie wzajemną miłość, wierność i uczciwość w dobrej i złej doli aż do śmierci, jeśli zawierzają sobie nawzajem swój los doczesny oraz los ich dzieci, a później jedno z nich łamie swoją przysięgę, rani, zdradza i odchodzi, to zadaje największy ból, jakiego człowiek może doświadczyć na tej ziemi. Jest to bowiem ból wyrządzony przez osobę, która powinna nas najbardziej chronić i zapewniać nam największe poczucie bezpieczeństwa. To dobrze, że duszpasterze w Polsce coraz bardziej dostrzegają ten problem i że świeccy, którzy przeżywają kryzys małżeński, pragną zostać objęci większą opieką duszpasterską niż dotąd. Niepokoi mnie natomiast fakt, że zwykle w dyskusjach na ten temat nie czynimy wystarczająco czytelnego rozróżnienia między tymi małżonkami, którzy się rozwiedli, związali z kimś innym i złamali swoją przysięgę małżeńską, a tymi, którzy zostali skrzywdzeni, zdradzeni i opuszczeni, a mimo to z nikim nowym się nie wiążą, gdyż trwają w przyjaźni z Bogiem oraz zachowują wierność złożonej przez siebie przysiędze małżeńskiej. Takie osoby wiedzą, że to, iż małżonek ich skrzywdził i złamał swoją przysięgę, upoważnia je do obrony — w skrajnych przypadkach do separacji małżeńskiej włącznie — ale nie daje im prawa do łamania własnej przysięgi.
ZK
zadanie Kościoła
17 grudnia 2011, 10:14
Wypowiedź ks. Dziewieckiego: cd. "... Obie strony potrzebują szczególnej pomocy duszpasterskiej, ale strona porzucona powinna mieć w tym względzie pierwszeństwo i ma prawo oczekiwać większej pomocy. Jezus zawsze stanowczo stawał po stronie pokrzywdzonych i bronił ich przed krzywdzicielami. Tak stanowczo, że krzywdziciele postanowili Go zabić. Obserwujemy obecnie bolesny paradoks, który jest rodzajem podporządkowania się niektórych księży „poprawności” politycznej, gdyż w Unii Europejskiej kaci są zwykle bardziej chronieni niż ich ofiary. Najbardziej ewidentnym potwierdzeniem tego zjawiska jest fakt, że prawodawstwo państw Unii Europejskiej nie dopuszcza kary śmierci dla morderców, ale dopuszcza karę śmierci dla dzieci w fazie rozwoju prenatalnego. Są tacy księża, którzy w swoich parafiach tworzą duszpasterstwo osób żyjących w związkach niesakramentalnych, ale nie tworzą duszpasterstwa skierowanego do małżonków skrzywdzonych i porzuconych, którzy pozostają w samotności, gdyż żyją w czystości i trwają w wierności małżeńskiej..."
ZK
zadanie Kościoła
17 grudnia 2011, 10:10
Wypowiedź ks. Dziewieckiego: cd.  "... Jedna z porzuconych kobiet opowiadała mi niedawno o tym, że jej małżonek pozostawił ją z trójką dzieci i związał się z kochanką, a mimo to jest animatorem w duszpasterstwie osób rozwiedzionych, które zawarły ponowne związki. Ów mężczyzna towarzyszy swojemu duszpasterzowi w różnych wyjazdach rekolekcyjnych i formacyjnych, głosi konferencje w różnych parafiach w Polsce i jest traktowany jako moralny autorytet. Tymczasem dla porzuconej przez niego żony i dla innych osób znajdujących się w podobnej sytuacji, żadna parafia nie oferuje specjalistycznej pomocy duszpasterskiej. To jest poważne zaniedbanie i nieświadome wpisywanie się w politycznie „poprawną” obecnie większą troskę o katów niż o ich ofiary. Niepokojącym zjawiskiem jest nie tylko zaniedbywanie w trosce duszpasterskiej małżonków skrzywdzonych i opuszczonych przez współmałżonka, ale także jakość duszpasterstwa osób rozwiedzionych i decydujących się na życie w związkach niesakramentalnych. Jezus wyjaśnia nam, że lekarza potrzebują chorzy, a nie ci, którzy się źle mają. Jednak lekarza potrzebują po to, by zdrowieć, a nie po to, by trwać w chorobie. Tymczasem niektórzy duszpasterze zajmujący się osobami, które opuściły żonę czy męża oraz dzieci, prowadzą duszpasterstwo ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych w taki sposób, że jest to raczej tworzenie im „duchowego” komfortu trwania w chorobie, a nie stanowcze mobilizowanie ich do zdrowienia, czyli do tego, by powrócili do krzywdzonego małżonka, a w konsekwencji by powrócili także do Boga" całość tu: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html
KZ
kto zna?
14 grudnia 2011, 07:24
Czy ktoś zna duszpasterstwo dla niesakramentalnych nastawione na rozstanie partnerów i powrót do małżonka?
LS
le sz
13 grudnia 2011, 22:06
Polecam do przeczytania artykuł ks. Dziewieckiego: "...duszpasterze zajmujący się osobami, które opuściły żonę czy męża oraz dzieci, prowadzą duszpasterstwo ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych w taki sposób, że jest to raczej tworzenie im „duchowego” komfortu trwania w chorobie, a nie stanowcze mobilizowanie ich do zdrowienia, czyli do tego, by powrócili do krzywdzonego małżonka..." http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html To co zrobiła osoba tchórzliwie nie podpisująca się to manipulacja, gdyż cytat został zwyczajnie sfałszowany poprzez tendencyjnie okrojenie i wytłuszczenie. W oryginale, na początku cytatu jest słowo 'niektórzy', a warto uwzględnić również poprzedzające dwa zdania. Cytuję, podkreślając to co zostało pominięte przez fałszerza/fałszerkę: Jezus wyjaśnia nam, że lekarza potrzebują chorzy, a nie ci, którzy się źle mają. Jednak lekarza potrzebują po to, by zdrowieć, a nie po to, by trwać w chorobie. Tymczasem niektórzy duszpasterze zajmujący się osobami, które opuściły żonę czy męża oraz dzieci, prowadzą duszpasterstwo ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych w taki sposób, że jest to raczej tworzenie im „duchowego” komfortu trwania w chorobie, a nie stanowcze mobilizowanie ich do zdrowienia, czyli do tego, by powrócili do krzywdzonego małżonka, a w konsekwencji by powrócili także do Boga. Jak widać, nawet tak negatywnie nastawionemu do tych duszpasterstw nie chodziło o to że wszystkie duszpasterstwa takie są ale że niektórzy duszpasterze je tak prowadzą.
ZS
Zgadzam się
13 grudnia 2011, 21:10
Polecam do przeczytania artykuł ks. Dziewieckiego: "...duszpasterze zajmujący się osobami, które opuściły żonę czy męża oraz dzieci, prowadzą duszpasterstwo ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych w taki sposób, że jest to raczej tworzenie im „duchowego” komfortu trwania w chorobie, a nie stanowcze mobilizowanie ich do zdrowienia, czyli do tego, by powrócili do krzywdzonego małżonka..." http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/md_duszp_skrzywdzonych.html
RN
recepta na...
9 grudnia 2011, 09:22
Dopóki księża nie widzą sensu Sakramentu Małżeństwa, to i tak się nie naprawi tego, co się nazywa: niesakramentalne "małżeństwa". Jakim cudem? To nie nauka Pana Jezusa.. Za dużo jest uzdrowień małżeństw sakramentalnych, żeby ich nie ratować - I WCALE NIE CHODZI O MAŁŻEŃSTWA SALKRAMENTALEN PRZEMOCOWE!! BO TAKIE NA DZIEŃ DOBRY -> SEPARACJA! Chodzi o tych znudzonych i niedojrzałych...>>>>>>> ALE nie z takimi radzi sobie Pan Bóg!! Chodzi o to, czy ktoś za nich się modli? I TYLE. Każdy człowiek potrzebuje modlitwy! Czy modlisz się za kogoś? Czy ktoś modli się za Ciebie?
Ż
życie
6 grudnia 2011, 08:05
do ~:( lata mijają bo gdyby rozpatrywać rzetelnie każde nieudane małżeństwo i stopień wiary zawierających go małżonków, czy też ich wiedzy czym naprawdę jest małżeństwo katolickie, to przypuszczam, że bardzo wiele małżeństwo byłoby uznanych za nieważnie zawarte. DLATEGO DOPÓKI NIE UDOWODNI SIĘ TEGO, NIE WARTO RATOWAĆ? WARTO! BO "WAŻNOŚĆ" MAŁŻEŃSTWA TO JEDNO, ALE JEST TEŻ COŚ TAKIEGO JAK "MIŁOŚĆ" - i chyba JEST ONA ponad "ważnością"... ponieważ znam małżeństwa o stwierdzonej nieważności, a oni.... nadal się kochają!! I co z tym 'fantem" zrobić???? BO MIŁOŚĆ, A WAŻNOŚĆ TO DWA "PARADOKSY", nie wykluczające się przecież nawzajem (?). A może się mylą? Ci, co się tak kochają - pomimo i wbrew. ps. poza tym, czy nie ma "nadużyć" w stwierdzeniach ważności, skoro głównie domagają się ci co porzucili, BO mają nowe związki, BO przedtem porzucili. A ci pozostali siedzą teraz na <a href="http://www.sychar">www.sychar</a>... i dobrze robią, bo to jedyne ich oparcie teraz w Kościele --> JE-DY-NE !! A że ludzie cierpią...., kogo to obchodzi? CIERPIĄCYCH I TYCH, KTÓRZY ODCZUWAJĄ EMPATIĘ WOBEC CIERPIĄCYCH.
P
problem
5 grudnia 2011, 21:06
do ~:( lata mijają bo gdyby rozpatrywać rzetelnie każde nieudane małżeństwo i stopień wiary zawierających go małżonków, czy też ich wiedzy czym naprawdę jest małżeństwo katolickie, to przypuszczam, że bardzo wiele małżeństwo byłoby uznanych za nieważnie zawarte. A że ludzie cierpią...., kogo to obchodzi?
R
raczej
5 grudnia 2011, 16:13
A jak mąż leje sakramentalną żonę i lata do kościoła to jest to normalne???????? To portal dla dorosłych, więc proszę sobie darować dziecinne pytania.
MP
male pytanko
4 grudnia 2011, 21:13
 A jak mąż leje sakramentalną żonę i lata do kościoła to jest to normalne????????
:
:(
4 grudnia 2011, 00:20
Papież widzi problem jako nierozwiązany. W sierpniu bieżącego (2005) roku powiedział: „To rzeczywiście jest wielkie cierpienie. Kiedy byłem prefektem Kongregacji Nauki Wiary, zachęcałem wiele konferencji biskupich i specjalistów do podjęcia problemu sakramentu sprawowanego bez wiary. Ponieważ zawarli związek małżeński w kościele, byli chrześcijanami, ale bez wiary; czym więc jest ten sakrament i czy rzeczywiście można dopatrzyć się tu czegoś, co by upoważniało do mówienia o nieważności, ponieważ w sakramencie brakowało fundamentalnego wymiaru: nie ośmielam się o tym wypowiadać. Osobiście myślałem, że tak jest, ale dzięki tym dyskusjom, jakie prowadziliśmy, zrozumiałem także, że problem jest bardzo trudny i dlatego należy go jeszcze zgłębić. Biorąc pod uwagę cierpienie tych osób, należy go pogłębić." . . . . . . . . . . . . . . . . . . . I MIJAJĄ KOLEJNE LATA.. A LUDZKIEGO CIERPIENIA PRZYBYWA.
L
leszek
24 maja 2011, 17:41
ja jestem po rozwodzie, uczestniczę normalnie w  zyciu kościoła, modle sie  i nie czuj e sie  odrzucony przez kościół . należe do grup modlitewnych i nikt mnie nie 'wyrzucva' z koscioła. Tak  ze nieprawde pisze niejaki leszek  ze trzeba szczególnych duszpasterstw dla niesakramentalnych, bo z 'normalnego' Kościoła niesakramentalni s ą jakoby 'wyrzucani'. Jak jestem na Mszy to nikt mnie nie sprawdza czy jestem sakramentalnhy czy nie. To że niejaki Jan coś napisze wcale nie jest jeszcze dowodem na to że coś jest nieprawdą... Przede wszystkim, nie bardzo wiadomo co to znaczy, że jesteś po rozwodzie i uczestniczysz normalnie w życiu Kościoła. Jeżeli jesteś po rozwodzie ale nie wszedłeś w żaden kolejny związek, to nic dziwnego że nie czujesz się odrzucony i że normalnie uczestniczysz w życiu Kościoła, bo nie jesteś 'niesakramentalny' więc niby dlaczego miałbyś być odrzucany. Ale jeśli po rozwodzie wszedłeś w związek niesakramentalny to nie rozumiem w jaki sposób uczestniczysz normalnie w życiu Kościoła - brak życia sakramentalnego, brak możliwości rozgrzeszenia i przystępowania do Komunii św. nazywasz normalnym uczestniczeniem w życiu Kościoła? Reasumując: To że jakiś Jan nie czuje się odrzucony przez Kościół to wcale jeszcze nie dowodzi, że osoby żyjące w związkach niesakramentalnych nie są przez nikogo wykluczane z Kościoła. Zwłaszcza jeśli ten Jan sam nie jest w związku niesakramentalnym, albo co gorsza brak życia sakramentalnego uważa za nirmalne uczestniczenie w życiu Kościoła.
J
Jan
24 maja 2011, 14:15
ja jestem po rozwodzie, uczestniczę normalnie w  zyciu kościoła, modle sie  i nie czuj e sie  odrzucony przez kościół . należe do grup modlitewnych i nikt mnie nie 'wyrzucva' z koscioła. Tak  ze nieprawde pisze niejaki leszek  ze trzeba szczególnych duszpasterstw dla niesakramentalnych, bo z 'normalnego' Kościoła niesakramentalni s ą jakoby 'wyrzucani'. Jak jestem na Mszy to nikt mnie nie sprawdza czy jestem sakramentalnhy czy nie.
L
leszek
23 maja 2011, 22:03
Czy naprawdę trzeba komuś uświadamiać, ze pozostaje w Kościele? Przecież każdy grzesznik ma w nim swoje miejsce, Jezus nikogo nie odrzucał. I to tylko od ludzi zależy czy chcą przynależeć do Kościoła Katolickiego. Piszesz jakbyś się urwała z choinki. Jakby nikt tu na forum nie wyrzucał tych ludzi z Kościoła. Jakbyś sama nie wypowiadała się w tym duchu. Kościół tworząc nawet dziesiątki różnych zachęt i wspólnot nikogo na siłę nie uszczęśliwi przynależnością do Kościoła. Czy tworzy się duszpasterstwa dla morderców, aborcjonistów, i innych grzeszników segregując ich pod kątem popełnianych grzechów w celu '... uświadomienia tym ludziom, że nadal pozostają w Kościele i mogą czynić miłość w wymiarze społecznym..." ? To co piszesz tylko potwierdza konieczność istnienia takich duszpasterstw. Ale temat był już tyle razy wałkowany nawet w tym wątku, że nie widzę sensu aby to powtarzać.
P
pytajnik
23 maja 2011, 20:24
Czy naprawdę trzeba komuś uświadamiać, ze pozostaje w Kościele? Przecież każdy grzesznik ma w nim swoje miejsce, Jezus nikogo nie odrzucał. I to tylko od ludzi zależy czy chcą przynależeć do Kościoła Katolickiego. Kościół tworząc nawet dziesiątki różnych zachęt i wspólnot nikogo na siłę nie uszczęśliwi przynależnością do Kościoła. Czy tworzy się duszpasterstwa dla morderców, aborcjonistów, i innych grzeszników segregując ich pod kątem popełnianych grzechów w celu '... uświadomienia tym ludziom, że nadal pozostają w Kościele i mogą czynić miłość w wymiarze społecznym..." ?
L
leszek
23 maja 2011, 19:16
sorry, zapomniałem podpisu powyżej
P
pytajnik
22 maja 2011, 21:31
"...Każde duszpasterstwo wygląda inaczej, bo nie ma jednego schematu. Uczestnicy sami określają kierunek czy pola zainteresowania: wspólna modlitwa, adoracja, lektura Pisma Świętego, rozmowy o Kościele, teologii, specjalnie organizowane rekolekcje. Czyli w sumie tak, jak w pozostałej części Kościoła. Grupy te są różne, ale mają jednak pewne punkty wspólne. Pierwszy to uświadomienie tym osobom, że nadal pozostają w Kościele. Nawet nie na granicy, bo mogą praktykować pokutę, modlitwę, obecność na Mszy świętej, wychowywać dzieci po chrześcijańsku.. Czynić miłość w wymiarze społecznym. Wspierać siebie samych ..." czytam ten wątek i czytam i nadal nie rozumiem  czemu ma służyć to kontrowersyjne duszpasterstwo? Autor pisze, że jest tam wspólna modlitwa, adoracja, rekolecje - i dodaje, że jest tam tak samo jak w pozostałej części Kościoła. No więc dlaczego stworzono odrębny twór, który działa tak jak pozostała część Kościoła? A może chodzi właśnie o to, co napisał w dalszej części? chodzi w tym duszpasterstwie, by jego uczestnicy ... wspierali siebie samych? Czyli trwali w związkach niesakramentalnych nadal? nie nawracali się ?
R
R
5 maja 2011, 20:36
[(...) Leszku, to co przezentuje JurekS to typowy resentyment. Źle mu samemu, więc zazdości tym, którzy odważyli się sami nie być i próbuje im subtelnie "dowalić". Rekompensuje sobie własny dyskomfort faryzejskim dogmatyzmem. Kościół jest o wiele bardziej miłosierny. A co na to Bóg? tego to już nikt nie wie. R, zdaję sobie sprawę, że temat się rozrósł i mogłeś nie doczytac wszystkich moich wypowiedzi. Stąd Twoja zupełnie nie trafiona uwaga. Powtórzę krótko. Ja byłem w związku niesakramentalnym i doświdczyłem jak wiele tracę będąc w tej grzesznej sytuacji. Bóg i wspólnota poawoliły mi wyjśc z tego i zobaczyłęm, że dopiero wtedy mogłem "oddychać pełną piersią" i żyć pełnią radości. I pisze to tylko dlatego, żeby zachęcić tych, którym brakuje odwagi do takiego kroku całkowitego powierzenia się Bogu. Bo nigdy nie dowiedzą się co Bóg ma dla nich jezeli tego nie zrobią. Oczywiście wierzę, że niesakramentalni mają szansę na zbawienia tak jak i ja, który też jestem grzesznikiem. Ale pamietajmy o trwaniu w grzechu śmiertelnym w którego pramanentnym stanie są niesakramentalni. Cóż na to powiem? Zacytuję św. Tomasza: "Chrystus bowiem, jako najwyższy Lekarz dusz, lecząc ciężkie duchowe schorzenia, dopuszcza by wielu spośród jego wielkich wybranych zapadło na ciężką chorobę fizyczną. Co więcej, by wyleczyć większe grzechy [lub im zapobiec], pozwala takim ludziom popadać w lżejsze, nawet śmiertelne grzechy. Jednak spośród wszystkich grzechów, największym jest pycha (…). Pycha jest nadmiernym pragnieniem własnej doskonałości" (In epistolam 2 ad Corinthios, rozdz. XIII, 3, str. 371.) Pozdrawiam.
R
R
5 maja 2011, 20:24
Episkopat wydał parę lat temu dokument pt. Dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin, w którym zajął się też związkami niesakramentalnymi. I nie byłoby może nic dziwnego, że jest to temat zainteresowania Kościoła, gdyby nie taki fragment: Dyrektorium, zgodnie z zaleceniami Stolicy Apostolskiej, podejmuje problem ponownych związków małżeńskich osób rozwiedzionych, tzw. związków niesakramentalnych i omawia zasady postępowania z nimi. To duszpasterstwo budzi czasem kontrowersje. Dlatego warto przytoczyć ustalenie Dyrektorium: "Trzeba pamiętać, że spotkania dla związków niesakramentalnych, choć bardzo wskazane, mogą budzić zdziwienie, gdy tylko dla nich jest organizowane nadzwyczajne duszpasterstwo. Nie będzie zdziwienia, gdy wcześniej zaistnieją w parafii spotkania np. dla młodych małżeństw, dla Oazy Rodzin, dla Stowarzyszeń Rodzin Katolickich; gdy będą organizowane systematyczne spotkania dla rodziców w parafii (Dyr. 74). http://docs5.chomikuj.pl/408834050,0,0,Dyrektorium-Duszpasterstwa-Rodzin-w-s%C5%82u%C5%BCbie-ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stw-i-rodz.doc Czy nie wydaje się to dziwne, że w taki sposób wprowadza się do parafii duszpasterstwa niesakramentalnych? Zeby ludzie nie protestowali to mydli się im oczy wprowadzając najpierw duszpasterstwa dla prawowitych małżonków? Przynajmniej ja tak odczytuję intencje autora dokumentu Zaiste dośc to pokrętne. Ale duszpasterstwa dla nieskaramentalnych miesczą sie przewaznie przy klasztorach, przynajmniej tak jest w moim mieście, a nie w parafiach. A w parafiach co jest, każdy wie.
TJ
taka jedna
5 maja 2011, 19:31
Episkopat wydał parę lat temu dokument pt. Dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin, w którym zajął się też związkami niesakramentalnymi. I nie byłoby może nic dziwnego, że jest to temat zainteresowania Kościoła, gdyby nie taki fragment: Dyrektorium, zgodnie z zaleceniami Stolicy Apostolskiej, podejmuje problem ponownych związków małżeńskich osób rozwiedzionych, tzw. związków niesakramentalnych i omawia zasady postępowania z nimi. To duszpasterstwo budzi czasem kontrowersje. Dlatego warto przytoczyć ustalenie Dyrektorium: "Trzeba pamiętać, że spotkania dla związków niesakramentalnych, choć bardzo wskazane, mogą budzić zdziwienie, gdy tylko dla nich jest organizowane nadzwyczajne duszpasterstwo. Nie będzie zdziwienia, gdy wcześniej zaistnieją w parafii spotkania np. dla młodych małżeństw, dla Oazy Rodzin, dla Stowarzyszeń Rodzin Katolickich; gdy będą organizowane systematyczne spotkania dla rodziców w parafii (Dyr. 74). http://docs5.chomikuj.pl/408834050,0,0,Dyrektorium-Duszpasterstwa-Rodzin-w-s%C5%82u%C5%BCbie-ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stw-i-rodz.doc Czy nie wydaje się to dziwne, że w taki sposób wprowadza się do parafii duszpasterstwa niesakramentalnych? Zeby ludzie nie protestowali to mydli się im oczy wprowadzając najpierw duszpasterstwa dla prawowitych małżonków? Przynajmniej ja tak odczytuję intencje autora dokumentu
A
A
28 kwietnia 2011, 23:30
A zdradzoną zapraszam na spokania, przekonasz się sama czym jest owo duszpasterstwo i co wnosi w życie osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Zapraszam również na stronę www. niesakramentalni.net. Przecież ona nie jest w związku niesakramentalnym. Lepsze dla niej jest tutaj http://www.kryzys.org/viewtopic.php?p=116764&highlight=#116764
AO
Agnieszka Obuchowska
28 kwietnia 2011, 21:05
A zdradzoną zapraszam na spokania, przekonasz się sama czym jest owo duszpasterstwo i co wnosi w życie osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Zapraszam również na stronę www. niesakramentalni.net.
AO
Agnieszka Obuchowska
28 kwietnia 2011, 20:56
Jurku są to li tylko i wyłącznie Twoje przemyślenia dot. Twojego odczuwania bycia w takim a nie innym związku. Nie dla wszystkich  i nie tak samo odbierane jest bycie w związku niesakramentalnym. Ty się z tym źle czułeś i czujesz, co nie znaczy że każdy katolik MUSI i POWINIEN traktować sprawę tak samo. Przerzucasz argumenty przeciw na grunt ogółu par życjących  w związkach niesakramentalnych a to nie fair i nie w porządku wobec . A ja zapytam kto Ci dałdo tego prawo by ferować wyroki? To też grzech, i nie wiem czy nie cięższy rangą niż ten w którym żyłeś. Piszesz że możesz dziś powiedzieć swojej sakramentalnej żonie, że ją kochasz... Otóż powiem Ci, że każdy z niesakramentalnych jeśli uporał się z ciężarem własnych doświadczeń i win i zostało mu wybaczone przez współmałżonka wyrządzone zło i krzywda może zacząć budować te relacje na nowo i dojść do etapu  o którym opowiadasz. Nic a w zasadzie jedynie  drugi człowiek i jego wola stoją na przeszkodzie. Proszę Cię o jedno, nie uogólniaj i nie przedkładaj swojego  świadectwa wiary i dobra zaznanego za przyczyną odejścia ze związku niesakramentalnego na życie innych, bo nie masz pojęcia co się w cudzych życiach dzieje i co ludźmi kieruje, by w takiej a nie innej sytuacji względem Boga żyć i pozostać. Twoja samotność wynika z Twojego wyboru i decyzji z niczego innego. Jeśli uważasz i rozeznałeś w swoim sumieniu że takie rozwiązanie jest dla Ciebie najwłaściwszym, to chwała Ci za to i u bram Nieba zostanie Ci to policzone z pewnością.  Nie potępiaj jednak tych, których wiara zaczęła się budzić dopiero w drugich związkach i którzy z racji własnych doświdczeń i być może i słabości wybierają taą a nie inną drogę do Pana. Polecam nieco więcej pokory.
Z
zdradzona
28 kwietnia 2011, 20:27
JurkuS, dziękuję za odpowiedź i sądzę, że jedynie Twoje wypowiedzi są prawdziwe, gdyż byłeś wewnątz wspólnoty niesakramentalnych. I uważam, że "..tworzenie ciepełka, że Bóg cię kocha..." jest niebezbieczne, bo utwierdza w przekonaniu, że można spokojnie sobie żyć w grzechach.
