Depresja to głód miłości

Depresja to choroba braku miłości - uleczyć ją można tylko miłością i z miłością (fot.melina / flickr.com)
Stanisław Morgalla SJ / slo

Depresja - nieoczekiwana i trudna wędrówka wewnątrz siebie, smutek, ból, podcięte skrzydła, człowiek za burtą. Ale kiedy ustępuje, wszystko ulega zmianie...

O depresji wiemy już prawie wszystko, a mimo to nie przestaje ona nękać ludzkości, więcej nawet, jak na ironię wydaje się nasilać. Można o niej mówić precyzyjnym językiem psychiatrii i psychologii, ale można też wieloznacznym i symbolicznym językiem Biblii. Chociaż bowiem jako dobrze opisaną jednostkę chorobową depresję można rozpoznać i odpowiednio leczyć, to jednak pod wieloma względami przywodzi na myśl biblijne plagi, które nękały ludzi i zmuszały ich do zmiany postępowania i nawrócenia.

Istotnie, depresja spada na człowieka jak plaga - nieoczekiwanie i bez zapowiedzi i zawsze zastaje go nieprzygotowanym. Jest jak anioł spustoszenia, który przechadza się między ludźmi i rozkłada swój namiot ciemności i mroku nad niektórymi, kierując się przy tym własnymi niezrozumiałymi kryteriami. Dla człowieka, nad którym go rozpostarł, w jednej chwili wszystko traci sens. Dopiero gdy ciemność zacznie ustępować, z mroków powoli wyłania się kształt rzeczy, taki sam, ale już nie ten sam, co dawniej. Wszystko uległo zmianie.

Często spotykam ludzi w depresji. Niektórym jest mi dane towarzyszyć i dzięki ich świadectwu otrzeć się o ten tajemniczy i porażający stan ludzkiego ducha i ciała. Nie można tego oddać słowami. Ale poprzez słowa -często trudne i bolesne - odbywa się dialog z nimi i poprzez słowa dokonuje się uzdrowienie. Poniższe refleksje są rodzajem osobistego notatnika, w którym na marginesie jakby jednej z dość typowych historii depresji zapisywałem krótkie uwagi. Zawierają one kilka ważnych dla mnie pojęć, rodzaj słów-kluczy do tajemnicy depresji. Ufam, że pomogą choć trochę zarówno tym, którzy są w depresji, jak i tym, którzy żyją obok, często jak gdyby nic się nie działo.

DEON.PL POLECA

Przestraszyłaś mnie. Nie należę do osób lękliwych, ale na twój widok poczułem się nieswojo. Czy to aby na pewno ty? W wymiętej sukience, z niedbale zaczesanymi włosami, znużonym wyrazem twarzy i spłoszonym wzrokiem wcale nie przypominałaś mi rezolutnej i żywiołowej studentki, którą poznałem kilka lat wcześniej. Dobrze, że spotkaliśmy się w ciemnym holu naszego domu zakonnego i moje zmieszanie nie było nazbyt widoczne. Poprosiłaś wtedy o kierownictwo duchowe, tłumacząc, że się pogubiłaś. Zgodziłem się, ale od początku czułem, że dopóki nie wyjdziesz z tego, o żadnym kierownictwie nie ma mowy. Nie pamiętam, czy już wtedy użyłem słowa „depresja”, jednak aura „uciążliwej nocy”, jaką jest owa dzisiejsza plaga, wyraźnie roztaczała się wokół ciebie. Długo nie mogłem uwierzyć, że właśnie ty znalazłaś się w depresji. Jak to możliwe? Co się stało? Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że jestem jednym z długiej listy „przyjaciół Hioba”, którzy współczując (nieświadomie?) szukają jednocześnie winnych.

Słowo „miłość” budziło najwięcej emocji. Gdy cichym głosem snułaś opowieść o nim - „miłości twego życia” - i o tym, jak ważny był dla ciebie, wciąż jeszcze mogłem wyczuć ogromną siłę i ciężar uczucia, którym go obdarzyłaś. Uczucia mają swój ciężar gatunkowy, podobny do tego z dziecięcych wyliczanek „kocha, lubi, szanuje…”. Zapewne w tym przypadku był to ciężar zbyt wielki jak na barki młodego człowieka. Tak bardzo potrzebowałaś miłości, że gdy pojawił się na horyzoncie on - „wyśniony ideał mężczyzny” - całą siłą swego pragnienia rzuciłaś się w jego ramiona i chciałaś, by cię z nich już nigdy nie wypuścił. Zapewne on właśnie miał zastąpić ci chłodnego i nieobecnego przez długie lata ojca, ciągle zapracowaną mamę, rodzeństwo zajęte swoimi sprawami i kilka innych nieudanych miłości. A on ledwie potrafił kochać za siebie samego. Nawet nie zauważyłaś, kiedy go to przerosło. Przestraszył się, zawahał, ale w końcu odszedł… A ciebie ciężar pociągnął na dno rozpaczy, w otchłań depresji. Czy to była jego wina? Nie! Choć na pewno jego „winą” było to, że rozbudził w Tobie owo głębokie pragnienie miłości przez długie lata tłumione i kontrolowane. Depresja to choroba braku miłości - uleczyć ją można tylko miłością i z miłością.

Gdy przychodziłaś na kolejne spotkania i snułaś swoje urywane i smutne opowieści, często milczałem. Trochę z obawy, by cię niepotrzebnie nie dotknąć jakimś słowem, częściej z bezsilności, bo cóż można było tu powiedzieć; za którymś razem tanie słowa pociechy więzną w gardle. Widziałem, jak cię raniły „dobre rady” twoich bliskich: „Weź się w garść!”, „Postaraj się!”, „Przecież zawsze tak dobrze sobie radziłaś!”. A ty tymczasem pragnęłaś ciszy, w której można zniknąć, po prostu nie być. Dlatego na długie godziny zaszywałaś się we własnym łóżku, szukając upragnionego niebytu. Ale oni tego nie rozumieli i odmieniali przez wszystkie możliwe czasy i przypadki pojęcia: lenistwo, wina, a nawet grzech. To tylko wzmagało nieznośny ciężar istnienia. Osoba w depresji jest jak człowiek z rozległymi oparzeniami - gdzie byś nie dotknął, tam będzie bardziej bolało. Dlatego - zwłaszcza na początku - trzeba ograniczyć do minimum konieczny kontakt, ale nie wolno z niego rezygnować. Trzeba być obok, pielęgnować, cierpliwie czekać, nasłuchiwać, po prostu kochać.
Trochę to trwało, zanim udało się nam przekonać rodzinę, że to choroba, a nie zła wola czy lenistwo. „To nie twoja wina!” - powtarzałem im aż do znudzenia, prosząc, by poczekali, by nie robili zdziwionych min, ale okazywali życzliwość i byli cierpliwi. Tylko mama rozumiała to bez tłumaczenia.

Gdy się popełniło błąd lub nawet zgrzeszyło, czymś naturalnym i oczywistym wydają się wyrzuty sumienia i odpowiednia kara. Ale jak znosić poczucie winy, które nie ma żadnej wyraźnej przyczyny, w którym nie wiadomo za jakie grzechy ponosi się nieproporcjonalnie wielką karę? A ten mechanizm nierzadko jest jądrem depresji. Całymi tygodniami zamęczałaś się litaniami samooskarżeń i ostrych wyrzutów kierowanych pod własnym adresem. „Zawsze byłam do niczego! Słusznie ludzie mnie nie lubią! Byłam zbyt wyniosła i ambitna! Jestem nic niewarta! Nic nie potrafię! To moja wina! Moja bardzo wielka wina!…”. Oczywiście, nigdy nie jest tak, że jesteśmy zupełnie bez winy, ale też nie jesteśmy winni wszystkiemu, co złe na tym świcie! „To nie twoja wina, że jesteś w depresji!” - powtarzałem ci to tak wiele razy, że w końcu stało się to twoją mantrą, która uwalniała stopniowo od poczucia winy. „To nie twoja wina, że nie czułaś się dostatecznie kochana przez rodziców! To nie twoja wina, że on odrzucił twoją miłość! To nie twoja wina, że…”. Skąd brałem pewność, że to dobra formuła? Pomyśl sama: czy poczucie winy, które nie prowadzi do nawrócenia, ale do samozniszczenia, może pochodzić od Boga? Czy Boży Duch przynosi w duszy takie owoce?

