Rozwód to nie koniec

Rozwód to nie koniec
„Czy mogłam jeszcze coś zrobić, żeby uratować małżeństwo?” (fot. crystian_cruz)
10 lat temu
Logo źródła: Magazyn Familia Monika Florek-Moskal / slo

Fundacja Inigo, założona przez jezuitów, oferuje grupy wsparcia dla kobiet przeżywających dramat rozstania z ukochaną osobą. Tam mogą one odkryć sens swoich trudnych doświadczeń.

"Zdradzał ją, ale wzięła z nim rozwód i ma spokój". Często zdarza nam się słyszeć, jak ktoś w taki sposób opowiada o swojej znajomej, kuzynce czy sąsiadce. W rzeczywistości jednak rozwód nie jest prostym rozwiązaniem. To tragedia, która zaburza wszystkie sfery funkcjonowania człowieka. Na szczęście osoby, które stanęły w jej obliczu, mogą uzyskać pomoc.

Trudne rozstania

"Z utęsknieniem czekamy na poniedziałkowe spotkania" - mówią kobiety, które przychodzą na spotkania do fundacji Inigo. Niektóre z nich same zdecydowały o rozwodzie, bo mąż był alkoholikiem lub stosował przemoc. Inne zostały postawione przed rzeczywistością rozwodu przez swoich małżonków. Wszystkie jednak odczuwają głęboką samotność. Borykają się z poczuciem winy, które trudno ugasić.
Wciąż na nowo rodzą się niepokojące pytania: "Czy mogłam jeszcze coś zrobić, żeby uratować małżeństwo?"; "Czy mam prawo kierować sprawę o rozwód? Czy nie skrzywdzę dzieci?"; "A może to ja jestem jakaś «nie taka»?". Kobietom tym towarzyszy lęk przed przyszłością. Czują się bezradne. Niektóre wpadają w depresję. Tygodniami nie wychodzą z łóżka, bo są zanurzone w bólu.
"W takich sytuacjach najistotniejsze jest towarzyszenie człowiekowi" - podkreślają Ewa Nowosielska i Małgorzata Rajca, które prowadzą grupy wsparcia dla kobiet przeżywających dramat rozstania z mężem. W każdy poniedziałek o godzinie 19.00 przychodzą do nich kobiety po nadzieję. Niektóre stoją przed decyzją rozstania. Inne przeżyły koszmar rozwodu i mogą się podzielić swoim doświadczeniem. W wielu z nich tkwi przekonanie, że za wszelką cenę powinny się poświęcić mężowi. Nie potrafią powiedzieć: "Kocham cię, ale nie pozwolę się krzywdzić".

Leczenie uczuć

"Rozstaniu towarzyszy cała gama emocji i odczuć. Najtrudniejsza sytuacja jest wówczas, kiedy ktoś dowiaduje się, że został porzucony - tłumaczy ojciec Tadeusz Kotlewski, prezes fundacji Inigo w Warszawie. - To bardzo bolesne. Z tym wiąże się zranienie i brak przebaczenia. To prowadzi do załamania, stanów depresyjnych, a nawet do myśli samobójczych. Kobiety znajdują się przecież w sytuacji, która po ludzku je zaskakuje. Nie widzą sensu dalszego życia".
Czasami ważne jest, żeby się wygadać. W grupie wsparcia jest do tego odpowiednia przestrzeń. "Jeśli usłyszę, że nie tylko ja mam problemy z opieką nad dziećmi, z alimentami, podziałem majątku i że w podobny sposób przeżywają to inne kobiety, wtedy czuję się silniejsza i wiem, że nie jestem sama" - mówi Małgorzata Rajca.
Dzięki uczestniczeniu w grupie wsparcia kobiety, które stanęły wobec trudnej rzeczywistości rozwodu, nie załamują rąk, nie toną w poczuciu winy, lecz zaczynają nowe życie. Na spotkaniach dowiadują się, że rozstanie z ukochaną osobą to proces. Podczas jego trwania pojawiają się różne emocje, które się zmieniają. Od poczucia krzywdy czy porzucenia, przez nienawiść aż do pogodzenia się ze swoją sytuacją.
"Grupa wsparcia pomaga przeżyć te wszystkie emocje na kolejnych etapach - podkreśla ojciec Kotlewski. - To pomaga zrozumieć, co się wtedy w nas dzieje, i w efekcie ma doprowadzić do wzajemnego przebaczenia. To długi proces, który wymaga czasu, pomocy duchowej i psychologicznej. Chodzi o swoiste wychowywanie swoich uczuć".