L
leszek
27 kwietnia 2011, 14:07
No i co, JurkuS? Zgodnie z tym czego należało się spodziewać nagle zamilkłeś - choć w innym tematach jesteś aktywny... Nadal twierdzisz, że jak ktoś jest w związku niesakramentalnym to tkwi w permenentnym grzechu śmiertelnym, bo tkwi w nim świadomie i dobrowolnie? Bo nawet jeśli szatan go tak omotał, że jest przekonany że ma przyzwolenie Boże na ten związek, to napewno oczywiście jednocześnie ma świadomość, że jest to przyzwolenie Boże na trwanie w permanentnym grzechu śmiertelnym? No i oczywiście jest to trwanie w pełni dobrowolne, bo mógłby przecież i zapewne powinien pozostawić małżonka niesakramentalnego nawet z gromadką małych dzieci?
L
leszek
25 kwietnia 2011, 10:41
leszek, po kolei. Na Twoje pierwsze pytanie. Jeszcze będąc w zwiazku niesakramentalnym coraz bardziej zacząłem doswiadczać, że ta sytuacja prowadzi mnie do nikąd. Próbowałem to jakoś realtywizować, mówiliśmy o białym małżeństwie itd. Dużo mi "pomogły" w tym lektury o.Paciuszkiewicza. Tak, że będąc w tym zwiazku miałem pełną świadomośc zła (przsłanianą od czasu do czasu tym co wyżej) To trochę kwestia czy szklanka jest w połowie pełna czy w połowie pusta ;-) Ale jest to istotne! Znowuż muszę zwrócić Ci uwagę aby nie mylić dzisiejszych poglądów z ówczesnymi. Dzisiaj uważasz że była u Ciebie pełna świadomość zła jedynie chwilami przesłaniana od czasu do czasu. Ale zauważ JurkuS, co jednocześnie sam piszesz. Sam napisałeś że już będąc w związku niesakramentalnym zacząłeś tego coraz bardziej doświadczać. A więc najpierw tego nie doświadczałeś! Sam napisałeś że próbowałeś sobie to jakoś relatywizować - ale to dziś nazywasz to relatywizacją, a wtedy tak tego przecież nie nazywałeś, wtedy to było uzasadnienie pokazujące że to co robisz jest właściwe. Z tego co piszesz okazuje się więc, że to nie tak było jak zadeklarowałeś. Okazuje się, że w pewien sposób dojrzewałeś do tego aby coraz bardziej doświadczać i aby przestać relatywizować. I dopiero wówczas doszedłeś do pełnej świadomości zła. Nie wiem czy pamiętasz, ale pisałem juz tutaj o grzechu przeciwko Duchowi św, który stawał się moim udziałem. A oddychanie pełna piersią i zycie w radości było skutkiem wyjscia z tego zwiazku. Nie kojarzę I drugie twoje pytanie. Moja wina bo nie sprecyzowałem o który okres mi chodziło. A był to okres przed wejściem w ten związek kiedy szatan tak mnie omotał, że wszystko ukladałem tak, żeby wytłumaczyć sobie i innym, że ten zwiazek ma przyzwolenie Boże (tak sobie zapisałem) I za ten okres mi wstyd. Moje wejście w związek niesakramentalny było grzechem śmiertelnym. JurkuS, skoro sam przyznajesz, że wówczas uważałeś iż ten związek ma przyzwolenie Boże, to nie chcesz chyba jednocześnie twierdzić, że uważałeś wtedy iż miałeś przyzwolenie Boże dla wejścia w sytuację permanentnego grzechu śmiertelnego? Przecież byłoby to absurdem. A więc wchodząc w ten związek uważałeś że wchodzisz w związek mający przyzwolenie Boże, a nie że wchodzisz w związek będący grzechem śmiertelnym. Szatan Ciebie omotał tak, że wszystko sobie układałeś tak, aby wytłumaczyć sobie i innym, że ten związek nie jest grzechem śmiertelnym i ma przyzwolenie Boże. Więc nie uważałeś tego za grzech. To dziś masz świadomość, że to wejście w związek niesakramentalny było wejściem w grzech śmiertelny. Ale wówczas tak tego nie widziałeś! A więc, wchodziłeś w związek nie uważając go za grzeszny, uważając że ma on przyzwolenie Boże - jak więc można mówić o grzechu śmiertelnym skoro dla grzechu śmiertelnego konieczne jest aby był to świadomy wybór zła i w pełni dobrowolny wybór zła? Trwałeś w tym związku relatywizując swoje postępowanie tak aby sobie i innym udowadniać, że ten związek nie jest grzeszny - jak więc można mówić o permanentnym trwaniu w grzechu śmiertelnym skoro do tego konieczne jest aby było to trwanie ze świadomością trwania w złu i to w pełni dobrowolne trwanie w złu? I nawet gdy od pewnego momentu zacząłeś doświadczać, że ta sytuacja prowadzi do nikąd, to poczuwając się do odpowiedzialności uznawałeś że tak jest lepiej. I dopiero z czasem dojrzałeś do tego by uznać że to co robisz jest złem i trzeba wyjść z tego związku...
L
leszek
25 kwietnia 2011, 09:23
I co mnie zaskoczyło to to, że nikt nawet nie próbował rozeznawać sytuacji co do mozliwości wyjscia z takich związków. I tworzenie takiego ciepełka, że Pan Bóg cię kocha. Bardziej chodziło o to, żeby zostać przy Kosciele. To że Pan Bóg Cię kocha to wg Ciebie ciepełko? Ewangelie to też ciepełko? A wg Ciebie w Duszpasterstwie nie powinno chodzić o to aby zostać przy Kościele?!? Ja już wtedy wiedziałem, że zrobiłem źle, ale byłem więźniem źle pojetego poczucia odpowiedzialności. To w tej chwili piszesz, że byłeś więźniem źle pojętego poczucia odpowiedzialności. A wówczas też tak uważałeś? Wtedy też uważałeś że robisz źle, ale jesteś więźniem źle pojętego poczucia odpowiedzialności? Przecież to niemożliwe! Nie da się mieć źle pojętego poczucia odpowiedzialności! Albo ma się poczucie odpowiedzialności albo się go nie ma! Dopiero po pewnym czasie można dokonać oceny/osądu, że to co się uznawało za poczucie odpowiedzialności wcale nim nie było. Dopiero po czasie można uznać, że było się więźniem źle pojętego poczucia odpowiedzialności. Oceniam, że ksiądz prowadzący był kompletnie nie przygotowany do prowadzenia takich spotkań. Może i masz rację. Do wielu zadań są księżą kompletnie nieprzygotowni. Nie chcę generalizować, ale było juz tu parę podobnych opinii. Masz o tyle rację, że już kilka razy w tym stylu pisałeś, a więc rzeczywiście były już tu podobne opinie, tyle że wyłącznie Twoje.  Nikt inny nic takiego  nie pisał.
JS
Jurek S
24 kwietnia 2011, 22:01
leszek, po kolei. Na Twoje pierwsze pytanie. Jeszcze będąc w zwiazku niesakramentalnym coraz bardziej zacząłem doswiadczać, że ta sytuacja prowadzi mnie do nikąd. Próbowałem to jakoś realtywizować, mówiliśmy o białym małżeństwie itd. Dużo mi "pomogły" w tym lektury o.Paciuszkiewicza. Tak, że będąc w tym zwiazku miałem pełną świadomośc zła (przsłanianą od czasu do czasu tym co wyżej) Nie wiem czy pamiętasz, ale pisałem juz tutaj o grzechu przeciwko Duchowi św, który stawał się moim udziałem. A oddychanie pełna piersią i zycie w radości było skutkiem wyjscia z tego zwiazku. I drugie twoje pytanie. Moja wina bo nie sprecyzowałem o który okres mi chodziło. A był to okres przed wejściem w ten związek kiedy szatan tak mnie omotał, że wszystko ukladałem tak, żeby wytłumaczyć sobie i innym, że ten zwiazek ma przyzwolenie Boże (tak sobie zapisałem) I za ten okres mi wstyd. Moje wejście w związek niesakramentalny było grzechem śmiertelnym.
JS
Jurek S
24 kwietnia 2011, 21:40
JurkuS, piszesz że byłeś w duszpasterstwie niesakramentalnych. Czy możesz napisać jaki cel ma ta wspólnota? czy nakłania ludzi do rozstania się czy trwania w cudzołóstwie? czy jeszcze o coś innego chodzi? To było w Kaliszu na przełomie 1998/99. Przyznam, że byłem na kilku spotkaniach. To była grupa (jak pamiętam) 4 związków. I co mnie zaskoczyło to to, że nikt nawet nie próbował rozeznawać sytuacji co do mozliwości wyjscia z takich związków. I tworzenie takiego ciepełka, że Pan Bóg cię kocha. Bardziej chodziło o to, żeby zostać przy Kosciele. Ja nie miałem z tym problemu a i (niestety) naczytałem się książek o. Pciuszkiewicza więc zrezygnowaliśmy z dalszych spotkań. Ja już wtedy wiedziałem, że zrobiłem źle, ale byłem więźniem źle pojetego poczucia odpowiedzialności. Oceniam, że ksiądz prowadzący był kompletnie nie przygotowany do prowadzenia takich spotkań. Nie chcę generalizować, ale było juz tu parę podobnych opinii.
L
leszek
24 kwietnia 2011, 21:23
[...] Ja byłem w związku niesakramentalnym i doświdczyłem jak wiele tracę będąc w tej grzesznej sytuacji. Bóg i wspólnota poawoliły mi wyjśc z tego i zobaczyłęm, że dopiero wtedy mogłem "oddychać pełną piersią" i żyć pełnią radości. JurkuS, czy dobrze Ciebie zrozumiałem, że dopiero jak wyszedłeś z tej grzesznej sytuacji (związku niesakramentalnego) to dopiero wtedy zobaczyłeś, jak wiele traciłeś będąc w tym związku, to dopiero wtedy zobaczyłeś że dopiero teraz możesz oddychać pełną piersią i żyć pełnią radości? Pytam bo to wg mnie ważne... Bo oznaczałoby to, że będąc w tym związku, będąc w tej grzesznej sytuacji nie widziałeś tego - miałeś oczy ale nie widziałeś. Wszystko wiedziałeś ale nie docierało to do Ciebie, nie docierało to do Ciebie ile tracisz, i że tkwiąc w tym grzesznym związku nie mogłeś oddychać pełną piersią i żyć pełnią radości. Czy w takim razie można twierdzić że to co robiłeś, robiłeś z pełną świadomością? Nie będziesz chyba teraz twierdził, że byłeś w związku niesakramentalnym i trwałeś w nim nie mając zamiaru rezygnować pomimo że miałeś pełną świadomość jak wiele tracisz i nie możesz oddchać pełną piersią? Oczywiście wierzę, że niesakramentalni mają szansę na zbawienia tak jak i ja, który też jestem grzesznikiem. Ale pamietajmy o trwaniu w grzechu śmiertelnym w którego pramanentnym stanie są niesakramentalni. Hm... Już tyle razy... :-( JurkuS, nie tak dawno podzieliłeś się, że w tamtym czasie prowadziłeś coś w rodzaju pamiętnika, i że jak ostatnio sobie go poczytałeś to przed samym sobą było Ci wstyd jak potrafiłeś wtedy sobie wszystko tłumaczyć. Dobrze pamiętam, czy mam odszukać? Czy w takim razie, skoro tak to sobie potrafiłeś wszystko wytłumaczyć to czy można w takim razie twierdzić, że WTEDY miałeś pełną świadomość tego że trwałeś w permanentnym stanie grzechu śmiertelnego? Ale skoro mówiłeś że aż Ci samemu było wstyd jak to wszystko potrafiłeś usprawiedliwiać, to w takim razie przecież nie można twierdzić, że już wówczas miałeś pełną świadomość tkwienia w grzechu śmiertelnym, i to w permanentnym grzechu śmiertelnym... No i wracamy do punktu wyjścia... Zło jest zawsze złem, ale aby można było mówić o grzechu, i to o grzechu śmiertelnym, to  MUSI być pełna świadomość zła oraz pełna wolna wola... N razy Ci to już pisałem... Ale Ty nadal z uporem maniaka autorytatywnie orzekasz, że osoby w związkach niesakramentalnych trwają w permanentnym stanie grzechu śmiertelnego... Jak kiedyś sobie poczytasz te swoje fundamentalistyczne osądy to będzie Ci tak samo wstyd jak było przy lektórze Twoich pamiętników...
L
leszek
24 kwietnia 2011, 20:34
 Leszek napisał: '..duszpasterstwa hutników, duszpasterstwa strażaków, duszpasterstwa hodowców kanarków po co są? żeby piętnować czy faworyzować?...' Emilko, zapytałem tak gdy ktoś tchórzliwie się ukrywający zapytał po co są duszpasterstwa niesakramentalnych, czy ne są po to aby ich piętnować czy faworyzować. A więc uciekasz od pytania. Odpowiadam jak uważam; są po to żeby grupować ludzi o podobnych zainteresowaniach, poglądach, problemach - w celu trwania w tych wspólnotach, a nie żeby z nich wyjść. Nikt nie wchodzi w duszpasterstwo kanarków po to żeby pozbyć się kanarków, prawda? Duszpasterstwa to nie stowarzyszenia grupujące ludzi o podobnych zainteresowaniach! Nie myl pojęć! Ludzie o podobnych zainteresowaniach grupują się w różnych stowarzyszeniach/organizacjach, np. hodowców kanarków. Natomiast duszpasterstwa środowiskowe są po to aby zajmować się problemamy DUSZPASTERSKIMI specyficznymi dla danej grupy środowiskowej. Te Twoje porównania są więc jedynie karkołomną demagogią. Ciągle się nie mogę nadziwić jak można być tak zaslepionym i ogłuszonym... Wszelkie argumenty są olewane, a mnożone są ciągle wszelakie bzdurne zarzuty...
Z
zdradzona
24 kwietnia 2011, 19:06
JurkuS, piszesz że byłeś w duszpasterstwie niesakramentalnych. Czy możesz napisać jaki cel ma ta wspólnota? czy nakłania ludzi do rozstania się czy trwania w cudzołóstwie? czy jeszcze o coś innego chodzi?
JS
Jurek S
24 kwietnia 2011, 17:29
[(...) Leszku, to co przezentuje JurekS to typowy resentyment. Źle mu samemu, więc zazdości tym, którzy odważyli się sami nie być i próbuje im subtelnie "dowalić". Rekompensuje sobie własny dyskomfort faryzejskim dogmatyzmem. Kościół jest o wiele bardziej miłosierny. A co na to Bóg? tego to już nikt nie wie. R, zdaję sobie sprawę, że temat się rozrósł i mogłeś nie doczytac wszystkich moich wypowiedzi. Stąd Twoja zupełnie nie trafiona uwaga. Powtórzę krótko. Ja byłem w związku niesakramentalnym i doświdczyłem jak wiele tracę będąc w tej grzesznej sytuacji. Bóg i wspólnota poawoliły mi wyjśc z tego i zobaczyłęm, że dopiero wtedy mogłem "oddychać pełną piersią" i żyć pełnią radości. I pisze to tylko dlatego, żeby zachęcić tych, którym brakuje odwagi do takiego kroku całkowitego powierzenia się Bogu. Bo nigdy nie dowiedzą się co Bóg ma dla nich jezeli tego nie zrobią. Oczywiście wierzę, że niesakramentalni mają szansę na zbawienia tak jak i ja, który też jestem grzesznikiem. Ale pamietajmy o trwaniu w grzechu śmiertelnym w którego pramanentnym stanie są niesakramentalni.
H
Honorata
24 kwietnia 2011, 14:34
Leszek napisał: '..duszpasterstwa hutników, duszpasterstwa strażaków, duszpasterstwa hodowców kanarków po co są? żeby piętnować czy faworyzować?...' Odpowiadam jak uważam; są po to żeby grupować ludzi o podobnych zainteresowaniach, poglądach, problemach - w celu trwania w tych wspólnotach, a nie żeby z nich wyjść. Nikt nie wchodzi w duszpasterstwo kanarków po to żeby pozbyć się kanarków, prawda? MOżna stworzyć jeszcze inne duszpasterstwa - duszpasterstwo homoseksualistów, duszpasterstwo stosujących antykoncepcję, duszpasterstwo aborcjonistów, duszpasterstwo uzależnionych od pornografii... tylko w jakim celu?
E
emilka
24 kwietnia 2011, 12:49
 Leszek napisał: '..duszpasterstwa hutników, duszpasterstwa strażaków, duszpasterstwa hodowców kanarków po co są? żeby piętnować czy faworyzować?...' Odpowiadam jak uważam; są po to żeby grupować ludzi o podobnych zainteresowaniach, poglądach, problemach - w celu trwania w tych wspólnotach, a nie żeby z nich wyjść. Nikt nie wchodzi w duszpasterstwo kanarków po to żeby pozbyć się kanarków, prawda? MOżna stworzyć jeszcze inne duszpasterstwa - duszpasterstwo homoseksualistów, duszpasterstwo stosujących antykoncepcję, duszpasterstwo aborcjonistów, duszpasterstwo uzależnionych od pornografii... tylko w jakim celu?
N
np.
21 kwietnia 2011, 09:54
<a href="http://www.samtomy.pl/">www.samtomy.pl/</a> "Wspólnota jest otwarta dla wszystkich osób bezżennych, owdowiałych, opuszczonych przez współmałżonka lub rozwiedzionych a także zaprzyjaźnionych rodzin." TO POWINNO BYĆ W CAŁEJ POLSCE, W KAŻDYM MIEŚCIE, a nie tylko w Bielsku - Białej.
L
leszek
21 kwietnia 2011, 08:39
Nie wiem czy obce są mi podstawowe idee chrześcijaństwa.... Skoro dziwisz się, że osoby żyjące w związkach niesakramentalnych jednak mogą być zbawione, a nawet bulwersujesz się tym, że tworzy się duszpasterstwa dla będących w związkach niesakramentalnych to znaczy że jednak nauczanie Jezusa jest Tobie obce. To jest tak jakbyś robiła wymówki Jezusowi, że zamiast dbać o bezpieczeństwo tych 99 potulnych i grzecznych owieczek zostawia je na pastwę wilków bo idzie szukać zaginionej tej niegrzecznej. Mam jednak takie odczucie, że Kościół obecnie nie jest taki surowy (nie wiem czy to dobre określenie) w stosunku do grzeszników. Nie jest to najlepsze określenie, ale coś w tym jest. Kiedyś przede wszystkim straszono okrutnymi karami piekielnymi. Tyle że to była/jest nie tyle cecha Kościoła co ludzi. I tak jak kiedyś byli tacy którzy wcale nie byli tacy żądni wysyłania do piekła, tak samo i teraz są i tacy którzy nadal najchętniej wysyłaliby do piekła. Ale jak myślisz, czy można zbawić się ze strachu? Czy można być szczęśliwym ze strachu? Gdyby Ci teraz ktoś powiedział że jak nie przebaczysz mężowi i nie będziesz z nim żyła i kochała go jak gdyby nic, to wtedy zniknęłyby Twoje opory i jednak wybaczyłabyś mu i zaczęła kochać jak dawniej, żyjąc szczęśliwie jak gdyby nic? Więcej mówi o miłosierdziu, o tym że Bóg kocha wszystkich ludzi i każdego chce zbawić. A o św. Faustynie Kowalskiej to nic nie słyszałaś? Nic nie słyszałaś o tym jak propagowała miłosierdzie Boże i zabiegała o ustanowienie święta miłosierdzia Bożego? Nie dotarło do Ciebie że działo się to w pierwszej połowie XX wieku i dopiero pod koniec XX wieku zostało to usankcjonowane? O ile wiem jeszcze 20 lat temu czy więcej osoby żyjące bez ślubu, czy po rozwodzie były bardzo napiętnowane w Kościele, a teraz spotykają się z dużym zrozumieniem. Nikt ich nie potępia,. a więc myślę, że to nie jest już taki straszny grzech, gdy się żyje w związku nie-sakramentalnym. Może coś się zmieniło w nauce Kościoła? To co piszesz jest nieprawdą. Nic się nie zmieniło pod tym względem w Nauce Kościoła. To społeczeństwo się zmieniło. To w społeczeństwie dawniej takie osoby były napiętnowane, to w społeczeństwie dzisiaj takie osoby spotykają się z dużym zrozumieniem. A jeśli chodzi o potępianie. Nigdy nie słyszałaś 'nie sądźcie a nie będziecie sądzeni'? Dlaczego nie chcesz pamiętać o przypowieści o cudzołożnicy? Już ją przecież przypominałem! Zło jest złem, czy się to komu podoba czy nie, czy ktoś ma tego świadomość czy nie. Ale aby można było mówić o grzechu to konieczna jest również świadomość czynienia zła oraz wolna wola, dobrowolność czynienia zła. I nie znając drugiego człowieka nie jesteś w stanie powiedzieć na ile to co on robi jest w pełni wolne i świadome, a na ile wynika że jego różnych zranień, z jego przeszłości niezawinionej przez niego. A więc nikt nie ma prawa ich potępiać. Masz prawo a nawet obowiązek powiedzieć że to co robią jest złe, ale nie masz prawa rwać się tak jak różni inkwizytorzy do tego aby powiedzieć że są zatwardziałymi grzesznikami którzy świadomie i dobrowolnie żyją w permanentnym grzechu.
S
Słaba
21 kwietnia 2011, 01:19
Jeśli idzie o miłosierdzie względem grzesznych ludzi, to żeby naprawdę je zrozumieć, trzeba spojrzeć na sprawę "Bożymi oczami", a nie "swoimi". Człowiek jest szczęśliwy, kiedy spełniają się jego najgłębsze pragnienia. Jeśli twoim najgłębszym pragnieniem stanie się to, aby każdy człowiek był zbawiony, to zaczniesz dostrzegać, do czego dąży Bóg i zaczniesz być szczęśliwa współpracując z Nim w tym dziele. Trzeba prosić Boga o uzdolnienie do takiego spojrzenia, do takiej miłości... Jeśli idzie o to, czy trwać w małżeństwie, które zostało rozbite, to powiedziałabym - trwać i prosić Chrystusa o nieustanne wskazywanie drogi, jeśli małżeństwo jest ważnie zawarte. Jeśli nie jest ważnie zawarte, bo np. twój mąż nie jest psychicznie zdolny do nie zdradzania cię, to nie trwać, ale okazać miłosierdzie sobie i jemu przez wniesienie do sądu kościelnego sprawy o orzeczenie nieważności małżeństwa.
S
Słaba
21 kwietnia 2011, 00:39
Posłuchaj zdradzona... Może zamiast zajmować się rozważaniami na temat duszpasterstw małżeństw niesakramentalnych, lepiej byłoby gdybyś usiadła sobie spokojnie do modlitwy i bardzo szczerze porozmawiała z Panem Jezusem na temat twoich osobistych potrzeb duchowych, psychicznych, fizycznych, które są niezaspokojone w sytuacji, w jakiej się znalazłaś (nie z własnej woli). Pogadaj z Nim o tym, czego ci brakuje. Powiedz Mu, jeśli czujesz się pokrzywdzona i zaniedbana przez Kościół (mówię jak najbardziej serio). Zastanówcie się razem, czy byłoby sensowne spróbować stworzyć w twojej okolicy, duszpasterstwo dla rozwiedzionych, którzy chcą dochować wierności (czy chodzi ci o to, czy może o coś innego). Jeśli warto byłoby, żeby coś takiego było, a do tej pory nie ma, to poproś Chrystusa o pomoc i spróbuj coś zadziałać, w kierunku stworzenia takiej grupy. Ja przez pewien czas byłam duszpasterstwie rozwiedzionych samotnych, ale w końcu dałam sobie z tym spokój, bo nie było ono tym, o co mi chodziło. Stwierdziłam, że się nie rozwijam w swoim chrześcijaństwie, a kręcę w kółko "wokół swego ogona". Ale to moje osobiste odczucie. Zajmowaliśmy się takimi rzeczami jak: przebaczenie, osamotnienie, napiętnowanie (rozwiedziony=zły chrześcijanin), problemy samotnego wychowywania dzieci, załamania, trudności materialne po rozwodzie (to raczej nie wyszło, bo to nie temat do teoretycznych rozważań, a próby stworzenia jakiegoś funduszu w praktyce nie powiodły się)...
Z
zdradzona
20 kwietnia 2011, 22:22
Nie wiem czy obce są mi podstawowe idee chrześcijaństwa.... Mam jednak takie odczucie, że Kościół obecnie nie jest taki surowy (nie wiem czy to dobre określenie) w stosunku do grzeszników. Więcej mówi o miłosierdziu, o tym że Bóg kocha wszystkich ludzi i każdego chce zbawić. O ile wiem jeszcze 20 lat temu czy więcej osoby żyjące bez ślubu, czy po rozwodzie były bardzo napiętnowane w Kościele, a teraz spotykają się z dużym zrozumieniem. Nikt ich nie potępia,. a więc myślę, że to nie jest już taki straszny grzech, gdy się żyje w związku nie-sakramentalnym. Może coś się zmieniło w nauce Kościoła?