Depresja - jak wszystko na tym świecie - też kiedyś mija! Marna to pociecha, zwłaszcza dla kogoś, kto stracił zmysł czasu, a nie osiągnął szczęścia wiecznego. Mimo to kryje się w tym głęboka prawda: nawet najgłębsza, najstraszniejsza depresja kiedyś minie! Dlatego przede wszystkim trzeba wytrwać. Warto wytrwać!
Wbrew pozorom depresja ma też swoje niże i wyże. Dla ciebie najtrudniejsze były wczesne poranki, ale wieczory już były znośne, prawie z innej rzeczywistości. To zmusiło cię do rozmyślań nad tajemnicą czasu i do stworzenia pewnej prostej zasady. Pamiętam, że w najtrudniejszych chwilach zaczęłaś powtarzać sobie: „Po pierwsze - przeżyj najbliższe 15 minut!” i szłaś zrobić cokolwiek, chociażby herbatę lub umyć zęby. I zakazywałaś sobie myśleć o tym, co będzie za kwadrans. Św. Ignacy z Loyoli radził człowiekowi w strapieniu czekać cierpliwie na pocieszenie - to rzecz niemożliwa dla człowieka w depresji. Ale twoje „Przeżyj najbliższe 15 minut!” wydaje się trafną modyfikacją tej cennej reguły. Ignacy byłby z ciebie dumny!

„Chyba sobie Ojciec żarty stroi!” - odcięłaś się ostro, gdy pierwszy raz powiedziałem ci o psalmach i o tym, że można się nimi modlić, angażując cały arsenał negatywnych emocji, którymi biło twoje serce. Ty byłaś wściekła i miałaś wątpliwości, czy On w ogóle istnieje, a ja namawiałem cię, by do Niego mimo wszystko mówić. Nie mogłaś uwierzyć, że taka może być modlitwa - agresywna, niecierpliwa, bolesna, pełna wyrzutów wobec Boga i całego świata, a mimo to kierowana do Boga. Czy Bóg wysłuchuje takich modlitw? Jeśli nie takich, to jakich?… Spora część ludzkości tylko w taki sposób się modli, więc czemu i ty byś nie mogła? Jaki obraz Boga nosisz w tej smutnej głowie? Obraz sklerotycznego i zazdrosnego Starca z siwą brodą, który zapomniał o tobie i całym świecie i umila sobie wieczność słuchaniem anielskiego „Święty, Święty, Święty”? Bóg jest bliżej ciebie teraz niż kiedykolwiek wcześniej, bo dziś ty jesteś zagubioną owieczką, której zatroskany poszukuje. Gdy ciało choruje, dusza modli się o zdrowie dla ciała, gdy choruje dusza, kto się modli za nią? Ciało?… A może Duch Święty, który modli się w nas, gdy sami nie potrafimy się modlić! Ten sam Duch, który zachęcał mnie do modlitwy w twojej intencji. Ten sam Duch, który pobudza Kościół do nieustannej modlitwy. I to psalmami.

Pod koniec drugiego miesiąca poczułaś się lepiej. „Chyba lekarstwa zaczynają działać!” - mówiłaś, choć miesiąc wcześniej bez wielkiego przekonania poszłaś do psychiatry. „Przecież nie ześwirowałam!” - broniłaś się nawet. Poranna walka o przetrwanie trwała jednak niezmiennie dalej i zaczynała się regularnie przedwczesną pobudką o 4.00 lub 5.00 nad ranem. Budziłaś się i nie mogłaś dłużej spać. Zamiast tradycyjnej porannej kawy wypijałaś gorzką filiżankę smutnych łez, beznadziei i głuchego bólu.
Z czasem jednak coś się zmieniło. Zaczęłaś mówić o swoim stanie jakby innym językiem, z większą akceptacją i zgodą. Smutne słowa psalmu
- Łzy stały się dla mnie chlebem we dnie i w nocy, gdy [ludzie] mówią mi co dzień: „Gdzie jest twój Bóg?” (Ps 42, 4) - które wcześniej lubiłaś cytować, żaląc się na Boga i siebie, w twoich ustach nie brzmiały już teraz tak tragicznie jak dawniej, ale zaczęły przypominać modlitewny lament.

Chemia depresji a głód miłości

Lekarze mówię, że depresja to problem zaburzonego działania neuroprzekaźników w systemie nerwowym. Chodzi o rodzaj anomalii na styku komórek nerwowych, gdzie chemiczny przekaz sygnałów zaczyna szwankować. Właśnie dlatego warto wesprzeć proces zdrowienia pomocą farmakologiczną. O to samo w uproszczeniu chodzi w makroskali: człowiek zaczyna cierpieć na deficyt miłości w życiu. Zamiast kilku wystarczających dotychczas ciepłych słów i gestów zaczynasz potrzebować ich tysiące, jeśli nie miliony. A otoczenie nie ma na to czasu, bo zajęte jest sobą. Ty miałaś to szczęście, że blisko była mama. Nie wiem jak, ale potrafiła ci dać wystarczająco dużo ciepła i wsparcia, byś mogła przetrwać kilka pierwszych tygodni. To siłą jej woli wstawałaś każdego ranka i szłaś do pracy. To dzięki jej determinacji zwróciłaś się w końcu o pomoc do mnie, do psychiatry, do grupy wsparcia. Nawiasem mówiąc, do dziś nie wiem, jak to robiłaś, że nie wyrzucili cię z pracy. Nikt nawet nie zorientował się, że jesteś chora, że cierpisz na depresję. Czyżbyśmy doszli już do takiego znieczulenia?

W końcu zaufałaś moim radom i zadzwoniłaś do dawnych przyjaciół. Tylko jedna osoba nie miała czasu, ale inne - mile zaskoczone - bardzo serdecznie odpowiedziały na twoją propozycję spotkania. Depresja to samospełniająca się przepowiednia - mówisz „Nikt mnie nie kocha!” i robisz wszystko, żeby to sobie udowodnić, poczynając od najbliższych, a kończąc na ludziach spotkanych przypadkowo na ulicy. Mało kto patrzy na doświadczenie depresji jako na szansę, możliwość pogłębienia relacji z innymi. Spotkania z dawnymi przyjaciółmi szybko cię przekonały, że i oni mają swoje trudne chwile, a nawet ktoś miał krótki epizod depresyjny. Aż miło było patrzeć, jak wraz z rozkwitem kontaktów z nimi powoli wraca w ciebie życie. Wspólny spacer, zakupy, pierwsza od wielu miesięcy wizyta u fryzjera czy krótka wyprawa w góry dokonywały małych cudów. To takie proste, ale jakże prawdziwe: najlepszym lekarstwem na smutek i depresję jest miłość i przyjaźń.