Powrót do życia

Kobiety, które przejdą przez ten proces, próbują odbudować swoją wartość i lepiej poznać siebie. Uczą się inaczej patrzeć na siebie. Znajdują w sobie mocne strony. Okazuje się wtedy, że same potrafią sobie poradzić. Podejmują naukę, mają ciekawe przemyślenia. Odnoszą sukcesy w pracy. "Są także wzorem dla dzieci, które widzą, że mama po rozstaniu «nie rozkleja się», ale idzie do przodu godniej i spokojniej. Żyje ostrożniej, mądrzej. Wzbogaca ją każdy dzień" - mówi Ewa Nowosielska.
Niektóre kobiety zastanawiają się, po co tyle czasu pozwalały sobie na złe traktowanie przez męża. "Może trzeba było wcześniej stanąć na własnych nogach? Poczuć do siebie szacunek?" - zastanawiają się teraz. W efekcie tych refleksji zawsze stają się silniejsze.
Zmianę widać niemal z dnia na dzień. "Wiele kobiet, które na pierwszych spotkaniach zupełnie się nie odzywają, po jakimś czasie opowiadają o tym, jak urządzają swoje nowe mieszkania" - opowiada Małgorzata. Nierzadko zdarza się, że kobiety obojętne na religię lub na Boga, a nawet deklarujące się jako niewierzące, zaczynają szukać głębszego sensu swojego życia. Angażują się w życie religijne, w pomoc innym. "Nigdy na spotkaniach nie mówimy, co kobieta po rozwodzie ma dalej robić. Rozwiązanie i tak zawsze przychodzi od nas samych. Jeśli nie znajdziemy szczęścia w sobie i nie pogodzimy się z naszą sytuacją, to nikt z zewnątrz nam nie pomoże" - mówi Ewa Nowosielska.
Grupa wsparcia pozwala wierzyć, że tak, jak pęknięty dzban nadal może być użyteczny, tak kobieta po rozwodzie może żyć pełnią życia.
Przeżywasz rozstanie z mężem? Szukasz wsparcia?