L
leszek
20 kwietnia 2011, 22:07
Nie, Leszku, mnie się wydawało, że stanowisko Kościoła jest jasne i jednoznaczne. Ale teraz mam wątpliwości, bo widzę, że Kościół jakby wskazuje inną drogę - niekoniecznie trzeba zostać samotnym po zdradzie i porzuceniu przez męża, ale można sobie ułatwić życie i nie stracić też szansy na zbawienie. OK, dzięki że piszesz. I choć może tego nie widać ;-) to naprawdę staram się pamiętać że piszesz będąc w pewnym poczuciu krzywdy, w pewnym rozżaleniu i może nawet z pretensjami. Ale jednak nie potrafię Ciebie zrozumieć... wygląda na to że obce są Ci podstawowe idee chrześcijaństwa... Przecież Kościół idąc w ślad za Jezusem nie przekreśla NIKOGO, nawet największych zbrodniarzy. I chcesz na tej podstawie twierdzić, że Kościół jakby wskazuje inną drogę?!? Że nie trzeba starać się czynić dobrze, ale można ułatwić i uprzyjemnić sobie życie krocząc drogą zbrodni i nie stracić szansy na zbawienie?!? Chcesz twierdzić, że Jezus w słynnej scenie z jawnogrzesznicą, mówiąc jej: 'i ja ciebie nie potępiam' jakby wskazał inną drogę? Że nie trzeba dochowywać wierności i żyć w czystości, ale można cudzołożyć nie tracąc szansy na zbawienie?!? I można kraść i mordować bo przecież powiedzial Łotrowi na krzyżu: 'dziś będziesz ze mną w raju'?!?
R
R
20 kwietnia 2011, 22:02
zdradzona, bardo dobre spostrzeżenia. Ja tu już od dłuzszego czasu próbuje pokazać, że duszpasterstwa niesakramentalnych tak jak są prowadzone nie sprzyjają walce o małżeństwo sakramentalne. A szczególnie jezeli są prowadzone przez nieprzygotowanych do teego księży. JurkuS, to już jest Twoja zatwardziałość w ślepym uporze. Ileż razy trzeba Ci zwracać uwagę, że NAWET jeśli Twoje obserwacje dotyczące tego Twojego duszpasterstwa są słuszne - w co coraz bardziej wątpię widząc Twój ślepy dogmatyzm, to nawet prawdziwe negatywne doświadczenia nie upoważniają Ciebie do wydawania opinii dyskwalifikujących wszystkie duszpasterstwa związków niesakramentalnych. Jak możesz tak osądzać nie mając jakiegokolwiek pojęcia o tym co osądzasz! Twoje podejście przypomina mi wypowiedź pewnego pierwszego sekretarza KW krytykującą kazanie któregoś z biskupów i stwierdzającą że to były same głupstwa. A gdy ze zdziwieniem zapytano go kiedy miał okazję zapoznać się z tym kazaniem obrażony odpowiedział, że oczywiście go nie czytał i nie zamiera czytać. A na pytanie skąd w takim razie wie że treścią kazania były same głupstwa, odpowiedział: a co BISKUP może mądrego powiedzieć... I Ty tak samo... Nie znasz tego o czym mówisz, ale pomimo zwracanych uwag z zatwardziałością osądzasz negatywnie... Leszku, to co przezentuje JurekS to typowy resentyment. Źle mu samemu, więc zazdości tym, którzy odważyli się sami nie być i próbuje im subtelnie "dowalić". Rekompensuje sobie własny dyskomfort faryzejskim dogmatyzmem. Kościół jest o wiele bardziej miłosierny. A co na to Bóg? tego to już nikt nie wie.
Z
zdradzona
20 kwietnia 2011, 21:50
Nie, Leszku, mnie się wydawało, że stanowisko Kościoła jest jasne i jednoznaczne. Ale teraz mam wątpliwości, bo widzę, że Kościół jakby wskazuje inną drogę - niekoniecznie trzeba zostać samotnym po zdradzie i porzuceniu przez męża, ale można sobie ułatwić życie i nie stracić też szansy na zbawienie.
L
leszek
20 kwietnia 2011, 21:35
Leszek, piszesz, że mam prawo tylko do separacji, a nie wchodzenia w inny związek. Jednak Kościół chyba tak do końca nie uważa, bo tworzy coraz więcej duszpasterstw dla ludzi w ponownych związkach. Stanowisko Koscioła jest jasne i jednoznaczne. I doskonale je znasz. Te Twoje niby wątpliwości to wyłącznie rozgoryczenie i zawiść wynikła z braku przebaczenia. Tzw kompleks grzecznego dziecka. Nie widzę duszpasterstw dla małżonków porzuconych i trwających w samotności (tak jak ja teraz). A ci, którzy nie chcą być samotni i zawierają związki cywilne są otaczani opieką Kościoła. Jak to rozumieć? Już n razy było to tłumaczone. Małżonkowie trwający w samotności są w pełnej łączności z Kościołem, mogą brać pełny udział w życiu Kościoła, w pełni uczestniczyć w życiu sakramentalnym. Natomiast osoby wchodzące w związki niesakramentalne nie mają tej pełnej więzi, one nie mogą w pełni uczestniczyć w życiu Kościoła, nie mogą przystępować do sakramentów czy być świadkami sakramentów. I takie osoby mogą badzo łatwo zerwać jakiekolwiek więzi z Kościołem. One są jak zagubina owca, dla której Dobry Pasterz pozostawia te 99 owiec grzecznie maszerujących w stadzie bo idzie szukać tej jednej zagubionej.
L
leszek
20 kwietnia 2011, 21:27
zdradzona, bardo dobre spostrzeżenia. Ja tu już od dłuzszego czasu próbuje pokazać, że duszpasterstwa niesakramentalnych tak jak są prowadzone nie sprzyjają walce o małżeństwo sakramentalne. A szczególnie jezeli są prowadzone przez nieprzygotowanych do teego księży. JurkuS, to już jest Twoja zatwardziałość w ślepym uporze. Ileż razy trzeba Ci zwracać uwagę, że NAWET jeśli Twoje obserwacje dotyczące tego Twojego duszpasterstwa są słuszne - w co coraz bardziej wątpię widząc Twój ślepy dogmatyzm, to nawet prawdziwe negatywne doświadczenia nie upoważniają Ciebie do wydawania opinii dyskwalifikujących wszystkie duszpasterstwa związków niesakramentalnych. Jak możesz tak osądzać nie mając jakiegokolwiek pojęcia o tym co osądzasz! Twoje podejście przypomina mi wypowiedź pewnego pierwszego sekretarza KW krytykującą kazanie któregoś z biskupów i stwierdzającą że to były same głupstwa. A gdy ze zdziwieniem zapytano go kiedy miał okazję zapoznać się z tym kazaniem obrażony odpowiedział, że oczywiście go nie czytał i nie zamiera czytać. A na pytanie skąd w takim razie wie że treścią kazania były same głupstwa, odpowiedział: a co BISKUP może mądrego powiedzieć... I Ty tak samo... Nie znasz tego o czym mówisz, ale pomimo zwracanych uwag z zatwardziałością osądzasz negatywnie...
Z
zdradzona
20 kwietnia 2011, 21:26
JurekS, próbowałam walczyć, starałam się, ale jeśli druga strona nie chce ratować małżeństwa to nic się nie da zrobić. Leszek, piszesz, że mam prawo tylko do separacji,  a nie wchodzenia w inny związek. Jednak Kościół chyba tak do końca nie uważa, bo tworzy coraz więcej duszpasterstw dla ludzi w ponownych związkach. Nie widzę duszpasterstw dla małżonków porzuconych i trwających w samotności (tak jak ja teraz). A ci, którzy nie chcą być samotni i zawierają związki cywilne są otaczani opieką Kościoła. Jak to rozumieć?
Jurek
Jurek
20 kwietnia 2011, 21:08
zdradzona, bardo dobre spostrzeżenia. Ja tu już od dłuzszego czasu próbuje pokazać, że duszpasterstwa niesakramentalnych tak jak są prowadzone nie sprzyjają walce o małżeństwo sakramentalne. A szczególnie jezeli są prowadzone przez nieprzygotowanych do teego księży. Ale mimo wszystko spróbuj powalczyć o swoje małżeństwo. Nie jest to proste i łatwe. Ja robię to od 10 lat chociaż jesteśmy rozwiedzeni.
L
leszek
20 kwietnia 2011, 20:51
Ne widze możliwości trwania w małżeństwie po zdradzie, a nie powodów trwania. Nie przeinaczaj Leszek. Oj, ~zdradzona, przedtem nic nie pisałaś o żadnych możliwościach. Napisałaś: Zaczynam się zastanawiać po co trwać w małżeństwie a trwanie po coś oznacza trwanie z jakiegoś powodu, więc nie mów mi że przeinaczam. I to też nie jest mój wolny wybór, bo nie ja zdradziłam. Jak najbardziej Twój wybór. Masz możliwość nadal żyć razem albo odejść. Nikt za Ciebie tego nie wybierze. Nie zwalaj odpowiedzialności na innych. Ja tylko widzę, że teraz nie da się razem żyć, bo nie można zaufać komuś, kto zdradzał wiele razy. Może się zdziwisz, ale masz prawo tak odczuwać... i masz prawo nie żyć razem dalej... Tyle tylko że oznacza to wyłącznie prawo do separacji/rozwodu a nie do wchodzenia w kolejne związki. Nie rozumiem dlaczego mam się bardziej martwić o zbawienie i zycie wieczne jeśli wejdę w związek niesakramentalny? Przejrzałam dziesiątki stron na temat niesakramentalnych i wszędzie piszą to samo: Bóg cię kocha, nie odrzuca, możesz się modlić i liczyć na zbawienie jak każdy inny grzesznik. Jeżeli naprawdę nie rozumiesz to masz poważny problem. Bóg Cię kocha i nie odrzuca Ciebie. I nie odrzuci Ciebie. Ale aby dużo nie pisać. Możesz liczyć na zbawienie tak jak każdy grzesznik, ale Bóg odpuści Tobie Twoje winy jako i Ty odpuszczałaś swoim winowajcom... Więc Twoje wiarołomne łamanie przysięgi złożonej przed Bogiem w sakramencie małżeństwa odpuści Tobie dokładnie tak samo jako i Ty odpuściłaś swojemu wiarołomnemu mężowi...
Z
zdradzona
20 kwietnia 2011, 20:07
Ne widze możliwości trwania w małżeństwie po zdradzie, a nie powodów trwania. Nie przeinaczaj Leszek. I to też nie jest mój wolny wybór, bo nie ja zdradziłam. Ja tylko widzę, że teraz nie da się razem żyć, bo nie można zaufać komuś, kto zdradzał wiele razy. Nie rozumiem dlaczego mam się bardziej martwić o zbawienie i zycie wieczne jeśli wejdę w związek niesakramentalny? Przejrzałam dziesiątki stron na temat niesakramentalnych i wszędzie piszą to samo: Bóg cię kocha, nie odrzuca, możesz się modlić i liczyć na zbawienie jak każdy inny grzesznik.
L
leszek
20 kwietnia 2011, 18:42
Może ktoś poda sensowny powód specjalnych duszpasterstw dla nie-sakramentalnych? Nie rozumiem po co one są: żeby piętnować tych ludzi, czy żeby faworyzować? A duszpasterstwa akademickie, duszpasterstwa służby zdrowia, duszpasterstwa nauczycieli, duszpasterstwa hutników, duszpasterstwa strażaków czy hodowców kanarków itp itd po co są? Żeby ich piętnować czy faworyzować?
L
leszek
20 kwietnia 2011, 18:40
tak, masz rację Leszku, że reklama niesakramentalnych zagraża innym jeszcze 'zdrowym' owocom. Oj ~zdradzona, nie przeinaczaj tego co napisałem. Nic nie pisałem o jakiejkolwiek reklamie niesakramentalnych. A może uważasz że jak się niesakramentalnych nie opluwa to znaczy się ich reklamuje? Zaczynam się zastanawiać po co trwać w małżeństwie, skoro małżonek dopuścił się zdrady? Może lepiej się rozwieść i związać z kimś innym, czyli wejść w związek niesakramentalny? A proszę Cię bardzo! Jak nie widzisz powodów aby trwać w małżeństwie... Skoro sądzisz że tak może być lepiej... Twoje życie doczesne, Twoje wolne wybory, Twoje życie wieczne i Twoje zbawienie...
Z
zdradzona
20 kwietnia 2011, 17:02
tak, masz rację Leszku, że reklama niesakramentalnych zagraża innym jeszcze 'zdrowym' owocom. Zaczynam się zastanawiać po co trwać w małżeństwie, skoro małżonek dopuścił się zdrady? Może lepiej się rozwieść i związać z kimś innym, czyli wejść w związek niesakramentalny?
K
ktoś
20 kwietnia 2011, 16:33
Może ktoś poda sensowny powód specjalnych duszpasterstw dla nie-sakramentalnych? Nie rozumiem po co one są: żeby piętnować tych ludzi, czy żeby faworyzować?
L
leszek
20 kwietnia 2011, 14:51
Tego typu duszpasterstwa nie mają żadnego sensu. Ludzie opamiętajcie się! Autor pisze, że "... są owocem dla całej parafi..." są zgniłym owocem, który leżąc obok zdrowych owoców zaraża ich swoim zepsuciem. Każdy żyjący w związku cudzołożnym może przecież się modlić w istniejących grupach przy parafii, może chodzić na adoracje z innymi ludźmi, [...] Tak, oczywiście że może modlić się w istniejących grupach przy parafii... i być traktowany jak zgniły owoc zarażający zepsuciem takie zdrowe owoce jak ~pytajnik. ~pytajniku, rozumiem że nie jesteś jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, więc dedykuję Ci Łk 18,9-14: 9 Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: 10 Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. 11 Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. 12 Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. 13 Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. 14 Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.
P
pytajnik
20 kwietnia 2011, 11:54
Tego typu duszpasterstwa nie mają żadnego sensu. Ludzie opamiętajcie się! Autor pisze, że "... są owocem dla całej parafi..." są zgniłym owocem, który leżąc obok zdrowych owoców zaraża ich swoim zepsuciem. Każdy żyjący w związku cudzołożnym może przecież się modlić w istniejących grupach przy parafii, może chodzić na adoracje z innymi ludźmi, może uczestniczyć w normalnych Mszach świętych - tak jak każdy wierny. Nie trzeba tych ludzi wyróżniać, selekcjonować z ogółu wiernych bo i po co? 'Czy w duszpasterstwie dla niesakramentalnych inaczej się modlą? inne nauki mają głoszone? w innego Boga wierzą? Ciągłe informowanie o takich duszpasterstwach prowadzi tylko do złego, bo mówi ludziom, że można żyć albo w sakramentalnych małżeństwach, albo w niesakramentalnych - czyli jak kto woli i jak komu wygodniej.
P
perfekcjonistka
30 stycznia 2011, 21:34
Pomyliło mi się, miałam napisać Pallotyni, ale widzę, że też inni, a wic by było sprawiedliwie: bravo dla wszystkich Zakonów, które pomagają singlom się spotykać :)
P
perfekcjonistka
30 stycznia 2011, 21:29
Ella, dziękuję, widzę, że Ojcowie Paulini działają nieźle by pomóc singlom, bravo dla nich! Niestety, te miejscowości są jeszcze bardziej dla mnie nieosiągalne ... kurcze ... :/
E
ella
30 stycznia 2011, 20:56
perfekcjonistko,  może do tych miast bedzie Ci bliżej ? Sprawdź w zakładce "Msze" <a href="http://www.dla-samotnych.pl/?go=msze">www.dla-samotnych.pl</a>
P
perfekcjonistka
30 stycznia 2011, 20:30
A, dziękuję, wreszcie ktoś zrozumiał o co mi chodzi, a więc istnieje coś takiego "Grupa 33" w Katowicach dla singli, super :) Wyrazy szacunku i gratulacje dla tych co to zorganizowali. Szczęśliwi ci co są z Katowic, dla mnie niestety to za daleko, wieczorne spotkania na adoracji i Mszy św. to super sprawa dla tych co są stamtąd bądź z niedaleka i mają auto. A czy orientujesz się jak tam jest na forum internetowym, bo próbowałam i rejestracja nie działa, czy to chwiowe usterki?
A
A
30 stycznia 2011, 10:16
<a href="http://www.samtomy.pl/">www.samtomy.pl/</a>
K
konwalia
29 stycznia 2011, 16:07
Pięknie  i wzniośle sie mówi o samotnośc innych, ale jak sami w niej jesteśmy, to przestaje być pięknie i transcendentnie.
K
ktoś
29 stycznia 2011, 15:42
"niedobrze żeby człowiek był sam" - sam Pan Bóg miał to powiedzieć, więc wiedział czego człowiekowi potrzeba: drugiego człowieka. Można sobie pięknie mówić o samotności, jakie to szczęście, zbliżenie do Boga, itp. Ale nie każdy się w tym odnajduje, tak jak nie każdy chce być księdzem. Samotność z wyboru - proszę bardzo, jak ktoś tak lubi to czemu nie. Ale samotność w wyniku porzucenia, to jak napisał -R- : zgorzknienie, depresja, itp
DR
do R
29 stycznia 2011, 15:34
Możesz o siłę prosić Jezusa Chrystusa - On wie najlepiej co to jest siła <a href="http://www.youtube.com/watch?v=_jH7qSPjjgE&feature=related">http://www.youtube.com/watch?v=_jH7qSPjjgE&feature=related</a> Film ten niestety widziałem. Najbardziej podobał mi sie w nim diabeł grany przez piekna kobietę, córkę chyba Adriano Celentano, o ile się nie mylę. Samemu autorowi makabra ta niewiele w zyciu prywatnym pomogła. Rozpił się i rozwiódł. Polecam mniej znaną "Ewangelię wg św. Mateusza" Pierra Paolo Passoiniego - film uznany przez Watykan za najlepszy obraz o Chrystusie. Mniej tam epatowania i fascynacji krwią i sadyzmu, więcej nauki o miłości i realizmu. Pozdr. Ja Tobie o Chrystusie, a Ty o Melu Gibsonie. No i jak to z Tobą rozmawiać? ;) Szczęśliwi, którzy znaleźli Chrystusa tak naprawdę.
V
Vipera
29 stycznia 2011, 15:15
Owszem, sa takie, że szukają. W Neo byłam kilka lat, pamiętam, jak prezbiterzy mówili, że przychodzicie tu dla szukanie małżonka/ -i  a jak zjadziecie, to odchodzicie ze wspolnoty. Jednka nie wszyscy chodzą tam w celu matrymonialnym. Zgadzam sie z Lilkiem, że dla ludzi samotnych ciagłe gadanie o małzeństwie i dzieciach może byc przykre, bo ich to nie dotyczy i moga poczuć się "gorsze".
R
R
29 stycznia 2011, 15:11
Albo samotnym wysiadywaniem na Deonie i wypisywaniem szlachetnych nauk. Samotność jest dobra do czasu, potem rodzi zgorzknienie, depresję właśnie i wynaturzone uduchowienie. Tak juz człowiek został skonstruowany. Nie twierdzę, że samotni to ludzie mniej wartościowi, tylko, że mniej szczęśliwi. Człowiek szczęsliwy nie jest złośliwy i nie obraża innych, wiec śmiem twierdzić, że na tym forum to Ty masz największy problem ze szczęściem . Dyskusja z Tobą nie ma sensu, bo za dużo jest jadu w Twoich postach. To prawda, nie jestem szczęśliwy.
R
R
29 stycznia 2011, 15:10
Neokatechumenat wbrew pozorom, nie jest wspolnota dla osob samotnyvch, bo tam ciagle podkreślana jest wartoć małżeństwa i rodzicielstwa. Jak więc moga tam się czuć osoby samotne, porzuceni małżonkowie, małżeństwa bezpłodne? Osoby samotne szukają w Neo drugiej połówki. Takie są moje doświadczenia.
E
ella
29 stycznia 2011, 15:10
Albo samotnym wysiadywaniem na Deonie i wypisywaniem szlachetnych nauk. Samotność jest dobra do czasu, potem rodzi zgorzknienie, depresję właśnie i wynaturzone uduchowienie. Tak juz człowiek został skonstruowany. Nie twierdzę, że samotni to ludzie mniej wartościowi, tylko, że mniej szczęśliwi. Człowiek szczęsliwy nie jest złośliwy i  nie obraża innych, wiec śmiem twierdzić, że na tym forum to Ty masz największy problem ze szczęściem . Dyskusja z Tobą nie ma sensu, bo za dużo jest jadu w Twoich postach.
L
Lilek
29 stycznia 2011, 15:04
Neokatechumenat wbrew pozorom, nie jest wspolnota dla osob samotnyvch, bo tam ciagle podkreślana jest wartoć małżeństwa i rodzicielstwa. Jak więc moga tam się czuć osoby samotne, porzuceni małżonkowie, małżeństwa bezpłodne?
E
ella
29 stycznia 2011, 15:04
a ja mysle, że duszpasterstwo dla osób samotnych byłoby dobre. Dla SAMOTNYCH, czyli dla kazdego , kto nie jest w związku. Ps. Leszku, wystarczyło naspisać po prostu dla panien i kawalerów. Bez dodawania przymiotnika "starych". Ty jesteś wiecznie młody? Albo zwyczajnie duszpasterstwo dla wszystkich którzy nie spełniają kryteriów aby dostać się do tych wszystkich wyspecjalizowanych duszpasterstw :) Pewnie przyszliby sami samotni :) ale zawsze byłoby otwarte dla innych ludzi .
R
R
29 stycznia 2011, 15:02
Osoby samotne wcale nie mają większej szansy na "zbliżanie się" do Boga. Tu akurat nie zgadzam się z Ellą, ale z -R-. Może zdarza się to w przypadku, gdy ktoś jest specjalnie predestynowany do samotności, tak jak np. osoby duchowne? Osoba, która żyła w małżeństwie i została porzucona, też tęskni za drugim człowiekiem i nie wystarcza jej sam Bóg. Osobą duchowną nie może zostac ktoś kto nie chce mieć rodziny bo lubi samotność. Celibat to świadome wyrzeczenie się szczęscia które niesie ze sobą małżeństwo na rzecz służby dla Boga i ludzi. Są ludzie którzy udowodnili że można być samotnym i szczęsliwym nie tylko w zakonie. Duchowni mają wsparcie w swoim zgromadzeniu dlatego świeccy powinni mieć w duszpasterstwie. Za drugą osoba tęskni każdy nie tylko Ci ktorzy mieli już żonę czy męża, nawet duchowni. Nie twierdzę że tej tęsknoty mozna się pozbyć, nawet nie powinno bo byłoby to nienormalne, ale należy czerpać wszystko co dobre z tej samotności skoro tak jest. Można się wtedy zbliżyć do Boga i być szczęśliwym. W innym wyadku mozna tylko w depresję wpaść. Wsród osób swieckich tacy ludzie są nieocenieni zajmują się często wolontariatem - służbą dla innych ludzi, sztuką, nauką czy w końcu modlitwą. Mają w sobie wiele miłości którą dzielą się z innymi. Albo samotnym wysiadywaniem na Deonie i wypisywaniem szlachetnych nauk. Samotność jest dobra do czasu, potem rodzi zgorzknienie, depresję właśnie i wynaturzone uduchowienie. Tak juz człowiek został skonstruowany. Nie twierdzę, że samotni to ludzie mniej wartościowi, tylko, że mniej szczęśliwi.
E
ella
29 stycznia 2011, 14:55
Osoby samotne wcale nie mają większej szansy na "zbliżanie się" do Boga. Tu akurat nie zgadzam się z Ellą, ale z -R-. Może zdarza się to w przypadku, gdy ktoś jest specjalnie predestynowany do samotności, tak jak np. osoby duchowne? Osoba, która żyła w małżeństwie i została porzucona, też tęskni za drugim człowiekiem i nie wystarcza jej sam Bóg. Osobą duchowną nie może zostac ktoś kto nie chce mieć rodziny bo lubi samotność. Celibat to świadome wyrzeczenie się szczęscia które niesie ze sobą małżeństwo na rzecz służby dla Boga i ludzi. Są ludzie którzy udowodnili że można być samotnym i szczęsliwym nie tylko w zakonie. Duchowni mają wsparcie w swoim zgromadzeniu dlatego świeccy powinni mieć w duszpasterstwie. Za drugą osoba tęskni każdy nie tylko Ci ktorzy mieli już żonę czy męża, nawet duchowni. Nie twierdzę że tej tęsknoty mozna się pozbyć, nawet nie powinno bo byłoby to nienormalne, ale należy czerpać wszystko co dobre z tej samotności skoro tak jest. Można się wtedy zbliżyć do Boga i być szczęśliwym. W innym wyadku mozna tylko w depresję wpaść. Wsród osób swieckich tacy ludzie są nieocenieni zajmują się często wolontariatem - służbą dla innych ludzi, sztuką, nauką czy w końcu modlitwą. Mają w sobie wiele miłości którą dzielą się z innymi.
W
witek
29 stycznia 2011, 14:52
a ja mysle, że duszpasterstwo dla osób samotnych byłoby dobre. Dla SAMOTNYCH, czyli dla kazdego , kto nie jest w związku. Ps. Leszku,  wystarczyło naspisać po prostu dla panien i kawalerów. Bez dodawania przymiotnika "starych".  Ty jesteś wiecznie młody?
R
R
29 stycznia 2011, 14:41
l Chodziłem tam rok, dopóki chodziła tam pewna Ania, która mi sie podobała. Mężczyzną jestem. Nie świętym janem od Krzyża. Celibatu nie ślubowałem. Celibatu nie ślubowałeś, świętym Józefem nie jesteś, ale zawsze możesz zwrócić się do Boga o siłę i wytrwanie oraz o rozeznanie. Możesz o siłę prosić Jezusa Chrystusa - On wie najlepiej co to jest siła <a href="http://www.youtube.com/watch?v=_jH7qSPjjgE&feature=related">http://www.youtube.com/watch?v=_jH7qSPjjgE&feature=related</a> Film ten niestety widziałem. Najbardziej podobał mi sie w nim diabeł grany przez piekna kobietę, córkę chyba Adriano Celentano, o ile się nie mylę. Samemu autorowi makabra ta niewiele w zyciu prywatnym pomogła. Rozpił się i rozwiódł. Polecam  mniej znaną "Ewangelię wg św. Mateusza" Pierra Paolo Passoiniego - film uznany przez Watykan za najlepszy obraz o Chrystusie. Mniej tam epatowania i  fascynacji krwią i sadyzmu, więcej nauki o miłości i realizmu. Pozdr.