Kolejną jaskółką powracającego zdrowia były nawroty twego charakterystycznego, to znaczy złośliwego, poczucia humoru. Dobrze pamiętam tę pierwszą, nieśmiałą i niewyraźną, ale jakże sympatyczną, bo wypowiedzianą na zakończenie szczególnie smutnego spotkania. Powiedziałaś - „No to sobie ojciec nazbierał dziś materiałów do ignacjańskiej medytacji o piekle!”. Albo gdy przyniosłaś rysunek znanego krakowskiego kpiarza i śmiałaś się na głos z jego dowcipnej treści - „Twoja depresja w porównaniu z moją depresją jest wprost śmieszna!”. Lub gdy odpierałaś moje argumenty: „To nie twoja wina…”, mówiąc: „Nieźle mnie ojciec wychowuje! To ja godzinami leżę w łóżku, zawalam obowiązki, odcinam się od świata, a ojciec mi mówi «Nie martw się dziecko! Poleż sobie! To tylko depresja!». Czy to jest ta słynna pedagogika jezuicka?”. „Nie wiem - odparłem skonsternowany, bo życzliwość nie jest moją najmocniejszą stroną. Ale od razu dodałem: - Podobno sąd ostateczny też tak ma wyglądać!”. I śmialiśmy się już razem.

Boże, o ileż uboższy byłby ten świat bez śmiechu i humoru! I o dziwo, im większego wcześniej smutku się doświadcza, tym późniejsza radość jest większa. To dobrze wróży tym naszym smutnym czasom! Doświadczyłaś tego, co to są „usta pełne śmiechu”, o których mówi psalmista, bo jak nikt inny znasz też smak gorzkich łez.

Depresja jest smutną wędrówką w głąb siebie, odkrywaniem najgłębszych pokładów ciemności, smutku i bólu, doświadczeniem najciemniejszej strony własnego ja. Paradoksalnie właśnie dlatego jest szansą na odkrycie głębokiej tajemnicy istnienia i własnego „ja”. Bo gdy już nie masz żadnego szacunku do samej siebie, gdy we własnych oczach straciłaś zupełnie wartość i powtarzasz „Jestem zerem, chcę umrzeć!”, właśnie wtedy możesz odkryć swoją jedyną i niepowtarzalną wartość, bo nawet wtedy, a właściwie najbardziej wtedy otwarta jesteś na przyjęcie tej wstrząsającej prawdy, że mimo wszystko jesteś godna miłości. Być na dnie i doświadczyć miłości - to zmienia postać rzeczy.

Jak to dokonało się w twojej historii? Może najbardziej doszło do głosu wtedy, gdy opowiedziałaś mi o nieudanych próbach samobójczych. Bardzo kosztowało czy wprost bolało cię to wyznanie, ale przyniosło niewysłowioną ulgę. Bałaś się potępienia i odrzucenia, a doświadczyłaś czegoś odwrotnego - przyjęcia, zrozumienia i serdecznej wyrozumiałości. Każdy na moim miejscu odczułby to samo, gdyby usłyszał o twym geście rozpaczy. Żałowałem, że w tamtych momentach nie było mnie blisko ciebie, że w żaden sposób nie mogłem cię powstrzymać. Wszyscy żałujemy, gdy jest już za późno. Dobrze, że Opatrzność Boża zawsze działa na czas i czuwa ciągle nad nami tak, jak czuwała nad tobą wtedy.

