Po rozstaniu. Jak dalej żyć?

Po rozstaniu. Jak dalej żyć?
(fot. Maarten Takens / flickr.com)
7 lat temu
Uwe Böschemeyer / slo

Z biegiem czasu u większości osób, które zostały opuszczone, krystalizuje się jednoznaczne pytanie, czy istnieje jeszcze nadzieja na przywrócenie związku, czy nie. Co może zrobić ktoś, dla kogo stało się definitywnie jasne, że nadzieja ta ostatecznie znikła?

Dla uporania się z powstałym kryzysem nie wystarcza tylko mówić o wydarzeniach i faktach czy zajmować się wywołanymi przez nie uczuciami. Konieczne jest też zwrócenie uwagi na pewne wartościowe myśli. Dlaczego?

Jakkolwiek doświadczenie dramatu ma dla jednostki charakter indywidualny, jakkolwiek powinna ona osobiście szukać dróg do przezwyciężenia swego problemu, to jednak istnieją też wynikające z doświadczenia wartości natury ogólnoludzkiej, które powinniśmy znać, jeśli chcemy odzyskać udane życie. O niektórych z tych wartości wspomnę poniżej. Ten, kto im się przyjrzy, wtedy jednak tylko odniesie stąd korzyść, jeśli pozwoli im na siebie oddziałać. Nawet najlepsza maść nie uleczy rany, jeśli natrze się nią tylko chorą skórę.

Każde cierpienie, któremu człowiek potrafi nadać pewien kształt, poszerza jego osobowość. Zdolność do tego ma większość ludzi, natomiast gotowość skorzystania z niej również w trudnych okresach - już nie tak wielu. Ten, kto chce nadać swemu cierpieniu pewien kształt, pyta, skąd ono pochodzi i do czego go wzywa. Pyta, jak z nim tu i teraz może żyć. Jeszcze bowiem ważniejsze niż przezwyciężenie dramatu jest zaakceptowanie życia pomimo dramatu.

Akceptacja ta zależy nie tylko od tego, jakie cierpienie człowieka spotyka. Zależy także, i to w jeszcze większym stopniu, od tego, czy decyduje się on nażycie, czy się na życie decyduje.

Niekiedy jednak życie sprawia straszliwy ból. Boli wszystko. Boli każda część ciała, boli każda część duszy. Płaczesz, krzyczysz, szalejesz - trwasz w bólu, a ból trwa w tobie. Boisz się, czy zachowasz zdrowe zmysły. Nie wiesz, w jaki sposób masz wytrzymać czy zgoła przetrwać to, co przeżywasz. Co możesz wtedy zrobić?

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że masz prawo do smutku i do skargi. Smutek i skarga są bowiem pierwszą i najbardziej ludzką odpowiedzią na cierpienie. Gdybyś się teraz nie smucił i nie skarżył, znaczyłoby to, że swego partnera nie kochałeś. Dlatego, jeśli to możliwe, poszukaj najpierw bliskości kogoś, komu ufasz, i wypowiedz przed nim swój smutek i skargę. Czasami ludzie wyrastają poza siebie, jeżeli staje przed nimi takie wyzwanie. I kiedy nazywa się ich później "aniołami", nie jest to może tak całkiem nieprawdziwe.

Jeśli to możliwe, opisz swoją sytuację. Słowo pisane często jeszcze bardziej niż mówione skłoni cię do myślowego wyjaśnienia jej sobie. Wszelka konkretyzacja i wyjaśnienie tego, co cię dręczy, stwarza dystans wobec ciebie samego i tego, co jest przyczyną udręki, i dlatego może być pierwszym krokiem w poszukiwaniu wyjścia.

Jeśli chce ci się płakać, to płacz. Do czego masz kanaliki łzowe? Jeśli ogarnia cię złość, nie broń się przed nią. Jeśli życie przygważdża cię do ściany, powinieneś zadbać o to, aby przynajmniej resztki tego życia pozostały żywe.

Niekiedy, w najczarniejszych godzinach, może być też wskazane nie robić nic, zupełnie nic, i po prostu poddać się temu, co jest, i pozwolić "mu" czynić z nami, co zechce. Jest rzeczą szczególną, że czasem wtedy, gdy przestajemy walczyć czy krzyczeć o sprawiedliwość, przejmujący grozą mrok wokół nas zaczyna się rozrzedzać. Dlaczego tak się dzieje? Czy musimy to wiedzieć? Może jest to godzina, w której zaczynamy rozumieć, czego naprawdę potrzebujemy do życia.

Ważne jest, aby jasno i wyraźnie uznać fakt ostatecznej utraty. Ten, kto się z nim konfrontuje, doznaje wprawdzie początkowo głębokiego bólu, zyskuje jednak za to nową wytrwałość. Wnika do Wewnętrznej "przestrzeni" jasności. Nie tylko wie, ale również pojął, że partner nie powróci. Czy tego chcę, czy nie, czy poruszam niebo i ziemię, czy nie, zaczyna się nowy rozdział życia. Człowiek, którego kocham, opuścił mój krąg życiowy, i to na zawsze.

Wtedy napięcia ostatnich tygodni i miesięcy może zaczną się rozładowywać, dręczące myśli ucichną, daremne zabiegi o pojednanie ustaną. Wtedy trwożna nadzieja na spełnienie się konkretnego pragnienia może ustąpić miejsca nadziei ukierunkowanej na całe życie.

Stosunek do tego, co nie da się zmienić, jest największym ludzkim problemem, a tym samym największym wyzwaniem. Może on dać pozytywny skutek, jeśli to, co nie da się zmienić, nie będzie pojmowane jako wydarzenie losowe, które z konieczności musi prowadzić do zmniejszenia wartości całej egzystencji. Może dać pozytywny skutek, jeśli to, co nieodwracalne, zostanie pojęte jako wyzwanie do poszerzenia i pogłębienia osobistego życia.

Niewątpliwie są również ludzie, którzy pomimo wzajemnych zranień, krzywd, dystansu i rozstania w głębi duszy pozostają sobie wierni, którzy oddzielnymi drogami idą ku owemu "ognisku", którego oboje szukają. Choć może nigdy się już nie zobaczą, to jednak Wewnętrznie pozostaną związani. Może od czasu do czasu się spotkają i potem długo będą wspomnieniem o tym spotkaniu żyć. Komu taki los jest sądzony, ten prawdopodobnie stale będzie czuł tęsknotę za tym drugim - i zawsze też będzie odczuwał pragnienie, aby móc żyć w "normalnej" relacji. Ale może też być tak, że oboje nigdy nie zechcą wyrzekać na swój osobliwy los, ponieważ poznali to, co w życiu najważniejsze: miłość.

Więcej w książce: Co jest ważne? - Uwe Böschemeyer

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Po rozstaniu. Jak dalej żyć?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.