Możesz go znaleźć w Fundacji Pomocy Psychologicznej i Duchowej INIGO. Więcej informacji na stronie: www.inigo.org.pl lub pod warszawskim numerem telefonu: 22 542 87 24 lub 500 507 447.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Rozwód to nie koniec
Komentarze (29)
N
Natalia
21 marca 2013, 12:49
Witam, chciałabym porozmawiać z Panią, która ma za sobą kilka rozwodów a jest młoda, przed czterdziestką. Bardzo proszę o kontakt na adres redrebecca@interia.pl . Pozdrawiam.
NI
niestety inne czasy
10 listopada 2012, 07:41
W dzisiejszych czasach Kościół już nie nawołuje. Te wizje są z 6 lutego 1953 - to szmat czasu. Teraz jest inaczej. Sakrament Małżeństwa w oczach kapłanów nie posiada już wartości - co drugi ksiądz uznaje rozwód za rozwiązanie w przypadku "niezgodności charakterów", bo to jest przyczyna 80 % rozwodów.
?
?
10 listopada 2012, 07:32
Widziałam w czyśćcu także dusze, które zerwały Sakrament Małżeństwa. Dusze te związane są jakby ognistymi łańcuchami... chcą oderwać się od siebie, aby być swobodne, ale to jest niemożliwe. Im więcej chcą się oderwać tym bardziej cierpią... bo się szarpią... Cierpienie - to jest okropne! Gdzie jedna dusza się ruszy tam druga iść musi za nią. Widziałam inne osoby, które zerwały Sakrament Małżeństwa żyjąc w. rozpuście, popełniając grzech wiarołomstwa przez powtórne związki cywilne, nielegalnie żyjąc cudzołożyli ciągle popełniając grzech śmiertelny. Osoby te były w świętokradztwie. Dusze ich wtrącone były w takie otchłanie, że patrzyłam z przerażeniem i myślałam, że to dno piekła... panowały tam okropne ciemności. Pytałam, dlaczego są takie ciemności? Dlatego, że miały okazję przejrzeć, a były zaślepione bo i Kościół je nawoływał i wiedziały, że źle postępują... w dzisiejszych czasach Kościół już nie nawołuje!! <a href="http://www.www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html">http://www.www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html</a> A czyje i co to za wizje??>> <a href="http://poznajmy-prawde.blog.onet.pl/Wizje-siostry-Medardy-i-siostr,2,ID416516039,n">http://poznajmy-prawde.blog.onet.pl/Wizje-siostry-Medardy-i-siostr,2,ID416516039,n</a>
TP
ty potworze!
10 listopada 2012, 07:28
On już nie żyje, teraz czekam aż ona umrze.
LO
LINK OD ZAKONNIKÓW
10 listopada 2012, 00:00
ŚWIADECTWO - ROZWÓD TO NIE KONIEC!! "Olśniło mnie, że to jest SAKRAMENT, że jestem mężem do końca życia!" http://www.youtube.com/watch?v=AQIUzRFnIuE   SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA http://www.youtube.com/watch?v=jlJYZ4rQ-4k
K
kryzys.org
27 marca 2012, 15:19
Czy funkcjonuje wsparcie dla porzuconych mężów, nie zdradzonych a odsuniętych bo nie sprostali oczekiwaniom żony?
M
maniek
27 marca 2012, 14:38
Czy funkcjonuje wsparcie dla porzuconych mężów, nie zdradzonych a odsuniętych bo nie sprostali oczekiwaniom żony?
WZ
wizje zm.w opinii świętości
26 marca 2012, 07:47
Dusze matek, które pozostawiły swe dzieci bez opieki i poszły za popędem zmysłowym dając zgorszenie swoim własnym dzieciom, tak samo i ojców, którzy nie opiekowali się dziećmi zostawiając żony z dziećmi na pastwę losu miały za to jeszcze dodatkową pokutę: - ciągle miały przed oczyma swoje dzieci, które przez złe wychowanie również poszły na rozdroże... widziały nie tylko swoje własne grzechy ale i grzechy swych dzieci, co sprawiało im, wielkie męczarnie... kryły się w czeluściach, aby tego nie widzieć, ale im więcej się ukrywały, tym więcej widziały swoje straszne zbrodnie...          Najwięcej cierpiały kobiety, które przez swoją kokieterię i wyuzdanie zdradzały mężów a innych mężów odciągały od ich żon i ogniska domowego, mimo, że te rodziny żyły przedtem przez wiele lat w najlepszej zgodzie. Takie kobiety, które nazwać można diabłami a nie kobietami, które potrafiły rozbić ogniska domowe, cierpią tutaj najwięcej. Twarze ich, które były powodem do grzechu są powykrzywiane, istne karykatury! Nawet w tej chwili widzę takie dusze, są szpetne, że nie mogę rozeznać czy to szatan czy dusza, coś podobnego do szatana, <a href="http://poznajmy-prawde.blog.onet.pl/Wizje-siostry-Medardy-i-siostr,2,ID416516039,n">http://poznajmy-prawde.blog.onet.pl/Wizje-siostry-Medardy-i-siostr,2,ID416516039,n</a>