Nigdy nie mówiłem ci o tym, jak przeżywam spotkania z tobą. To wbrew zasadom pomagania innym. Może jednak warto, byś wiedziała, że podczas spotkań towarzyszyły mi nie tylko uczucia smutku czy przygnębienia wynikającego z bezsilności (chcąc nie chcąc ten, który pomaga, zawsze bierze na własne ramiona coś z depresji tego, komu pomaga). To jednak też istotna część życia i doświadczenia, szczególnie kapłańskiego. Wbrew temu, co myślisz, bardzo wiele skorzystałem w ciągu tych długich miesięcy kontaktu z tobą i bardzo wiele się nauczyłem. I to nie tylko w zbieraniu materiałów do medytacji o piekle. Przeciwnie, odkryłem wiele zapoznanych prawd o człowieku, o Bogu, o świecie i o miłości, która jest kluczem do zrozumienia wszystkich poprzednich. Wiem, że nie rozwiązałem tajemnicy cierpienia, ale nauczyłem się na nie patrzeć inaczej, twoimi oczyma, dziś już spokojniejszymi i skupionymi. Teraz, kiedy widuję cię już rzadko, cieszę się twoją odzyskaną żywotnością i radością życia, która jednak wydaje się inna od tej sprzed lat, jakby dojrzalsza. Boisz się jeszcze mówić głośno o depresji, ale nie lękasz się już trudniejszych dni i nawrotów smutku. Jakbyś po swojemu odkryła znane zasady życia duchowego, że strapienie - nawet to tragiczne, jakim jest depresja kliniczna - jest tylko odwrotną stroną pocieszenia, że kruche życie tutaj jest zapowiedzią czegoś trwałego tam, po drugiej stronie życia, i że Panem wszystkiego jest Bóg. I już nie każesz Mu się tłumaczyć ze wszystkiego, ale akceptujesz więcej i przyjmujesz z pogodą ducha to, co przynosi nowy dzień. Czy nie na tym polega życie?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Depresja to głód miłości
Komentarze (85)
~Kinga Śląska
27 czerwca 2020, 08:06
Depresja to "atak złego ".Jak się człowiek uwolni lub zostanie uwolniony od razu jest szczęśliwy .
J
Julia
18 grudnia 2014, 00:28
Czytam ten tekst ze łzami w oczach i rozdzierającym bólem, bo jak żaden inny pokazuje prawdę o stanie duszy, w którym sama się znajduję. Przeczytałam wiele książek i artykułów o depresji, w każdym było coś z prawdy. Tylko ten jeden jest ABSOLUTNIE PRAWDZIWY. DZIĘKUJĘ Ojcu za ten tekst... Wniósł światło do mojego zbolałego serca - nie tylko dlatego, że daje nadzieję na wyjście z tego koszmaru, ale przede wszystkim dlatego, że jeszcze są na świecie ludzie, którzy naprawdę potrafią kochać ludzi - tak jak Ojciec. Bóg zapłać.
ZL
z Londynu
18 grudnia 2014, 01:01
Radości, dla poprawienia humoru z Londynu – jak się bawią i śpiewają Anglicy w metrze ;) https://www.youtube.com/watch?v=IEjBn0OqgxE&feature=youtu.be
S
stan
8 września 2014, 11:11
Pięknie napisane
KM
Kasia mozarin
12 czerwca 2014, 08:52
Dwa ulubione psalmy. Kto się w opieke odda Panu swemu, a całym sercem szczerze ufa jemu... Lek troszkę pomaga, a depresja dalej męczy.
F
FlosCarmeli
12 czerwca 2014, 00:14
On sam cię wyzwoli (...) Okryje cię swymi piórami i schronisz się pod Jego skrzydła: Jego wierność to puklerz i tarcza. W nocy nie ulękniesz się strachu ani za dnia - lecącej strzały (...) Choć tysiąc padnie u twego boku, a dziesięc tysięcy po twojej prawicy: ciebie to nie spotka (...) cios nie spotka twojego namiotu (...) Ps. 91 On nie pozwoli zachwiać się twej nodze ani się zdrzemnie Ten, który cię strzeże (...) nie zdrzemnie się ani nie zaśnie (...) Pan cię strzeże (...) Pan cię uchroni od zła wszelkiego czuwa nad twoim życiem Ps. 121
ZD
z depresją za pan brat
11 czerwca 2014, 00:02
nie miałam szczęscia do mężczyzn a niestety urodziłam sie z ogromną potrzeba miłosci...teraz aż strach powiedzieć komus ,ze się go kocha bo zaraz się zacznie wymyslanie od kobiet bluszczy itd mam dośc tej psyhologii i pojęć z nią związanych,albo ktoś mnie kocha i robi wszystko żeby ze mną być albo niech w ogóle nie zawraca mi głowy i nie niszczy życia bo to bardzo boli..ludzie nawet ci najblizsi stali sie nieczuli,obojętni,zimni,zwrócić sie o pomoc to usłyszysz :licz na siebie,aż strach z czymkolwiek sie uzewnętrznić...tak bardzo potrzebuję opieki,czułosci,troski ale piszę to tylko tutaj,anonimowo bo zaraz bym usłyszała:dasz radę,bądz silna,inni mają gorzej -a ja jestem smutna,osłabiona,nieszczesliwa i potrzebna mi pomoc a nie wymądrzanie się
B
bazyllia
12 czerwca 2014, 20:10
Tak, masz rację, wymądrzanie się typu "dasz radę, inni mają gorzej" to nie jest żadne wsparcie. Jak człowiek jest smutny i nieszczęśliwy, to wtedy najlepsza jest obecność drugiego człowieka... najlepiej taka realna, ale jak nie ma takiej mozliwości, to chociaż telefoniczna albo wirtualna. Wirtualnie tez można przytulić :) Przytulam Cię zatem mocno i sił dodaję do walki ze smutkiem. Pozdrawiam cieplutko
EM
Eryk Maler - malarz i twórca el-muzyki
28 maja 2022, 07:29
uważam że społeczeństwo jest chore, miłość, wierność, czułość, dotyk - są reglamentowane lub eliminowane do zera i nie na dni lecz lata, chcesz być kochany ? zapomnij, - idź do psychiatry!, dotykany? - zamów masaż!, chcesz być nagi i widziany? - idź do lekarza!, masz depresję i głód miłości ? - jesteś chory! bardzo, i niebezpieczny, nie ma dla ciebie nic z tego czego chcesz, na zaproszonych kilkadziesiąt osób - nie przychodzi: nikt, chyba że po pieniądze, kościół to iluzja, znak pokoju: to fałsz, badam to od lat - co jest z wami nie tak: ludzie? czemu zakochanych nieszczęśliwie wysyłacie do psychiatry - a oni idą skutecznie prosto na tory? - czy to wirus uczuciowego zimna? WUZ? wy "normalni"? - jesteście bardzo chorzy - e'ryk maler - malarz i kompozytor - można do mnie pisać, adres na You Tube
J
J.
26 stycznia 2014, 22:48
Trudno przejść przez takie stany gdy brak zrozumienia, wsparcia tylko krytyka, nieżyczliwość, zdziwienie.
lucy
26 stycznia 2014, 16:49
"Zamiast kilku wystarczających dotychczas ciepłych słów i gestów zaczynasz potrzebować ich tysiące, jeśli nie miliony". Tak to  prawda i wszystko to co ksiądz napisał. Tak samo wszystko przeżywałam i doświadczałam tego samego, z jedną różnicą, nie natrafiłam na tak mądrego i wyrozumiałego księdza, który pomagałby mi z taką cierpliwością i z takim oddaniem. Bardzo dużo ciepła potrzebowałam i wielkie uznanie dla księdza, że ksiądz potrafił tak zaopiekować się tą osobą. Bo tego co przeżywają osoby w depresji nie da się opisać, choćby użyło się nie wiem jak dużą liczbę przymiotników, odzwierciedlających  ich stan ducha i przeżywane uczucia.
!
!
25 kwietnia 2013, 10:01
~- kasiu... "poprosił mnie o to zebym nie odzywała sie do niego dla dobra jego " Napiszę inaczej niż AGI. Jeśli kochasz zrób o co prosi - odsuń się. Zajmij się sobą i swoimi sprawami - chcesz być BLUSZCZEM?? Chyba NIE? ----- O tak, bardzo mądrze. A największym bluzczem był Jezus zostawiający stado owiec żeby pędzić za jedną owieczką, która miała swoją własną wolną wolę podjąć decyzję żeby się oddalić. Więc uwalniajmy się zdrowo od tego Bluszcza. Kazdy żyje swoim zyciem przecież.
BT
bo tak
25 kwietnia 2013, 09:45
