Po rozstaniu. Jak dalej żyć?

Po rozstaniu. Jak dalej żyć?
(fot. Maarten Takens / flickr.com)
6 lat temu
Uwe Böschemeyer / slo

Z biegiem czasu u większości osób, które zostały opuszczone, krystalizuje się jednoznaczne pytanie, czy istnieje jeszcze nadzieja na przywrócenie związku, czy nie. Co może zrobić ktoś, dla kogo stało się definitywnie jasne, że nadzieja ta ostatecznie znikła?

Dla uporania się z powstałym kryzysem nie wystarcza tylko mówić o wydarzeniach i faktach czy zajmować się wywołanymi przez nie uczuciami. Konieczne jest też zwrócenie uwagi na pewne wartościowe myśli. Dlaczego?

Jakkolwiek doświadczenie dramatu ma dla jednostki charakter indywidualny, jakkolwiek powinna ona osobiście szukać dróg do przezwyciężenia swego problemu, to jednak istnieją też wynikające z doświadczenia wartości natury ogólnoludzkiej, które powinniśmy znać, jeśli chcemy odzyskać udane życie. O niektórych z tych wartości wspomnę poniżej. Ten, kto im się przyjrzy, wtedy jednak tylko odniesie stąd korzyść, jeśli pozwoli im na siebie oddziałać. Nawet najlepsza maść nie uleczy rany, jeśli natrze się nią tylko chorą skórę.

Każde cierpienie, któremu człowiek potrafi nadać pewien kształt, poszerza jego osobowość. Zdolność do tego ma większość ludzi, natomiast gotowość skorzystania z niej również w trudnych okresach - już nie tak wielu. Ten, kto chce nadać swemu cierpieniu pewien kształt, pyta, skąd ono pochodzi i do czego go wzywa. Pyta, jak z nim tu i teraz może żyć. Jeszcze bowiem ważniejsze niż przezwyciężenie dramatu jest zaakceptowanie życia pomimo dramatu.

Akceptacja ta zależy nie tylko od tego, jakie cierpienie człowieka spotyka. Zależy także, i to w jeszcze większym stopniu, od tego, czy decyduje się on nażycie, czy się na życie decyduje.

Niekiedy jednak życie sprawia straszliwy ból. Boli wszystko. Boli każda część ciała, boli każda część duszy. Płaczesz, krzyczysz, szalejesz - trwasz w bólu, a ból trwa w tobie. Boisz się, czy zachowasz zdrowe zmysły. Nie wiesz, w jaki sposób masz wytrzymać czy zgoła przetrwać to, co przeżywasz. Co możesz wtedy zrobić?

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że masz prawo do smutku i do skargi. Smutek i skarga są bowiem pierwszą i najbardziej ludzką odpowiedzią na cierpienie. Gdybyś się teraz nie smucił i nie skarżył, znaczyłoby to, że swego partnera nie kochałeś. Dlatego, jeśli to możliwe, poszukaj najpierw bliskości kogoś, komu ufasz, i wypowiedz przed nim swój smutek i skargę. Czasami ludzie wyrastają poza siebie, jeżeli staje przed nimi takie wyzwanie. I kiedy nazywa się ich później "aniołami", nie jest to może tak całkiem nieprawdziwe.

Jeśli to możliwe, opisz swoją sytuację. Słowo pisane często jeszcze bardziej niż mówione skłoni cię do myślowego wyjaśnienia jej sobie. Wszelka konkretyzacja i wyjaśnienie tego, co cię dręczy, stwarza dystans wobec ciebie samego i tego, co jest przyczyną udręki, i dlatego może być pierwszym krokiem w poszukiwaniu wyjścia.

Jeśli chce ci się płakać, to płacz. Do czego masz kanaliki łzowe? Jeśli ogarnia cię złość, nie broń się przed nią. Jeśli życie przygważdża cię do ściany, powinieneś zadbać o to, aby przynajmniej resztki tego życia pozostały żywe.

Niekiedy, w najczarniejszych godzinach, może być też wskazane nie robić nic, zupełnie nic, i po prostu poddać się temu, co jest, i pozwolić "mu" czynić z nami, co zechce. Jest rzeczą szczególną, że czasem wtedy, gdy przestajemy walczyć czy krzyczeć o sprawiedliwość, przejmujący grozą mrok wokół nas zaczyna się rozrzedzać. Dlaczego tak się dzieje? Czy musimy to wiedzieć? Może jest to godzina, w której zaczynamy rozumieć, czego naprawdę potrzebujemy do życia.