SI
siła i wierność Chrystusa
29 stycznia 2011, 14:05
l Chodziłem tam rok, dopóki chodziła tam pewna Ania, która mi sie podobała. Mężczyzną jestem. Nie świętym janem od Krzyża. Celibatu nie ślubowałem. Celibatu nie ślubowałeś, świętym Józefem nie jesteś, ale zawsze możesz zwrócić się do Boga o siłę i wytrwanie oraz o rozeznanie. Możesz o siłę prosić Jezusa Chrystusa - On wie najlepiej co to jest siła <a href="http://www.youtube.com/watch?v=_jH7qSPjjgE&feature=related">http://www.youtube.com/watch?v=_jH7qSPjjgE&feature=related</a>
L
leszek
29 stycznia 2011, 09:55
Na szczęście mam to już za sobą gdyż zostałem już dosyć dawno uleczony z żądzy mściwego odwetu wobec swoich krzywdzicieli. I mam nadzieję że pod opieką kochającego Boga już na stałe. Czy nie widzisz, że zarzucając innym mściwość i odwet  piszesz wciąż o sobie i to Ty wciąż masz z tym problem? Pokój z Tobą
K
k
29 stycznia 2011, 09:08
Na szczęście mam to już za sobą gdyż zostałem już dosyć dawno uleczony z żądzy mściwego odwetu wobec swoich krzywdzicieli. I mam nadzieję że pod opieką kochającego Boga już na stałe. Czy nie widzisz, że zarzucając innym mściwość i odwet  piszesz wciąż o sobie i to Ty wciąż masz z tym problem?
K
ktoś
29 stycznia 2011, 08:36
Osoby samotne wcale nie mają większej szansy na "zbliżanie się" do Boga. Tu akurat nie zgadzam się z Ellą, ale z -R-. Może zdarza się to w przypadku, gdy ktoś jest specjalnie predestynowany do samotności, tak jak np. osoby duchowne? Osoba, która żyła w małżeństwie i została porzucona, też tęskni za drugim człowiekiem i nie wystarcza jej sam Bóg.
L
leszek
28 stycznia 2011, 23:00
Leszku masz żonę, albo chociaz ukochaną jakąś? Kochasz mkogoś? A jaki wariant odpowiedzi będzie dowodem na to że mam rację? A jaki będzie dowodził że nie mam racji? Pytam tak z ciekawości bo nie wiem czy jest sens odpowiadać. I podejrzewam że jak padnie odpowiedź \\\'właściwa\\\' to będzie to dowód że nie mam racji, a jak \\\'niewłaściwa\\\' to i tak niczego to nie będzie dowodzić bo przecież i tak nie mogę mieć racji... Masz,  czy nie? Kochasz jakąś kobietę, czy tylko swoje gadanie? To rodzaj intelektualnej masturabcji, co tu uprawiasz. Po tak prymitywnie agresywnej Twojej wypowiedzi nie widzę powodów dla których miałbym Ci odpowiadać na takie pytanie, więc przyjmij sobie tak jak Ci będzie pasowało.
R
R
28 stycznia 2011, 22:48
Leszku masz żonę, albo chociaz ukochaną jakąś? Kochasz mkogoś? A jaki wariant odpowiedzi będzie dowodem na to że mam rację? A jaki będzie dowodził że nie mam racji? Pytam tak z ciekawości bo nie wiem czy jest sens odpowiadać. I podejrzewam że jak padnie odpowiedź 'właściwa' to będzie to dowód że nie mam racji, a jak 'niewłaściwa' to i tak niczego to nie będzie dowodzić bo przecież i tak nie mogę mieć racji... Masz,  czy nie? Kochasz jakąś kobietę, czy tylko swoje gadanie? To rodzaj intelektualnej masturabcji, co tu uprawiasz.
L
leszek
28 stycznia 2011, 22:39
Część pokrzywdzonych nie jest w stanie przebaczyć i jest żądna mściwego odwetu. Dlatego dotkliwie jeszcze bardziej cierpi gdy dowiaduje się, że krzywdziciele nie są dręczeni. Zwłaszcza jak okazuje się że Kościół nie wysyła automatycznie krzywdzicieli do piekła. Rozumiem, że doświadczasz tego? Bardzo Ci współczuję. Musisz starać się przebaczyć. Do tchórzliwie ukrywającego się... Nic nie muszę :-) Na szczęście mam to już za sobą gdyż zostałem już dosyć dawno uleczony z żądzy mściwego odwetu wobec swoich krzywdzicieli. I mam nadzieję że pod opieką kochającego Boga już na stałe. Nie twierdzę że to takie łatwe, bo ludzka słabość i podszepty szatańskie zawsze działają. Ale gdy ktoś raz doświadczy tej wolności od nienawiści to już potem jest łatwiej. A zaręczam, że warto.
E
ella
28 stycznia 2011, 22:34
Osamotnienie a samotność, to frazes, gra słów. Każdy potrzebóje drógiej połówki. I "lepeij jest dwóm, bo gdy jedne upadnie, to drugi go podniesie" czy jakoś tak. Masowe imprezy kościelne są nudne i jałowe i tylko wzmagają poczucie wyobcowania. Tam jedynie odbywają sie oratorskie popisy kapłanów gadułów. Na początku tak nie było, w pierwotnych gminach chrześcijańskich nikt nie czuł sie samotny ani wykluczony. Kosciół stał się deziś molochem, instytucją hierarchiczną i żyje własnym, wsopbnym, obrzędowym życiem. Kosciól wie, co dobre dla Kościoła. A ludzie wiedzą, co dla nich dobre. Ale można mieć to sczęście i trafić na skromnego księdza-człowieka, który kocha ludzi i stąpa po ziemi. I sam powie ile głupoty, nędzy, zła i bezdusznosci jest w strukturach kościelnych. Tacy księża to bohaterowie, sól ziemi, święci naszycxh czasów. 1. to nie frazes zbyt wiele takich świadectw widziałam 2. Jak upadasz to Jezus Cię podniesie. Żona może Cię zdradzić, przyjaciele mogą Cię opuścić, dzieci zerwać kontakt, a rodzice umrzeć. (mogą ale nie muszą żeby nie było niedomówień:). jest warunek musisz w boga uwierzyć i Bogu zaufać. 3. nie oceniam, pewnie zdarzają się nudne i jałowe. to jak będą wyglądały takie "imprezy" zależy od ludzi którzy je organizują. Nie tylko od księży, wszyscy jesteśmy w takim samym stopniu za kościół odpowiedzielni;zauważ jak wiele osób zwala winę za różne sprawy na księży a sami nic nie robią.Jesli ktoś zechciał dla ciebie utworzyć duszpasterstwo to możesz sprawić aby nie było w nim jałowo.
DL
do leszka
28 stycznia 2011, 22:30
Część pokrzywdzonych nie jest w stanie przebaczyć i jest żądna mściwego odwetu. Dlatego dotkliwie jeszcze bardziej cierpi gdy dowiaduje się, że krzywdziciele nie są dręczeni. Zwłaszcza jak okazuje się że Kościół nie wysyła automatycznie krzywdzicieli do piekła. Rozumiem, że doświadczasz tego? Bardzo Ci współczuję. Musisz starać się przebaczyć.
L
leszek
28 stycznia 2011, 22:21
Leszku masz żonę, albo chociaz ukochaną jakąś? Kochasz mkogoś? A jaki wariant odpowiedzi będzie dowodem na to że mam rację? A jaki będzie dowodził że nie mam racji? Pytam tak z ciekawości bo nie wiem czy jest sens odpowiadać. I podejrzewam że jak padnie odpowiedź 'właściwa' to będzie to dowód że nie mam racji, a jak 'niewłaściwa' to i tak niczego to nie będzie dowodzić bo przecież i tak nie mogę mieć racji...
R
R
28 stycznia 2011, 22:18
Jak to duszpasterstwo dla samotnych ma wyglądać? Kasiądz mówi górnolotne Człowiek samotny ma niesamowitą mozliwośc zbliżenie się do Boga.Nie jest wtedy sam, bo Jezus jest z nim - to nie górnolotny frazes tylko prawda która daje wielkie szczęscie. To np. należy rozwijać w takich duszpasterstwach. Ludzie bedący w takiej miłosci mogą bardzo wiele i z wielką radością dawać świadectwo swoim życiem, pomagac innym, angażowac się w dobro oraz ciągle się uczyć,zgłębiać swoja wiedzeć. Nie można z góry zakładać że tacy ludzie będa nieszczęsliwi (jak im będzie się to na okrągło powtarzało to pewnie będą).Ktoś mądry powiedział że należy odróżnić samotność od poczucia osamotnienia, co chyba w dzisiejszych czasach jest coraz trudniejsze. PS. Co do Neokatechumatu to w mojej parafii jakaś pani zapraszała "wszystkich, ale przede wszystkim małżeństwa"bo coś tam im oferują. Jak się mieli poczuć ci którzy nie są "przede wszystkim małżeństwem Osamotnienie a samotność, to frazes, gra słów. Każdy potrzebóje drógiej połówki. I "lepeij jest dwóm, bo gdy jedne upadnie, to drugi go podniesie" czy jakoś tak. Masowe imprezy kościelne są nudne i jałowe i tylko wzmagają poczucie wyobcowania. Tam jedynie odbywają sie oratorskie popisy kapłanów gadułów. Na początku tak nie było, w pierwotnych gminach chrześcijańskich nikt nie czuł sie samotny ani wykluczony. Kosciół stał się deziś molochem, instytucją hierarchiczną i żyje własnym, wsopbnym, obrzędowym życiem. Kosciól wie, co dobre dla Kościoła. A ludzie wiedzą, co dla nich dobre. Ale można mieć to sczęście i trafić na skromnego księdza-człowieka, który kocha ludzi i stąpa po ziemi. I sam powie ile głupoty, nędzy, zła i bezdusznosci jest w strukturach kościelnych. Tacy księża to bohaterowie, sól ziemi, święci naszycxh czasów.
L
leszek
28 stycznia 2011, 22:15
Żeby było jasne. Wg mnie czlowiek który został skrzywdzony i porzucony lub sam odszedł bo był, bity, zdradzany , gwałocony, poniżany jeśli nie wytrwał w samotności  i zaangażował się w kolejny związek powinien otrzymać pomoc; duszpasterstwa dla niesakramentalnych powinnny istnieć, o tym już pisałam. @ella, już o tym pisaliśmy. I tym co napisałaś tylko utwierdzasz mnie w słuszności tego co już pisałem. Kościół jest po to aby udzielać pomocy DUSZPASTERSKIEJ!!! I pomoc duszpasterską powinni otrzymywać ci którzy potrzebują pomocy DUSZPASTERSKIEJ!!! Pomoc duszpasterska nie jest żadną nagrodą dla tych którzy zostali skrzywdzeni porzuceniem i nie wytrwali w samotności ale weszli w związki niesakramentalne. Pomoc duszpasterska należy się KAŻDEMU kto tej pomocy potrzebuje. A najbardziej należy się tym którzy najbardziej tej pomocy potrzebują a nie tym którzy zostali najbardziej skrzywdzeni. Podkreślam że zawsze trzeba spróbowac innej drogi a wydaje mi się że promocja duszpasterstw dla niesakramentalnych z pominięciem tych dla ludzi samotnych jest błędem i może mylić. Nie mam pojęcia o czym piszesz... jaka promocja duszpasterstw niesakramentalnych?!? I to jeszcze promocja z pominięciem tych dla ludzi samotnych?!? Jakie duszpasterstwa dla ludzi samotnych?!? Chodzi Ci o duszpasterstwa dla starych panien i kawalerów, dla wdów i wdowców, oraz dla porzuconych? Po drugie , czy naprawdę lekarstwa potrzebują ci którzy najpierw skrzywdzili swoje rodziny a potem twierdzą że to straszne i niesprawiedliwe że nie mogą przyjmować komunii a kościoł w imię miłości powinien ogłosic prawo do rozwodów ? Nie można sobie z 10 przykazań wybrac tylko dziewięć i jeszcze robic z siebie męczennika. Nie nakręcaj się. Nie mówimy o tych którzy twierdzą, że to straszne i niesprawiedliwe że nie mogą przyjmować komunii a kościół w imię miłości powinien ogłosić prawo do rozwodów. Nie mówimy również o tych którzy wybierają sobie 9 z 10 przykazań i robią z siebie męczennika (to chyba było o tych porzuconych wchodzących w nowe związki?).  Mówimy o tych: Wynika ona z poczucia tych osób, że dzieje się z nimi źle, że nie ma znikąd ratunku, że są potępione, że nie mogą się modlić do Pana Boga, bo On albo one odwróciły się od Niego, że są wyrzucone z Kościoła, a co gorsza, że same się wyrzuciły.
E
ella
28 stycznia 2011, 22:06
Jak to duszpasterstwo dla samotnych ma wyglądać? Kasiądz mówi górnolotne frazesy, a słuchacze czują sie mniej samotni? Czuja się jescze gorzej!. Istnieje taka forma zbiorowego obłapiania się i gadatliwych zwierzeń Nazywa się to Neokatechumenat. l Chodziłem tam rok, dopóki chodziła tam pewna Ania, która mi sie podobała. Mężczyzną jestem. Nie świętym janem od Krzyża. Celibatu nie ślubowałem. Człowiek samotny ma niesamowitą mozliwośc zbliżenie się do Boga.Nie jest wtedy sam, bo Jezus jest z nim - to nie górnolotny frazes tylko prawda która daje wielkie szczęscie. To np. należy rozwijać w takich duszpasterstwach. Ludzie bedący w takiej miłosci mogą bardzo wiele i z wielką radością dawać świadectwo swoim życiem, pomagac innym, angażowac się w dobro oraz ciągle się uczyć,zgłębiać swoja wiedzeć. Nie można z góry zakładać że tacy ludzie będa nieszczęsliwi (jak im będzie się to na okrągło powtarzało to pewnie będą).Ktoś mądry powiedział że należy odróżnić samotność od poczucia osamotnienia, co chyba w dzisiejszych czasach jest coraz trudniejsze. PS. Co do Neokatechumatu to w mojej parafii jakaś pani zapraszała "wszystkich, ale przede wszystkim małżeństwa"bo coś tam im oferują. Jak się mieli poczuć ci którzy nie są "przede wszystkim małżeństwami"?
E
ella
28 stycznia 2011, 22:04
Jak to duszpasterstwo dla samotnych ma wyglądać? Kasiądz mówi górnolotne frazesy, a słuchacze czują sie mniej samotni? Czuja się jescze gorzej!. Istnieje taka forma zbiorowego obłapiania się i gadatliwych zwierzeń Nazywa się to Neokatechumenat. l Chodziłem tam rok, dopóki chodziła tam pewna Ania, która mi sie podobała. Mężczyzną jestem. Nie świętym janem od Krzyża. Celibatu nie ślubowałem. Człowiek samotny ma niesamowitą mozliwośc zbliżenie się do Boga.Nie jest wtedy sam, bo Jezus jest z nim - to nie górnolotny frazes tylko prawda która daje wielkie szczęscie. To np. należy rozwijać w takich duszpasterstwach. Ludzie bedący w takiej miłosci mogą bardzo wiele i z wielką radością dawać świadectwo swoim życiem, pomagac innym, angażowac się w dobro oraz ciągle się uczyć,zgłębiać swoja wiedzeć. Nie można z góry zakładać że tacy ludzie będa nieszczęsliwi (jak im będzie się to na okrągło powtarzało to pewnie będą).Ktoś mądry powiedział że należy odróżnić samotność od poczucia osamotnienia, co chyba w dzisiejszych czasach jest coraz trudniejsze. PS. Co do Neokatechumatu to w mojej parafii jakaś pani zapraszała "wszystkich, ale przede wszystkim małżeństwa"bo coś tam im oferują. Jak się mieli poczuć ci którzy nie są "przede wszystkim małżeństwami"?
R
R
28 stycznia 2011, 21:58
Wiecie w czym jest główny problem? w tym, że do niesakramentalnych zalicza się i tych co sami rozbili swoje małżeństwa i też tych co zostali porzuceni. Do jednego worka Kościół wsadził i krzywdzicieli i skrzywdzonych. Nieprawda! Kościół nie wrzuca nikogo do jednego worka. To Twoja tendencyjna interpretacja. A wg Ciebie jak porzucony zawiąże kolejny związek to nie będzie to związek niesakramentalny i nie będzie cudzołozył? Problem jest raczej właśnie w tym, że niektózy chcieliby stosowania dwóch miar. I , jak sądzę, większość katolików nie miałaby nic przeciwko temu, żeby ci skrzywdzeni mogli sobie jakoś "po Bożemu" ułożyć zycie, to już takiej aprobaty i zrozumienia nie ma, by ci krzywdziciele mieli takie same prawa. Dlatego stale jest taka burzliwa dyskusja na temat związków niesakramentalnych, bo miłosierdzie Kościoła powinno odnosić się do porzuconych, niezależnie od tego czy się z kimś związali czy nie. Takie jest ludzkie poczucie sprawiedliwości. To co nazywasz ludzkim poczuciem sprawiedliwości jest nieludzką żądzą mściwego odwetu godną nierozumnego tłumu a nie chrześcijanina. Miłosierdzie odnosi się do wszystkich grzeszników a nie tylko do tych których ktoś mściwy uzna za godnych. Ale masz rację, to jest jeden z istotnych elementów tak burzliwych dyskusji o niesakramentalnych. I już o tym parę razy pisałem. Część pokrzywdzonych nie jest w stanie przebaczyć i jest żądna mściwego odwetu. Dlatego dotkliwie jeszcze bardziej cierpi gdy dowiaduje się, że krzywdziciele nie są dręczeni. Zwłaszcza jak okazuje się że Kościół nie wysyła automatycznie krzywdzicieli do piekła. Leszku masz żonę, albo chociaz ukochaną jakąś? Kochasz mkogoś?
L
leszek
28 stycznia 2011, 21:53
Wiecie w czym jest główny problem? w tym, że do niesakramentalnych zalicza się i tych co sami rozbili swoje małżeństwa i też tych co zostali porzuceni. Do jednego worka Kościół wsadził i krzywdzicieli i skrzywdzonych. Nieprawda! Kościół nie wrzuca nikogo do jednego worka. To Twoja tendencyjna interpretacja. A wg Ciebie jak porzucony zawiąże kolejny związek to nie będzie to związek niesakramentalny i nie będzie cudzołozył? Problem jest raczej właśnie w tym, że niektózy chcieliby stosowania dwóch miar. I , jak sądzę, większość katolików nie miałaby nic przeciwko temu, żeby ci skrzywdzeni mogli sobie jakoś "po Bożemu" ułożyć zycie, to już takiej aprobaty i zrozumienia nie ma, by ci krzywdziciele mieli takie same prawa. Dlatego stale jest taka burzliwa dyskusja na temat związków niesakramentalnych, bo miłosierdzie Kościoła powinno odnosić się do porzuconych, niezależnie od tego czy się z kimś związali czy nie. Takie jest ludzkie poczucie sprawiedliwości. To co nazywasz ludzkim poczuciem sprawiedliwości jest nieludzką żądzą mściwego odwetu godną nierozumnego tłumu a nie chrześcijanina. Miłosierdzie odnosi się do wszystkich grzeszników a nie tylko do tych których ktoś mściwy uzna za godnych. Ale masz rację, to jest jeden z istotnych elementów tak burzliwych dyskusji o niesakramentalnych. I już o tym parę razy pisałem. Część pokrzywdzonych nie jest w stanie przebaczyć i jest żądna mściwego odwetu. Dlatego dotkliwie jeszcze bardziej cierpi gdy dowiaduje się, że krzywdziciele nie są dręczeni. Zwłaszcza jak okazuje się że Kościół nie wysyła automatycznie krzywdzicieli do piekła.
R
R
28 stycznia 2011, 21:44
Jezus przyszedł do wszystkich. Rzeczywiście najbardziej do tych którzy go potrzebują ale co jeśli chorzy mówią Jezusowi że nie chcą jego lekarstwa? @ella, przecież nie mówimy o tych którzy mówią Jezusowi że nie chcą jego lekarstwa ale o tych co właśnie którzy lekarstwa potrzebują! Jak ktoś nie chce lekarstwa to nie chce przychodzić na duszpasterstwo! Żeby było jasne. Wg mnie czlowiek który został skrzywdzony i porzucony lub sam odszedł bo był, bity, zdradzany , gwałocony, poniżany jeśli nie wytrwał w samotności i zaangażował się w kolejny związek powinien otrzymać pomoc; duszpasterstwa dla niesakramentalnych powinnny istnieć, o tym już pisałam. Podkreślam że zawsze trzeba spróbowac innej drogi a wydaje mi się że promocja duszpasterstw dla niesakramentalnych z pominięciem tych dla ludzi samotnych jest błędem i może mylić. Po drugie , czy naprawdę lekarstwa potrzebują ci którzy najpierw skrzywdzili swoje rodziny a potem twierdzą że to straszne i niesprawiedliwe że nie mogą przyjmować komunii a kościoł w imię miłości powinien ogłosic prawo do rozwodów ? Nie można sobie z 10 przykazań wybrac tylko dziewięć i jeszcze robic z siebie męczennika. Jak to duszpasterstwo dla samotnych ma wyglądać? Kasiądz mówi górnolotne frazesy, a słuchacze czują sie mniej samotni? Czuja się jescze gorzej!. Istnieje taka forma zbiorowego obłapiania się i gadatliwych zwierzeń. Nazywa się to Neokatechumenat. l Chodziłem tam rok, dopóki chodziła tam pewna Ania, która mi sie podobała. Mężczyzną jestem. Nie świętym janem od Krzyża. Celibatu nie ślubowałem.
O
ona
28 stycznia 2011, 21:42
Dobrze Leszku, lepiej nic nie powtarzaj. A tamten mój wpis dotyczył niesakramentalnych - krzywdzicieli. Bo do niesakramentalnych - skrzywdzonych mam całkowite zrozumienie.
E
ella
28 stycznia 2011, 21:37
Jezus przyszedł do wszystkich. Rzeczywiście najbardziej do tych którzy go potrzebują ale co jeśli chorzy mówią Jezusowi że nie chcą jego lekarstwa? @ella, przecież nie mówimy o tych którzy mówią Jezusowi że nie chcą jego lekarstwa ale o tych co właśnie którzy lekarstwa potrzebują! Jak ktoś nie chce lekarstwa to nie chce przychodzić na duszpasterstwo! Żeby było jasne. Wg mnie czlowiek który został skrzywdzony i porzucony lub sam odszedł bo był, bity, zdradzany , gwałocony, poniżany jeśli nie wytrwał w samotności  i zaangażował się w kolejny związek powinien otrzymać pomoc; duszpasterstwa dla niesakramentalnych powinnny istnieć, o tym już pisałam. Podkreślam że zawsze trzeba spróbowac innej drogi a wydaje mi się że promocja duszpasterstw dla niesakramentalnych z pominięciem tych dla ludzi samotnych jest błędem i może mylić. Po drugie , czy naprawdę lekarstwa potrzebują ci którzy najpierw skrzywdzili swoje rodziny a potem twierdzą że to straszne i niesprawiedliwe że nie mogą przyjmować komunii a kościoł w imię miłości powinien ogłosic prawo do rozwodów ? Nie można sobie z 10 przykazań wybrac tylko dziewięć i jeszcze robic z siebie męczennika.
L
leszek
28 stycznia 2011, 21:31
Jezus przyszedł do chorych, jak trafnie zauważyła Ellla. Ale czy ci niesakramentalni Go rzeczywiście potrzebują? Gdyby tak było, to prosiliby o lekarstwo i o uleczenie. A oni nie proszą, tylko chcą tkwić w swojej chorobie = grzechu jak najdłużej, być może do śmierci. Pewnie wtedy dopiero poproszą o spowiedź i uleczenie. @ona, albo nie czytałaś całej dyskusji albo ją ignorujesz i dlatego dokonujesz fałszywych osądów. Nie widzę sensu aby potarzać to co już było powiedziane.
R
R
28 stycznia 2011, 21:31
Tak jest, R , Jan Paweł II napisał, że trzeba rozróżnić tych co sami zniszczyli swoje ważne kanoniczne małżeństwo i tych co zostali niesprawiedliwie porzuceni. Ale Kosciół tego nie rozróżnia. Co to jest "Kosciół"? Mnie ksiądz na "kolędzie" potraktował z sercem i miłosierdziem. Dlatego kocham Kościół i będe Go kochał. Za tego księdza choćby.
L
leszek
28 stycznia 2011, 21:25
Jezus przyszedł do wszystkich. Rzeczywiście najbardziej do tych którzy go potrzebują ale co jeśli chorzy mówią Jezusowi że nie chcą jego lekarstwa? @ella, przecież nie mówimy o tych którzy mówią Jezusowi że nie chcą jego lekarstwa ale o tych co właśnie którzy lekarstwa potrzebują! Jak ktoś nie chce lekarstwa to nie chce przychodzić na duszpasterstwo!
O
ona
28 stycznia 2011, 21:23
Tak jest, R , Jan Paweł II napisał, że trzeba rozróżnić tych co sami zniszczyli swoje ważne kanoniczne małżeństwo i tych co zostali niesprawiedliwie porzuceni. Ale Kosciół tego nie rozróżnia.
R
R
28 stycznia 2011, 21:20
Wiecie w czym jest główny problem? w tym, że do niesakramentalnych zalicza się i tych co sami rozbili swoje małżeństwa i też tych co zostali porzuceni. Do jednego worka Kościół wsadził i krzywdzicieli i skrzywdzonych. I , jak sądzę, większość katolików nie miałaby nic przeciwko temu, żeby ci skrzywdzeni mogli sobie jakoś "po Bożemu" ułożyć zycie, to już takiej aprobaty i zrozumienia nie ma, by ci krzywdziciele mieli takie same prawa. Dlatego stale jest taka burzliwa dyskusja na temat związków niesakramentalnych, bo miłosierdzie Kościoła powinno odnosić się do porzuconych, niezależnie od tego czy się z kimś związali czy nie. Takie jest ludzkie poczucie sprawiedliwości. Masz rację, ale Kościół,tak nie robi, w kilku dokumentach,m, które czytałem, może nawet JPII dokonuje sie tego ważnego0 rozróznienia. Pozdr. głos rozsądku.