WZ
Wizje zmarłej w opinii święto
26 marca 2012, 07:46
         Widziałam w czyśćcu także dusze, które zerwały Sakrament Małżeństwa. Dusze te związane są jakby ognistymi łańcuchami... chcą oderwać się od siebie, aby być swobodne, ale to jest niemożliwe. Im więcej chcą się oderwać tym bardziej cierpią... bo się szarpią... Cierpienie - to jest okropne! Gdzie jedna dusza się ruszy tam druga iść musi za nią.           Widziałam inne osoby, które zerwały Sakrament Małżeństwa żyjąc w. rozpuście, popełniając grzech wiarołomstwa przez powtórne związki cywilne, nielegalnie żyjąc cudzołożyli ciągle popełniając grzech śmiertelny. Osoby te były w świętokradztwie. Dusze ich wtrącone były w takie otchłanie, że patrzyłam z przerażeniem i myślałam, że to dno piekła... panowały tam okropne ciemności. Pytałam, dlaczego są takie ciemności? Dlatego, że miały okazję przejrzeć, a były zaślepione bo i Kościół je nawoływał i wiedziały, że źle postępują...          
P
polonopitek
29 października 2011, 22:02
W przypadku moich rodziców na 100% nie chodziło o zdradę. Całe dziaciństwo i młodość upłynęły mi na ich awanturach, jako nastolatek zaczałem analizować ktore z nich to zaognia. Byli siebie warci, ale to jednak matka prowokowała. Kobiety są o wiele bardziej perfidne; potrafią w środowisku zewnętrznym wytworzyć całkowicie fikcyjny obraz rodziny.On już nie żyje, teraz czekam aż ona umrze.
Z
zdrada
29 października 2011, 20:41
Niestety większość ludzi rozwodzi się z powodu zdrady, tylko nie każdy przyznaje się do tego przed sądem. Ludzie wolą nie prać swoich brudów na forum publicznym i łatwiej przyznać się do "niezgodności charakterów", a nie do tego, że się na horyzoncie pojawił ktoś trzeci. Nie oszukujmy się, mało kto odchodzi tylko dlatego, że nagle zapragnął żyć samotnie. Sądy też podają fałszywe statystyki jeśli chodzi o przyczyny rozwodów. Kiedyś pewna kobieta tuż po ogłoszeniu rozwodu poszła do sądu przeglądnąć swoje akta i nie mogła wyjść ze zdumienia, gdy zobaczyła wypełniony przez sekretarza sądowego formularz, na którym jako przyczynę rozwodu podano właśnie "niezgodność charakterów", podczas gdy rozwód toczył się z powodu zdrady męża.
P
polonopitek
29 października 2011, 17:40
Rozwód to droga do piekła. Nie łudźcie się. Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego. Oby. Jednak większośc ludzi rozwodzi się z powodu niezgodności charakterów, a nie jakichś świnstw.
PJ
pogląd jednego kapłana
29 października 2011, 17:39
To oczywiści e nieprawda, że "rozwód to droga do małzeństwa nieskramentalnego". Te słowa to raczej ironia piszącego, że Kościół tak samo traktuje związki cywilne powstałe po rozpadzie małżeństwa, jak ateiści, którzy dopuszczają rozwody i nowe małzeństwa. Rozwody i powtórne małżeństwa stały się tak powszechne, że Kościół to najwyraźniej zaakceptował. Kiedyś Ojciec Pio mógł powiedzieć, że "rozwód to droga do piekła", a teraz ludzie kościoła mówią, "jeśli masz dziecko pozamałżeńskie, to dla jego dobra nie opuszczaj kochanki; oj przepraszam, nie "kochanki", ale "niesakramentlanej żony" Ojciec Salij OP wyraża jasno pogląd: <a href="http://prasa.wiara.pl/doc/941060.Laska-sakramentu-po-rozwodzie/2">http://prasa.wiara.pl/doc/941060.Laska-sakramentu-po-rozwodzie/2</a> "Swoją oficjalną naukę na ten temat Kościół głosi bez wykrętów i bez rozmiękczania – jak chociażby w cytowanej tu wypowiedzi Katechizmu Kościoła katolickiego. Wydaje się jednak, że również gorliwi katolicy – a nawet ci księża, którzy pragną ściśle trzymać się nauki Kościoła – niekiedy ulegają, zazwyczaj bezwiednie, duchowi tego świata i nie mają odwagi podtrzymywać nadziei na odbudowanie sakramentalnego małżeństwa w sytuacjach szczególnie beznadziejnych."
SK
skołowany katolik
29 października 2011, 14:48