Ważne jest, aby jasno i wyraźnie uznać fakt ostatecznej utraty. Ten, kto się z nim konfrontuje, doznaje wprawdzie początkowo głębokiego bólu, zyskuje jednak za to nową wytrwałość. Wnika do Wewnętrznej "przestrzeni" jasności. Nie tylko wie, ale również pojął, że partner nie powróci. Czy tego chcę, czy nie, czy poruszam niebo i ziemię, czy nie, zaczyna się nowy rozdział życia. Człowiek, którego kocham, opuścił mój krąg życiowy, i to na zawsze.

Wtedy napięcia ostatnich tygodni i miesięcy może zaczną się rozładowywać, dręczące myśli ucichną, daremne zabiegi o pojednanie ustaną. Wtedy trwożna nadzieja na spełnienie się konkretnego pragnienia może ustąpić miejsca nadziei ukierunkowanej na całe życie.

Stosunek do tego, co nie da się zmienić, jest największym ludzkim problemem, a tym samym największym wyzwaniem. Może on dać pozytywny skutek, jeśli to, co nie da się zmienić, nie będzie pojmowane jako wydarzenie losowe, które z konieczności musi prowadzić do zmniejszenia wartości całej egzystencji. Może dać pozytywny skutek, jeśli to, co nieodwracalne, zostanie pojęte jako wyzwanie do poszerzenia i pogłębienia osobistego życia.

Niewątpliwie są również ludzie, którzy pomimo wzajemnych zranień, krzywd, dystansu i rozstania w głębi duszy pozostają sobie wierni, którzy oddzielnymi drogami idą ku owemu "ognisku", którego oboje szukają. Choć może nigdy się już nie zobaczą, to jednak Wewnętrznie pozostaną związani. Może od czasu do czasu się spotkają i potem długo będą wspomnieniem o tym spotkaniu żyć. Komu taki los jest sądzony, ten prawdopodobnie stale będzie czuł tęsknotę za tym drugim - i zawsze też będzie odczuwał pragnienie, aby móc żyć w "normalnej" relacji. Ale może też być tak, że oboje nigdy nie zechcą wyrzekać na swój osobliwy los, ponieważ poznali to, co w życiu najważniejsze: miłość.

