Co złego jest w ambicji? Sprawdź!

Zaczyna się problem. Jak zawsze w przypadku pułapek mentalnych, które wikłają ofiarę w pęta psychicznego przymusu (fot. shutterstock.com)
Marian Polak / slo

Nobody is perfect. Ale jeśli już "perfect", to zazwyczaj nie "nobody". Perfekcjonista to bowiem zwykle "ktoś", dla kogo nic i nikt - nie wyłączając jego własnej osoby - nie jest nigdy "good enough".

Wystarczająco dobre mogą być bowiem - jego zdaniem - tylko przeciętniaki.

Co złego w ambicji? Cóż niestosownego w pokonywaniu kolejnych barier, biciu rekordów, poprawianiu wyników? W sumienności i bezwzględnym dotrzymywaniu zobowiązań?

Nic zgoła. I dlatego perfekcjoniści zostają zwykle najpierw prymusami w szkole, a potem dyrektorami, ministrami, menedżerami, szefami komisji, rządów, redakcji i ważnych instytutów.

DEON.PL POLECA

Szefami dobrymi, bo skutecznymi. A skutecznymi dlatego, że zwykle bywają oporni na pokusy chodzenia na skróty, przymykania oczu czy kreatywnej sprawozdawczości. Dla nich najważniejsze jest bowiem nie samo stanowisko, apanaże, przywileje czy inne korzyści, tylko cel główny - możliwie jak najbardziej doskonałe wykonanie powierzonego zadania.

Perfekcjoniści mają jeszcze tę dodatkową zaletę, że są - jak się to teraz mawia w żargonie kadrowców (sorry, specjalistów od zasobów ludzkich) - "wewnątrzsterowni". Sami wyznaczają sobie ambitne cele, a potem dążą do nich, niezależnie od reakcji otoczenia. Nie potrzebują dodatkowych motywacji ani mobilizacji w postaci konkurencji. Jeśli z kim lub czymś walczą, to z oporem materii i - ewentualnie - własną słabością.

W sumie to pionierzy postępu w każdej dziedzinie. Awangarda cywilizacji i kultury. Rewolucjoniści. Reformatorzy. Ludzie z misją. Ludzie z pasją.

Tak zdefiniowany perfekcjonizm coraz częściej jest uznawany przez naukę za zdeterminowany genetycznie. Z "genem poszukiwania doskonałości" przychodzi na świat jakieś 5-6 procent populacji.

Ale jest jeszcze inna odmiana perfekcjonizmu, która różni się nieco od tej pierwszej, pozytywnej i nakierowanej na poprawianie świata.

Ten drugi perfekcjonizm bywa nawet traktowany przez niektórych fachowców od problemów duszy jak zaburzenie osobowości. I to pomimo że w swych zewnętrznych przejawach nie różni się jakoś szczególnie od perfekcjonizmu "dobrego".

Tyle tylko, że nie jest zbudowany na wierze w siebie i możliwość realizacji ambitnych życiowych zamierzeń, tylko na kompleksach i strachu. Często cierpią na to dorosłe dzieci alkoholików i w ogóle - osoby, których kompleksy wynikają ze wstydu, lęku lub odrzucenia doświadczonego we wczesnym dzieciństwie.

Taki "fałszywy" perfekcjonista stara się być najlepszy we wszystkim tylko dlatego, żeby nikt przypadkiem nie pomyślał, że jest gorszy, bo czegoś nie może albo nie potrafi. Dążenie do doskonałości nie jest więc dla niego celem samym w sobie, a jedynie narzędziem manipulacji lub obrony neurotycznego "ja".

Celem takiego pseudoperfekcjonizmu jest uznanie w środowisku, a najważniejszą cechą odróżniającą go od perfekcjonizmu właściwego - "zewnątrzsterowność", czyli podatność na krytykę i uzależnienie od oceny otoczenia.

Człowiek uwikłany w tak zdefiniowany perfekcjonizm popada w rodzaj przymusu psychicznego, napędzanego lękiem. Próbuje być "naj", stara się unikać błędów i nie odpuszcza w niczym ze zwykłego strachu przed zdemaskowaniem go jako przeciętniaka. Taka degradacja oznaczałoby dla niego kryzys psychiczny, związany z załamaniem poczucia własnej wartości.

I wtedy - zdaniem fachowców - zaczyna się problem. Jak zawsze w przypadku pułapek mentalnych, które wikłają ofiarę w pęta psychicznego przymusu.

Dość powiedzieć, że perfekcjonizm z elementami lęku i potrzebą kontroli leży u podłoża zarówno pracoholizmu, jak nerwicy natręctw. A także anoreksji - zaburzenia, które jak wykazują nowsze badania, także bierze się z chorobliwego dążenia do ideału (jakim są w tym akurat przypadku retuszowane zdjęcia modelek w rozmiarze "0" prezentowane na okładkach wszystkich kolorowych czasopism).

Wytrwałe próby odniesienia sukcesu zawodowego czy wypracowania idealnej figury wypadałoby zresztą tylko podziwiać, gdyby nie prowadziły one do głębokiego wyniszczenia fizycznego, a w skrajnych przypadkach nawet do śmierci. Inna sprawa, że jeszcze niedawno (średniowiecze skończyło się zaledwie pięćset lat temu) można było za sprawą anoreksji trafić na ołtarze, co udało się Katarzynie ze Sieny. Tylko że ona oficjalnie głodziła się w intencjach metafizycznych, a nie dlatego, żeby schudnąć do wymiarów Kate Moss. Jeśli więc wizerunek idealnego szefa, matki, żony, przyjaciółki zaczyna uwierać jak przyciasna marynarka, to warto zajrzeć do fachowca od chorób duszy. Bo tak jak zły cholesterol, istnieje też - niestety - zły perfekcjonizm.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Co złego jest w ambicji? Sprawdź!
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.