To oczywiści e nieprawda, że "rozwód to droga do małzeństwa nieskramentalnego". Te słowa to raczej ironia piszącego, że Kościół tak samo traktuje związki cywilne powstałe po rozpadzie małżeństwa, jak ateiści, którzy dopuszczają rozwody i nowe małzeństwa. Rozwody i powtórne małżeństwa stały się tak powszechne, że Kościół to najwyraźniej zaakceptował. Kiedyś Ojciec Pio mógł powiedzieć, że "rozwód to droga do piekła", a teraz ludzie kościoła mówią, "jeśli masz dziecko pozamałżeńskie, to dla jego dobra nie opuszczaj kochanki; oj przepraszam, nie "kochanki", ale "niesakramentlanej żony"
.
...
24 października 2011, 08:11
Rozwód to droga do małżeństwa niesakramentalnego Może tak być, ale nie musi. To nie jest reguła, choć zapewne jest to większość. Jeśli alkoholik chce rozwodu, na pewno chce tego na trzeźwo. Jeśli żona alkoholika chce rozwodu, robi to z powodu bezsilności. Jeśli w grę nie wchodzi alkohol, a inny "partner" - wówczas chodzi o trójkąty i zdrady. Dlaczego grupa wsparcia zakłada z góry, że dane małżeństwo musi skończyć się rozwodem - presja jest ogromna. Decyzja o rozwodzie podjęta w emocjach jest zawsze niedobra. Uciec przed katem - tak, tylko czy rozwód to najlepsze rozwiązanie? Czy daje całkowite bezpieczeństwo i ulgę? Trudny temat - w przypadkach skrajnych jak przemoc i alkoholizm. Rozwód jest zawsze porażką życiową, więc lepiej o tym wiedzieć.
TK
też katolik
23 października 2011, 20:56
Rozwód to droga do małżeństwa niesakramentalnego
K
katolik
17 września 2011, 19:49
Rozwód to droga do piekła. Nie łudźcie się. Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego.
S
SEPARACJA
17 września 2011, 07:47
<a href="http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=91347">http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=91347</a>
Ż
żonka
5 listopada 2010, 13:50
On musi wrócić,albo któreś z nas umrze,to moge być ja pierwsza.
T
teresa
5 listopada 2010, 13:23
Powodzenia  dokądkolwiek idziecie.
Grażyna Urbaniak
Grażyna Urbaniak
3 maja 2010, 12:57
•Rozwiedziony mężczyzna 21 razy częściej niż żonaty bywa pacjentem klinik psychiatrycznych. Też sądzę, że tu akurat choroba może być przyczyną, a nie skutkiem rozwodu.
P
Piwonia
3 maja 2010, 12:36
Rozwód to kompletna życiowa porażka. Ja do tej pory nie mogę dojść do siebie, i pewnie nigdy nie dojdę. Czuję się nic nie warta nawet nie jako kobieta, ale po prostu jako człowiek. I nic nie zmienia tu fakt, że mój związek był od początku niedobry i właściwie powinnam być zadowolona, że się skończył.
T
teresa
1 maja 2010, 12:02
To koniec. Nie naśladujcie mnie. Z głębi piekła- dla Stalowej Woli- lekkie szkieletowe wózki lub kozetki "Sitka" dla leżących---,którymi: da sie wjechać do wykafelkowanego pomieszczenia i umyć dokładnie całe ciało osoby niepełnosprawnej. Taka jest przyszlość starzejącej się Europy i reszty świata.
J
j
1 maja 2010, 12:00
Nie znam problemu bliżej, ale to oczywiste, że dla każdego odpowiedzialnego człowieka rozwód musi być traumatycznym przeżyciem. Wesoło może być tylko temu, kto nie traktował swojej rodziny powaznie. Ale poniższe badania nie przekonują mnie. Trzeba badać wpływ innych czynników na życie tych osób, a przede wszystkim to, jaka była ich sytuacja podczas trwania małżeństwa. To, że teraz są pacjentami psychiatrów nie oznacza, że wcześniej było wszystko w porządku. Nie mozna porównywać życia ludzi po rozstaniu, po nieudanym małżeństwie z ludźmi żyjącymi w szczęśliwych związkach i na tej podstawie wysnuwać wnioski, że rozwód zawsze jest złym rozwiąznaiem.
R
Rozwiedziony
1 maja 2010, 11:49
Wpływ rozwodu na zdrowie Rozwód nie jest końcem problemów tylko ich początkiem! Rozwód zajmuje drugie miejsce na liście najbardziej dotkliwych wydarzeń w życiu człowieka. Jest to zjawisko wielowymiarowe i dotyka każdej sfery życia. Rozwód niesie za sobą poczucie zwątpienia, osamotnienia, utratę pewności siebie, pogorszenie sytuacji finansowej, rozluźnienie więzi towarzyskich wreszcie zaburzenia psychiczne czy dolegliwości psychosomatyczne. Powrót do równowagi psychofizycznej, w najlepszym wypadku zajmuje kilka lat, w zdecydowanej większości przypadków całe życie. Statystycznie: •Powtórnie zawierane małżeństwa rozpadają się dwukrotnie częściej niż te pierwsze, trzecie małżeństwa rozpadają się w 70% przypadków. •Odsetek samobójstw wśród osób rozwiedzionych jest czterokrotnie wyższy niż