Więcej w książce: Co jest ważne? - Uwe Böschemeyer

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Po rozstaniu. Jak dalej żyć?
Komentarze (43)
DD
Dominik Daszkowski
6 czerwca 2018, 14:33
Ja przez pół roku po rozstaniu ze swoją dziewczyną miałem depresję. Ona zerwała ze mną i zaczęła się spotykać ze swoim byłym. Zupełnie tego nie rozumiałem, bo przecież wszystko było tak super, a tu nagle... Zaczęła mnie kompletnie olewać, zupełnie jakbyśmy się nie znali, a przecież tyle dla siebie znaczyliśmy. Po jakimś czasie miałem wrażenie, jakby ktoś bliski mi umarł. Nie mogłem sobie poradzić. Olewałem pracę i dużo piłem, praktycznie codziennie. W końcu doszłem do wniosku, że muszę się pozbierać. Zapisałem się na terapię do http://psychologgia-plus.pl/. Głównie chodziło o to, żeby pomogli mi rzucić picie, bo sposób w jaki się zachowywałem pod wpływem... - szkodziło to moim stosunkom z otoczeniem. Na szczęście szybko pomogli mi dojść do ładu z piciem. No i teraz po ponad roku moje życie zaczyna znów nabierać sensu.
10 grudnia 2017, 00:08
Czasami nie ma innego rozwiązania niż rozwód. Niestety za błędy dorosłych najmocniej cierpią dzieci. Polecam przeczytać książkę "Wariatka" Agnieszki Chrzan, w której opisane jest co przeżywają dzieci rozwódników oraz co mogą zrobić, aby zamknąc za sobą ten rozdział i wkroczyć w dorosłe życie z możliwością stworzenia własnego szczęśliwego związku.
K
Karl
29 kwietnia 2017, 09:57
Mi po rozstaniu z moją dziewczyną było naprawdę ciężko się pozbierać, byliśmy razem 4 lata, myślałam, że to w końcu „ta jedyna”. Okazało się jednak inaczej, kosztowało mnie to mnóstwo stresu i łez, w końcu musiałem skorzystać z pomocy psychologa, bo sam nie dawałem sobie rady.  Tutaj jest filmik,  który znalazłem na yt https://www.youtube.com/watch?v=Psivrzeoj6s Kanał należy do kliniki, w której chodziłem na psychoterapię, polecam, jeśli ktoś poszukuje profesjonalnej pomocy.
MN
Marta Nowakowska
6 stycznia 2016, 22:52
Ja też przez wiele czasu obawiałam się że nikogo sobie w życiu nie znajdę. Czułam się samotna, nie kochana, brakowało mi drugiej osoby, bliskości, pocałunków, wspólnego dzielenia się swoimi przeżyciami. Bedac już na skraju wyczerpania psychicznego zdecydowałam się zamówić rytuał przyciągnięcia powodzenia u płci przeciwnej na stronie http://urok-milosny.pl , po 2 miesiącach znalazłam faceta o jakim wcześniej nawet nie marzyłam. Czuły,  wspaniały, a jednocześnie zaradny i męski. Wreszcie odżyłam i dowiedziałam się co to prawdziwe szczęscie.
I
ikona
26 marca 2015, 13:48
oj dajcie spokój, trzeba żyć dalej. Ja też. Dobrze, że schudłam. Teraz będę lepiej wyglądać w bikini efelina na plaży. I kto wie? Może znajdę tego jedynego :)?
T
Tatus505@wp.pl
23 marca 2015, 19:11
Jeszcze Jeszcze jedna droga została przede mną i jeszcze jedno rozstanie lecz pożegnanie będzie na wieki kiedy mnie wezwiesz panie. Jeszcze jedno rozstanie jest prze de mną najtrudniejsze ze wszystkich rozstań ostatni pocałunek uścisk dłoni i czarnej śmierci otchłań. Jeszcze jedno spojrzenie miła w twe oczy i cichy szept odchodzę pójdę powoli  trzymając w ręku cugle i śmierci wodze. Jeszcze raz popatrzę na ten świat zanim mi całkiem słońce zgaśnie zamknę powieki ze spokojem i moje serce zaśnie. Jeszcze na koniec zaleję się łzami polecą krople jak deszcz majowy rozpłyną się po ziemi jak zerwany różaniec prosto pod twoje nogi. Zapukam z niepewnością  do twych bram takie jest moje przesłanie i powiem głośno bądź pozdrowiony mój zbawco jedyny panie.      Henryk Siwakowski .      Elblag   21.3.2015.