2011-10-11 09:22:12 | Cytuj | Zgłoś theONA     na depresje najlepsza jest pomoc innym - zobaczenie cierpienia innych. to nie tylko my mamy problemy, inni ludzie mają czasami dużo większe i nie poddaja się. pomoc drugiemu człowiekowi może być także lekiem na depresje. przerwanie koncentracji na własnej osobie pozwala spojrzec inaczej na świat. ~warszawiak, mylisz depresję z chandrą lub świadomą i dobrowolną koncentracją na sobie samym i własnych problemach. To prawda, że "mobilizowanie" chorego hasłami typu "weź się w garść", "zrób coś z sobą" itd. jest nie tylko głupie, ale i bezduszne. --- Mi ktoś prowadzony duchowo przez jezuitów powiedział: "traktuję cię jak alkoholika, ktory ma sięgnąć dna, żeby się odbić", a matka tej osoby "idź do hospicjum, pomóż innym". Po pewnym czasie zaowocowały te mądrości, i cieszę się tego owocami: cieszę się, że zobaczyłam jakim ch... jest bóg i jego poprawne, dobre, posluszne dzieci, i że przestałam zawracać sobię nim głowę, cieszę się że wiem już że nic nie jest ważne i nie muszę żadnego szczególnego dobra mieć. Cieszę się że wystarczy mi że mogę nakarmić swój żołądek, ochronić ciało przed temperaturą i położyć je gdzieś spać. Mogę nawet odczuć pewne przyjemności: miło jest w tej chwili  jeść to smaczne jedzenie, albo miło jest teraz patrzeć na ten ładny kwiatek. Co nie znaczy, że ma to jakieś zanczenie.
M
Maria-Magdalena
22 lutego 2013, 19:11
Depresja jest chorobą braku miłości. Także miłości własnej. Gdy byłam w jej najgłebszym stanie, to Miłośc przyszła do mnie sama, w pragnieniu modlitwą Liturgii Godzin.  Jest takie polskie przysłowie: Lekarz leczy, a Bóg uzdrawia. Pozdrawiam, Maria-Magdalena
TC
to choroba
22 lutego 2013, 14:22
w pasku adresu: Depresja to choroba braku miłości zmienione tytuł na: Depresja to głód miłości choroba a głód - dwie odrębne sytuacje! ... [url]http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/depresja/art,134,depresja-jest-ciezka-choroba-mozgu.html[/url]
J
Jezuita
17 lutego 2013, 16:07
do Tomasza Locha Panie Tomaszu, Pan chyba nie rozumie czym jest depresja, skoro wypisuje Pan takie rzeczy. To choroba, może znacznie bardziej złożona niż przeziębienie, ale choroba. Nie sądzę, żeby Pan przeziębienie - zwłaszcza takie, które wymaga leżenia w łóżku - leczył czytając Słowo Boże. Proszę więc nie wypowiadać się w tak autorytarny sposób na temat depresji, bo zwyczajnie nie wiem Pan o czym mowa. 
CC
choroba czy głód ?
17 lutego 2013, 13:27
w pasku adresu: Depresja to choroba braku miłości zmienione tytuł na: Depresja to głód miłości choroba a głód - dwie odrębne sytuacje!
D
Depresja
17 lutego 2013, 11:39
Po prostu choroba. Dostajesz proszki i jedziesz dalej.
PD
przyczyny depresji ?
17 lutego 2013, 10:40
[url]http://www.deon.pl/czytelnia/ksiazki/art,479,grzechy-wolajace-o-pomste-do-nieba.html[/url]
:
:)
17 lutego 2013, 10:17
... nie chcę terapeuty, chce kogoś, kto mnie pokocha, przytuli, pozwoli czuć się kims...proszę o modlitwę ... chętnie przytulę :) może być wirtualnie? :)))
K
katarzyna
17 lutego 2013, 10:14
... nie chcę terapeuty, chce kogoś, kto mnie pokocha, przytuli, pozwoli czuć się kims...proszę o modlitwę
PW
poszukaj w necie
17 lutego 2013, 09:56
tak chciałabym wyjść z tego dziadostwa...tak bardzo...wiem, że nikt mi nie pomoże, bo nikt nie będzie w stanie mnie pokochać...a to by wystarczyło...tylko to... ... Czy naprawdę nie znasz dobrego terapeuty?! Może trzeba poszukać? Spróbuj poszukać w Internecie, potem zadzwoń, umów sie. Nawet są poradnie katolickie całkowiecie za darmo, wizyta nic nie kosztuje. W poradniach katolickich sa też księża psychologowie, jeśli potrzebujesz i takiej formy pomocy, od strony duchowej. Działaj! Powodzenia :-)
AA
ale, ale
17 lutego 2013, 09:53
 coz zrobi ta biedna osoba ktora nie poznala milosci Bozej nadal tylko uwwierzyla w Twoja pomoc i innych ludzi co zrobi gdy znow sie przejedzie? marny BARDZO MARNY ARTYKUL POD WZGLEDEM SLOWA BOZEGO a jedynie krotkotrwala pomoc ludzka ... Bóg działa poprzez ludzi! Nie można odrzucać pomocy ludzi-terapeutów!
KM
Kalendarz Mszy św o uzdrowienie
17 lutego 2013, 01:23
[url]http://www.se.neteasy.pl/kalendarz-mszy-sw-o-uzdrowienie[/url]
AO
a ON ?
16 lutego 2013, 15:50
tak chciałabym wyjść z tego dziadostwa...tak bardzo...wiem, że nikt mi nie pomoże, bo (nikt nie?) będzie w stanie mnie pokochać...a to by wystarczyło...tylko to... ... "tylko to?" A ON? [url]http://www.stacja7.pl/article/241/Zakochany+Skazaniec.+Odcinek+1%3A+A%C5%BC+do+%C5%9Bmierci/30[/url]
K
katarzyna
16 lutego 2013, 15:36
tak chciałabym wyjść z tego dziadostwa...tak bardzo...wiem, że nikt mi nie pomoże, bo nikt nie będzie w stanie mnie pokochać...a to by wystarczyło...tylko to...
:C
:( czy :)
16 lutego 2013, 15:19
Kosciol nie uznaje rozwodow, wiec byloby cierpienie w zwiazku niesakramentwalnym, niemoznosc przystepowania do Komunii, albo samotnosc. To potworny Krzyz Kasiu. ... Koścół nie uznaje rozwodów, to prawda czy fałsz? Kościół jako co: księża, hierarchowie, czy jako wyznawcy i głosiciele Jezusa? Jezus nie uznawał rozwodów i powiedział, że oddalali żony ze względu na swoją zatwardziałość. Co mamy teraz? Świat calkowicie zwariował. Jakie ciężary dźwigają niektórzy nie do udźwignięcia, psychologia "mówi" jasno jak mozna cierpieć, ale Kościół znalazł sposób, by wsadzić psychologię w to cierpienie - stwierdzanie, że małżeństwo nieważnie zawarte (nie neguję! ale....), jednak jeśli domaga się ktoś tego stwierdzenia, kto porzucił rodzinę i żyje z kochankami, to już widać jak na dloni, że coś jednak nie tak (zwlaszcza jak ci kochankowie z kochankami dostają stwierdzanie nieważności - znam, to piszę). Świat zwariowal, to i Kościół też ;(  śmiać sie czy płakać ???????????
K
Katty31
16 lutego 2013, 13:18
Droga Kasiu, przedstawie sie, rozwniez Katarzyna, mam 40 lat, pewne doswiadczenie zyciowe. Z opisu dolegliwosci narzeczonego: zdarza sie, rzadko, ale sie zdarza, ze mezczyzn rowniez dopadaja schorzenia tarczycy. Proponuje wizyte u endokrynologa.Depresja pojawia sie rowniez przy chorobach tarczycy, nerwica, uderzenia goraca, wypadanie wlosow, sucha skora, tycie, lub nagle chudniecie(zalezy czy nadczynnosc czy niedoczynnosc). Slowo do Ciebie: Spokoj. Zaufaj Panu.Moze odsuniecie sie chlopaka jest dowodem jego dojrzalosci, nie czuje sie dobrze psychicznie i nie chce sprawiac ci cierpienia. Mysle, ze slusznie jest dac mu czas, jesli nie jest gotowy, lub watpi w siebie. Czujesz wstyd z powodu odwolania slubu? A co by bylo, zebyscie zawarli zwiazek, a po pol roku rozwod? Kosciol nie uznaje rozwodow, wiec byloby cierpienie w zwiazku niesakramentwalnym, niemoznosc przystepowania do Komunii, albo samotnosc. To potworny Krzyz Kasiu. Zdaje sobie sprawe, ze cierpisz. Wspolczuje, tez niejednokrotnie cierpialam z milosci, mimo to, trzeba zadbac o siebie, nie krzywdzac drugiej osoby. Pozostaw przyjaciela, zeby zaprowadzil porzadek  w emocjach i glowie. Pozdrawiam. ...
K
kasia
26 lutego 2012, 09:51
Dziekuję:) Damy raze...musimy... dziekuje i pozdrawiam:*
A
Agi
25 lutego 2012, 19:16
