Kiedy radość bywa problemem?

Kiedy radość bywa problemem?
Fot. depositphotos.com

Radość potrafi być zdradliwa: usypia czujność, zakłada różowe okulary i przekonuje, że wszystko jest pod kontrolą - nawet wtedy, gdy ignorujemy sygnały ostrzegawcze, przekraczamy własne granice i odkładamy odpowiedzialne decyzje „na później”. Ten tekst jest o momencie, w którym przyjemność przestaje nas wspierać, a zaczyna prowadzić w ślepy zaułek.

Zdecydowałam się ją tu dopisać dla wszystkich tych, których zbyt dobry nastrój doprowadził do kłopotów (a dzieje się to zadziwiająco często).

DEON.PL POLECA

 

 

Do takich kłopotów należy przede wszystkim zaliczyć: ignorowanie znaków ostrzegawczych w niepokojących sytuacjach i w ludziach, niekontrolowanie w jedzeniu, piciu, zażywanie substancji psychoaktywnych i alkoholu czy zakupy często znacznie przekraczające nasze potrzeby i budżet, podejmowanie działań ryzykownych, unikanie odpowiedzialności, niepodejmowanie działań koniecznych dla swego dobrostanu, np. unikanie badań lekarskich, nauki i pracy.

W odczuwaniu radości teoretycznie nie ma nic złego. Często dążymy jednak do tego, aby odczuwać tę emocję jak najmocniej, jak najsilniej i jak najczęściej. Niestety, to nie jest najlepszy cel pracy terapeutycznej i autoterapeutycznej, bo nasza głowa bardzo nie lubi skrajności. Lubi natomiast spokój i równowagę, przez co na co dzień robi wszystko, aby w razie wahań szybko ją odzyskać. To dlatego po wypiciu alkoholu spodziewany jest spadek nastroju – głowa, po otrzymaniu dawki substancji, wysyła armię substancji przeciwstawnych do szybkiego zneutralizowania tego stanu.

W psychiatrii niepokoją nas stany znacznego podwyższenia nastroju nazywane hipomaniakalnymi lub maniakalnymi. Wiemy, że im wyższa górka, tym niższy dołek. Im jaśniejszy yin, tym ciemniejszy yang. Sama radość jest cudownym stanem rozlewającego się po ciele miłego podniecenia i energetycznej fali. W radości jesteśmy przyjaźni i otwarci na siebie i świat, pozostajemy w „tu i teraz”, czując, że nie musimy się o nic martwić i nic nam nie grozi.

Układ nerwowy się jednak habituuje, czyli przyzwyczaja do dostarczanych mu bodźców. Im dłużej wystawiasz się na bodziec, który wywołuje radość, tym odpowiedź organizmu na to z czasem osłabnie. Potrzebujemy odczuwania wszystkich emocji, aby radość nam nadal smakowała. 

DEON.PL POLECA


Strategie zachowania (ogrodnicy)

Triadę (kłopotliwej) radości uruchamiają:

• podnoszące energię wydarzenia, takie jak koncerty, festiwale, wakacyjne wyjazdy;
• fantazje o miłych zdarzeniach, relacjach i przeżyciach (np. o wakacjach, o bogactwie, o romantycznym związku, szczególnie dotyczące oderwania się od codzienności lub pozyskania czegoś lepszego, niż mamy obecnie);
• treningi fizyczne, ćwiczenia na świeżym powietrzu;
• ekspozycja na słońce;
• zabawne treści (czytane, oglądane, memy, filmy, sitkomy, komedie, stand-upy);
• robienie tego, na co ma się naprawdę ochotę, ekspresja siebie, spontaniczność, zabawa;
• realizowanie swoich pasji, wchodzenie w stan flow (przepływu, pełnej koncentracji na „tu i teraz”);
• odniesienie sukcesu (małego lub dużego), rozwiązanie zagadki, wygranie w grę;
• substancje psychoaktywne, alkohol i niektóre pokarmy (szczególnie słodkie, słone i tłuste, a także jedzenie skojarzone z miłymi wspomnieniami, np. ulubionego obiadu serwowanego przez babcię);
• poczucie, że sytuacja się układa po naszej myśli;
• uruchamianie zmysłów, np. poprzez aromaterapię lub spacer po lesie;
• doświadczanie czegoś nowego, np. zwiedzanie nowego kraju, uczenie się nowej rzeczy;
• udane spotkanie z drugą osobą;
• pielęgnowanie roślin, zabawa ze zwierzętami lub dziećmi;
• przytulanie, pieszczoty, seks;
• wydarzenia nowe, ekscytujące, niecodzienne.