A
aska
7 listopada 2014, 19:18
A ja stracilam osobe, z ktora bylam dlugi czas, bo sie okazalo ze prowadzila podwojne zycie, przestepcze, bardzo skrzetnie skrywane. zamkneli ja do wiezienia... na dlugo.. nawet na parenascie lat. nie potrafie sobie jeszcze z tym poradzic. z dnia na dzien odszedl z mojego zycia bez zapowiedzi, bez wyjasnien, a dodatkowo okazalo sie ze prowadzil zycie o ktorym nie mialam pojecia, zajmowal sie i przyjmowal narkotyki ( wszystko to w tajemnicy przede mna i dokladnie zacierajac slady, tak zebym sie w ogole nie zorientowala) no i sie nie zorientowalam.. dowiedzialm sie jak go juz zamkneli. jest mi strasznie ciezko, bo jestem z nim zwiazana, martwie sie o niego, nie potrafie zrozumiec, ale mam swiadomosc, ze juz ne pomoge, no bo jak..
A
A.......
30 kwietnia 2014, 20:26
No i chyba sobie średnio ze wszystkim radzę :( Chwilę jest dobrze, potem znów płacz, ból, lęk i obawa przed samym sobą, że znów coś w życiu swoim zepsuję.
A
A....
30 kwietnia 2014, 19:56
No, cóz ja to wszystko z takiej strony i psychologicznej i rozumowej przetłumaczyłam sobie na wszystkie sposoby, ale ciągle jest ogrzewana rana, tym bardziej że mieszkam w małym mieści i ciagle sie boję, że przyjdzie mi się nadziać na byłego z jego obceną sympatią. Wszystko jest takie ciężkie. Czuję i pretensjie do siebie za rozpad tego, a dosżło teraz do mnie że too było naprawdę wartością, do tego czuję róznież żal za to że  tak szybko i konsekwentnie ktoś mnie odrzucił, choć do końca bardzo chciałam. To są tylko słowa i normalne rekacje. Ktoś by powiedział, że to się dzieje ciągle ze cos sie traci, ale gdy po fakcie zrozumiałam ze to całe moje życie już nic nie było do odratowania.
26 kwietnia 2015, 06:37
Czyżby zepsuło sie do tego stopnia, że aż wysiadł ci ośrodek mowy? Chyba, że nigdy nie umiałaś wypowiadać się poprawnie.
A
Anna
18 marca 2014, 11:27
po 25 latach zawiodła mnie osoba, której tak bardzo ufałam, odwróciła się ode mnie na pięcie i już. Nie potrafię się z tym pogodzić, szukam ukojenia, ratunku, bo tak mi trudno...
Maria
Maria
7 listopada 2014, 17:50
Jestem w podobnej sytuacji. I choć nekiedy wydaje mi się, że już się uporałam, pogodziłam za chwilę boli znów
I
iga
26 kwietnia 2015, 05:13
ania czy jeszcze tu jestes? czy poradzilas sobie ze strata? ja jestem teraz w takiej samej sytuacji. wlasciwie od roku. rowniez po 25latach zawiodla mnie osoba, ktorej ufalam prawie bezgranicznie. a nie ufam latwo..ta osoba odwrocila sie ode mnie w jednym z najgorszych momentow mojego zycia-kiedy walczylismy kilka miesiecy o uratowanie mojej b.ciezko chorej  mamy.. minal rok a ja pozostaje w szoku. i mam smutne przeswiadczenie, ze nigdy sie z tym nie uporam.. jak bylo/jest u Ciebie? iga
MR
Maciej Roszkowski
17 marca 2014, 12:57
Maciek! Trzymaj się. Twój imiennik
E
ewelina
17 marca 2014, 00:08
Mnie boli od ponad 5 lat, chodź byłam z chłopakiem prawie dwa lata. Nadal mam nadzieję,że może nasze drogi się połączą.Każdy ma inny charakter więc inaczej rozpacza po rozstaniu.
R
Rumka
16 marca 2014, 23:41
Przetrwać przeczekać i przejdzie i nie umartwiać się nad sobą wziąć się za konkretną robotę lek na byłe i byłych
M
Maciek
16 marca 2014, 21:05
byłem na pogrzebie kolegi, poświęcił swoje prywatne życie opiece nad niepełnostrawną siostrą  i samotnym ojcem. Zastanawiałem się , czy ja też mogę poświęcić i ofiarować swoje życie , w takiej sytuacji w jakiej jestem - w sytuacji bardzo trudnej, beznadziejnej, w krainie mroku -  Tak MOGĘ ! chcę być odważny jak Spartanie w Termopilach, jak Powstańcy w Warszawie, jak mój Kolega z pracy... i cieszyć się tym życiem, które mam.       