Kasiu, trzymajcie się dzielnie! Dużo wytrwałości, dużo miłości! :-))) uważajcie na siebie - zwłaszcza teraz
K
kasia
24 lutego 2012, 13:03
odezwał sie Boze cos strasznego nie wiem co sie dzieje pisze Ciagle zebym go kochałą ze mnie potrzbuje jestem przy nim cały czas...dziekuje kochani naparwde mało jest takich osób jak wy ktore powaznie podejda do sparwy ktora dotyczy obcego człowieka... dziekuje ślicznie mogle sie cały czas o nas i oczywiscie o to zeby Bog nas pokierował czy razem czy osobno... dziekuje jeszcze raz:*
:
:)
23 lutego 2012, 22:44
pomodlę się za Was :)
A
Agi
23 lutego 2012, 22:36
Kasiu, wierzę, że Ci bardzo ciężko teraz. Zwłaszcza w obliczu niepewności i porzucenia. Może siostra Twojego chłopaka ma rację i warto poczekać aż minie ten najgorszy okres... dla Was obojga. Szkoda, że nie możecie być teraz razem. Nie poddawaj się, módl się za niego. W ten sposób możesz mu realnie pomóc. I módl się o rozeznanie Woli Bożej w Twoim życiu - razem albo osobno, tak jak Bóg zaplanował dla Ciebie w Swojej Miłości. Tulę Cię. To czas ogromnej próby dla Ciebie. Odwagi i wytrwałości
TS
tez się modlę
23 lutego 2012, 20:35
Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik płaczący staję. O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj. Amen.
K
kasia
23 lutego 2012, 18:22
Bardzo Cierpie:( naprawde jego siostra powiedziała ze Trzeba to przeczekac cierpliwosci i wtedy sie okaże ale ta bezradnosc mnie dobija juz :( ...jesteście kochani naprawde dziekuje...
A
Agi
23 lutego 2012, 18:04
Kasiu, masz kontakt z jego rodziną albo przyjaciółmi? Może warto dowiedzieć się wiecej co u niego. I postarać o spotkanie, o rozmowę. Nawet jeśli on jest chory, jest Ci to winien. Jeśli jest w ostrej fazie choroby, to cięższa sytuacja. Po prostu nie zostawia się drugiej osoby "ot tak"... szczerze Ci współczuję. Bardzo cierpisz.
K
kasia
23 lutego 2012, 17:55
modle sie codziennie od tamtego dnia co wieczór:(...
:
:)
23 lutego 2012, 17:33
Kasiu, pomódl się Różańcem za niego. Podaruj mu modlitwę :)
-K
- kasiu...
23 lutego 2012, 15:33
"poprosił mnie o to zebym nie odzywała sie do niego dla dobra jego " Napiszę inaczej niż AGI. Jeśli kochasz zrób o co prosi - odsuń się. Zajmij się sobą i swoimi sprawami - chcesz być BLUSZCZEM?? Chyba NIE?
K
kasia
23 lutego 2012, 12:40
Agi dziekuje za wsparcie bardzo go kocham i zapewniałm go wiele razy jak zaczą chorowac dopóki oczywiście nie zdiagnozowano nerwicy ze bede z nim do koca zycia bo małżenstwo to zwiazek na dobre i zło cały czas wspierałam:( ale  od tego dnia nie mam z nim zadnego kontaktu poprosił mnie o to zebym nie odzywała sie do niego dla dobra jego zdrowia jesli go kocham:( ja mimo to odezwałam sie ale bez zadnej reakcji:(...czekam mam nadzieje wkoncu sie odezwie i porozmawiamy o tym bo takich spraw sie przez sms nie załatwia a on to zrobił nie wiem juz odchodze od zmysłów co sie dzieje...;/
A
Agi
22 lutego 2012, 21:39
Kasiu, jeśli go kochasz - bądź przy nim. Możecie próbowac przetrwać to razem, możesz być dla niego wsparciem w chorobie, w terapii. Ale miej na uwadze Waszą przyszłość, Waszą relację, rodzinę, dzieci... Czy przetrwacie? Może warto porozmawiamć wspólnie z chłopakiem i ze specjalistą? Dowiedział się o chorobie - to był szok. W szoku ludzie podejmują czasem nieprzemyślane decyzję, także w imię "dbania o bliskich". Intuicyjnie czuję, że Twój chłopak Ciebie potrzebuje właśnie teraz. Może wcale nie chce Waszego rozstania, ale boi się tego, jak wyglądać może związek z osobą w depresji, w nerwicy. Może się wstydzi. Może działał w panice. To trudne chwile ale dajcie sobie trochę czasu. Czasu, szczerości, rozmowy. Trzymaj się, Kasiu
K
kasia
22 lutego 2012, 18:57
pytanie czy jemu teraz jest lepiej tak naprawde ? Czy mnie potzrebuje? nie wiem co mam myslec...
K
kasia
22 lutego 2012, 18:54
Co do małżeństwa to była jego inicjatywa po rozstaniu bardzo to przeżył i zapewniał mnie ze jest pewny ze bezemnie nie potrafi zyc razem wybieralismy pierścionek oswiadczył mi sie było cudownie coprawda kłóciliśmy sie o przeszłośc która on nam troszke urozmaicił ale wybrneliśmy z tego i dla mnie to było mega szokiem ta jego decyzja...jednego dnia mowił pisał zebym była przy nim pisała jak bardzo go kocham zebym poprostu była w walentynki pojechałam do niego poniewaz błagał mnie wrecz o to dziekował ze przyjechałam był taki wzruszony ze jestesmy razem mimo tego ze podupadł na zdrowiu przepraszał ze jest chory ja mimo to mowiłam ze od tego jestem  nie wiem naprawde w srode całą nos meczyły go te ataki o których pisałam wczesniej nie potrafie sobie tego poukładac...
A
aleksandra
22 lutego 2012, 18:23
    może  jest  niegotowy    do  małżeństwa  i  nie  chce   sie  żenić   a  może  nie  chce  być   z  Toba   ,może  nie  jesteście   dla   siebie    ,coś  jest   na  siłe ,może  jest  ,był  głębokowierzący   ,chciał  iść   do   zakonu    albo  zostac   księdzem    ....albo   za   wcześnie  rozpoczeliście   współżycie   a  On  ma  jakieś    głębsze   zasady  i  poczucie   winy  a   żenić  się  tak  naprawde  nie  chce  ...
K
Kasia
22 lutego 2012, 16:57
Witam.Chciałabym zasięgnąc porady na temat depresji przeżywania Trudnych chwil po informacji że ta choroba dotkneła właśnie mnie. A mianowicie chodzi mi o mojego nareczonego Tydzień temu zerwał zareczyny ponieważ dowieział sie ze Cierpi na depresje.Zaczeło sie to ok 3tyg temu po kuracji antybiotykowej zasłabł i zaczeło sie chodzenie od lekarza do lekarza w poszukiwaniu przyczyny tego zasłabniecia i co Ciekawe nikt nie mógł nic znaleźć wszystkie badania dobrze wychodziły ale objawy:nagłe skoki temperatury z 35.7 do 37.5, brak sił uderzenia gorąca,zimna duszności powracały na chwile i mijały potem coraz czesciej az pewnego dnia pojechał na badania i ostatnią jego wiadomościa było ze nie mozemy byc razem bo ma nerwice.Nie wiem jak mam sobie to przetłumaczyć.
I
Ika
21 lutego 2012, 14:33
Piękny artykuł. Dziękjuę.
O
Ola
20 lutego 2012, 20:35
Jej... gdzie można odszukać takiego kierownika duchowego, taką pomoc, zrozumienie, takiego anioła od depresji ? "czy poczucie winy, które nie prowadzi do nawrócenia, ale do samozniszczenia, może pochodzić od Boga?" Trudno trwać przy Bogu, którego braz tak strasznie jest zniekształcony chorą głową. Trudno w Nim szukać oparcia. Trudno, kiedy jest się samemu (w życiu, w domu). Jest jakieś wewnętrze przekonanie, że na pomoc nie zasługujesz. Trudno, kiedy prowadzi się, wbrew logice, wbrew zdrowym odruchom, tę uśmiechniętą grę w ukrywanie, że jest dobrze. A kiedy już trudno udawać, bo zdradza wygląd, lub kiedy przerasta potrzeba twórczego i wymijającego opowiadania, że u mnie wszystko ok, tak żeby nie kłamać)  można się ukryć - zgasić światło, wyłączyć telefon - przeczekać - ten dzień, miesiąc, rok, kilka lat. Trudno jest. Duży do siebie żal, bo przecieka mi przez palce życie, moje umiejętności, pasje, entuzjazm, radość... przecież kiedyś ze mną były. Bardzo za sobą tęsknię. Dziękuję za artykuł.