Przekonania, jakie się aktywują w triadzie (kłopotliwej) radości, to:

• ja: jestem okej, lubiana, atrakcyjna, inteligentna, piękna, mądra, nie mam ograniczeń, mam kontrolę, mam swobodę, mam dużo zasobów, panuję nad wszystkim, jestem silna, niepokonana, wygrana, zadbana, zaopiekowana, ważna, kochana, wyjątkowa, sprawcza, kompetentna, inteligentna, uważna, empatyczna, dobra;
• inni: są okej, lubią mnie, chcą mi pomóc, pożądają mnie, podziwiają, są godni zaufania, bezpieczni, pomocni, dostępni, życzliwi, opiekuńczy;
• przyszłość: rysuje się w optymistycznych barwach, będzie cudowna, pełna dóbr, lepsza niż teraz lub co najmniej tak dobra jak teraz, jest bezpieczna, będzie przyjemna, uda się.

Kłopotliwy ogrodnik w triadzie radości to przede wszystkim potwierdzacz.

Potwierdzacz przyjmuje status quo takie, jakie jest. Nie jest to dziwne, bo miło jest dobrze myśleć o sobie, o innych i o świecie. Ale czasem bywa tak, że potwierdzacz zachęca nas do założenia różowych okularów z napisem: wszystko jest okej. Widać to na przykładzie kobiet pozostających w przemocowych związkach: On przychodzi z kwiatami przeprosić za wczorajszą karczemną awanturę i rękoczyny. Ona kwiaty przyjmuje, ciesząc się, że to, co złe, już się skończyło. W tej radości, niosącej ulgę i nadzieję życia bez lęku o swoje bezpieczeństwo na „tu i teraz” i na przyszłość („Gdzie zamieszkam, jeśli wyprowadzę się od niego?”), myśli, że od teraz wszystko już będzie dobrze, że jest bezpieczna; on jest życzliwy i dobry, a dzieci przecież zaraz zapomną, a w ogóle to pewnie nawet tego wczoraj nie słyszały. Nawet jeśli spotyka się z przyjaciółką lub chodzi na terapię, nie chce rozmawiać o tym, co się stało, nie chce psuć sobie tego dobrego stanu ducha. Teraz jest przecież dobrze. Po co do tego wracać.

Triada (kłopotliwej) radości blokuje postępy terapeutyczne

W relacji ze sobą i z innymi bywa używana jako silnie unieważniająca toksyczna pozytywność.

Toksyczna pozytywność to zjawisko, w którym pozytywne myślenie jest forsowane w sposób skrajny, ignoruje się trudne emocje i rzeczywiste problemy. Prowadzi do bagatelizowania negatywnych doświadczeń i wymuszania sztucznego uśmiechu, nawet gdy sytuacja wymaga autentycznego przeżywania emocji.

Przykłady toksycznej pozytywności to:

• powtarzanie fraz typu: „wszystko będzie dobrze”, bez uwzględnienia realnych trudności adresata tego komunikatu;
• oczekiwanie, że ludzie zawsze będą szczęśliwi, niezależnie od okoliczności, w jakich się znajdują;
• bagatelizowanie smutku, stresu czy lęku jako niepotrzebnych emocji;
• mówienie: poradzisz sobie, kto jak nie ty, zawsze dajesz radę, nie rozumiem, w czym widzisz problem, nie marudź, inni mają gorzej, nie masz na co narzekać, jesteś niewdzięczny.

Często takie podejście jest pokłosiem wzorców wyniesionych z domu rodzinnego. Przemęczeni rodzice mieli mniej problemów z dzieckiem grzecznym, cichym i pogodnym. Nauczyciele także odczuwali ulgę, gdy uczeń był samodzielny, zdyscyplinowany i nie sprawiał kłopotów. Z różnych powodów łatwiej było powiedzieć dziecku, żeby sobie po prostu poradziło i że przecież wszystko jest dobrze, niż znaleźć czas i empatię na uprawomocnienie jego emocji.