średnia statystyczna. •Ryzyko przedwczesnego zgonu u rozwiedzionych mężczyzn wzrasta do 76%, w przypadku kobiet do 39%. •Ryzyko zachorowań na nowotwory u rozwiedzionych mężczyzn jest takie samo jak u tych, którzy wypalają paczkę papierosów dziennie. •Rozwodnicy i wdowcy o 20 proc. częściej niż zamężni zapadają na przewlekłe choroby, takie jak cukrzyca, czy choroby serca. (źródło: fronda.pl) •Rozwiedziony mężczyzna 21 razy częściej niż żonaty bywa pacjentem klinik psychiatrycznych. •Badania (prowadzone przez Anneke Napp-Peters) dowodzą, iż po upływie 15 lat kobiety nadal cierpią na depresję porozwodową , a przytłaczające poczucie straty, bólu i zazdrości nie słabnie, zaś mężczyźni wciąż roztrząsają przyczyny rozpadu związku/małżeństwa. (źródło: Polityka) •33 % rozwiedzionych kobiet i 25% rozwiedzionych mężczyzn uważają życie po rozwodzie za smutne i pozbawione satysfakcji Sama prawda
ZF
z forum katolickiego
1 maja 2010, 11:28
Wpływ rozwodu na zdrowie Rozwód nie jest końcem problemów tylko ich początkiem! Rozwód zajmuje drugie miejsce na liście najbardziej dotkliwych wydarzeń w życiu człowieka. Jest to zjawisko wielowymiarowe i dotyka każdej sfery życia. Rozwód niesie za sobą poczucie zwątpienia, osamotnienia, utratę pewności siebie, pogorszenie sytuacji finansowej, rozluźnienie więzi towarzyskich wreszcie zaburzenia psychiczne czy dolegliwości psychosomatyczne. Powrót do równowagi psychofizycznej, w najlepszym wypadku zajmuje kilka lat, w zdecydowanej większości przypadków całe życie. Statystycznie: •Powtórnie zawierane małżeństwa rozpadają się dwukrotnie częściej niż te pierwsze, trzecie małżeństwa rozpadają się w 70% przypadków. •Odsetek samobójstw wśród osób rozwiedzionych jest czterokrotnie wyższy niż średnia statystyczna. •Ryzyko przedwczesnego zgonu u rozwiedzionych mężczyzn wzrasta do 76%, w przypadku kobiet do 39%. •Ryzyko zachorowań na nowotwory u rozwiedzionych mężczyzn jest takie samo jak u tych, którzy wypalają paczkę papierosów dziennie. •Rozwodnicy i wdowcy o 20 proc. częściej niż zamężni zapadają na przewlekłe choroby, takie jak cukrzyca, czy choroby serca. (źródło: fronda.pl) •Rozwiedziony mężczyzna 21 razy częściej niż żonaty bywa pacjentem klinik psychiatrycznych. •Badania (prowadzone przez Anneke Napp-Peters) dowodzą, iż po upływie 15 lat kobiety nadal cierpią na depresję porozwodową , a przytłaczające poczucie straty, bólu i zazdrości nie słabnie, zaś mężczyźni wciąż roztrząsają przyczyny rozpadu związku/małżeństwa. (źródło: Polityka) •33 % rozwiedzionych kobiet i 25% rozwiedzionych mężczyzn uważają życie po rozwodzie za smutne i pozbawione satysfakcji
N
nope
8 kwietnia 2010, 14:32
"Uważam, że w każdym małżeństwie są różne zdarzenia, które mogą stać się powodem do rozwodu. Rozwód to najprostsze przecież rozwiązanie." rozwód to prosta sprawa??? to najłatwiejsze rozwiązanie???  bzdura!!! nie wiesz o czym piszesz...
Alicja Snaczke
Alicja Snaczke
7 kwietnia 2010, 17:32
Uważam, że w każdym małżeństwie są różne zdarzenia, które mogą stać się powodem do rozwodu. Rozwód to najprostsze przecież rozwiązanie. A dzieje się tak dlatego, ze w małżeństwie nie ma dobrego fundamentu, nie ma wiary w Pana Boga. Proste rozwiązania są napewno nie od Niego pochodzące. Małżeństwo to jest cała budowla przenikających się uczuć, pasji, zainteresowań; ale też i wyrzeczeń, zrozumienia i zaufania. A najważniejsze jest to, by zamiast rozpaczać, przebaczyć. Szkoła dwojga ludzi, to nieustanne, wzajemne uczenie się delikatności, obcowania i stawania w prawdzie.
H
Helena
7 kwietnia 2010, 16:43
Jaka to straszna tragedia gdy ktoś kogo kochasz rzuca cię dla innej to wiem z własnego doświadczenia. Ale okazało się,że jeszcze większą tragedią było,  gdy moja córka rozstała się z mężem bo przez wiele lat zdradzana już nie miała sił .Nie umiem pomóc ,a właściwie ona nie chce- wstydzi się że jej też się nie udało a przy najmniejszej pomocy ATAKUJE . Wpadła w depresje miała myśli samobójcze . Dziś po 3 latach też nie mogę się porozumieć.

Skomentuj artykuł

Rozwód to nie koniec
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.