O
ona
28 stycznia 2011, 21:18
Wiecie w czym jest główny problem? w tym, że do niesakramentalnych zalicza się i tych co sami rozbili swoje małżeństwa i też tych co zostali porzuceni. Do jednego worka Kościół wsadził i krzywdzicieli i skrzywdzonych. I , jak sądzę, większość katolików nie miałaby nic przeciwko temu, żeby ci skrzywdzeni mogli sobie jakoś "po Bożemu" ułożyć zycie, to już takiej aprobaty i zrozumienia nie ma, by ci krzywdziciele mieli takie same prawa. Dlatego stale jest taka burzliwa dyskusja na temat związków niesakramentalnych, bo miłosierdzie Kościoła powinno odnosić się do porzuconych, niezależnie od tego czy się z kimś związali czy nie. Takie jest ludzkie poczucie sprawiedliwości.
E
ella
28 stycznia 2011, 21:14
R napisał: ..."Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam" - Rezkł Pan. Mylił się? Nie mylił się, ale nie pozwala aby ktoś sobie żony czy mężów zmieniał. Jest inna droga "...A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" "Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo." To litera (faryzejska) a gdzie duch miłosierdzia i zrozumienia? Wszyscy tu się katują, albo pouczają innych. Szkoda, że nie ma jakiego normalnego księdza, chyba, że jest incognito. Jest tez gdzieś też napisane, że wielka miłość zakrywa wiele grzechów. Nie czyńmy z Koscioła jakiejś nieludzkiej policji, bo wszycy, którym sie życie poplatało, z Niego naiwją i będą jkimiś buddystami lub innymi hare hare...:) Co dzieje się w Irlandii i nie tylko. Do tego pedofilia księzy i inne skandale.... Bronię tu Kościoła, jako nie policji obyczajowej, ale wspólnoty miłości i miłosierdzia. Te nieliczne, wątłe duszpasterstwa są przejawem tej jasnej twarzy Kościoła. Pamiętajcie, że niesakramentalni CIERPIĄ. I kochają. To coś innego od luzackiego życia "róbta co chceta" i skakania po cudzych łożkach. A tak przy okazji, to św. Augustyn, tóry miał kiedyś i konkubinę i nieślubne dziecko, powiedział: "Kochaj i rób co chesz". Tylko rzeczywiście kochaj najpierw. Kto to może pojąć, niech pojmuje. Amen. Bardzo proszę nie zarzucaj mi fałszu i braku miłości, bardzo mnie tym obrażasz. Mam znajomych w związkach niesakramentalny, wiem że cierpią. cierpią bo wiedzą że żyją w grzechu a nie tłumaczą się tym że są razem gdyż Bóg powiedział że człowiek nie powinien byc sam !
L
leszek
28 stycznia 2011, 21:13
\"W SUMIE\" nie chodzi o to, że takie duszpasterstwa są !! Chodzi o to, że nie ma dla tych drugich - PORZUCONYCH. Powinny być pierwej dla porzuconych - pokrzywdzonych. BEZDYSKUSYJNIE. No proszę... i wychodzi szydło z worka... czyli że to zwykła nienawiść i mściwa żądza odwetu porzuconych na krzywdzicielach... Ja nie widzę w wypowiedzi tej osoby nienawiści. Nie jestem po rozwodzie,seperacji itd. więc patrze na to dość obiektywnie. Wydaje ze kościół w piewszej kolejności powinien zaopiekowac się tymi którzy chcą żyć w zgodzie i miłości z Bogiem, a są biedni, zagubieni, samotni czy chorzy. Wypowiedź ta świadczy tylko o tym żeby pomagając jednym nie zapominać o innych @ella, ja również nie jestem po rozwodzie, separacji itd. więc zgodnie z podanym przez Ciebie kryterium ja również patrzę na to dość obiektywnie :-) Masz rację, Kościół powinien w pierwszej kolejności zaopiekować się tymi którzy chcą żyć w zgodzie i miłości z Bogiem, a są biedni, zagubieni. Ale ja dodałbym tutaj jeszcze to, że w pierwszej kolejności tymi którzy są najbardziej zagrożeni tym, że mogą się definitywnie zagubić. A to czy są samotni czy chorzy to rzecz wtórna. Zgadzam się również i z tym, że pomagając jednym nie należy zapominać o innych. Ale nie mogę zgodzić się z tym że tamta wykrzyczana wypowiedź świadczy o tym, że ktoś chce aby pomagając jednym nie zapominać o innych. Pomagać należy przede wszystkim tym którzy są najbardziej zagrożeni, a tamta ukrywająca się osoba wypowiada się z wyraźną wrogością w stosunku do tych którzy odeszli, żądając szczególnych przywilejów dla porzuconych. Zauważ, że dla tamtej osoby nie jest ważne kto jest najbardziej zagrożony, nieważne jest aby najpierw pomagać tym najbardziej potrzebującym. Dla niej ważne jest aby wpierw zajmować się porzuconymi, a nie tymi którzy potrzebują pomocy! I ja w tym właśnie widzę ewidentną nienawiść i żądzę odwetu.
D&
dwa "rodzaje" osób
28 stycznia 2011, 21:10
Istnieją dwa rodzaje "osób niesakramentalnych": - ci co porzucili (tzw.porzucający), zniszczyli ważnie zawarte małżeństwo sakramentalne w Kościele - ci co zostali porzuceni i nie wytrzymali traumy jaka ich spotkała, więc weszli w nowy związek -- to są porzuceni i o tym należy mówić, a nie wszystkich do jednego worka "wrzucać".
R
R
28 stycznia 2011, 21:06
R napisał: ..."Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam" - Rezkł Pan. Mylił się? Nie mylił się, ale nie pozwala aby ktoś sobie żony czy mężów zmieniał. Jest inna droga "...A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" "Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo." To litera (faryzejska) a gdzie duch miłosierdzia i zrozumienia? Wszyscy tu się katują, albo pouczają innych. Szkoda, że nie ma jakiego normalnego księdza, chyba, że jest incognito. Jest tez gdzieś też napisane, że wielka miłość zakrywa wiele grzechów. Nie czyńmy z Koscioła jakiejś nieludzkiej policji, bo wszycy, którym sie życie poplatało, z Niego naiwją i będą jkimiś buddystami lub innymi hare hare...:) Co dzieje się w Irlandii i nie tylko. Do tego pedofilia księzy i inne skandale.... Bronię tu Kościoła, jako nie policji obyczajowej, ale wspólnoty miłości  i miłosierdzia. Te nieliczne, wątłe duszpasterstwa są przejawem tej jasnej twarzy Kościoła. Pamiętajcie, że niesakramentalni CIERPIĄ. I kochają. To coś innego od luzackiego życia "róbta co chceta" i skakania po cudzych łożkach. A tak przy okazji, to św. Augustyn, tóry miał  kiedyś i konkubinę i nieślubne dziecko,  powiedział: "Kochaj i rób co chesz". Tylko rzeczywiście kochaj najpierw. Kto  to może pojąć, niech pojmuje. Amen.
O
ona
28 stycznia 2011, 21:06
Jezus przyszedł do chorych, jak trafnie zauważyła Ellla. Ale czy ci niesakramentalni Go rzeczywiście potrzebują? Gdyby tak było, to prosiliby o lekarstwo i o uleczenie. A oni nie proszą, tylko chcą tkwić w swojej chorobie = grzechu jak najdłużej, być może do śmierci. Pewnie wtedy dopiero poproszą o spowiedź i uleczenie.
DL
do leszka :)
28 stycznia 2011, 20:37
Zaręczam Ci że nie mam z tym żadnego problemu. Jeżeli ktoś stwierdza, że w sumie nie chodzi o to, że ktoś coś ma ale, o to że to inni nie mają, a ci inni powinni mieć a nie tamci, i jeszcze to akcentuje wytłuszczając, to znaczy to że właśnie on ma z tym problem. Nie mam problemu z nienawiścią, a natomiast skoro innym ją zarzucasz, że mają, to znaczy, że Ty masz... problem z nienawiścią :)
DE
do Ella :)
28 stycznia 2011, 20:35
Ja nie widzę w wypowiedzi tej osoby nienawiści. Nie jestem po rozwodzie,seperacji itd. więc patrze na to dość obiektywnie. Wydaje ze kościół w piewszej kolejności powinien zaopiekowac się tymi którzy chcą żyć w zgodzie i miłości z Bogiem, a są biedni, zagubieni, samotni czy chorzy. Wypowiedź ta świadczy tylko o tym żeby pomagając jednym nie zapominać o innych Bo w tej wypowiedzi nie ma nienawiści. Leszek projektuje na innych swoje i tylko swoje emocje. On tak ma niezmiennie.
E
ella
28 stycznia 2011, 20:33
Jezus przyszedł do wszystkich. Rzeczywiście najbardziej do tych którzy go potrzebują ale co jeśli chorzy mówią Jezusowi że nie chcą jego lekarstwa?
L
leszek
28 stycznia 2011, 20:33
Sądzisz, że ktoś czegoś/coś nienawidzi - to oznacza, że masz z tym problem. Zaręczam Ci że nie mam z tym żadnego problemu. Jeżeli ktoś stwierdza, że w sumie nie chodzi o to, że ktoś coś ma ale, o to że to inni nie mają, a ci inni powinni mieć a nie tamci, i jeszcze to akcentuje wytłuszczając, to znaczy to że właśnie on ma z tym problem.
L
leszek
28 stycznia 2011, 20:28
Może ktoś się z tym zgadzać lub nie, ale prawda jest taka, że duszpasterstwa niesakramentalnych przynajmniej dla części osób pokazują możliwość znalezienia się własnie w takiej sytuacji. Pokazują, że ten grzech cudzołóstwa nie jest taki straszny i całkiem nieźle można odnaleźć się w Kościele. O, JurekS, a więc jednak żyjesz, a nawet czytasz i piszesz ;-) Rozumiem JurkuS, że Ty najchętniej byś ekskomunikował i wykluczył z Kościoła wszystkie osoby znajdujące się w takiej sytuacji aby poszły sobie do piekła gdzie ich miejsce. Tyle że to nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem! Jezus nie przyszedł do takich jak Ty co to nie potrzebują lekarza gdyż się dobrze mają i zachowują post dwa razy w tygodniu i dają dziesięcinę ze wszystkiego co nabywają. Jezus przyszedł do chorych, przyszedł do tych którzy potrzebują lekarza. I masz rację JurkuS, bo duszpasterstwa niesakramentalnych są właśnie po to aby ludzie w takiej sytuacji mieli możliwośc jakiegoś odnalezienia się w Kościele.
E
ella
28 stycznia 2011, 20:21
\"W SUMIE\" nie chodzi o to, że takie duszpasterstwa są !! Chodzi o to, że nie ma dla tych drugich - PORZUCONYCH. Powinny być pierwej dla porzuconych - pokrzywdzonych. BEZDYSKUSYJNIE. No proszę... i wychodzi szydło z worka... czyli że to zwykła nienawiść i mściwa żądza odwetu porzuconych na krzywdzicielach... Ja nie widzę w wypowiedzi tej osoby nienawiści. Nie jestem po rozwodzie,seperacji itd. więc patrze na to dość obiektywnie. Wydaje ze kościół w piewszej kolejności powinien zaopiekowac się tymi którzy chcą żyć w zgodzie i miłości z Bogiem, a są biedni, zagubieni, samotni czy chorzy. Wypowiedź ta świadczy tylko o tym żeby pomagając jednym nie zapominać o innych
DL
do leszka
28 stycznia 2011, 20:16
Sądzisz, że ktoś czegoś/coś nienawidzi - to oznacza, że masz z tym problem.
DL
do leszka
28 stycznia 2011, 20:15
No proszę... i wychodzi szydło z worka... czyli że to zwykła nienawiść i mściwa żądza odwetu porzuconych na krzywdzicielach... To Twoje wnioski i Twoja projekcja.
DL
do leszka
28 stycznia 2011, 20:14
Dla Ciebie może i paranoja - nic na to nie poradzę.
L
leszek
28 stycznia 2011, 20:13
\"W SUMIE\" nie chodzi o to, że takie duszpasterstwa są !! Chodzi o to, że nie ma dla tych drugich - PORZUCONYCH. Powinny być pierwej dla porzuconych - pokrzywdzonych. BEZDYSKUSYJNIE. No proszę... i wychodzi szydło z worka... czyli że to zwykła nienawiść i mściwa żądza odwetu porzuconych na krzywdzicielach...
L
leszek
28 stycznia 2011, 20:10
Ta zachęta po prostu jest. Nie masz na to wpływu. Jaka zachęta?!? Zachęta do porzucania współmałżonka?!? Bzdura! Taka sama bzdura jak możliwość spowiedzi miałaby być zachętą do niewierności małżeńskiej. Jest pokusa i zachęta - piszę tu o młodych. Jaka pokusa?!?To już kompletna paranoja. Pokusa do czego?!? Wiedzą już na początku, że jak coś, to zawsze POTEM mogą się wycofać/odejść/uciec z małżeństwa sakrametalnego i moga wejść w zw. niesakramentalny. To jest na porządku dziennym. Możesz pisać co chcesz, ale tak jest. Dokłądnie tak samo jak wiedzą już na początku że jak coś, to zawsze POTEM mogą iść do spowiedzi i uzyskać rozgrzeszenie.
B
bezdyskusyjnie
28 stycznia 2011, 19:55
"W SUMIE" nie chodzi o to, że takie duszpasterstwa są !! Chodzi o to, że nie ma dla tych drugich - PORZUCONYCH. Powinny być pierwej dla porzuconych - pokrzywdzonych. BEZDYSKUSYJNIE.
Jurek
Jurek
28 stycznia 2011, 19:49
Może ktoś się z tym zgadzać lub nie, ale prawda jest taka, że duszpasterstwa niesakramentalnych przynajmniej dla części osób pokazują możliwość znalezienia się własnie w takiej sytuacji. Pokazują, że ten grzech cudzołóstwa nie jest taki straszny i całkiem nieźle można odnaleźć się w Kościele.
O
odp.
28 stycznia 2011, 19:47
Ta zachęta po prostu jest. Nie masz na to wpływu. Jest pokusa i zachęta - piszę tu o młodych. Wiedzą już na początku, że jak coś, to zawsze POTEM mogą się wycofać/odejść/uciec z małżeństwa sakrametalnego i moga wejść w zw. niesakramentalny. To jest na porządku dziennym. Możesz pisać co chcesz, ale tak jest. Nie promuje się wierności aż do śmierci. ŚMIERCI DUCHOWEJ. Nie mówi się o śmierci duchowej współmalżonka.
L
leszek
28 stycznia 2011, 19:39
Nie twierdzę że kościół toleruje rozwody ! Jesli już tak się stanie to proponuje życie w samotności. Proponuje (lub "proponuje") również życie w związku niesakramentalnym, poprzez tworzenie coraz to większej ilości duszpasterstw dla niesakramentalnych. TO JEST ZACHĘTA. O tym sie nie pisze, ale to jest właśnie zachęta. Co za idiotyzm. A stawianie konfesionałów to zapewne zachęta do grzeszenia?
E
ella
28 stycznia 2011, 19:27
pisząc rozwód mam oczywiście na myśli rozwód cywilny
JO
jest ogólne przyzwolenie
28 stycznia 2011, 19:27
Nie twierdzę że kościół toleruje rozwody ! Jesli już tak się stanie to proponuje życie w samotności. Proponuje (lub "proponuje") również życie w związku niesakramentalnym, poprzez tworzenie coraz to większej ilości duszpasterstw dla niesakramentalnych. TO JEST ZACHĘTA. O tym sie nie pisze, ale to jest właśnie zachęta.
E
ella
28 stycznia 2011, 19:12
@ella, to chyba jakieś nieporozumienie... To wg mnie oczywiste że Kościół nie wskazuje drogi do Boga nawet przez samo wzięcie rozwodu! Wskazując drogę do Boga nawet nie wymienia się rozwodu! W ekstremalnych sytuacjach jest co najwyżej tolerowana separacja małżonków a nie żaden rozwód! Nie wiem więc w jaki sposób zrozumiałaś duszpasterstwa dla niesakramentalnych jako sposób bycia w Kościele i w związku?!? Równie dobrze możnaby uważać że sakrament spowiedzi to sposób na bycie w Kościele i np. nie dochowywanie wierności małżonkowi robieniem skoków na boki. Albo że apostolstwo dobrej śmierci utworzono po to aby ludzi zachęcić do samobójstw. Tak, duszpasterstwo niesakramentalnych to ostateczność. Duszpasterstwa niesakramentalnych powstały z myślą o tych którzy są w związkach niesakramentalnych, a nie po to aby ktoś żyjący w nieudanym małżeństwie uznał że może zostawić małżonka i żyć w związku niesakramentalnym. Nawet sobie nie bardzo wyobrażam aby ktokolwiek sobie w ten sposób kombinował, że zostawi małżonka, a jak sobie kogoś nowego znajdzie to będzie chodzić do duszpasterstwa dla niesakramentalnych. Nie twierdzę że kościół toleruje rozwody ! Jesli już tak się stanie to proponuje życie w samotności. Nie twierdzę że każdy kto jest w związku niesakramentalnym kombinuje, napisałam że w życiu dzieją się straszne tragedie, ale że trzeba najpierw innej drogi spróbować. Jesli ktoś się jednak decyduje na związek niesakramentalny to nie powinien skarżyć się , że chciałby komunię przyjąć ale nie może. Taką drogę przecież przyjął. My się chyba Leszku nie  zrozumiemy :)
L
leszek
28 stycznia 2011, 18:54
Kościół wskazuje drogę do Boga dla tych którzy wzięli rozwód. Jest to żcie w pojedynkę a nie konkubinat i wstąpienie do niesakramentalnych. Autor o tym nie pisze, wspomniał tylko o białych małżeństwach. Wiem że czasem w życiu niektórych dzieją się straszne tragedie ale trzeba spróbować czy się uda, na zasadzie że może jednak wytrwam przecież Jezus zrobił dla mnie znacznie więcej. Duszpasterstwa dla niesakramentalnych to ostateczność a nie sposób na bycie w kościele i w związku! @ella, to chyba jakieś nieporozumienie... To wg mnie oczywiste że Kościół nie wskazuje drogi do Boga nawet przez samo wzięcie rozwodu! Wskazując drogę do Boga nawet nie wymienia się rozwodu! W ekstremalnych sytuacjach jest co najwyżej tolerowana separacja małżonków a nie żaden rozwód! Nie wiem więc w jaki sposób zrozumiałaś duszpasterstwa dla niesakramentalnych jako sposób bycia w Kościele i w związku?!? Równie dobrze możnaby uważać że sakrament spowiedzi to sposób na bycie w Kościele i np. nie dochowywanie wierności małżonkowi robieniem skoków na boki. Albo że apostolstwo dobrej śmierci utworzono po to aby ludzi zachęcić do samobójstw. Tak, duszpasterstwo niesakramentalnych to ostateczność. Duszpasterstwa niesakramentalnych powstały z myślą o tych którzy są w związkach niesakramentalnych, a nie po to aby ktoś żyjący w nieudanym małżeństwie uznał że może zostawić małżonka i żyć w związku niesakramentalnym. Nawet sobie nie bardzo wyobrażam aby ktokolwiek sobie w ten sposób kombinował, że zostawi małżonka, a jak sobie kogoś nowego znajdzie to będzie chodzić do duszpasterstwa dla niesakramentalnych.
L
leszek
28 stycznia 2011, 18:38
Chyba najlepiej będzie jak zacytuję z poprzednio podanego przez Ciebie linku: Wynika ona [potrzeba] z poczucia tych osób, że dzieje się z nimi źle, że nie ma znikąd ratunku, że są potępione, że nie mogą się modlić do Pana Boga, bo On albo one odwróciły się od Niego, że są wyrzucone z Kościoła, a co gorsza, że same się wyrzuciły. .. Ja tego nie wkleiłam to jest artykuł pod którym komentujemy :) Zgadza się :-) Nie rozumiem jak to wywnioskowałaś ale to nieprawda bo wcale tak nie uważam. Przyznałem jedynie autorowi artykułu że rzeczywiście ci ludzie mają takie problemy. Co nie znaczy że nie mają innych, (co było wspomniane przez autora) i że niesakramentalni mają większe (z resztą sami wybrali taką drogę) Tak, nie znaczy to że nie mają innych problemów. Nie bardzo wiem jaką miarą mierzyć co jest większym problemem, czy to że nie ma się co jeść na kolację czy to że samemu się je kolację... Człowiek samotny może się czuć przez Boga opuszczony, oddalać się datego potrzebuje wsparcia np.duszpasterstwa. Jeśli je otrzyma, bedzie wiedział że jest z nim Jezus i są inni ludzie wtedy jedzenie samemu kolacji nie będzie dla niego problemem. Nie chce mi się tego tłumaczyć po raz kolejny... Nie trzeba być samotnym aby czuć się przez Boga opuszczonym, oddalać się i dlatego potrzebować wsparcia, np. duszpasterstwa.
L
leszek
28 stycznia 2011, 18:34
Leszek, krótko, jak dla mnie jest przerażające jak nie zrozumiałeś moich wpisów i to jak mnie obrażasz mówiąc, że chcę komuś dok... nawet nie kończę bo to nie mój styl i dalsze Twoje fałszywe insynuacje pod moim adresem. Kiedyś podziwiałam wiele Twoich mądrych wpisów, ale teraz coraz częściej widzę, jak agresywnie atakujesz tu niewinnych. Współczuję niezrozumienia prostych wpisów i to jest ostatni post do Ciebie. @perfekcjonistko, dla nie również było przerażające jak nie zrozumiałaś moich wpisów i to jak mnie obrażasz snując swoje fałszywe insynuacje pisząc: nie wiem dlaczego tak strasznie chcesz komuś pomagać i martwisz się o kogoś kto się już wiele lat temu "załatwił się" za przeproszeniem. Nie wiem dlaczego ten temat Cię tak pochłania. Wychodzi na to że póki pisałem to co Tobie odpowiadało to podziwiałaś wiele moich mądrych wpisów, ale jak piszę to co Tobie nie odpowiada to widzisz jak agresywnie atakuję tu niewinnych... Typowa reakcja :-(
E
ella
28 stycznia 2011, 18:03
R napisał:  ..."Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam" - Rezkł Pan. Mylił się? Nie mylił się, ale nie pozwala aby ktoś sobie żony czy mężów zmieniał. Jest inna droga "...A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" "Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo."
D&
dwa "rodzaje" osób
28 stycznia 2011, 18:01
Istnieją dwa rodzaje "osób niesakramentalnych": - ci co porzucili (porzucający), zniszczyli ważnie zawarte małżeństwo sakramentalne w Kościele - ci co zostali porzuceni i nie wytrzymali traumy jaka ich spotkała, więc weszli w nowy związek - porzuceni i o tym należy mówić, a nie wszystkich do jednego worka "wrzucać". Tak nie można.
E
ella
28 stycznia 2011, 17:50
Autor wspomniał/wzmiankował, i nie tylko wspomniał/wzmiankował ale i napisał co nieco(...)Hm... Obawiam się że mogę źle zrozumieć... Nie powinny być dla ludzi po rozwodach którzy wytrwali w samotności? Lecz dla ludzi którzy po rozwodach nie wytrwali w samotności i założyli związek niesakramentalny? Kościół wskazuje drogę do Boga dla tych którzy wzięli rozwód. Jest to żcie w pojedynkę a nie konkubinat i wstąpienie do niesakramentalnych. Autor o tym nie pisze, wspomniał tylko o białych małżeństwach. Wiem że czasem w życiu niektórych dzieją się straszne tragedie ale trzeba spróbować czy się uda, na zasadzie że może jednak wytrwam przecież Jezus zrobił dla mnie znacznie więcej. Duszpasterstwa dla niesakramentalnych to ostateczność a nie sposób na bycie w kościele i w związku!
E
ella
28 stycznia 2011, 17:41
Chyba najlepiej będzie jak zacytuję z poprzednio podanego przez Ciebie linku: Wynika ona [potrzeba] z poczucia tych osób, że dzieje się z nimi źle, że nie ma znikąd ratunku, że są potępione, że nie mogą się modlić do Pana Boga, bo On albo one odwróciły się od Niego, że są wyrzucone z Kościoła, a co gorsza, że same się wyrzuciły. .. Ja tego nie wkleiłam to jest artykuł pod którym komentujemy :) Nie rozumiem jak to wywnioskowałaś ale to nieprawda bo wcale tak nie uważam. Przyznałem jedynie autorowi artykułu że rzeczywiście ci ludzie mają takie problemy. Co nie znaczy że nie mają innych, (co było wspomniane przez autora) i że niesakramentalni mają większe (z resztą sami wybrali taką drogę) Nie bardzo wiem jaką miarą mierzyć co jest większym problemem, czy to że nie ma się co jeść na kolację czy to że samemu się je kolację... Człowiek samotny może się czuć przez Boga opuszczony, oddalać się datego potrzebuje wsparcia np.duszpasterstwa. Jeśli je otrzyma, bedzie wiedział że jest z nim Jezus i są inni ludzie wtedy jedzenie samemu kolacji nie będzie dla niego problemem. Nie chce mi się tego tłumaczyć po raz kolejny...
A2
Ap 2, 4-5
28 stycznia 2011, 16:58
"Ale mam przeciwko tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij! Jeśli zaś nie - przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie nawrócisz."
P
perfekcjonistka
28 stycznia 2011, 16:35
Leszek, krótko, jak dla mnie jest przerażające jak nie zrozumiałeś moich wpisów i to jak mnie obrażasz mówiąc, że chcę komuś dok... nawet nie kończę bo to nie mój styl i dalsze Twoje fałszywe insynuacje pod moim adresem. Kiedyś podziwiałam wiele Twoich mądrych wpisów, ale teraz coraz częściej widzę, jak agresywnie atakujesz tu niewinnych. Współczuję niezrozumienia prostych wpisów i to jest ostatni post do Ciebie.