R
rosa
18 grudnia 2014, 22:52
Maćku pięknie to napisałeś. Mam nadzieję, ze kiedyś to przeczytasz. pewna-ona(małpka)wp.pl
B
ból
28 września 2013, 21:11
I będzie boleć tym dłużej im dłużej trwało małżeństwo
Bolesław Zawal
Bolesław Zawal
8 listopada 2014, 18:51
Nie jest to prawdą, bynajmniej w moim przypadku. Moja "ukochana" małżonka odeszła po 29 latach, fakt cierpiałem i to potwornie ale można się z tego otrząsnąć i żyć dalej. Obecnie nie wyobrażam sobie jej powrotu i dalszego życia z tą kobietą.
M
m
28 września 2013, 20:28
Boli...już 3 lata i nadal boli...mniej lub więcej, ale boli
M
mini
7 września 2013, 21:36
Zaufać intuicji - jak chcesz płakać to płacz, jak chcesz spedzić czas u rodziny bądź samotnie, to zrób to. Tylko nie pozwól innym ludziom oceniać byłego związku za siebie - mogą wyrazić swoją opinię - ale trzeba samemu przeżyć smutek i wyciągnąć wnioski. 
ZT
z tekstu
5 lutego 2013, 13:02
Jeśli chce ci się płakać, to płacz. Do czego masz kanaliki łzowe?
K
Katarzyna
14 grudnia 2012, 21:59
Piszę o uzdrowieniu z bólu, teraz to najgorsze, prawda ? Tak, cżłowiek potrafi być z innym.... wiem po sobie. Zaufaj, módl się o to by z tej sytuacji śmierci Bóg wyprowadził życie. Trudno mi więcej 'poradzić', jak pisałam za mało się znam, nie chcę Cię jakoś urazić nieudolnymi radami. Zaufaj, uwieś się...nie puszczaj. Mam takie doświadczenie... tyle moge powiedzieć.
A
agna
14 grudnia 2012, 21:29
chcesz powiedziec, pros żeby przestać kochać? człowiek potrafi byc potem z kimś innym? to juz prawie 9 miesięcy odkąd sobie poszedł... odkąd go widziałam... ale "nic się nie dzieje bez Twojego pozwolenia, a to naco pozwalasz nie pozostaje bez pocieszenia" JEZU UFAM TOBIE.
K
katarzyna
14 grudnia 2012, 21:24
wiesz..hmmm ... po prostu módl się, On jest przy Tobie... uwieś się, krzycz, nie puszczaj.... proś o uzdrowienie, oddaj tę sprawę Bogu; nie chcę tu się mądrzyć nie mam do tego 'uprawnien' ani wiedzy.... pozdrawiam Cię
E
ewelina
14 grudnia 2012, 21:20
Powodzenia Katarzyno.
A
agna
14 grudnia 2012, 21:02
Kasiu, widze i czytam, że z innym, ale ja chciałabym z tym samym... 
K
Katarzyna
14 grudnia 2012, 20:33
@Ewelina...tyle poświęcasz mi uwagi ... dlatego ..znowu tu piszę .... nie jestem po rozwodzie.... jeszcze nigdy nie ślubowałam /choć mam swoje ;) lata / ale zakochana byłam, i w depresji też ..., i powtórzę znowu.... do dziś pamiętam jak kurczowo się Go trzymałam, to On wtedy trzymał mnie  może???  to może największa wartość tamtych wydarzeń ???? dziękuję za Twoje tu zaangażowanie, dziś będziesz na pewno w mojej modlitwie, jak jutro ??? nie wiem :) @agnes ...moje 'zakończenie' jest z NOWYM KIMŚ ... @BN nie wiem czy można odpowiedzieć na to pyt., wyczerpująco....
A
agna
14 grudnia 2012, 19:26
ja mam Kasiu to samo... i też tak straszliwie to boli... i modle sie i ciągle odmawiam nowennę pompejańską o pomoc i czekam... też chce amerykańskie zakończenie z tamtym co sobie poszedł... 
ED
ewelina do Kasi
14 grudnia 2012, 18:30
