Wiara zamiast struktur. Bestseller Benedykta XVI wciąż aktualny

Wiara zamiast struktur. Bestseller Benedykta XVI wciąż aktualny
Benedykt XVI/ DepositPhotos
Logo źródła: WAM Benedykt XVI, Manfred Lütz

“Kościół najczęściej nie jest tam, gdzie się organizuje, reformuje, rządzi, tylko jest w tych, którzy po prostu wierzą i przyjmują w nim dar wiary, który staje się ich życiem” - pisał Joseph Ratzinger w “Wprowadzeniu do chrześcijaństwa”. Ta wydana w 1968 roku książka, pierwszy wielki sukces przyszłego papieża Benedykta XVI, pozostaje ważnym punktem odniesienia także dziś. Na rok przed śmiercią autor zgodził się, by Manfred Lütz przygotował jej odnowioną wersję, której fragment publikujemy. 

Pryska marzenie o świętości

Manfred Lütz: Ratzinger pisze bardzo osobiście; wyznaje, jak podchodzi do irytujących spraw w Kościele i zachęca – co bardzo aktualne – abyśmy, zdając sobie sprawę, że sami nie jesteśmy święci, łatwiej znosili siebie nawzajem…

DEON.PL POLECA


Słowo "święty" we wszystkich tych wypowiedziach, jak już wcześniej widzieliśmy, przede wszystkim nie jest rozumiane jako świętość osób, lecz wskazuje ono na Boży dar, który obdarza świętością pośród ludzkiego braku świętości. W wyznaniu wiary Kościół nazwany jest świętym nie dlatego, że wszyscy bez wyjątku jego członkowie są świętymi, bezgrzesznymi ludźmi. Takie marzenie, pojawiające się wciąż na nowo we wszystkich stuleciach, nie ma miejsca w rzeczowym świecie naszego tekstu, choć tak poruszająco wyraża tęsknotę człowieka. Tęsknota ta nie może go opuścić dopóty, dopóki rzeczywiście nowe niebo i nowa ziemia nie podarują mu tego, czego czas obecny nigdy mu nie da. Już tutaj będziemy mogli powiedzieć, że najostrzejsi krytycy Kościoła w naszych czasach potajemnie żyją również tym marzeniem, a ponieważ uważają je za zawiedzione, z hukiem zatrzaskują drzwi domu i oskarżają Kościół o to, że jest kłamcą.

Wróćmy jednak do głównego wątku: świętość Kościoła polega na mocy uświęcania, której Bóg dokonuje w nim mimo ludzkiej grzeszności. Spotykamy się tutaj z właściwym znakiem rozpoznawczym Nowego Przymierza: w Chrystusie sam Bóg związał się z ludźmi, dał się im związać. Nowe Przymierze nie polega już na wzajemnym dotrzymywaniu umowy, tylko zostało ono dane przez Boga jako łaska, która trwa nawet pomimo niewierności człowieka. Przymierze to jest wyrazem miłości Boga, która nie da się pokonać słabości człowieka, ale mimo wszystko i wciąż na nowo jest dla niego dobra, która zawsze go przyjmuje właśnie jako grzesznika, ku niemu się zwraca, uświęca go i kocha.

Ponieważ Pan nigdy nie cofnął tego, że nam się oddał, Kościół jest nadal tym, który On uświęcił, w którym świętość P a n a jest obecna wśród ludzi. Jest to prawdziwie świętość P a n a, która staje się tutaj obecna i która na swoje naczynie wybiera brudne ludzkie dłonie. Jest to świętość, która jako świętość Chrystusa promienieje wśród grzechów w Kościele. Wstrząsające powiązanie wierności Boga i niewierności ludzi, które charakteryzuje strukturę Kościoła, jest dramatyczną postacią łaski, dzięki której rzeczywistość tej ostatniej jako udzielanej niegodnym staje się nieustannie widoczna w historii. Na tej podstawie można by wręcz powiedzieć, że właśnie w tej strukturze świętości i jej braku Kościół jest w tym świecie postacią łaski.