L
leszek
28 stycznia 2011, 16:21
Leszek, nie wiem dlaczego tak strasznie chcesz komuś pomagać i martwisz się o kogoś kto się już wiele lat temu "załatwił się" za przeproszeniem. Nie wiem dlaczego ten temat Cię tak pochłania. @perfekcjonistko, równie dobrze mogę zapytać Ciebie dlaczego tak strasznie chcesz komuś dokopać i dlaczego ten temat Cię tak pochłania. Stare powiedzenie mówi, "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz". Wiele ludzi podejmując świadomie złe decyzje skazało się na pasmo nieszczęść i "wpakowali się" najczęściej w sytuację bez wyjścia wiedząc jakie będą tego konsekwencje i muszą te konsekwecje ponosić - pasmo nieszczęść [/quopte] Masz jakieś dziwne, zupełnie obce chrześcijaństwu wyobrażenie o człowieku. Wg Ciebie część ludzi podejmuje świadomie złe decyzje, świadomie skazując się na pasmo nieszczęść, pakując w sytuacje bez wyjścia? Twoje wyobrażenia o człowieku są kompletnie sprzeczne i z tym co o naturze czlowieka mówi nie tylko Nauka Kościoła ale nawet i świecka psychologia. Każdy człowiek pragnie dobra i szuka dobra. Problem jedynie w tym, że wskutek grzechu pierworodnego oraz działań szatana człowiek ma problemy z rozpoznawaniem dobra. Ale jeżeli dokonuje jakiegoś wyboru to dlatego że uważa to za dobre, a przynajmniej za lepsze od innych. Nie jest tak że świadomie i dobrowolnie wybiera coś dlatego że to jest zło. i choćbyś nie wim jak chciał im pomóc to nie pomożesz bo oni tak wybrali i mają to na własne zamówienie. Owszem, każdy musi ponosić konsekwencje swoich wyborów. Tyle że jednak w pewnych sytuacjach można im pomóc. Probkem w tym że Ty za wszelką cenę chcesz im dokopać. Odnośnie dzieci to wiadome jest, że dzieci za swych rodziców nic nie mogą, nie odpowiadają za nich. Tylko dzieciom można współczuć, że rodzice im zgotowali te pasma nieszczęść, często dzieci mają potem takie urazy, że nie chcą zawierać związków poprzez złe przykłady starszych, mają uraz i tak koło się zamyka niestety. Tyle tylko że TO TY chcesz tym dzieciom zgotować to pasmo nieszczęść. TO TY domagasz się aby tym dzieciom zafundować te urazy. Bo te dzieci wcale nie muszą doznawać tych urazów i nie trzeba im zgotowywać pasma nieszczęść... jesli tylko nie będziesz się domagać od ich rodziców że bezwzględnie muszą porzucić swoje dzieci. Odnośnie samobójsw i morderstw to też są owoce wejścia w chore związki sprzeczne z Dekalogiem, dlatego myślę że Kościół powinien bardziej formować, dzieci i młodzież w tych sprawach bo potem to już jest za późno. Połowa sukcesu to dobra organizacja, w tym przypadku przemyślane, świadome i odpowiedziane decyzje. A wszystko zaczyna się w rodzinie i formacja Kościoła też i tu jest podstawa i wróciłam do punktu wyjścia i tak można temat drążyć od nowa ... Nie mam nic przeciwko temu aby zaczynać w rodzinie. Nie mam nic przeciwko temu aby bardziej formować bo to połowa sukcesu. Ale wybacz, to tylko Twoje trucie. Bo co to ma do rzeczy w stosunku do tych którzy już są uformowani, już są w związkach niesakramentalnych. Dla nich, mówienie że należy zaczynać od dziecka, że należy bardziej formować itp itd to zwykłe ględzenie bo to ich sytuacji w żaden sposób nie dotyczy i nic im nie daje.
L
leszek
28 stycznia 2011, 15:47
@perfekcjonistko, naprawdę nie masz świadomości tego, że powrót wiarołomnego małżonka często byłby równoważny ze złem wyrządzonym jego dzieciom w nowym związku?!? Czasem ludzie chcieliby cofnąć czas, ale czasu cofnąć się nie da, więc muszą żyć w takich realiach jakie są. A realia są takie, że gdyby teraz zechcieli wrócić do ślubnego małżonka to musieliby po raz kolejny wyrządzić takie zło jakie już kiedyś wyrządzili, gdyż musieliby porzucić i kobietę która się z nimi związała i dzieci które z nią mają... I co oni teraz mają robić? Powiesić się? Czy zabić aktualnego małżonka i wspólne dzieci? Tak, wiem, sami sobie są winni, sami sobie zgotowali swój los... ale co z tego... a wracając do pytania co teraz mają zrobić, to co oni mają teraz zrobić?!? Właśnie takie myślenie rozwala kolejne - PRZYSZŁE - rodziny. A konkretnie jakie myślenie? Co w tym w/w 'myśleniu' jest nieprawidłowe czy nieprawdziwe? Twierdzisz, że porzucenie kobiety i dzieci z aktualnego związku nie byłoby złem?
L
leszek
28 stycznia 2011, 15:44
Dla mnie jest zupełnie nie zrozumiałe, że w tytule duszpasterstw-rekolekcji używa się określania małzeństwa niesakramentalne /tutaj tego nie ma ale na innych forach Leszek bardzo tej nazwy bronił/ a to wedla naszej wiary tylko związki. To rodzi zamieszanie w umysle i niesprawiedliwe zrownanie... @tereso, nie bardzo Ciebie rozumiem... Ja broniłem nazwy 'związki niesakramentalne'? Jak broniłem?
P
perfekcjonistka
28 stycznia 2011, 14:59
Leszek, nie wiem dlaczego tak strasznie chcesz komuś pomagać i martwisz się o kogoś kto się już wiele lat temu "załatwił się" za przeproszeniem. Nie wiem dlaczego ten temat Cię tak pochłania. Stare powiedzenie mówi, "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz". Wiele ludzi podejmując świadomie złe decyzje skazało się na pasmo nieszczęść i "wpakowali się" najczęściej w sytuację bez wyjścia wiedząc jakie będą tego konsekwencje i muszą te konsekwecje ponosić - pasmo nieszczęść i choćbyś nie wim jak chciał im pomóc to nie pomożesz bo oni tak wybrali i mają to na własne zamówienie. Odnośnie dzieci to wiadome jest, że dzieci za swych rodziców nic nie mogą, nie odpowiadają za nich. Tylko dzieciom można współczuć, że rodzice im zgotowali te pasma nieszczęść, często dzieci mają potem takie urazy, że nie chcą zawierać związków poprzez złe przykłady starszych, mają uraz i tak koło się zamyka niestety. Odnośnie samobójsw i morderstw to też są owoce wejścia w chore związki sprzeczne z Dekalogiem, dlatego myślę że Kościół powinien bardziej formować, dzieci i młodzież w tych sprawach bo potem to już jest za późno. Połowa sukcesu to dobra organizacja, w tym przypadku przemyślane, świadome i odpowiedziane decyzje. A wszystko zaczyna się w rodzinie i formacja Kościoła też i tu jest podstawa i wróciłam do punktu wyjścia i tak można temat drążyć od nowa ...
T
teresa
28 stycznia 2011, 14:54
Dla mnie jest zupełnie nie zrozumiałe, że w tytule duszpasterstw-rekolekcji używa się określania małzeństwa niesakramentalne /tutaj tego nie ma ale na innych forach Leszek bardzo tej nazwy bronił/ a to wedla naszej wiary tylko związki. To rodzi zamieszanie w umysle i niesprawiedliwe zrownanie...
K
k
28 stycznia 2011, 14:44
@perfekcjonistko, naprawdę nie masz świadomości tego, że powrót wiarołomnego małżonka często byłby równoważny ze złem wyrządzonym jego dzieciom w nowym związku?!? Czasem ludzie chcieliby cofnąć czas, ale czasu cofnąć się nie da, więc muszą żyć w takich realiach jakie są. A realia są takie, że gdyby teraz zechcieli wrócić do ślubnego małżonka to musieliby po raz kolejny wyrządzić takie zło jakie już kiedyś wyrządzili, gdyż musieliby porzucić i kobietę która się z nimi związała i dzieci które z nią mają... I co oni teraz mają robić? Powiesić się? Czy zabić aktualnego małżonka i wspólne dzieci? Tak, wiem, sami sobie są winni, sami sobie zgotowali swój los... ale co z tego... a wracając do pytania co teraz mają zrobić, to co oni mają teraz zrobić?!? Właśnie takie myślenie rozwala kolejne - PRZYSZŁE - rodziny.
L
leszek
28 stycznia 2011, 14:30
No właśnie, niech R będzie dla zajmujących się tematem przykładem złych owoców tej działalności, widać, że jego duszpasterstwo dla niesakramentalnych utwierdza w tym, że jest na dobrej drodze i nie rozumi sensu przysięgi małżeńskie, którą kiedyś świdomie i dobrowolnie złożył w obliczu Boga swej małżonce na całe życie, na dobre i na złe. Po co uczęszczać na takie coś jeśli nie chce się wrócić na dobrą drogę, do życia sakramentalnego według Dekalogu i woli Bożej, po co. Kościół Chrystusowy nie może nikogo uwierdzać, że wybór złej drogi jest dobry, po co Pan Jezus oddał życie za nas wszystkich??? @perfekcjonistko, za bardzo zapędzasz się w swoich zdogmatyzowanych osądach. Złamanie przysięgi małzeńskiej i porzucenie sakramentalnego małżonka jest bezdyskusyjnym złem. Jeszcze większym bezdyskusyjnie złem będzie wejście w niesakramentalny związek małzeński. Ale nie zawsze metodą naprawienia tego zła może być zerwanie związku niesakramentalnego i powrót do sakramentalnego małżonka, gdyż czasami, i to na ogół, takie rozwiązanie owocowałoby jeszcze większym złem! Pomijam już to że osoba z którą się związał wiarołomca w drugim związku może być niczemu nie winna. Ale weź sobie uświadom, że w tym związku niesakramentalnym pojawiają się na ogół dzieci. I co te dzieci są winne? W tym jedym ze znanych mi przypadków, porzucona kobieta samotnie wychowująca dzieci i stroniąca(!) od mężczyzn jako sakramentalna mężatka stwierdza, że po 20-tu latach tamten mężczyzna będący jej mężem stał się dla niej zupełnie obcy więc nie wyobraża sobie życia z nim pod jednym dachem, przy wspólnym stole, nie mówiąc już o łożu małżeńskim. I dodaje że choć on zbudował swoje szczęście na krzywdzie jej i ich dzieci, to ona nie potrafiłaby budować swojego szczęścia na krzywdzie jego aktualnej żony i jego z nią dzieci... @perfekcjonistko, naprawdę nie masz świadomości tego, że powrót wiarołomnego małżonka często byłby równoważny ze złem wyrządzonym jego dzieciom w nowym związku?!? Czasem ludzie chcieliby cofnąć czas, ale czasu cofnąć się nie da, więc muszą żyć w takich realiach jakie są. A realia są takie, że gdyby teraz zechcieli wrócić do ślubnego małżonka to musieliby po raz kolejny wyrządzić takie zło jakie już kiedyś wyrządzili, gdyż musieliby porzucić i kobietę która się z nimi związała i dzieci które z nią mają... I co oni teraz mają robić? Powiesić się? Czy zabić aktualnego małżonka i wspólne dzieci? Tak, wiem, sami sobie są winni, sami sobie zgotowali swój los... ale co z tego... a wracając do pytania co teraz mają zrobić, to co oni mają teraz zrobić?!?
L
leszek
28 stycznia 2011, 13:58
Trzeba to Leszkowi tak wytłumaczyć - na chłopski rozum: widzisz leszek, skoro są duszpasterstwa dla tych co są bez prawej nogi,   to muszą być również duszpasterstwa dla tych co są bez lewej nogi. Okazuje się że chłopski rozum może czasem szwankować... bo nie ma czegoś takiego jak duszpasterstwa dla tych co są bez bez prawej nogi. I w związku z tym duszpasterstwa dla tych co są bez lewej nogi są równie idiotycznym wymysłem.
L
leszek
28 stycznia 2011, 13:55
Czyli Leszku jeśli dobrze rozumiem niesakramentalni są biedni, wykluczeni i cały kościół powinien na nich chuchać zeby z niego nie odeszli? A Ci samotni to nie wiadomo czego chcą skoro nie są ekskomunikowani. @ella, jeżeli naprawdę tak rozumiesz, to znaczy że nic nie rozumiesz... Chyba najlepiej będzie jak zacytuję z poprzednio podanego przez Ciebie linku: Wynika ona [potrzeba] z poczucia tych osób, że dzieje się z nimi źle, że nie ma znikąd ratunku, że są potępione, że nie mogą się modlić do Pana Boga, bo On albo one odwróciły się od Niego, że są wyrzucone z Kościoła, a co gorsza, że same się wyrzuciły. I tak za każdym razem, gdy są w potrzebie duszpasterskiej: komunia dziecka, pogrzeb rodzica, krewnych czy najbardziej bolesny: własnego dziecka. Każde duszpasterstwo wygląda inaczej, bo nie ma jednego schematu. Uczestnicy sami określają kierunek czy pola zainteresowania: wspólna modlitwa, adoracja, lektura Pisma Świętego, rozmowy o Kościele, teologii, specjalnie organizowane rekolekcje. Czyli w sumie tak, jak w pozostałej części Kościoła. Grupy te są różne, ale mają jednak pewne punkty wspólne. Pierwszy to uświadomienie tym osobom, że nadal pozostają w Kościele. Nawet nie na granicy, bo mogą praktykować pokutę, modlitwę, obecność na Mszy świętej, wychowywać dzieci po chrześcijańsku.. Czynić miłość w wymiarze społecznym. Wspierać siebie samych - często w starości. Granica jednak zawsze pozostaje nie do przekroczenia. Jest nią możliwość przystępowania do sakramentu Eucharystii. To najbardziej dotkliwa i brutalna z możliwych. Pozostaje zawsze problem winy, ale nie nam go rozstrzygać. U Boga wszystko jest możliwe, inaczej niż u człowieka, jak czytamy w Ewangelii. widzisz oni bardzo ciężko pracują na to żeby móc komunię przyjąć Tak jaki wielu innych bardzo ciężko pracującyh na to żeby móc komunię przyjąć. - WYBRALI O WIELE TRUDNIEJSZĄ DROGĘ NIŻ ZWIĄZKI NIESAKRAMENTALNE i to chyba nie podlega żadnej dyskusji. Tak, nie podlega dyskusji że wybrali o wiele trudniejszą drogę. Z postów Twoich wynika że największym problem tych ludzi są kwestie finansowe i psychologiczne. Nie rozumiem jak to wywnioskowałaś ale to nieprawda bo wcale tak nie uważam. Przyznałem jedynie autorowi artykułu że rzeczywiście ci ludzie mają takie problemy. Ja myślę że kwestie duchowe chyba są większym problem gdy się wraca do pustego domu. Może spróbujesz tak przez jakiś czas? Nie bardzo wiem jaką miarą mierzyć co jest większym problemem, czy to że nie ma się co jeść na kolację czy to że samemu się je kolację. Ale sądzę że to zależy od tego czy się nie ma co jeść czy się nie ma z kim jeść, i że zawsze boleśniej odczuwa się brak. Ale nie myśl że zaprzeczam takim problemom. Ja jedynie w pełni zgadzam się z dowcipem który mówi że róznica pomiędzy samotnym a żonatym polega na tym że samotnemu wszędzie źle, a żonatemu tylko w domu... ;-) Jak wcześniej wspominałam jest w kościele miejsce dla niesakramentalnych, ale nie powinien przy tym kościół zapominać o innych. Jak już wcześniej i ja wspominałem, zgadzam się z tym. Nawet w artkule pod którym komentarze piszemy jest mowa o tym że w Polsce coraz więcej rozwodów a duszpasterstw dla niesakramentalnych mało. No to chyba jednak nie są tacy wypieszczeni jak możnaby podejrzewać po krytyce? Autor nawet nie wspomniał że jest inna droga (wzmianka tylko o białych małżeństwach). [/qute] Jak to nie wspomniał skoro sama stwierdzasz, że napisał? Czym się różni wg Ciebie 'wzmianka' od 'wspomniał'? Autor wspomniał/wzmiankował, i nie tylko wspomniał/wzmiankował ale i napisał co nieco. Duszpasterstwa dla niesakramentalnych nie powinny być dla ludzi po rozwodach, tylko dla tych co po rozwodzie w samotnosci nie wytrwali. Jest różnica. Choć dla niektórych takie życie to tylko w klasztorze jest przynosi dobre owoce. Hm... Obawiam się że mogę źle zrozumieć... Nie powinny być dla ludzi po rozwodach którzy wytrwali w samotności? Lecz dla ludzi którzy po rozwodach nie wytrwali w samotności i założyli związek niesakramentalny?
R
R
28 stycznia 2011, 13:50
Albo np. Duszpasterstwo Powrotu (dla niesakramentalnych) Do czego/kogo? Do ex-małżonka/ki, która/y już od 20 lat ma wszystko gdzieś i sypia z kim popadnie, albo znalazł/a sobie drugą połówkę? Wasz dogmatyzm podszyty jest resentymentem. Tak naprawdę każdy/a z Was chiał(a)by kogoś mieć (co zrozumiałe) ale się BOI, podczas gdy sam Kościół jest bardziej wyrozumiały od Was i dlatego powołał duszpasterstwo związków niesakramentalnych. By im pomóc żyć blisko Boga mimo ich sytuacji, a nie rozwalać ich związki. Bądźcie dla samych siebie bardziej ludzcy. Samotność rodzi zgorzknienie, frustracje, wyobcowanie, złośliwość, dewocję i i inne aberracje (patrz elaboraty leszka i innych tutaj). "Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam" - Rezkł Pan. Mylił się? Drogi R, rozumiem, że skoro piszesz pod moim cytatem i zwracasz się do podmiotu zbiorowego, to piszesz m. in do mnie. Pudło! Tak się składa, że jestem szczęśliwą mężatką, więc Twoja diagnoza jest nietrafna. Natomiast zastanów się nad sobą i swoją reakcją na pozytywną nazwę, która z jakichś powodów wzbudziła w Tobie wyraźnie negatywne emocje. Więcej spokoju życzę, szukaj w ludziach dobra :) Gratuluję szcęścia małżeńskiego, nie rozumiem tylko skiąd to zainteresowanie sczęśliwej męzatki owym kontrowersyjnym tematem. Nie ma ciekawszych zajęć? A co do ludzi, to uważam, że są po prostu przeważnie niesczęśliwi. Ale jest tez wiele kanalii na świecie. Chyba, że kto slepy.
A
Aura
28 stycznia 2011, 13:43
Albo np. Duszpasterstwo Powrotu (dla niesakramentalnych) Do czego/kogo? Do ex-małżonka/ki, która/y już od 20 lat ma wszystko gdzieś i sypia z kim popadnie, albo znalazł/a sobie drugą połówkę? Wasz dogmatyzm podszyty jest resentymentem. Tak naprawdę każdy/a z Was chiał(a)by kogoś mieć (co zrozumiałe) ale się BOI, podczas gdy sam Kościół jest bardziej wyrozumiały od Was i dlatego powołał duszpasterstwo związków niesakramentalnych. By im pomóc żyć blisko Boga mimo ich sytuacji, a nie rozwalać ich związki. Bądźcie dla samych siebie bardziej ludzcy. Samotność rodzi zgorzknienie, frustracje, wyobcowanie, złośliwość, dewocję i i inne aberracje (patrz elaboraty leszka i innych tutaj). "Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam" - Rezkł Pan. Mylił się? Drogi R, rozumiem, że skoro piszesz pod moim cytatem i zwracasz się do podmiotu zbiorowego, to piszesz m. in do mnie. Pudło! Tak się składa, że jestem szczęśliwą mężatką, więc Twoja diagnoza jest nietrafna. Natomiast zastanów się nad sobą i swoją reakcją na pozytywną nazwę, która z jakichś powodów wzbudziła w Tobie wyraźnie negatywne emocje. Więcej spokoju życzę, szukaj w ludziach dobra :)
DP
dwa przypadki...
28 stycznia 2011, 13:37
Albo np. Duszpasterstwo Powrotu (dla niesakramentalnych) Do czego/kogo? Do ex-małżonka/ki, która/y już od 20 lat ma wszystko gdzieś i sypia z kim popadnie, albo znalazł/a sobie drugą połówkę? Wasz dogmatyzm podszyty jest resentymentem. Tak naprawdę każdy/a z Was chiał(a)by kogoś mieć (co zrozumiałe) ale się BOI, podczas gdy sam Kościół jest bardziej wyrozumiały od Was i dlatego powołał duszpasterstwo związków niesakramentalnych. By im pomóc żyć blisko Boga mimo ich sytuacji, a nie rozwalać ich związki. Bądźcie dla samych siebie bardziej ludzcy. Samotność rodzi zgorzknienie, frustracje, wyobcowanie, złośliwość, dewocję i i inne aberracje (patrz elaboraty leszka i innych tutaj). "Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam" - Rezkł Pan. Mylił się? Niesakramentalni to - osoby porzucone, żyjące w drugim związku,, ale tez - osoby, które porzuciły współmałżonka. To są dwa diametralnie różne "przypadki". Ci pierwsi, widać "pękli", ci drudzy też pękli, ale w inny sposób.
P
perfekcjonistka
28 stycznia 2011, 13:23
No właśnie, niech R będzie dla zajmujących się tematem przykładem złych owoców tej działalności, widać, że jego duszpasterstwo dla niesakramentalnych utwierdza w tym, że jest na dobrej drodze i nie rozumi sensu przysięgi małżeńskie, którą kiedyś świdomie i dobrowolnie złożył w obliczu Boga swej małżonce na całe życie, na dobre i na złe. Po co uczęszczać na takie coś jeśli nie chce się wrócić na dobrą drogę, do życia sakramentalnego według Dekalogu i woli Bożej, po co. Kościół Chrystusowy nie może nikogo uwierdzać, że wybór złej drogi jest dobry, po co Pan Jezus oddał życie za nas wszystkich???
R
R
28 stycznia 2011, 13:13
Albo np. Duszpasterstwo Powrotu (dla niesakramentalnych) Do czego/kogo? Do ex-małżonka/ki, która/y już od 20 lat ma wszystko gdzieś i sypia z kim popadnie, albo znalazł/a sobie drugą połówkę? Wasz dogmatyzm podszyty jest resentymentem. Tak naprawdę każdy/a z Was chiał(a)by kogoś mieć (co zrozumiałe) ale się BOI, podczas gdy sam Kościół jest bardziej wyrozumiały od Was i dlatego powołał duszpasterstwo związków niesakramentalnych. By im pomóc żyć blisko Boga mimo ich sytuacji, a nie rozwalać ich związki. Bądźcie dla samych siebie bardziej ludzcy. Samotność rodzi zgorzknienie, frustracje, wyobcowanie, złośliwość, dewocję i i inne aberracje (patrz elaboraty leszka i innych tutaj). "Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam" - Rezkł Pan. Mylił się?
P
perfekcjonistka
28 stycznia 2011, 13:06
Aura, świetny pomysł, bardzo ładny i prosty i z sensem według mnie! Oby ktoś skorzystał z tego pomysłu.
P
perfekcjonistka
28 stycznia 2011, 12:53
Ps. Jeszcze w temacie: według mnie błędne jest nazewnictwo "duszpasterstwo dla niesakramentalnych" może sugerować, że wspiera się taki styl życia i ja stąd rozumię oburzenie wielu osób na to jakoby Kościół popierał tą grzeszną drogę. Proponuję nazwać to "poradnia dla chcących wróćić na dobrą drogę" - i tu działania powinny być szybkie bo przecież dla tych, którzy chcą: odcięcie się od grzesznego życia i łamania przysięgi małżeńskiej, szczera spowiedź i powrót do życia sakramentalnego. Prosta sprawa, czy naprawdę taka trudna, dla chcącego nie ma nic trudnego. A jeśli ktoś nie chce to na siłę nic się nie da zrobić, jeśli ktoś chce się świadomie i dobrowolnie skazać na wszystkie nieszczęścia przed którymi chroni człowieka Dekalog, to niestety jego wybór związany niestety z wyrzuceniem ze swego życia Jezusa Zbawiciela. Kropka.
P
perfekcjonistka
28 stycznia 2011, 10:45
No to teraz już napewno ostatni raz ;) bo jak dotąd nikt nie zrozumiał: nie ma żadnej wspólnoty dla singli - zwyczajnych, prostych, szczęśliwych i jeszcze optymistów i jeszcze nie zfrustrowanych!!! Być może trzeba poczekać, aż nauka zdefiniuje singli jako chorobę i patologię i dopiero wtedy ruszy jakieś duszpasterstwo ... np "Anonimowych Singli" ha ha ha? Życzę wszystkim na koniec optymizmu i polecam trzymać się Dekalogu, bo potem to już może być za późno, człowiek załatwia się czasem raz na całe życie przez niewłaściwe bo przecież świadome wybory i żadne duszpasterstwo tu nie pomoże jeśli człowiek sam sobie nie chce pomóc czyli zawrócić ze złej drogi, a taką decyzję trzeba podjąc samodzielnie. Koniec kropka.
NC
na chłopski rozum
27 stycznia 2011, 23:26
Trzeba to Leszkowi tak wytłumaczyć - na chłopski rozum: widzisz leszek, skoro są duszpasterstwa dla tych co są bez prawej nogi,   to muszą być również duszpasterstwa dla tych co są bez lewej nogi.