18 lutego 2012, 18:30
moim zdaniem to nic innego jak bezsilnosc. Nawet w dzisiejszych czasach <a href="http://pordubitz.org/medycyna/detail.php?id=43">medycyna</a> nie jest w stanie nam pomoc jak bliskosc i zrozumienie drugiego czlowieka.
B
Baaśka
14 lutego 2012, 21:55
Niesamowity artykuł. A ponieważ sama wszystkiego doświadczyłam i doświadczam miałam łzy w oczach. Wszystkim którzy doświadczają depresji życze byście przetrwali i dotarli do lepszych dni. Pan jest z wami i kocha was bardzo. Wyjęłaś mi te słowa z ust! Dzięki!
A
adfa
14 lutego 2012, 12:00
depresja - choroba cywilizacyjna czy łatwe alibi dla wycofania się z życia? Oto jest pytanie
B
Basia
14 lutego 2012, 10:05
Niesamowity artykuł. A ponieważ sama wszystkiego doświadczyłam i doświadczam miałam łzy w oczach. Wszystkim którzy doświadczają depresji życze byście przetrwali i dotarli do lepszych dni. Pan jest z wami i kocha was bardzo.
IM
Iwona Mroczkowska
22 października 2011, 21:26
Świetny artykuł. Wielokrotnie zastanawiałam się co jest przyczyną depresji. Wiele o depresji czytałam ale tytuł tego artykułu jest podsumowaniem tego wszystkiego i bardzo mi pomógł dotrzeć do żródła moich stanów depresyjnych.
O
olo
15 października 2011, 10:18
@ R Z pewnością powtarzanie sobie, że jesteś wstrętnym egoistą niczego nie zmieni, tylko rzecz pogorszy. Życzę Ci więc życzliwego dystansu do siebie, także do własnego egoizmu. I traktowanie go nieco z przymrużeniem oka ;)
R
R
13 października 2011, 21:13
R i jak będzie? Nie wiem, jak się nazywał. Był Holendrem. Choruję na dwubiegunową chorobę afektywną. Nikomu nie życzę. Trudno mi jest zakceptować tę przypadłość. Widzę w niej egoizm. Wg mnie, kto się dobrze prowadzi na kliniczną depresję nie zapada. Co innego smutki, chandry, melancholie itp.
LD
lecz depresję
12 października 2011, 14:54
@ autor Teza, która ma rozwiązać wszystkie problemy ludzkości. Nie wydaje Ci się, że depresja dopada także tych, co żyją w małżeństwie? Nie musi się wydawać. Tak po prostu coraz częściej jest. Potrzeba wówczas terapii - na depresję. Bezwzględnie jest potrzebna pomoc z zewnątrz!
O
olo
12 października 2011, 07:57
@ autor Teza, która ma rozwiązać wszystkie problemy ludzkości. Nie wydaje Ci się, że depresja dopada także tych, co żyją w małżeństwie?
A
autor
12 października 2011, 01:40
To naturalne, że ludzie chcą zawierać małżeństwa. Jeśli szukają sobie męża lub żonę, to nie znaczy, że osoba ta ma im "zastąpić" chłodnego czy obojętnego rodzica. Tak po prostu ma być, bo znakomita większość z nas jest powołana do małżeństwa. Nie do samotności i nie do zakonu. Jeśli nie możemy zrealizować swojego powołania to nic dziwnego że popadamy w depresję i nie chce nam się żyć. Duszpasterstwa powinny sprzyjać powstawaniu katolickich małżeństw a nie produkować zagubionych i depresyjnych singli. To na pewno nie zbliży do Boga ani ich samych ani nikogo w ich otoczeniu.
11 października 2011, 09:22
na depresje najlepsza jest pomoc innym - zobaczenie cierpienia innych. to nie tylko my mamy problemy, inni ludzie mają czasami dużo większe i nie poddaja się. pomoc drugiemu człowiekowi może być także lekiem na depresje. przerwanie koncentracji na własnej osobie pozwala spojrzec inaczej na świat. ~warszawiak, mylisz depresję z chandrą lub świadomą i dobrowolną koncentracją na sobie samym i własnych problemach. To prawda, że "mobilizowanie" chorego hasłami typu "weź się w garść", "zrób coś z sobą" itd. jest nie tylko głupie, ale i bezduszne.
ŚD
śmierć duchowa.
11 października 2011, 08:32
w życiu ludzi ważna jest też miłość cielesna W życiu małżonków sakramentalnych poprawniej brzmi. Na pewno na portalu katolickim nie promuje się seksu pozamałżeńskiego. Nie polecam na depresję - seksu pozamałżeńskiego, czyli także przedmałżeńskiego! Powoduje to spustoszenie duchowe i tragiczne skutki duchowe prowadzące nawet do śmierci duchowej! A z tym nie ma już żartów...
D
depresja
11 października 2011, 08:04
R i jak będzie?
B
Bliskość
10 października 2011, 22:42
 W życiu ważna jest też bliskość drugiej osoby, tak fizyczna bliskość. Być może niektórym czytelnikom się to nie spodoba, bo spora część społeczności konserwatywnie-katolickiej to wręcz neguje, ale w życiu ludzi ważna jest też miłość cielesna. Nic tak nie wiąże, jak wzajemne oddanie w miłości - dobrze takie chwile policzyć jakimś <a href="http://www.kalbi.pl/kalendarz/dniPlodnych">kalendarzem dni płodnych</a>, ale w trudnych chwilach nie zawsze jest na to głowa.
D
depresja
10 października 2011, 22:16
R jak nazywał sie ten psychiatra?
H
hedwig
10 października 2011, 20:22
Witajcie- świetny tekst. Dzięki za niego. Za uszy mnie ciągnie do góry. Lepiej czuję siebie i moją sytuację.DX raz jeszcze.
D
depresja
10 października 2011, 12:51
R a kto jest tym mądrym psychiatrom?
K
kasia
13 grudnia 2010, 16:58
 Jeden z najważniejszych tekstów w moim życiu. Dziękuję za niego.
E
ewa
13 grudnia 2010, 00:23
kto przez to nie przeszedł, ten nie zrozumie.  Ja marzylam tylko o tym zeby wszyscy dali mi spokój, niczego odemnie nie potrzebowali, a najbezpiecznie widziałam sie w trumnie. Pomógł mi z tego wyjść Bóg , tzn modlitwa /codzienne powtarzane te same prośby i westchnienia/ oraz leki. ta choroba jeszcze kilka razy wracała, i  za każdym razem to sie wyczuwało. Bezpiecznie sie czułam, gdy miałam w "zapasie" leki. Z czasem wszystko sie wyciszało i nie korzystałam z porad psychologa /ci na których wtedy trafiłm pytali mnie czego Pani odemnie oczekuje? jaka to ma być pomoc?  o ironio losu! przeciez to ja szukalam pomocy.  Z uplywem lat wszystko sie wyciszyło. Niedawno bez żadnej przyczyny zaczęłam odczuwać sygnaly z mojego organizmu, ale wtedy odczulam, jakby to szatan próbował zamieszać znowu  w moim życiu;  gorąca modlitwa do Matki Bożej bardzo pomaga.
R
R
10 grudnia 2010, 22:32
R jak możesz tak pisać? Żeby zrozumieć, trzeba chyba samemu doświadczyć tej choroby. Nie życzę najgorszemu wrogowi takich doświadczeń. I dokładnie tak, jak pisze w artykule - powtarzanie choremu "weź się w garść" jest chyba najgorszym, co można zrobić. Lepiej już nic nie mówić. Od 13 lat leczę się na depresję, zaliczyłem kilka pobytów szpitalnych. Co nieco o niej wiem. A jednak uważam ją za patologiczny egoizm. MOgę oczywiście się mylić.
SR
Sylwia Repeć
10 grudnia 2010, 14:21
R jak możesz tak pisać? Żeby zrozumieć, trzeba chyba samemu doświadczyć tej choroby. Nie życzę najgorszemu wrogowi takich doświadczeń. I dokładnie tak, jak pisze w artykule - powtarzanie choremu "weź się w garść" jest chyba najgorszym, co można zrobić. Lepiej już nic nie mówić.
R
R
9 grudnia 2010, 18:37
"Nie ma depresji. Są tylko różne poziomy egoizmu" - rzekł pewien mądry psychiatra.
M
m
8 grudnia 2010, 21:35
przyznam, że jestem w depresji i kiedy ktoś mi powie "weź się w garść" pytam siebie gdzie mam się wziąść, gdzie iść, gdy nie rozumiem kim jestem i dokąd idę
A
arszenik
1 sierpnia 2010, 23:38
Prawdziwe. Przepiękne. Pomogę.
E
ewuss
31 lipca 2010, 20:11
