Spór o zarobki lekarzy odsłania głębszy problem polskiej ochrony zdrowia
zdj. ilustracyjne / fot. depositphotos.com
medonet.pl / DEON.pl/ red.
Nowe obowiązki dla szpitali i planowane ograniczenia w wynagrodzeniach lekarzy przenoszą spór o pensje medyków na poziom regulacji państwowych. Marek Balicki ocenia w rozmowie z Medonetem, że stawki to tylko część problemu związanego z odpowiedzialnością za system.
Od listopada szpitale muszą raportować Narodowemu Funduszowi Zdrowia godzinowy czas pracy personelu medycznego. Za uchylanie się od tego obowiązku placówkom mają grozić kary. Rozporządzenie należy do pakietu zmian, które w lipcu zapowiadała minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Pakiet obejmuje także maksymalną stawkę godzinową dla lekarzy na poziomie 240 zł brutto, jawność umów, procentowy limit udziału wynagrodzeń w budżecie szpitala oraz przyspieszenie pełnego wdrożenia centralnej e-rejestracji. Rozwiązania ustawowe dotyczące wynagrodzeń, limitu czasu pracy i jawności umów proceduje Senat.
Stawki lekarzy otwierają szerszy spór
Medonet zapytał Marka Balickiego, lekarza, eksperta i byłego ministra zdrowia, o reakcje na rządowe propozycje. W pytaniu pojawiły się głosy dyrektorów szpitali, którzy nie uznają rozwiązań za idealne, oraz lekarzy: część przyzwyczajona do wysokich zarobków deklaruje, że nie będzie pracować za 240 zł, a inni, którzy takich stawek nie otrzymują, już zgłaszają się po podwyżki. Balicki odpowiedział, że to przykład problemu, którego nie da się rozwiązać prostymi regulacjami. Jego zdaniem podobnie jak płaca minimalna zaczęła po kilku latach tworzyć nowe trudności, tak maksymalne wynagrodzenia nie usuną zasadniczych problemów z płacami lekarzy.
Polityczny efekt nie usuwa problemu wynagrodzeń
Ekspert ocenił, że rząd z powodów politycznych musi przedstawiać te rozwiązania jako sukces i mówić, że lekarze nie będą już zarabiać miliona lub dwóch milionów złotych. Jednocześnie wskazał, że przy proponowanych regulacjach w przyszłym roku wynagrodzenia w niektórych przypadkach mogą zbliżyć się do miliona złotych. Według niego projekt nie tworzy przejrzystych i sprawiedliwych zasad wynagradzania lekarzy, a zarazem zwiększa centralizację i opresyjność rozwiązań.
Wycena procedur wpływa na pensje i straty
Były minister zdrowia podkreślił, że Polska nie wypracowała modelu, który pozwalałby sprawiedliwie określać wartość pracy lekarza. Wskazał, że takie rozwiązania funkcjonują w różnych systemach ochrony zdrowia, m.in. w Stanach Zjednoczonych i krajach Europy Zachodniej, choć różnią się między sobą. W jego ocenie praca lekarza powinna zależeć przede wszystkim od kwalifikacji, obciążenia i odpowiedzialności, a nie bezpośrednio od wartości procedury przypisanej przez NFZ. Jeśli procedura jest wyceniona wysoko, szpital może zapłacić lekarzowi bardzo dużo i nadal na niej zarabiać. W dziedzinach wycenionych nisko placówka może natomiast ponosić straty, co pokazuje wadliwość obecnego modelu.
Afera Szpitala Południowego stała się punktem zapalnym
Balicki uznał proponowane ustawy za doraźną i nieudaną odpowiedź na problem, który upubliczniła afera Szpitala Południowego, choć decydenci znali go wcześniej. Jego zdaniem regulacje mają przede wszystkim pokazać opinii publicznej, że rząd działa, ale nie usuwają źródeł napięć. Dodał, że minister zdrowia musiała znać te trudności, ponieważ wcześniej zarządzała kilkoma dużymi placówkami medycznymi. Według Balickiego bez głębokiej reformy po wyborach będą narastać problemy związane z finansowaniem szpitali i wynagrodzeniami personelu, a jeśli nowy rząd nie podejmie zmian na początku kadencji, skala napięć może wymusić rozwiązania strukturalne.
Reforma zaczyna się od odpowiedzialności za system
W ocenie eksperta punktem wyjścia powinna być odpowiedź na pytanie, kto konkretnie odpowiada za zapewnienie obywatelom opieki zdrowotnej. Przypomniał, że art. 68 Konstytucji RP przypisuje tę odpowiedzialność władzom publicznym, ale w praktyce pozostaje ona rozmyta. NFZ wskazuje na finansowanie świadczeń, Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji na ustalanie taryf, a minister zdrowia na to, że szpitalami zarządzają ich właściciele, podczas gdy za finansowanie odpowiada NFZ. Balicki opowiada się za jednoznacznym określeniem odpowiedzialności, decentralizacją i regionalizacją systemu, najlepiej na poziomie województwa.
Balicki odniósł się też do roli samorządów, które zarządzają częścią szpitali. Jako przykład wskazał województwo mazowieckie, gdzie działa wiele niezależnych jednostek samorządu terytorialnego, a każda z nich może mieć jeden lub więcej szpitali. W jego ocenie publiczne szpitale na określonym obszarze, np. w województwie, mogłyby zostać skupione w jednym ręku, aby jeden podmiot odpowiadał za ich funkcjonowanie. Problemem pozostaje jednak to, że właściciele placówek nie mają realnego wpływu na finansowanie, a NFZ dysponuje pieniędzmi, lecz nie ma bezpośredniego wpływu na liczbę i rozmieszczenie placówek udzielających świadczeń. Balicki uważa, że te kompetencje i odpowiedzialność należałoby połączyć na poziomie regionalnym.
Balicki odniósł się też do roli samorządów, które zarządzają częścią szpitali. Jako przykład wskazał województwo mazowieckie, gdzie działa wiele niezależnych jednostek samorządu terytorialnego, a każda z nich może mieć jeden lub więcej szpitali. W jego ocenie publiczne szpitale na określonym obszarze, np. w województwie, mogłyby zostać skupione w jednym ręku, aby jeden podmiot odpowiadał za ich funkcjonowanie. Problemem pozostaje jednak to, że właściciele placówek nie mają realnego wpływu na finansowanie, a NFZ dysponuje pieniędzmi, lecz nie ma bezpośredniego wpływu na liczbę i rozmieszczenie placówek udzielających świadczeń. Balicki uważa, że te kompetencje i odpowiedzialność należałoby połączyć na poziomie regionalnym.
Źródło: medonet.pl
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.


Skomentuj artykuł