Postaw Kasiu Boga (w miejsce Tamtego) - chodzi o to by nie działać w pośpiechu.Za dużo jest do stracenia - chodzi o Twoje wnętrze, w którym masz skarby:swoją wrażliwość,niewinność,wewnętrzną uczciwość, potrzebę szukania Boga,To wszystko "przez pośpieh" możesz pomniejszyć, a potrzebne nam są te "skarby" np.dla zachowania godności " w kryzysach", których jest tak wiele w życiu człowieka,Zauważ Kasiu że pisząc .."jak łatwo to teraz piszę....bezboleśnie" wskazujesz na działanie Boga w Twoim życiu.Przecież ludzie po takich przejściach jak Ty, czasem popełniają samobójstwo,wpadają w rozpacz,w depresje i często trwają takie stany przez wiele lat.Może pomogła Nowenna ?. Czasem zaglądam na: "Żeby się nie rozwiedli.Drugi raz"-Ci ludzie cierpią (mimo szczęścia w ponownym związku).Sama niemożliwość przystępowania do Komunii przysparza im wiele cierpienia.Pomyśl Kasiu jak będziesz znosić takie cierpienie ? Dziękuję za Twoją cierpliwość (do moich wpisów).Pozdrowienia.
K
katarzyna
14 grudnia 2012, 14:18
wpisy Filipa są dwa..... odnosze mgliste wrażenie, że zaprzeczają sobie..... mnie chodzi tylko (!)  o to, żeby pogodzić się z tym, że ten Ktoś odszedł/bez względu na powód/, przez co nasze zycie nie musi się zawalić .... tylko w bólach się zmienić.... i, dzięki zaufaniu, uczepieniu się ... Boga w tym trudnym czasie 'po' można to przeżyć..... Ja  Tamtemu życzę jak najlepiej, jednocześnie nie życzę sobie pamiętać ciągle o Nim.... ha !!! jak łatwo to teraz piszę.... bezboleśnie... K.
ED
e do Kasi
14 grudnia 2012, 11:31
Jeszcze Kasiu zapomniałam we wcześniejszym wpisie dodać, że Ksiądz Twardowski w wierszu o którym wspomniałam, pisał dalej ..."wszystko ma swój czas.." - życie udowadnia,  że na wartościowe rzeczy warto czekać i walczyć o nie (przeczytaj jeszcze raz wpis FilipaS) .Masz Duszę nieśmiertelną - też wątpiłam w TĘ PRAWDĘ, i "po ludzku" układałam sobie (i swojej rodzinie) życie, zajmując się np.bioenergoterapią - podobno miałam zdolności uzdrawiania do chwili.....KRZYKU MOJEJ DUSZY W MOIM WNĘTRZU, UPOMINAJĄCEJ SIĘ O JEZUSA - moja siostra wraca z buddyzmu (w którym tkwiła całe życie) do wiary katolickiej, pod wpływem tego o czym jej mówię, także  syn ma trochę mniej problemów z wiarą.Pragnę Cię Kasiu przekonać że MASZ DUSZĘ,która jeśli "nie zabita",wciąż ( przez całe życie) będzie "upominać się" w Twoim wnętrzu o .......(?) brakuje słów.                                                                                            Kasiu, teraz czytając jeszcze raz Twój wpis,dotarło do mnie, że nie tylko wiara (która czasem wydaje nam się, że mało pomaga,bo nie widzimy już efektu ),nie tylko nasze wysiłki w wierze przyciągają pomoc Boga.Twoja wewnętrzna uczciwość i czystość serca są podstawą, że Pan nie odstąpi od Ciebie (z pomocą) - doświadczysz Boga. (też w dzwiganiu tamtych ciężarów, często brakowało mi sił, nawet na modlitwę ).                                                                                                                                             Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, kim byłabym dzisiaj gdybym nie podjęła wtedy uczciwie swojego Krzyża.Wciąż dostajemy Krzyże....Przemyśl to Kasiu -nie spiesz się - z Bogiem zdążysz wszędzie na czas.Dziękuję Ci Kasiu.
K
katarzyna
13 grudnia 2012, 17:58
do @ e wiem, wisiałam wtedy na wierze, że tę sytuację dał mi On w swojej niezmierzonej mądrości... 'tylko' 9 miesięcy odmawiania wciąż od nowa nowenny do Judy Tadeusza / na nic  więcej nie miałam siły/ z prośbą o ratunek /tak jak w powyższym artukule myslałam, że psychicznie tego nie wytrzymam/  i uzdrowienie .... a teraz najlepsze zakończenie tej historii ... spotkałam człowieka, z którym chcę być tj. BYĆ :) co jest dla mnie hmmm ??? szokiem??? nie, wierzę, że przez tamto wydarzenie tak się zmieniłam że zobaczyłam coś dobrego w tym mężczyźnie, z którym teraz planuję ślub 'wyszło' mi amerykańskie zakończenie :) ? i ok, jeśli Bóg tak chce :) Kacha :)))