Triadę (kłopotliwej) radości wzmacniają dodatkowo oczekiwania dotyczące:

• swojego życia, takie jak: powinienem być szczęśliwy, powinienem cały czas dobrze się czuć, przyszłość powinna
być coraz lepsza;
• relacji z innymi ludźmi: powinniśmy się dobrze bawić, powinienem w relacji przeżywać jedynie pozytywne emocje (słynne: good vibes only), ludzie się dla mnie zmienią, dostosują, zaczekają na mnie;
• siebie: wszystko powinno mi się udawać, powinienem czuć tylko pozytywne emocje i mieć tylko pozytywne myśli, nic mnie nie powinno ograniczać, powinienem zawsze dobrze sobie radzić, powinienem odnosić sukcesy.

Co znajduje wyraz w takich przykładowych sytuacjach:

• Hazard: mam przeczucie, że tym razem wygram.
• Randka z egocentrykiem: może miał zły dzień, pewnie jest zmęczony, w końcu ma bardzo odpowiedzialną pracę, to takie fajne, że w ogóle udało mu się ze mną spotkać. Czuję, że będziemy razem.
• Nauka do matury: tydzień powtórek wystarczy, inni się nie uczą, a zdają. Mam wrodzony talent. Matura to bzdura.
• Praca: mogę wziąć ten projekt, wyrobię się ze wszystkim, zdążę, fajnie, że mnie doceniają, a i pieniędzy będzie więcej. Żona odpuściła mi już tyle wieczorów, że i ten jej nie zrobi różnicy. Przesadza.
• Trzeźwiejący alkoholik na weselu: jeden kieliszek nie zaszkodzi.

Problem z triadą (kłopotliwej) radości tworzy się wtedy, gdy korzystamy z niej w sposób nałogowy (często i dużo), aby uniknąć zwyczajnego, życiowego dyskomfortu. To normalne, że nie wszystko się udaje. Trzeba dać sobie czas na smutek, przemyślenie czegoś, może naukę i wyciągnięcie wniosków. Nie wszyscy chcą to jednak zaakceptować.

Triada (kłopotliwej) radości zachęca do idealizowania siebie i tworzenia bajkowej wizji swojej rzeczywistości. A ponieważ ta, niezależnie od naszych oczekiwań, żyje własnym życiem, często przechodzi w triadę złości (świat nie daje mi tego, czego chcę) lub, rzadziej, smutku (nie cieszę się tak, jak powinnam, więc coś jest ze mną nie tak, znowu mi się nie udało).

Podsumowując, traktując informacje z triady jak rzeczywistość, paradoksalnie ją wzmacniamy. Za każdym razem, kiedy łapie nas gorszy nastrój i pojawiają się w głowie odpowiadając mu myśli, ślepo za nimi podążamy, wierząc, że to, co mamy w myślach, jest więcej niż myślą – jest prawdą. Wzmacnia się zatem zły nastrój, co powoduje utknięcie w błędnym trójkącie.

Takie cykle mogą trwać wiele godzin, a nawet tygodni, a to może doprowadzić do depresji i lęku. Warto pamiętać także o triadzie (kłopotliwej) radości, ponieważ może ona doprowadzić nas do aktów hedonizmu, zagłębiania się w dysfunkcjonalne fantazje i impulsywność, których później możemy żałować. Z triadą nie da się wygrać. Jedyne, co możemy z nią zrobić, to z niej wyjść.

Fragment pochodzi z książki Natalii Harasimowicz "Co się dzieje w mojej głowie?"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Natalia Harasimowicz

Na czym polega terapia poznawczo‐behawioralna?
Jak wygląda praca z myślami, emocjami i zachowaniami?
Jak wybrać odpowiedniego terapeutę?

Przed tobą przewodnik po terapii poznawczo‐behawioralnej (CBT) napisany z myślą o osobach, które chcą lepiej zrozumieć...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Kiedy radość bywa problemem?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.