E
ella
27 stycznia 2011, 23:05
Czyli Leszku jeśli dobrze rozumiem niesakramentalni są biedni, wykluczeni i cały kościół powinien na nich chuchać zeby z niego nie odeszli? A Ci samotni to nie wiadomo czego chcą skoro nie są ekskomunikowani. widzisz oni bardzo ciężko pracują na to żeby móc komunię przyjąć - WYBRALI O WIELE TRUDNIEJSZĄ DROGĘ NIŻ ZWIĄZKI NIESAKRAMENTALNE i to chyba nie podlega żadnej dyskusji. Z postów Twoich wynika że największym problem tych ludzi są kwestie finansowe i psychologiczne. Ja myślę że kwestie duchowe chyba są większym problem gdy się wraca do pustego domu. Może spróbujesz tak przez jakiś czas? Jak wcześniej wspominałam jest w kościele miejsce dla niesakramentalnych, ale nie powinien przy tym kościół zapominać o innych. Nawet w artkule pod którym komentarze piszemy jest mowa o tym że w Polsce coraz więcej rozwodów a duszpasterstw dla niesakramentalnych mało.Autor nawet nie wspomniał że jest inna droga (wzmianka tylko o białych małżeństwach). Duszpasterstwa dla niesakramentalnych nie powinny być dla ludzi po rozwodach, tylko dla tych co po rozwodzie w samotnosci nie wytrwali. Jest różnica. Choć dla niektórych takie życie to tylko w klasztorze jest przynosi dobre owoce.
*
******
27 stycznia 2011, 22:56
*, i napisz tu coś człowieku i licz, że cię ktoś zrozumi. Przecież Ty wlkeiłeś link do wspólnoty trudnych małżeństw (i bardzo dobrze, że coś takiego jest czego nie kwestionuję) ale ja apelowałam o wspólnotę dla samotnych i w miarę bez problemów w sensie wolnych i czekających na swą Połówkę ;) i już się więcej tu nie odzywam bo pewnie zaraz ktoś mi tu da link do AA, i innych patologii ... Pozdrowienia i powodzenia! <a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/wydruk.php?grupa=6&art=1295868861&dzi=1207812935&katg">http://goscniedzielny.wiara.pl/wydruk.php?grupa=6&art=1295868861&dzi=1207812935&katg</a>=
L
leszek
27 stycznia 2011, 22:47
Zwracam jednak uwagę na to że porównanie samotnych z niesakramentalnymi i twierdzenie że oni też jest błędem! Niesakramentalni JUŻ SĄ w pewien sposób wykluczeni, oni JUŻ nie mogą prowadzić życia sakramentalnego. Oni JUŻ nie dostaną rozgrzeszenia, JUŻ nie mogą przystępować do Komunii św. I tym się różnią od samotnych i wszelkich innych których tu podacie za przykład. Niesakramentalni, którzy zniszczyli kanonicznie ważnie zawarte małżeństwo są w jaki sposób zagrożeni? Sugerujesz, że zrobili to nieświadomie??? Życie sakramentalne w RP praktykuje 20% wiernych. Nieskaramentalni nie są "wykluczeni", to sprzeczne z nauką KRK. Nie mogą tylko przystepować do sakramentu komunii św. i spowiedzi. @R, wcześniej była mowa o zagrożeniu odejściem z Kościoła. I w tym kontekście napisałem że niesakramentalni już są W PEWIEN SPOSÓB wykluczeni gdyż nie mogą przystępować do sakramentów.  Nie kogą 'tylko' do spowiedzi i komunii? A do czego jeszcze w takim razie mogą? Do kapłaństwa i namaszczenia chorych? To że zycie sakramentalne praktykuje 20% wiernych nie ma nic do rzeczy. Bo prawie cała reszta MOŻE praktykować życie sakramentalne ale nie ma ochoty, nie ma takiej potrzeby. A problem w tym, że niesakramentalni często chcą a nie mogą! Proszę, zrozum mnie dobrze, nie krytykuję tego że nie mogą, a chodzi mi jedynie o zwrócenie uwagi na to, że skoro nie mogą prowadzić życia sakramentalnego to są na najlepszej drodze do odejścia z Kościoła.
L
leszek
27 stycznia 2011, 22:38
Zwracam jednak uwagę na to że porównanie samotnych z niesakramentalnymi i twierdzenie że oni też jest błędem! Niesakramentalni JUŻ SĄ w pewien sposób wykluczeni, oni JUŻ nie mogą prowadzić życia sakramentalnego. Oni JUŻ nie dostaną rozgrzeszenia, JUŻ nie mogą przystępować do Komunii św. I tym się różnią od samotnych i wszelkich innych których tu podacie za przykład. Niesakramentalni, którzy zniszczyli kanonicznie ważnie zawarte małżeństwo są w jaki sposób zagrożeni? Sugerujesz, że zrobili to nieświadomie??? Nic nie sugeruję. @k, zagrożeni definitywnym odejściem i zerwaniem z Kościołem są wszyscy ci którzy zgrzeszyli i nie przystępują do spowiedzi św. aby się pojednać z Bogiem oraz ci którzy nie przystępując do Komunii św. są pozbawieni łask z tym związanych. A więc również i ci którzy wskutek wejścia w związki niesakramentalne nie mogą przystępować do sakramentów świętych. Oczywiście możesz stwierdzić, że to ich problem i niech idą na potępienie, ale to nie jest postawa chrześcijanina. Dobry Pasterz zostawia wszystkie owce i idzie na ratunek tej jednej zagubionej. Jezus przyszedł do grzeszników a nie do zdrowych, zdrowi nie potrzebują lekarza.
L
leszek
27 stycznia 2011, 22:30
Też anonim, popieram Cię, jeśli Cię dobrze zrozumiałam! Też apeluję o jakąś wspólnotę dla samotnych (oczywiście dorosłych, którzy są już zastarzy na różne wspólnoty dla młodzieży, których jest mnóstwo a propo, ale jeszcze nie starzy ;)), którzy są na dobrej drodze i chcą dalej żyć według Dekalogu i nie błądzić. Chętnie bym na coś takiego uczęszczała, ale nic takiego chyba nie ma ... może ktoś by coś mądrego wymyślił, coś optymistycznego, dla optymistów i ludzi szczęśliwych, a nie różnych za przeproszeniem patologii, nie obrażając nikogo, ale nie wiem jak to nazwać ... ;) @perfekcjonistko, nie widzę najmniejszego problemu z uczęszczaniem do jednej z wielu już istniejących wspólnot. Już o tym pisałem. Przykładowo może to być Odnowa w Duchu Świętym, Droga Neokatechumenalna, Opus Dei, wspólnota modlitewno-ewangelizacyjna, czy choćby kółko różańcowe.
@
@
27 stycznia 2011, 22:21
Przytoczony link w podtytule mówi: Najpierw pomóc skrzywdzonym...Jak Jezus był zawsze po ich stronie... aby znaleźli pociechę i nauczyli się wybaczyć i przyjąć swój krzyż i dalej nieść brzemiona wynikające z SAKRAMENTU a więc modlić się za małżonka! O tę asymetrię chodzi a nie o zawiść do "byłego- byłej", ważna jest też  troska Kościoła o wiernych sakramentom i kościołowi by nie czuli się porzuceni przez Boga i ludzi.   
P
perfekcjonistka
27 stycznia 2011, 22:11
*, i napisz tu coś człowieku i licz, że cię ktoś zrozumi. Przecież Ty wlkeiłeś link do wspólnoty trudnych małżeństw (i bardzo dobrze, że coś takiego jest czego nie kwestionuję) ale ja apelowałam o wspólnotę dla samotnych i w miarę bez problemów w sensie wolnych i czekających na swą Połówkę ;) i już się więcej tu nie odzywam bo pewnie zaraz ktoś mi tu da link do AA, i innych patologii ... Pozdrowienia i powodzenia!
R
R
27 stycznia 2011, 22:09
Zwracam jednak uwagę na to że porównanie samotnych z niesakramentalnymi i twierdzenie że oni też jest błędem! Niesakramentalni JUŻ SĄ w pewien sposób wykluczeni, oni JUŻ nie mogą prowadzić życia sakramentalnego. Oni JUŻ nie dostaną rozgrzeszenia, JUŻ nie mogą przystępować do Komunii św. I tym się różnią od samotnych i wszelkich innych których tu podacie za przykład. Niesakramentalni, którzy zniszczyli kanonicznie ważnie zawarte małżeństwo są w jaki sposób zagrożeni? Sugerujesz, że zrobili to nieświadomie??? Życie sakramentalne w RP praktykuje 20% wiernych. Nieskaramentalni nie są "wykluczeni", to sprzeczne z nauką KRK. Nie mogą tylko przystepować do sakramentu komunii św. i spowiedzi.
K
k
27 stycznia 2011, 21:50
Zwracam jednak uwagę na to że porównanie samotnych z niesakramentalnymi i twierdzenie że oni też jest błędem! Niesakramentalni JUŻ SĄ w pewien sposób wykluczeni, oni JUŻ nie mogą prowadzić życia sakramentalnego. Oni JUŻ nie dostaną rozgrzeszenia, JUŻ nie mogą przystępować do Komunii św. I tym się różnią od samotnych i wszelkich innych których tu podacie za przykład. Niesakramentalni, którzy zniszczyli kanonicznie ważnie zawarte małżeństwo są w jaki sposób zagrożeni? Sugerujesz, że zrobili to nieświadomie???
L
leszek
27 stycznia 2011, 21:45
anonim napisał:  osoby samotne nie są w żadnej sytuacji szczególnego zagrożenia i wymagają co najwyżej pomocy psychoterapeutycznej. Bardzo się mylisz anonimie. Osoby samotne są w sytuacji szczególnego zagrożenia TAKŻE pod względem wiary, a nie mają wsparcia ani w drugiej osobie, ani w żadnej wspólnocie - w przeciwieństwie do niesakramentalnych, których jest dwoje (zawsze to raźniej), a i Kościół im pomaga. Nieprawda! Zagrożenie wiary i odejścia z Kościoła u niesakramentalnych jest realne gdyż są oni JUŻ wykluczeni z życia sakramentalnego (spowiedź, komunia św.) i są napiętnowani jako ci źli jawnogrzesznicy, a osoby samotne nie są w takiej sytuacji. A Kościół pomaga również i osobom samotnym!
L
leszek
27 stycznia 2011, 21:41
Nie tylko  małżeństwa niesakramentalne poprzez brak wsparcia ze strony duszpasterstw są narażone na odejście z kościoła , samotni również(mogą w samotności nie wytrwać!). Nie ma sensu wmawiać ludziom że są nieszczęśliwi bo się rzeczywiście tak zaczną czuć. Jeśli znajdzie się ktoś kto będzie im pokazywał jak być samotnym, a nie osamotnionym i jak wielką możliwość daje im ich stan na zbliżenie się do Boga i ludzi to wierz mi że psychoterapeuta nie bezie potrzebny. To chyba wszystko :) Jednym i drugim powodzenia życze :) Zgadzam się z tym że nie tylko niesakramentalni są zagrożeni odejściem z Kościoła.  W każdej grupie, w każdym środowisku są osoby zagrożone odejściem z Kościoła. I nie mam nic przeciwko aby tworzyć duszpasterstwa dla osób zagrożonych odejściem z Kościoła. Zwracam jednak uwagę na to że porównanie samotnych z niesakramentalnymi i twierdzenie że oni też jest błędem! Niesakramentalni JUŻ SĄ w pewien sposób wykluczeni, oni JUŻ nie mogą prowadzić życia sakramentalnego. Oni JUŻ nie dostaną rozgrzeszenia, JUŻ nie mogą przystępować do Komunii św. I tym się różnią od samotnych i wszelkich innych których tu podacie za przykład.
L
leszek
27 stycznia 2011, 21:34
Nie mam danych statystycznych , ale chociażby artykuł do którego link podesłal użytkownik es świadczy że problem istniej <a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/idziemy201009_wierni.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/idziemy201009_wierni.html</a> Dzięki za ten link bo artykuł bardzo reprezentatywnie przedstawia zróżnicowane problemy. Naprawde warto go przeczytać, zachęcam. Ja nie kwestionuję tego że istnieje problem osób porzuconych. Mnie chodzi jedynie o to aby go właściwie postrzegać. W świecie istnieje całe mnóstwo różnych problemów, łącznie choćby z problemem mieszkaniowym, ale nie znaczy to że Kościół rozwiązywać wszystkie te problemy. Kościół jest od zajmowania się sprawami duszpasterskimi! Naprawdę orientuję się trochę w problemach osób porzuconych, bo wśród bliskich znajomych mam takie dwa przypadki (akurat kobiet). Zgadza się, zaznają wiele bólu, doznają wielu upokorzeń, mają kłopoty finansowe itp itd. Ale... nie tylko osoby porzucone doświadczają tego typu przeżyć. Można podać cały szereg grup, które w różnoraki sposób cierpią. Tego samego rodzaju problemów doświadczają np. wszelkie osoby samotne, takie którym albo z nikim nie udało się związać albo takie którym szczęśliwe związki rozerwała śmierć. Możnaby równie przejmująco opisywać życie starych panien/kawalerów czy wdów/wdowców, albo osób które straciły pracę i nie mogą znaleźć nowej lub osób pomiatanych wszędzie i przez wszystkich. Albo osób które samotnie borykają się pielęgnując kogoś obłożnie chorego, kogoś niepełnosprawnego. Przykłady możnaby mnożyć. Możnaby opisywać ich cierpienia i problemy z codziennego życia. Każdy z nich chcąc z korzystać z pomocy psychologicznej musiałby płacić za porady te 120 zł za wizytę. Ale czy to ma oznaczać że należy powoływać specjane duszpasterstwo dla nich? Ale z artykułu przebija jeszcze jeden problem. I wg mnie to jest właśnie cała istota. Zacytuję: Trauma rosła, kiedy padały informacje o duszpasterstwie dla związków niesakramentalnych. To brzmiało jak rodzaj promocji dla tych, którzy zostawili rodzinę i związali się z drugą osobą – wspomina. Czytała o ofercie wsparcia dla samotnych małżonków w jednej z warszawskich parafii. – Co za pomysły! Jak można zachęcać do czekania na małżonka, modlić się o uzdrowienie małżeństwa, kiedy jest się stroną odrzuconą i zranioną, a w drugim związku są już dzieci1!? Księża byli bezradni, kiedy mówiłam w konfesjonale, że nie potrafię przestać nienawidzić człowieka, który zrujnował nam życie. Radzili, żebym się nawróciła – wspomina gorzko. Największym problemem osób porzuconych jest to że mają problem z przebaczeniem swojemu krzywdzicielowi. I ten problem ich niszczy. Bo pragnęliby aby ich krzywdziciel został srogo ukarany za krzywdę jaką im wyrządził, pragnęliby aby okrutnie cierpiał podobnie jak i oni (porzuceni) cierpią. Krzywdziciel nie powinien być szczęśliwy, nie powinien mieć kochającego małżonka i dzieci, nie powinien być szanowany przez otoczenie. Powinien cierpieć, cierpieć i jeszcze raz cierpieć niewysłowione męki. Więc jakiekolwiek informacje o tym, że ich krzywdziciel żyje i ma się dobrze wywołują u nie będących w stanie przebaczyć porzuconych niewyobrażalne katusze. I stąd te pełne boleści wyrzuty, że wiarołomcy są hołubieni - bo skoro nie podlegają torturom to znaczy że są hołubieni, i stąd te pretensje że w ogóle istnieją duszpasterstwa niesakramentalnych. To jest ten prawdziwy problem: poczucie krzywdy graniczące z uczuciem nienawiści i brak przebaczenia... A wierzcie mi, z chwilą gdy jednak taka osoba dojrzewa do tego aby przebaczyć wiarołomcy to jej życie ulega przemianie. Widzę tego dowód u jednej z osób. Nienawiść i żądza zemsty już jej nie zżera, już nie zatruwa jej codziennego życia. I odzyskała wewnętrzny pokój i pewną radość życia. Jak to osiągnąć? Nie wiem. Myślę że tylko przez modlitwę, modlitwę o dar przebaczenia krzywdzicielowi. A jak ktoś ma nawet z tym problemy to niech spróbuje modlić się zwracając szczególną uwagę na słowa: I odpuść nam nasze winy JAKO I MY ODPUSZCZAMY...
*
*
27 stycznia 2011, 21:18
Też anonim, popieram Cię, jeśli Cię dobrze zrozumiałam! Też apeluję o jakąś wspólnotę dla samotnych (oczywiście dorosłych, którzy są już zastarzy na różne wspólnoty dla młodzieży, których jest mnóstwo a propo, ale jeszcze nie starzy ;)), którzy są na dobrej drodze i chcą dalej żyć według Dekalogu i nie błądzić. Chętnie bym na coś takiego uczęszczała, ale nic takiego chyba nie ma ... może ktoś by coś mądrego wymyślił, coś optymistycznego, dla optymistów i ludzi szczęśliwych, a nie różnych za przeproszeniem patologii, nie obrażając nikogo, ale nie wiem jak to nazwać ... ;) <a href="http://www.sychar.org">www.sychar.org</a>
@
@
27 stycznia 2011, 19:45
Leszek-specjalista od niesakramentalnych... książkowy przykład na mechanizm projekcji... może więcej pokory niż "mądrości"?
P
perfekcjonistka
27 stycznia 2011, 19:18
Też anonim, popieram Cię, jeśli Cię dobrze zrozumiałam! Też apeluję o jakąś wspólnotę dla samotnych (oczywiście dorosłych, którzy są już zastarzy na różne wspólnoty dla młodzieży, których jest mnóstwo a propo, ale jeszcze nie starzy ;)), którzy są na dobrej drodze i chcą dalej żyć według Dekalogu i nie błądzić. Chętnie bym na coś takiego uczęszczała, ale nic takiego chyba nie ma ... może ktoś by coś mądrego wymyślił, coś optymistycznego, dla optymistów i ludzi szczęśliwych, a nie różnych za przeproszeniem patologii, nie obrażając nikogo, ale nie wiem jak to nazwać ... ;)
N
N.
27 stycznia 2011, 19:15
anonim napisał: osoby samotne nie są w żadnej sytuacji szczególnego zagrożenia i wymagają co najwyżej pomocy psychoterapeutycznej. Bardzo się mylisz anonimie. Osoby samotne są w sytuacji szczególnego zagrożenia TAKŻE pod względem wiary, a nie mają wsparcia ani w drugiej osobie, ani w żadnej wspólnocie - w przeciwieństwie do niesakramentalnych, których jest dwoje (zawsze to raźniej), a i Kościół im pomaga. oczywiście, że "anonim" (czyli "leszek") się myli i to bardzo, ale "leszek" to nie wyrocznia
TA
też anonim
27 stycznia 2011, 18:50
anonim napisał:  osoby samotne nie są w żadnej sytuacji szczególnego zagrożenia i wymagają co najwyżej pomocy psychoterapeutycznej. Bardzo się mylisz anonimie. Osoby samotne są w sytuacji szczególnego zagrożenia TAKŻE pod względem wiary, a nie mają wsparcia ani w drugiej osobie, ani w żadnej wspólnocie - w przeciwieństwie do niesakramentalnych, których jest dwoje (zawsze to raźniej), a i Kościół im pomaga.
E
ella
27 stycznia 2011, 17:28
Nie tylko  małżeństwa niesakramentalne poprzez brak wsparcia ze strony duszpasterstw są narażone na odejście z kościoła , samotni również(mogą w samotności nie wytrwać!). Nie ma sensu wmawiać ludziom że są nieszczęśliwi bo się rzeczywiście tak zaczną czuć. Jeśli znajdzie się ktoś kto będzie im pokazywał jak być samotnym, a nie osamotnionym i jak wielką możliwość daje im ich stan na zbliżenie się do Boga i ludzi to wierz mi że psychoterapeuta nie bezie potrzebny. To chyba wszystko :) Jednym i drugim powodzenia życze :)
E
ella
27 stycznia 2011, 17:24
Skąd czerpiesz takie dane? (...) Juz o tym kiedyś pisałem więc się powtórzę. WSZYSCY wierzący potrzebują duszpasterstw gdyż wszyscy są grzeszni. Niekiedy tworzy się również różne specjalistyczne duszpasterstwa ze względu na specyficzne potrzeby różnych grup. Istotne są tu jednak potrzeby duszpasterskie w sensie zagrożeń duchowych a nie potrzeb socjalnych czy psychologicznych. Ludzie będący w związkach niesakramentalnych na ogół nie mogą prowadzić życia sakramentalnego a w dodatku poprzez szczególne napiętnowanie przez różnych nawiedzonych są na najlepszej drodze do definitywnego odejścia i zerwania z Kościołem. Dlatego tworzy się dla nich duszpasterstwa. Natomiast osoby samotne nie są w żadnej sytuacji szczególnego zagrożenia i wymagają co najwyżej pomocy psychoterapeutycznej. Abyśmy się dobrze rozumieli. Nie mam nic przeciwko temu aby obejmować opieką duszpasterską osoby samotne, a nawet aby w miarę możliwości udzielać im pomocy psychologicznej czy socjalnej. Ale nie widzę powodu dla którego należałoby mnożyć rodzaje duszpasterstw rozróżniając w osobnych grupach tych co zbierają znaczki cięte i tych co zbierają znaczki ząbkowane. Nie mam danych statystycznych , ale chociażby artykuł do którego link podesłal użytkownik es świadczy że problem istniej http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/idziemy201009_wierni.html Nie mam nic przeciw duszpasterstwom dla nieskaramentalnych. Mnożenie duszpasterstw może nie ma sensu, zawsze znajdzie się ktoś kto się nie wpasuje, nie spełni kryteriów które obowiązują w tych grupach i zostanie sam. Jednakże widać że kościół coraz bardziej się specjalizuje zamiast tworzyć jakieś ogólne grupy (poza charyzmatycznymi do których nie każdy się nadaje);skoro istnnieją duszpasterstwa dla niesakramentalnych, hutników, studentów, mam z dziećmi do lat 3, ludzi biznesu to dla wdów, kawalerów czy rozwodników też można . X
E
ella
27 stycznia 2011, 17:19
Leszku, ja bym nie kamieniowała, nie pogardzała(o tym trzeba mówić bo z pogardą to często się spotykają) , ale bohaterów też bym z nich nie robiła. Nie wiem czy zauważyłaś ale ja nie zamierzam ich kamienować ani mówić o nich z pogardą, jestem wręcz przeciwny jakiemukolwiek pospiesznemu osądzaniu ich. Zauważyłam, to nieporozumienie :) Zapytałeś w którymś poście czy powinno się kamieniować związki niesakramentalne opowiedziałam więc że nie:) Jasne jest również że każdy z nas (bardziej lub mniej świadomie) wybrał pewną drogę życia i ma prawo szukać na niej Boga i powienien miec wspracie ze strony wspólnoty. Jak najbardziej. ale wsparcie ze strony SWOJEJ wspólnoty, tej do której przynależy, a nie tworzonej ad hoc. Może racja ale co jeśli takiego wsparcia nie ma?
ŻB
żeby było jasne
27 stycznia 2011, 08:12
Oczywiście. Każdy ma prawo do wsparcia. I jak najbardziej może to wsparcie otrzymać w Kościele. Ale nie oznacza to konieczności powoływania specjalnych grup wsparcia. ma prawo wsparcia, ale nie ma konieczności wsparcia
L
leszek
27 stycznia 2011, 08:00
sorry zapomniałem się podpisać
E
ella
26 stycznia 2011, 22:36
Biuro matrymonialne ? moze niech z domu nie wychodzą żeby nie zgrzeszyć?
E
ella
26 stycznia 2011, 22:33
Leszku, ja  bym nie kamieniowała, nie pogardzała(o tym trzeba mówić bo z pogardą to często się spotykają) , ale bohaterów też bym z nich nie robiła. Jasne jest również że każdy z nas (bardziej lub mniej świadomie) wybrał pewną drogę życia i ma prawo szukać na niej Boga i powienien miec wspracie ze strony wspólnoty. Dlaczego coraz liczniej tworzy się duszpasterstwa dla niesakramentalnych , a nie przybywa ich dla ludzi samotnych? Liczy się ilość? Co do życia w grzechu to chyba jasne (Jezus wyraźnie mówił  co powinien człowiek zrobić jeśli opuści drugą połówkę lub zostanie porzucony). Jak wyżej wspomniałam każdy ma prawo do wsparcia,  ci porzuceni, którzy nie zdecydowali się żyć w grzechu tym bardziej.
B
bzdura
26 stycznia 2011, 22:28
A może jeszcze należałoby potworzyć duszpasterstwa dla osób nie mających lewej nogi? oraz koniecznie osobne dla tych co nie mają prawej nogi. A tak poza tym to uważam że nie należy tworzyć żadnych specjanych duszpasterstw dla rozwiedzionych. Jestem przekonany że byłoby to coś w rodzaju biura matrymonialnego. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, nikt się tak wzajemnie nie zrozumie, a wtedy, co tam Kościół i religia...
Grażyna Urbaniak
Grażyna Urbaniak
26 stycznia 2011, 22:22
Ojej, R, przypomnij sobie dobrze. Może jeszcze kogoś świętego pominąłeś i poczuje się urażony :(
L
leszek
26 stycznia 2011, 22:21
Może w końcu powstanie więcej duszpasterstw dla osób samotnych, także rozwiedzionych ? Tak aby po porzuceniu, czy odejściu nie angazowały się w nowe związki. Wydaje mi się że w dzisiejszych czasach trudniej kościołowi wskazać drogę samotnym  niż małżeństwom niesakramentalnym. A może jeszcze należałoby potworzyć duszpasterstwa dla osób nie mających lewej nogi? oraz koniecznie osobne dla tych co nie mają prawej nogi. A tak poza tym to uważam że nie należy tworzyć żadnych specjanych duszpasterstw dla rozwiedzionych. Jestem przekonany że byłoby to coś w rodzaju biura matrymonialnego. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, nikt się tak wzajemnie nie zrozumie, a wtedy, co tam Kościół i religia...