P
POLECAM!
13 grudnia 2012, 10:04
Dawcą Miłości jest Bóg! Każdej Miłości w każdej sytuacji. MODLITWA o prawdziwą MIŁOŚĆ: [url]http://www.communiocrucis.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=25&Itemid=48[/url]
ED
e do Kasi
13 grudnia 2012, 10:03
Kasiu- Ks.Twardowski pisał :"Nie módl się jeśli czekać nie umiesz"-Kasiu módl się i czekaj.Moją beznadziejną sytuację (zostaliśmy prawie bez środków dożycia) Pan rozwiązał po prawie 10 latach.Przez te 10 lat DOŚWIADCZAŁAM REALNEJ POMOCY BOGA.Dzisiaj dziękuję Bogu za TEN OGROMNY KRZYZ (dla całej mojej rodziny).Zachowuj SPOKÓJ (Bóg jest spokojem )- może np.otwórz się na przyjęcie POKOJU w chwili  gdy ksiądz na mszy przekazuje :"POKÓJ WAM" (nie pomoże raz,spróbuj następnym razem).Ten spokój będzie cię ratował (mnie ratował przez 10 lat) - pozwalał mi (a udzielał się też mojej rodzinie) zachowywać godność, tzn.nie wpadliśmy w rozpacz ani żadne nałogi, tzn. też że miałam siłę do podejmowania nieustannych (codziennych) prób szukania wyjścia z beznadziejnej (tak mi się wtedy wydawało) sytuacji.Teraz wiem że Bóg dopuszcza na nas "beznadziejne sytuacje (?)" aby DAĆ  NAM SIEBIE.Ufaj Kasiu w czekaniu, trzymając się  kurczowo  tego, co czujesz że zbliża Cię do Boga.
K
katarzyna
13 grudnia 2012, 09:31
@pawle.... nie, to koniec.... On sie wycofał, nie mam pojęcia czemu, niech tak będzie, aaaaaaaaaaa... walczyłam, hehe rok, wystarczy; wisiałam wtedy między niebem a piekłem, na szczęście nie przestałam się modlić.....to mi pomogło; teraz - trzeba zyć dalej... nie chcę tkwić w przeszłości, modlę sie o dobrą przyszłość... dla siebie; już zaczyna się coś nowego....
D
daria
13 grudnia 2012, 07:24
A gzie jest Bóg ? będący podstawą wszystkigo ? - w tym artykule o Nim zapomniano.
7
7SHTE
13 grudnia 2012, 02:29
Najlepiej jest lawirować tak, żeby dana osoba sama nas opusciła - wtedy nikt nie cierpi i nie ma zbędnych wyrzutów sumienia.
F
FilipS
12 grudnia 2012, 23:57
Paweł ma rację!! O miłość trzeba walczyć!!:)
P
Paweł
12 grudnia 2012, 23:43
Katarzyno.... Jeżeli owo uczucie było , to może warto walczyć o nie by nie było jedynie echem? 
F
FilipS
12 grudnia 2012, 23:42
W moim mniemaniu gdy się kogoś kocha- pragnie się jej/jego szczęścia niezależnie z kim będzie dzielić życie ,a jej/jego szczęście będzie i w nas wywoływało radość - to już się zwyciężyło. Wówczas  potrafimy dać wolność kochanej osobie i prawdziwie KOCHAĆ:) Najważniejsze by nie dopuścić egoizmu do głosu. To on jest przyczyną smutku- bo nie mogę JA z nią/ z nim być, bo JA czuję się gorszy, niepotrzebny, mały... W ten sposób patrzymy na siebie, nie na drugiego człowieka, którego ponoć kochamy. "Zapomnij o JA, gdy mówisz KOCHAM":) Powodzenia! PS. By nie było, to tak na marginesie mnie nawet nie było dane (o co nie mam żalu) być choć jednej sekundy z tą osobą którą bardzo kocham, ale kocham i jej szczęście jest najważniejsze;)  Były chwile słabości i smutku, ale jak mówiłem tylko przez egoizm i patrzenie na siebie, a i przez 5 lat było ich naprawdę mało:) dobrej nocy!!
K
katarzyna
12 grudnia 2012, 20:50
hmmm ...późno..szkoda że teraz dopiero trafiłam na te słowa..... przed rokiem z odkładem...myślałam, że oszaleję .... teraz...zaczynam żyć z tym faktem , że tamto uczucie było /może jeszcze jako echo zyje ??? / że mnie zmieniło.... chcę zacząć od nowa, próbuję właśnie....ehhhh 

Skomentuj artykuł

Po rozstaniu. Jak dalej żyć?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.