Pójdźmy jeszcze o krok dalej. W marzeniach o idealnym świecie ludzie wyobrażają sobie świętość jako coś, co nietknięte przez grzech i przez zło, co nie jest z nim związane. Przy tym jest to zawsze myślenie z podziałem na czarne i na białe, myślenie odrzucające to, co negatywne. W dzisiejszej krytyce społecznej i w działaniach, w których się ona pojawia, ta trwała cecha, nieodłącznie związana z ludzkimi ideałami, znów staje się aż nadto widoczna. Dlatego zgorszenie świętością Chrystusa już u Jemu współczesnych powodowało to, że zdecydowanie brakowało tej świętości nuty osądzenia: ani ogień nie spadał na niegodziwych, ani gorliwym nie pozwalano wyrywać rozrastających się chwastów. Wprost przeciwnie, świętość ta przejawiała się właśnie w przebywaniu z grzesznikami, których Jezus przyciągał do siebie tak dalece, że Jego samego uczyniono „grzechem”, że poniósł przekleństwo Prawa przez wyrok śmierci na krzyż, że podzielił los skazańców (por. 2 Kor 5,21; Ga 3,13). W ten sposób objawił On, czym jest prawdziwa świętość: nie oddzieleniem, lecz zjednoczeniem, nie wyrokiem, lecz odkupiającą miłością. Czyż Kościół nie jest po prostu kroczeniem dalej tą drogą uczestniczenia Boga w ludzkiej nędzy, czy nie jest po prostu kontynuacją wspólnoty stołu Jezusa z grzesznikami, Jego włączenia się w nędzę grzechu, tak iż zdaje się niemal wraz z nią ginąć? Czy w nieświętej świętości Kościoła, wbrew ludzkim oczekiwaniom na to, co czyste, nie objawia się prawdziwa świętość Boga, która jest miłością, miłością, nie pozostającą w szlachetnym dystansie nietykalnej czystości, lecz mieszającą się z brudem świata, aby w ten sposób go usunąć? Czy zatem świętość Kościoła może być czymś innym niż wzajemnym znoszeniem się, które oczywiście wynika z tego, że wszyscy są niesieni przez Chrystusa? Przyznaję, że dla mnie właśnie ta nieświęta świętość Kościoła ma w sobie coś nieskończenie pocieszającego. Czy bowiem nie trzeba by było stracić nadziei wobec świętości, która byłaby bez skazy i która mogłaby na nas oddziaływać, tylko osądzając i spalając? I kto mógłby twierdzić o sobie, że nie potrzebuje, by inni go znosili czy nawet nosili? Jak jednak ktoś, kto żyje dzięki temu, że znoszą go inni, może sam odmówić znoszenia innych? Czy nie jest to jedyny dar, jaki może ofiarować jako odwzajemnienie, jedyna pociecha, która mu pozostaje, że i on znosi innych tak, jak sam jest znoszony? Świętość w Kościele zaczyna się od znoszenia i prowadzi do niesienia. Tam jednak, gdzie nie ma już znoszenia, ustaje także niesienie, a egzystencja pozbawiona oparcia może tylko osunąć się w pustkę. Można spokojnie powiedzieć, że w takich słowach wyraża się słabość egzystencji – przyjmowanie własnej słabości to część bycia chrześcijaninem. W gruncie rzeczy zawsze działa ukryta duma, gdy krytyka Kościoła przybiera formę złośliwej goryczy, która dziś zaczyna już być powszechnie wyrażana. Niestety aż nazbyt często idzie z nią w parze duchowa pustka, w której w ogóle nie widzi się już tego, co jest istotą Kościoła, w której traktowany jest on jak służący określonemu celowi twór polityczny, którego struktury uważa się albo za pożałowania godne, albo brutalne, tak jakby istota Kościoła nie znajdowała się poza jego strukturami, jakby nie było w nim pociechy słowa i sakramentów, której udziela w dobrych i złych momentach. Ludzie prawdziwie wierzący nie przywiązują zbyt dużej wagi do walki o reorganizację form kościelnych. Żyją tym, czym Kościół jest zawsze. A jeśli chce się wiedzieć, czym właściwie jest Kościół, trzeba pójść do nich. Kościół bowiem najczęściej nie jest tam, gdzie się organizuje, reformuje, rządzi, tylko jest w tych, którzy po prostu wierzą i przyjmują w nim dar wiary, który staje się ich życiem. Tylko ten, kto doświadczył, jak niezależnie od zmiany swych sług i form Kościół dźwiga ludzi, daje im ojczyznę i nadzieję, drogę do życia wiecznego – tylko ten, kto tego doświadczył, wie, czym jest Kościół, tak kiedyś, jak i obecnie.

DEON.PL POLECA


Nie znaczy to, że trzeba zawsze wszystko zostawiać po staremu i znosić, jak jest. Znoszenie może być też bardzo aktywnym procesem, zmaganiem o to, by Kościół coraz bardziej sam stawał się tym, który nosi i znosi. On żyje przecież nie inaczej niż w nas, żyje przez walkę nieświętych o świętość, tak jak oczywiście walka ta toczy się dzięki darowi Bożemu, bez którego nie mogłaby istnieć. Jednak takie zmaganie tylko wtedy jest budujące, gdy ożywione jest duchem znoszenia drugich, prawdziwą miłością. I tu dochodzimy jednocześnie do kryterium, według którego owo krytyczne zmaganie o większą świętość musi zawsze dać się zmierzyć. Miarą tą jest budowanie. Gorycz, która działa tylko destrukcyjnie, sama na siebie wydaje wyrok. Zatrzaśnięte drzwi mogą wprawdzie stać się znakiem, który wstrząśnie tymi, co są w środku. Iluzja jednak, że w izolacji można by zbudować więcej niż wspólnie z innymi, jest dokładnie takim samym złudzeniem jak wyobrażenie Kościoła „świętych” zamiast „świętego Kościoła”, który jest święty, bo w nim Pan ofiarowuje niezasłużony dar świętości.

 

 

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Joseph Ratzinger

Najważniejsze dzieło Josepha Ratzingera w nowej odsłonie

Wprowadzenie w chrześcijaństwo, wydane po raz pierwszy w 1968 roku, szybko stało się międzynarodowym bestsellerem. Ta błyskotliwa książka, będąca owocem wykładów, które Joseph Ratzinger wygłosił w Tybindze, stanowiła...

Skomentuj artykuł

Wiara zamiast struktur. Bestseller Benedykta XVI wciąż aktualny
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.