L
link
26 stycznia 2011, 22:19
Może w końcu powstanie więcej duszpasterstw dla osób samotnych, także rozwiedzionych ? Tak aby po porzuceniu, czy odejściu nie angazowały się w nowe związki. Wydaje mi się że w dzisiejszych czasach trudniej kościołowi wskazać drogę samotnym niż małżeństwom niesakramentalnym. <a href="http://www.sychar.org">www.sychar.org</a>
L
leszek
26 stycznia 2011, 22:16
Nie powinno być żadnych małżeństw/związków niesakramentalnych. Brawo @nieznana! Jestem za!!! Hm... ale co zrobić z tymi związkami niesakramentalnymi które jednak są... hm... może ukamienować? Ja się na to nie piszę... Ci ludzie żyją w permanentnym grzechu, Tu już dokonujesz bezprawnego i niedopuszczalnego, niczym nie uzasadnionego osądu. Aby można było mówić, że ktokolwiek żyje w permanentnym grzechu to wpierw trzeba wiedzieć, że ten ktoś w pełni swiadomie i w pełni dobrowolnie popełnia jakieś zło. A nie masz jakichkolwiek podstaw aby tak totalnie osądzac. a Kościół utwierdza ich w takim życiu poprzez tworzenie duszpasterstw. Nieprawda. Równie dobrze możesz twierdzić, że Kościół utwierdza wszystkich swoich członków w grzeszności poprzez istnienie sakramentu spowiedzi i dając rozgrzeszenia. Kościół powinien badać każde małżeństwo, które się rozpadło, pod kątem jego ważności i wtedy na pewno o wiele więcej osób mogłoby zawrzeć ponownie ślub kościelny Coś Ci się kompletnie pomieszało. Sugerujesz że małżeństwa które się porozpadały byly nieważne? I co to znaczy że wiele więcej osób mogłoby ponownie zawrzeć ślub kościelny? Sugerujesz że w Kościele Katolickim można zawrzeć ponownie ślub kościelny?!?
ZS
zgadza się
26 stycznia 2011, 21:50
Może w końcu powstanie więcej duszpasterstw dla osób samotnych, także rozwiedzionych ? Tak aby po porzuceniu, czy odejściu nie angazowały się w nowe związki. Wydaje mi się że w dzisiejszych czasach trudniej kościołowi wskazać drogę samotnym niż małżeństwom niesakramentalnym.
E
ella
26 stycznia 2011, 21:43
Może w końcu powstanie więcej duszpasterstw dla osób samotnych, także rozwiedzionych ? Tak aby po porzuceniu, czy odejściu nie angazowały się w nowe związki. Wydaje mi się że w dzisiejszych czasach trudniej kościołowi wskazać drogę samotnym  niż małżeństwom niesakramentalnym.
R
R
26 stycznia 2011, 00:26
Rany, ja znienawidziłem mego szefa UB-ka w imię PiS-owskiego porządku społecznego. Mea culpa. Palę i jestem niesakramentalny. Boże miej miłosierdzie.... Do kościoła do tego ośmielam się chadzać.... to co, że tak się skradam od tyłu.... I przepraszam, że wypisuję głupstwa pośród ludzi tak świętych jak Błękitne Niebo, KKS, Teresa, Leszek, JurekS i Salome. Czas zamilknąć.
25 stycznia 2011, 23:36
Kto stoi, niech baczy, aby nie upadł Zazwyczaj gdy ktoś kogoś potępia i świątobliwie lub ironicznie go piętnuje, niedługo potem sam popełnia podobne błędy. Współczuję tym, ktorzy z roznych powodów uwikłali się w takie sytuacje, a teraz z tęsknoty za Bogiem zbliżają się do Kościoła, a tam... juz czeka zapieczona grupka entuzjastów doskonałych w prawie (ale nie miłości) dzwigających kamienie, błotko na wszelki wypadek, gwizdki... O wy! Grzesznicy jedni! Wracać się wam zachciało! Boga wam brakuje, bankruci religijni. O wy! ZAmiast siedziec cicho i z dala i sie napawac grzechem, wy do Koscioła tęsknicie... To my idealni, my was tu przywitamy... my wam uswiadomimy coscie zrobili, gdyby wam wasze sumienie nic nie mowilo, to my wam i innym wykrzyczymy.. bo my sprytniejsi jestesmy, my to takie tylko grzeszki mamy, co ich nie widac, nie jak ci alkoholicy, palacze, narkomani, rozwiedzieni... my to po cichu... w domku jazdę bliskim urządzimy, męża obgadamy, wzgardą oblejemy, dzieci sterroryzujemy, szefa w imię porządku społecznego znienawidzimy, córce mężatej życie utrujemy, synowi złą synową wypomnimy, oj cudowne my mamy pole do popisu, no i o nas to takich artykułów bezecnych pisać nie będą, a jeśli napiszą, to komentarz odpowiedni damy, co by im w pięty poszło!!! wara od tych, co nigdy nie grzeszą!!!!! Pozdrawiam:-)
U
uzależniony
24 stycznia 2011, 22:38
Ja się chętnie zapiszę do duszpasterstwa dla masturbujących się. Słyszał ktoś może o takim duszpasterstwie? Jeśli nie, to głosuję, żeby Kościół je utworzył. Dużo osób ma problemy z masturbacją więc się przyda duszpasterstwo dla nie-czystych. I jeszcze mam probem z pornografią. Można stworzyć dwa duszpasterstwa. Będzie więcej chętnych.
R
R
24 stycznia 2011, 21:01
Nie powinno być żadnych małżeństw/związków niesakramentalnych. Ci ludzie żyją w permanentnym grzechu, a Kościół utwierdza ich w takim życiu poprzez tworzenie duszpasterstw. Kościół powinien badać każde małżeństwo, które się rozpadło, pod kątem jego ważności i wtedy na pewno o wiele więcej osób mogłoby zawrzeć ponownie ślub kościelny W ogóle powinno być lepiej a nie gorzej. I ja jestem za!
N
nieznana
24 stycznia 2011, 20:52
Nie powinno być żadnych małżeństw/związków niesakramentalnych. Ci ludzie żyją w permanentnym grzechu, a Kościół utwierdza ich w takim życiu poprzez tworzenie duszpasterstw. Kościół powinien badać każde małżeństwo, które się rozpadło, pod kątem jego ważności i wtedy na pewno o wiele więcej osób mogłoby zawrzeć ponownie ślub kościelny
ZZ
złe związki
11 października 2010, 22:35
http://spiritlessons.com/mary_k_baxter_a_divine_revelation_of_hell.htm
NZ
niebezpieczne związki
11 października 2010, 22:29
http://spiritlessons.com/mary_k_baxter_a_divine_revelation_of_hell.htm
L
leszek
11 października 2010, 22:19
leszek, nie zamilkłem tylko nie ma czasu na okrągło siedzieć w internecie. Sam nie mam czasu siedzieć na okrągło. Ale jak widać Twoje nowe wypowiedzi na liście to nie możesz się tłumaczyć niemożnością siedzenia na okrągło. Pytasz kto mnie otoczył ciepełkiem. Odpowiadam - ksiądz który prowadził te grupy. Na czym polegało to ciepełko? Ano na tym, że nie było żadnej próby zobaczenia naszej obecnej sytuacji tylko mówienie jak bardzo w tym wszystkich Pan Bóg nas kocha. I chociażby to, że nie było żadnej negatywnej oceny naszego kroku tzn wstapienia w taki związek. Tylko proszę nie każ mi opowiadać ze szczegółami o wszystkich spotkaniach. W każdym razie wyglądały tak jak skrótowo opisałem. Rozumiem że nie można szczegółowo opisywać wszystkiego. Ale w tym co napisałeś nie widzę nic negatywnego. Nie wiedziałeś jaką masz sytuację? Naprawdę uważasz że jakieś próby zobaczenia Twojej/waszej sytuacji pozwoliłyby Tobie/wam zobaczyć coś odkrywczego czego sam i tak nie wiedziałeś? To że Twój krok (wstąpienie w związek niesakramentalny) był negatywnie oceniany przez Kościół było tak oczywiste że wcale nie wymagało powtarzania tego na okrągło. A mówienie Wam że Pan Bóg i tak Was kocha było naprawdę ważne. Naprawdę, nie widzę tu nic niewłaściwego. Powiedzmy jednak nawet że masz rację. Nie byłem tam, więc nie mogę niczego wykluczać. Powiedzmy więc że tamten duszpasterz źle się zabrał do rzeczy i to co robił było błędem. Ale czy to upoważnia Ciebie do tak negatywnego nastawienia do wszystkich duszpasterstw związków niesakramentalnych? Wg mnie oczywiście nie! Ale jednak tak jest. A więc może to jednak nie kwestia wad tych duszpasterstw tylko Twojego specyficznego nastawienia? Już nie raz można się było tutaj przekonać, że rozumujesz bardzo powierzchownie, i że jak ktoś czegoś jednoznacznie nie potępiał to uznawałeś go za zwolennika tego czegoś. Jestem więc przekonany, że to wcale nie wina ani księdza ani duszpasterstw lecz TWOJEGO nastawienia. Bo jak ksiądznie przyszedl i nie zmieszał Was z błotem a traktował Was z miłością, to uznawałeś że on sobie tylko pierdu, pierdu... Leszek staram się traktować Ciebie jako równoprawnego rozmówcę i nie zniechęcę się tym jak traktujesz swoich adwersarzy, w tym mnie. Coś takiego... I to zapewne jako wyraz równoprawnego i wprost wzorcowego traktowania stwierdziłeś, że teresa spierając się ze mną próbuje niektórym mówić o oczywistych rzeczach, ale trafia albo na ignorantów, albo na prześmiewców. Czyli podsumowałeś mnie jako rzekomego albo ignoranta albo prześmiewcę... I nie raz dałeś wyraz temu że nie traktujesz mnie jak równoprawnego rozmówcę. Choćby w ten sposób, że nie odpowiadasz na niewygodne dla Ciebie pytania, natomiast swoimi wypowiedziami sugerujesz mi złą wolę.
Jurek
Jurek
11 października 2010, 20:50
leszek, nie zamilkłem tylko nie ma czasu na okrągło siedzieć w internecie. Pytasz kto mnie otoczył ciepełkiem. Odpowiadam - ksiądz który prowadził te grupy. Na czym polegało to ciepełko? Ano na tym, że nie było żadnej próby zobaczenia naszej obecnej sytuacji tylko mówienie jak bardzo w tym wszystkich Pan Bóg nas kocha. I chociażby to, że nie było żadnej negatywnej oceny naszego kroku tzn wstapienia w taki związek. Tylko proszę nie każ mi opowiadać ze szczegółami o wszystkich spotkaniach. W każdym razie wyglądały tak jak skrótowo opisałem. Leszek staram się traktować Ciebie jako równoprawnego rozmówcę i nie zniechęcę się tym jak traktujesz swoich adwersarzy, w tym mnie.
P
pomoc
22 maja 2010, 13:49
<a href="http://sychar-rzeszowinfo.blogspot.com/2010/04/nastepne-spotkanie-29-maja.html">Zanim zwiążesz się NIESAKRAMENTALNIE ></a>
L
leszek
29 marca 2010, 21:06
trochę inaczej oceniam niesakramentalnych: Niesakramentalni to ludzie  którzy często w drugich związkach odnajdują łatwiejszą drogę życia. Robiłeś badania na ten temat? A może masz dostęp do takich badań? Czy to takie Twoje niczym nie uzasadnione domniemanie? Twoje prywatne doświadczenia to za mało bo inni mogą mieć zupełnie inne doświadczenia. Zgadzam się z tym, że niesakramentalni to też i tacy którzy w drugich związkach odnajdują łatwiejszą drogę życia. Raz im 'nie wyszło' to zabrali zabawki i chcą próbować jeszcze raz. Ale niesakramentali to nie tylko czy nie głównie tacy! I nie podejmowałbym się orzekać że tak jest często czy nieczęsto. Natomiast jest i tak, że ci którym nie wyszło za pierwszym razem, spróbowali kolejny raz i wyszło im znacznie lepiej. Ale droga którą przy tym przeszli spowodowała, że ich wiara stała się bardziej dojrzała, i tak jak przedtem nie specjalnie im stanowiło czy przystępują do Komunii św., to teraz niemożność przystępowania do Komunii św. jest dla nich wielkim ciężarem. I duszpasterstwo niesakramentalnych jest dla nich pewnym pocieszeniem. Nikt nie powiedział, że miłość jest łatwa, ale miłość na pewno jest piękna i musi kosztować. Ale warta jest swojej ceny. Nie mówię o skrajnych patologiach - tu wileu księzy zaleca nawet, żeby nie trwac w takich związkach (mowa tylko o separacji). Ale ludzie rozwodzą się z tak błahych powodów. I w takich przypadkach te duszpasterstwa powinny iść w kierunku jak pisałem pokazania drogi powrotu. Jak się ludzie rozchodzą z błahych powodów to pokazanie drogi powrotu nie powinno być trudne. Ale przy niebłahych przyczynach to już nie będzie takie łatwe. A jaka jest gwarancja skoro rozpadło się małżeństwo z mocą sakramentu, że ten nowy związek będzie trwały? Oczywiście nie ma żadnych gwarancji że nowy związek będzie trwały. Ale to chyba nie powinno być dla Ciebie problemem skoro wręcz uważasz że duszpasterstwo prowinno prowadzić do rozpadu tych związków. I z zasady: dobrze, że są takie duszpasterstwa, ale w moim przekonaniu powinny trochę inaczej działać. Własciwie chodzi o tej jeden aspekt,, o którym wcześniej pisałem. I bardzo możliwe że nasze poglądy są zbliżone, a różnią się jedynie spojrzeniem na ten jeden aspekt.
L
leszek
29 marca 2010, 17:47
Leszku, napiszę tak jak el - nie kombinuj. Bardzo wyraźnie zadeklarowałem się, że celem takich duszpasterstw powinna być pomoc ludziom w wyjsciu z tych związków. W sytuacji kiedy nie ma dzieci, bezwzględnie w 100%, a tylko w sytuacji kiedy są dzieci pozostawiam to madrości koscioła. Ano właśnie o to chodzi JurkuS :-) Nawet tym razem bardzo wyraźnie zadeklarowałeś że celem powinno być pomóc w wyjściu z tych związków! I dodałeś wyraźnie że bezwzględnie w 100% gdy nie ma dzieci, to jednak nadal nie napisałeś że gdy są dzieci to już nie... No to co mi się dziwisz że nieufnie czytam to co piszesz skoro nie jesteś w stanie napisać wprost a wykręcasz się od tego... el, powiedziałaś bardzo ważne zdanie: świadomość, że istnieją takie duszpasterstwa (tak nastawione) dla nie-Sakramentalnych rzeczywiście powaga podjąć decyzję o wejściu w taki związek. Smutne, ale prawdziwe. A nie myslałeś JurkuS aby znieść sakrament spowiedzi? ;-) Chyba nie będziesz twierdził że świadomość, że zawsze można iść do spowiedzi nie sprzyja grzeszeniu?
L
leszek
29 marca 2010, 17:41
Odnoszę jednak wrażenie że Tobie nie tyle żal tych porzuconych dzieci, co zwyczajnie nie akceptujesz tych duszpasterstw dla niesakramentalnych. Leszku, nie kombinuj. Nie mam osobistych powodów aby solidaryzować się z którąś grupą: porzuconych czy porzucających. Tylko kiedy czytam artykuły i wypowiedzi obu stron, to takie mam przemyslenia. Dlaczego nie mogę żałować porzuconych kobiet i porzuconych dzieci? To normalne u ludzi o przeciętnej wrażliwości. Ja również żałuję tych porzuconych. Sam znam konkretne sytuacje gdy porzucone kobiety w samotności - bo tylko z dziećmi ale bez mężczyzny - borykają się z życiem z trudem wiążąc koniec z końcem, a facet żyje dostatnio u boku młodszej kobiety. Ale myslenie o tych pokrzywdzonych porzuconych poprzez represjonowanie tych nowych to nie jest metoda.
Jurek
Jurek
29 marca 2010, 16:05
smoczyco w większości miejsc zgadzam się z Tobą. Ale trochę inaczej oceniam niesakramentalnych: Niesakramentalni to ludzie  którzy często w drugich związkach odnajdują łatwiejszą drogę życia. Nikt nie powiedział, że miłość jest łatwa, ale miłość na pewno jest piękna i musi kosztować. Ale warta jest swojej ceny. Nie mówię o skrajnych patologiach - tu wileu księzy zaleca nawet, żeby nie trwac w takich związkach (mowa tylko o separacji). Ale ludzie rozwodzą się z tak błahych powodów. I w takich przypadkach te duszpasterstwa powinny iść w kierunku jak pisałem pokazania drogi powrotu. A jaka jest gwarancja skoro rozpadło się małżeństwo z mocą sakramentu, że ten nowy związek będzie trwały? I z zasady: dobrze, że są takie duszpasterstwa, ale w moim przekonaniu powinny trochę inaczej działać. Własciwie chodzi o tej jeden aspekt,, o którym wcześniej pisałem.
Jurek
Jurek
28 marca 2010, 22:28
Niestety wiem to z autopsji, chociaż problem już mnie nie dotyczy.
Jurek
Jurek
28 marca 2010, 10:21
Leszku, napiszę tak jak el - nie kombinuj. Bardzo wyraźnie zadeklarowałem się, że celem takich duszpasterstw powinna być pomoc ludziom w wyjsciu z tych związków. W sytuacji kiedy nie ma dzieci, bezwzględnie w 100%, a tylko w sytuacji kiedy są dzieci pozostawiam to madrości koscioła. el, powiedziałaś bardzo ważne zdanie: świadomość, że istnieją takie duszpasterstwa (tak nastawione) dla nie-Sakramentalnych rzeczywiście powaga podjąć decyzję o wejściu w taki związek. Smutne, ale prawdziwe.
E
el
27 marca 2010, 23:57
Odnoszę jednak wrażenie że Tobie nie tyle żal tych porzuconych dzieci, co zwyczajnie nie akceptujesz tych duszpasterstw dla niesakramentalnych. Leszku, nie kombinuj. Nie mam osobistych powodów aby solidaryzować się z którąś grupą: porzuconych czy porzucających. Tylko kiedy czytam artykuły i wypowiedzi obu stron, to takie mam przemyslenia. Dlaczego nie mogę żałować porzuconych kobiet i porzuconych dzieci? To normalne u ludzi o przeciętnej wrażliwości.
L
leszek
27 marca 2010, 19:04
A ja juz leszku odpowiadałem. Być może gdzieś to się zagubiło. Więc odpowiadam raz jeszcze. Nie mam na taką sytuację odpowiedzi. Zostawiam to mądrości kościoła. Tak czy inaczej zostanie samotny rodzic z dziećmi. Chyba, ze w pierwszym małżeństwie ich nie było. Ale to są na tyle szczegółowe sytuacje, że nie da się ich jedną klauzulą rozwiązać. A więc musiało umknąć. I dziękuję za odpowiedź. Ale skoro nie masz na taką sytuację odpowiedzi i zostawiasz to mądrości Kościoła, to rozumiem, że uznajesz że: mądrość Kościoła może nie dążyć swoim duszpasterstwem do rozejścia się osób w takim związku? I może nie być to żadnym odstępstwem czy ustępstwem? Bo jak na razie to odnoszę wrażenie, że od swojej generalnej deklaracji iż duszpasterstwo ma prowadzić do rozejścia się, ciągle jednak wykręcasz się od jasnej deklaracji iż nie zawsze celem duszpasterstwa związków niesakramentalnych ma być prowadzenie/doprowadzenie do rozejścia się. I być może dlatego umknęła mi taka Twoja odpowiedź.
L
leszek
27 marca 2010, 17:00
Ja myslę, że świadomość, żę są takie duszpasterstwa "pomaga" ludizom  w podejmowaniu decyzji o wchodzeniu w te związki. A kiedy są dzieci? To trzeba wczesniej było pomysleć. Stwierdzenie że trzeba było wcześniej pomyśleć nic nikomu nie daje. Tylko rzucający kamieniami czuje się usprawiedliwiony. Myslisz że jak powiesz tym dzieciom z drugiego związku, że tatuś/mamusia powinni wcześniej pomysleć to będzie im lżej? A porzucone dzieci z pierwszego związku? A dla nich jakieś duszpasterstwo? Mam wrażenie, że niesakramentalni to jakieś pupilki w Kościele. Piszesz tak jakby było jakieś duszpasterstwo dla dzieci z kolejnego związku i tylko biedne porzucone dzieci z pierwszego związku były pokrzywdzone. W tym momencie domagasz się duszpasterstwa również dla dzieci z pierwszego związku? Pierwsze słyszę że jest jakieś duszpasterstwo dla dzieci. Ale nie uważam aby z tego powodu należało likwidować te duszpasterstwa które są, np dla niesakramentalnych. Sądzę że lepiej tworzyć kolejne duszpasterstwa, chocby te dla dzieci z pierwszego związku. Odnoszę jednak wrażenie że Tobie nie tyle żal tych porzuconych dzieci, co zwyczajnie nie akceptujesz tych duszpasterstw dla niesakramentalnych.
E
el
27 marca 2010, 16:40
Ja myslę, że świadomość, żę są takie duszpasterstwa "pomaga" ludizom  w podejmowaniu decyzji o wchodzeniu w te związki. A kiedy są dzieci? To trzeba wczesniej było pomysleć. A porzucone dzieci z pierwszego związku? A dla nich jakieś duszpasterstwo? Mam wrażenie, że niesakramentalni to jakieś pupilki w Kościele.
Jurek
Jurek
27 marca 2010, 16:26
A ja juz leszku odpowiadałem. Być może gdzieś to się zagubiło. Więc odpowiadam raz jeszcze. Nie mam na taką sytuację odpowiedzi. Zostawiam to mądrości kościoła. Tak czy inaczej zostanie samotny rodzic z dziećmi. Chyba, ze w pierwszym małżeństwie ich nie było. Ale to są na tyle szczegółowe sytuacje, że nie da się ich jedną klauzulą rozwiązać.
L
leszek
27 marca 2010, 14:11
R, oczywiscie nie chodzi o sytuację gdzie ksiądz stałby z batem ;) i rozganiał takie pary. Ale o sytuację, kiedy pokazywałby im mozliwość rozejścia, bardzo wyraźnie pokazywał grzech, dawał środki do podjęcia takiej decyzji. A oni i tak w swojej wolnosci musieliby zdecydować. Już kiedyś pytałem i ja i inni, ale pozostawało to bez odpowiedzi. Nie liczę więc na odpowiedź, ale zapytam: czy tak samo sobie wyobrażasz JurkuS działanie duszpasterstwa niesakramentalnych gdy już mają kolejne dzieci w tych swoich kolejnych związkach?
Jurek
Jurek
27 marca 2010, 09:18
R, oczywiscie nie chodzi o sytuację gdzie ksiądz stałby z batem ;) i rozganiał takie pary. Ale o sytuację, kiedy pokazywałby im mozliwość rozejścia, bardzo wyraźnie pokazywał grzech, dawał środki do podjęcia takiej decyzji. A oni i tak w swojej wolnosci musieliby zdecydować.
R
R
26 marca 2010, 11:39
Jurku, na takie duszpasterstwo nikt by wtedy z definicji nie chodził.
Jurek
Jurek
25 marca 2010, 21:23
Była już na tym forum ozywiona dyskusja w tym temacie. Grażka, masz rację. Niestety rzeczywistośc jest inna. Również wg mojej oceny bezwzglednie na pierwszym miejscu, w sytuacji gdy nie ma przeszkód duszpasterstwa takie powinny byc nastawione na rozejście się osób będących w zwiazkach niesakramentalnych. A "białe małżeństwa"? To teoria w parktyce do zastosowania kiedy osoby osiągną odpowiedni wiek :).
E
es
25 marca 2010, 14:25
Zobaczcie spojrzenie z innej strony, mnie to nie dotyczy, ale rozumiem żal porzuconych małżonków, <a href="http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/idziemy201009_wierni.html">http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/idziemy201009_wierni.html</a>
R
R
25 marca 2010, 14:14
Tego chyba nikt nie rozumie. Nie jestem broń Boże w tej dziedzinie ekspertem. Ale ksiądz na kolędzie mi mówił, że przy "białym małżeństwie" do komuniii św. można przystępować, tylko w innej parafii, by nie siać zgorszenia (inni przecież nie wiedzą, czy to "białe", czy "czarne" to drugie małżeństwo). Zatem, chyba chodzi "tylko" o współżycie fizyczne.
G
Grażka
25 marca 2010, 13:50
A ja poczatkowo myślałam, że spotkania dla osób zyjących w związkach niesakramentalnych mają na celu rozejscie się i powrót do swoich małzonków. Bo sadzę,że słowa przysięgi," ńie opuszczę Cię az do śmierci" nie przestają obowiązywac, gdy założy sie nowy zwiazek. Zastanawiam się ,czy nie lepij byłoby gdyby ślubować sobie że np "bedę  z Tobą do czasu wejscia w inny zwiazek." nie byłoby wówczas takich dziwnych sytuacji. Czy bycie nawet w białym zwiazku to oznacz brak grzechu.?Czy wierność małzeńska dotyczy tylko sprawy współzycia?  Nie rozumiem tego. proszę o życzliwą odpowidż,bo ja nie rozumiem podejścia Kościoła do tej sprawy.
M
M
25 marca 2010, 10:34
Potrzeba więcej opieki duszpasterskiej nad małżeństwami sakramentalnymi będącymi w kryzysie, wtedy będzie mniej nie-sakramentalnych. Teraźniejszość wymaga zająć się małżeństwa sakramentalnymi będącymi w kryzysie. Coraz więcej rozwodów wskazuje kryzys malżeństwa, lecz wymiar jego sakramentalności wskazuje jednak na promowanie łaski Sakramentu Małżeństwa jako daru i sily w odradzaniu się małżonków sakramentalnych.

Skomentuj artykuł

nie-Sakramentalni
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.