Po lekcji do... dżungli albo na kurs flamenco

Po lekcji do... dżungli albo na kurs flamenco
Bardzo pozytywnym zjawiskiem jest to, że coraz bardziej modne staje się łączenie nauki języka z jakąś osobistą pasją lub hobby (fot. Zai Aragon / flickr.com)
Katarzyna Klimek-Michno / "Dziennik Polski"

Turystyka językowa zdobywa coraz więcej zwolenników. Modne stają się wyjazdy do RPA i Chin na wakacje połączone z nauką.

- Szacuje się, że rocznie około 100 tysięcy Polaków wyjeżdża na wypoczynek wakacyjny, w ramach którego uczy się języków obcych - mówi Tomasz Pietrzak z biura prasowego agencji edukacyjnej "Language Abroad". - Na razie rynek turystyki językowej jest w Polsce młody, ale widać, że rośnie liczba osób chcących skorzystać z takiej możliwości.

Wyjazdy możliwe są za pośrednictwem szkół językowych, ale powstaje też coraz więcej firm i agencji edukacyjnych specjalizujących się w organizowaniu wypoczynku za granicą, dzięki któremu można podszlifować język.

- Od wielu lat popularna jest Europa, m.in. Wielka Brytania i Niemcy, ale w ostatnim czasie widać zainteresowanie również innymi kontynentami, często egzotycznymi zakątkami - mówi Tomasz Pietrzak. Modne stają się np. RPA, Chiny oraz Ameryka Łacińska. Jak tłumaczy przedstawiciel "Language Abroad", Polacy szukają takich miejsc, w których nie będzie zbyt dużo innych Polaków.

DEON.PL POLECA

- W grupie, podczas kursu w RPA najczęściej są Brytyjczycy, Francuzi czy Japończycy. Nie ma obawy, że większość będą stanowić Polacy, a to oznacza, że będziemy musieli się mobilizować do ciągłego mówienia w języku angielskim - mówi Tomasz Pietrzak.

Jaki jest profil "turysty językowego"? Na wakacyjną naukę decydują się zwykle ludzie zamożni. Takie wyjazdy są czasem dwa albo nawet trzy razy droższe od tradycyjnego urlopu, zorganizowanego przez biuro podróży. Jak się jednak okazuje, nie ma jednej, dominującej grupy, która chętnie uczy się w wakacje.

- Rodzice wysyłają za granicę już nawet pięcioletnie dzieci, często jadąc razem z nimi na kurs, choć bardziej popularne są takie wyjazdy wśród osób w wieku 8-15 lat, dzięki tzw. boarding school. Nauka trwa wówczas trzy, cztery miesiące - mówi Tomasz Pietrzak.

Są też specjalne oferty dla maturzystów. Na przykład jedna ze szkół w Niemczech organizuje kursy przygotowawcze do matury z języka niemieckiego. Coś dla siebie mogą znaleźć też studenci oraz specjaliści chcący nauczyć się języka branżowego. Za granicą są prowadzone kursy m.in. dla stomatologów, inżynierów, biznesmenów, pilotów i przewodników wycieczek. Od niedawna grono "turystów językowych" poszerza się również o seniorów. - Osoby w wieku 50+ stanowią 20 procent Polaków wyjeżdżających na wakacje połączone z nauką - mówi Tomasz Pietrzak.

Kilkugodzinne zajęcia z angielskiego czy innego języka to jednak nie wszystko. Po lekcjach czas jest tak organizowany, by móc poznać kulturę kraju. Można np. uczyć się gotowania włoskich potraw, zwiedzać miasto, czy - jak w RPA - udać się na wyprawę do dżungli.

- Obserwujemy, że przybywa osób dorosłych, które w taki sposób inwestują w swój rozwój. Nie wybierają długich wycieczek, które są sporo droższe, ale decydują się na jedno- lub dwutygodniowy wyjazd będący w zasięgu ich portfela. Sam kurs kosztuje wówczas od 2 tys. zł w górę w przypadku 14-dniowego pobytu. Do tego trzeba jeszcze doliczyć koszty przelotu oraz środki własne na wyżywienie oraz na atrakcje - mówi Szymon Kłopocki z firmy "Language tourism", która zachęca hasłem: "baw się i ucz". Kursanci mają bowiem do wyboru m.in. naukę języka hiszpańskiego z lekcjami tańca flamenco czy zajęcia z włoskiego połączone z nauką o winach i ich degustacją.

Szymon Kłopocki zaleca jednak, by dobrze przemyśleć wybór kursu. Nie chodzi tylko o dostosowanie jego intensywności do naszych obecnych możliwości, ale również zastanowienie się nad miejscem, w którym będziemy się uczyć. - Miejsce musi być dobrane do naszej osobowości. Inaczej będziemy się czuć na Malcie, a inaczej w Anglii czy Irlandii. Tutaj chodzi o kulturę, klimat, środowisko, a nawet wielkość szkoły - wylicza Szymon Kłopocki, dodając, że zanim zdecydujemy się na przygodę językową, warto posłuchać trochę siebie - zwiększa to szanse, że osoba, która kocha flamenco trafi do Granady, a ktoś, kto uwielbia szaleć do białego rana pojedzie na Ibizę.

- Bardzo pozytywnym zjawiskiem jest to, że coraz bardziej modne staje się łączenie nauki języka z jakąś osobistą pasją lub hobby - mówi Szymon Kłopocki. - Jeśli naprawdę lubimy gotować, to na kursie francuski plus gotowanie doświadczymy francuskiego także w wymiarze smaków, zapachów i całej sztuki przyrządzania potraw. Nie dość, że odsłoni to przed nami cały nowy sens języka i kultury francuskiej, to w dodatku trafi nam prosto do serca i tam pozostanie już na zawsze. I to jest właśnie prawdziwa nauka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Po lekcji do... dżungli albo na kurs flamenco
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.