Siedem faktów o kard. Konradzie Krajewskim. Jaki naprawdę jest nowy metropolita łódzki?
Kim jest kard. Konrad Krajewski, który właśnie został nowym łódzkim metropolitą? Jest znany przede wszystkim ze swoich nieszablonowych działań w roli jałmużnika papieskiego. Pochodzi z Łodzi, nie lubi tytułów, wybiera prostotę, z odwagą idzie tam, gdzie pomoc jest potrzebna. Podobno świetnie gotuje, a jednym z jego ulubionych ciast jest sernik na zimno. Oto siedem faktów o kard. Konradzie Krajewskim.
Pracował dla trzech papieży
Najpierw z powodu talentu do liturgii, który został dostrzeżony, gdy był jeszcze diakonem. Podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1987 roku przygotował tak perfekcyjnie papieską mszę w Łodzi, że Mistrz Ceremonii Papieskich stwierdził, że tak zdolny człowiek powinien studiować liturgikę w Rzymie. W 1999 roku został papieskim ceremoniarzem i pełnił to zadanie przez 14 lat, kolejno dla Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. To on, niosąc krzyż, poprowadził na balkon Bazyliki Św. Piotra kard. Ratzingera po wyborze na papieża w 2005 roku. Za to papież Franciszek zmienił mu zajęcie i z ceremoniarza uczynił go swoim jałmużnikiem.
Wcześnie stracił najbliższe osoby
Rodzice zmarli, gdy młody ks. Konrad Krajewski przebywał na studiach w Rzymie. Jego brat zginął tragicznie podczas wyprawy morskiej. Ale kardynał mówił o tych trudnych wydarzeniach jako o części swojego powołania. "Może to było potrzebne, żeby moimi najbliższymi byli ci, którzy są porzuceni i opuszczeni" – podkreślał. Jego wrażliwość widać było na przykład na Lampedusie, ale także w pracy jałmużnika papieskiego, gdy przede wszystkim dostrzega w ludziach opuszczenie i cierpienie.
Kocha spowiadać
Jego biskupie motto to „Miłosierdzie!”. Jak mówił w jednym z wywiadów, kocha spowiadać, bo ten sakrament to miejsce, w którym wylewa się Boże miłosierdzie. Jak mówi, prawdziwy Kościół to ten, który się pochyla, a nie wywyższa, a miłosierdzie nie potrzebuje słów, tylko rąk.
Ma swoją modlitwę na kryzys
Gdy czuje się bezradny, modli się krótką i bardzo znaną modlitwą „Jezu, Ty się tym zajmij”. „To odpowiedź na moją bezradność. Uciekam się do Bożego miłosierdzia. Nie biegnę do papieża, nie opowiadam wszystkim dookoła o swoich problemach. Załatwiam to w kaplicy. Przecież Pan Bóg i tak wszystko wie” – mówił w rozmowie dla „Gościa Niedzielnego”.
Uważa, że biskup ma wychodzić do ludzi, a nie czekać, aż przyjdą
Dlaczego? Bo jak sam mówił, w Ewangelii czyta, że ksiądz, a więc biskup też, ma być rybakiem. „Rybak to ten, kto ryzykuje, wypływa, a nie czeka na brzegu, aż między 16.00 a 17.00 podpłyną do niego ryby. A tak niestety działa sporo dzieł charytatywnych: ludzie mają przyjść. W Ewangelii odwrotnie: to my mamy wychodzić, by ich szukać.” Ks. Krajewski biskupem został w 2013 roku, a na jego święceniach bez zapowiedzi pojawił się… papież Franciszek.
Na jałmużnika podpowiedział go papieżowi… sam Jezus
Miało to miejsce podczas adoracji i jak sam przyznaje, fakt, że właśnie tak został wybrany, bardzo go porusza. Bez adoracji nie wyobraża sobie dnia, jak podkreśla, bez niej byłby tylko pracownikiem socjalnym. Jako jałmużnik zaskakiwał nieustannie ludzi, media i Kościół. Jego pomysłem były prysznice dla bezdomnych i punkt medyczny przy kolumnadzie św. Piotra, nocami potrafił wychodzi na ulice, by szukać bezdomnych, a historie o tym, jak miłosierdzie przeważa u niego nad wszystkim innym, krążą nie tylko po Rzymie. Po jednej z nich w 2019 roku media nazwały go „Robin Hoodem papieża” – złamał wtedy przepisy i zerwał plomby na liczniku, by przywrócić prąd w squacie zamieszkanej przez 450 migrantów, w tym setkę dzieci. Duże uznanie zyskał podczas wojny na Ukrainie, gdzie osobiście jeździł w strefy przyfrontowe z pomocą i błogosławieństwem papieskim, bez broni, ochrony i ryzykując życie, a w 2022 roku, w Wielki Piątek odprawił Drogę Krzyżową nad zbiorową mogiłą w Borodziance, gdzie rosyjskie wojska dokonały masakry.
Przyjaźnił się z papieżem Franciszkiem
Rozumieli się bez słów. „Kiedy mówię papieżowi: Dziś wieczór wychodzę na miasto, zawsze istnieje ryzyko, że pójdzie ze mną” – żartował w jednym z wywiadów. W 2018 roku jako pierwszy Polak za pontyfikatu Franciszka otrzymał godność kardynalską, a jako jałmużnik papieski należał do tzw. Domu Papieskiego, dzieląc codzienność z papieżem.
Źródło: gosc.pl, opoka.pl, deon.pl
Oprac. MŁ


Skomentuj artykuł