Mam pytanie : dlaczego zniknęły komentarze dotycząe tego artykułu ? Artykuł " wyskoczył " jako ostatnio komentowany... Nie rozumiem ?
A
Ag
8 kwietnia 2010, 20:42
"Tolku"bardzo smutne to co napisałeś. Chociaz nie choruję na depresję znam smutek,który jest częścią mnie. Samotność i smutek chociaż mam rodzine już nie pełną ale mam .Przesyłam Ci dużą garść ciepła, radości i siły. Będę się modliła za Ciebie i za wszystkich którym jest tak bardzo ciężko żeby mieli siłę iść przez życie ze swoim krzyżem.
R
rumcajs
7 kwietnia 2010, 22:11
no i mialem rację warszawiaka i smoczycę odsyłam do artykułu na tejże stronie pt. "Ludzie depresyjni prorokami naszych czasów" (rozmowa z J. Augustynem), wystarczy poszukać, to proste. lepiej bym tego nie ujął. właśnie ten bład popełniaja tacy jak wy domorośli filozofowie i "dobroczyńcy" ludzkości; zagnębilibyście  człowieka w depresji swymi dobrymi radami wziecia się w garść i "motywowaniem" najpierw bezduszny człowek popchnie w depresję, jeden lub wielu (J. Augustyn mowi o roznych zrodłach depresji), a potem też "dobry" człowiek każe się pozbierać, bagatelizuje czlowieka a człwoiek w depresji boi sie zyc, bo musiałby za kazdym razem przynać ze wobec tych wszytkich "dobrych" i radzacych sobie - jest ZEREM, coraz gorszym. W koncu przestaje sie przynawać, bo mu sie mowi o użalaniu. przestaje mowić. Aż w koncu powie. Nie słowami. I koniec. Życzę wam żebyscie nigdy nie przeżywali cierpienia, gdy ktos wam bliski robi z depresją coś ostatecznego. Jedni nie mogą sobie potem darować ze byli blisko i nic nie dostrzegali, a po drugich - jeszcze gorzej - spływa nadal jak po kaczce.Oj wy dobrzy ludzie... jak wam brak czasem empatii w tej waszej dobroci i optymizmie.
A
AlicjaM
7 kwietnia 2010, 21:45
A dodam jeszcze najważniejsze, choc oklepane a sprawdzone: najlepszym lekarstwem na uratowanie komuś życia jest miłośc. prawdziwa, konsekwentna, odpowiedzialna. Musi byc silniejsza od tego słabego cżłowieka, na początek. Ofiarna, troskliwa, ciepła. To potrafi uleczyc (choć nie mówię za wszystkich). Jezus pokazał taką właśnie miłosć. Poświęcił się, ale nie dla samej ofiary. Kochał, i zrobił co obiecał. Nic prostszego i lepszego się nie wymyśli. Ale kto dziś potrafi tak kochać ? Kto potrafi pokochać słabość a nie zdeptać ją dodatkowo ? Potrzebujemy miłości, a nie słow o miłości, miłość Boga przychodzi przez ludzi, sens życia przychodzi przez ludzi. Można go też utracić -przez ludzi.
A
AlicjaM
7 kwietnia 2010, 21:43
Nie słyszałam o czymś takim jak "depresant" na określenie człowieka w depresji. Ewentualnie "antydepresanty" na określenie leków uspokajajacych, leczacych nerwicę, schorzenia neurologiczne. Odniosę się do tego chwalenia i podziwiania człowieka w depresji. Nie jest to zbyt dobry pomysł. Badania dowodzą chociażby ze ZBYTNIE i NIEADEKWATNE chwalenie dzieci przez rodziców powoduje stan odwrotny do zamierzonegoi; np. dzieci nie potrafią sobie potem poradzić gdy sie okazuje ze jednak czegoś nie umieja, nie są dobre w czymś, nei są najpiękniejjsze (świat weryfikuje potem oceny rodziców "na wyrost") etc, etc. jest wieklie zdziwienie czemu tak nie jest, ajk mi tatuś z mamusia mowili, a swiat jest be. Dzieci się kocha, wspiera i motywuje - nie podziwia. Podobnie z człowiekiem który jest niezwykle uwrazliwiony na słowa, a będacy w depresji. każdy komplemencik, fałszywa pochwała - jest odbierana podejrzanie. Wiem coś o tym. Taki człowiek pochwałe moze i przyjmie ale gdy się okaże że był to jednorazowy zastrzyk "żeby pocieszyc", niezgodny ze stanem rzeczy, bedzie ejszcze wieksza katastrofa. należy wazyć słowa, bo mogą byc zgubne. Każda obietnica nie tylko w słowie ale i geście, mozę byc potem oczekiwana, a jesli nei pocignie za soba konsekwencji w czynie... Gorycz rozczarowania i utrata nadziei jest przyczyną samobójstw. Dlaczego leczeniem powinien zając sie specjalista, bo przyznam ze i ksiadz w konfesjonale potrafił mnei kiedyś w depresje wepchnąć, niestety. Cieżko się potem żyje, bo mówi to ktoś z "poręczenia Bożego".
R
remed
7 kwietnia 2010, 21:22
smoczyco depresja to nie tylko widzenie siebie jako "do niczego" to jest jeden z wielu aspektów gdyy bylo to tylko to, to mozna to nazwac kompleksami a nie depresją depresja to nie tylko widzenie siebie jako kogos niezdolnego, umniejsanie swoich dzialan, relacji to duzo wiecej i ma czesto podloze dlugoletniego, traumatycznego postrzegania swiata, innych ludzi, byc moze takich ktorzy skrzywdzili w dziecinstwie masz racje, ze to dluga droga, i maja racje rowniez ci ktorzy mowia ze czasem nie da sie z tego wyjsc - trauma jest zbyt gleboka moze rozczarowanie jest zbyt glebokie, zbyt dlugtrwale ogolnie nadzieja umiera jesli ktos nie widzi siebie pozytywnie, bo nie maial w zyciu takiej okazji, byl walony w głowę na kazdym kroku (przeroooozne sytuacje), traci nie tylko wiarę w siebie. Traci wiarę w ludzi w ogole, w sens istnienia.  Nasza wolna wola - mimo wszytsko jest ograniczona (mowie to z pelną siwadomoscia, rozmowy z duchownymi iupewnienie sie w tym), dlatego jezeli ktos nie dostanie łaski, to nie wyjdzie z tego. Do czlowieka nalezy częsć, do Boga łaska. Nie ejstesmy w pełni kowalami swego losu, czesto wiecej czasem zalezy od innych wokol nas niz od nas samych. Jak ktos tu powiedzial - jestesmy naczyniami polaczonymi. Nie mozna dostać depresji w oderwaniu od innych ludzi, w próżni. Taki ejst ten swiat. więc łaske maja ci, ktorzy w depresji znajdą drugiego człowieka i motywację do tego by życ, jesli np. ktoś ich pokocha i pociagnie. Jak Jezus wielu "wyciągał" Wielu jednak nie ma i nie bedzie mialo tej szansy. Co nie moze oznaczać naszej bezczynnosci. Depresja może byc długoletnia jak taka poprzez jedno życiowe zdarzenie. Zatem "Ten kto stoi, niech baczy by nie upadł"
R
rumcajs
7 kwietnia 2010, 09:58
warszawiak weź idz i nie wracaj... a ja mam zaradzic problemom innych skoro ze sobą nie daje rady ? ty domorosły nauczycielu od siedmiu boleści i w ogole co to za miara jest ? kto mozę osądzac CZYJE PROBLEMY SA GORSZE ? Ty ??? na jakiej podstawie ? gdzie ejst jakaś lista ważnoścvi od a do z ? kto ja tworzy ? ty ??? weź się lepiej nei wypowiadaj w tak żałosnym tonie bo ręce opadaja razem z nogami depresja to nie użalanie sie nad soba poza tym powodem depresji nie jest tylko jeden człowiek sam w sobie... potrafi do tego doprowadzic najblizsza osoba która zdradza, odchodzi, porzuca bo sie znudziłeś i juz ejsteś niepotrzebny, pracodawca ktory stosuje permanentny mobbing, molestujący tatuś, pijany kierowca który zabił twoje dziecko .... tysiace powodów jestemsy jak naczynia płaczone, nie ejstesmy samotną wyspą nasze działania pciagają za soba reakcje ludzi, jestesmy odpowiedzialni za swoje słowa, obietnice, czyny... mozę ty tyeż jestes przyczyna czyjejs depresji posrednio lub bezposrenio / 'przyszło ci to do głowy ?
A
a.
7 kwietnia 2010, 09:51
ja również sie zgadzam. nic tak nie dołuje, pogłebia depresji jak dobre rady "wziecia się w garść" bezsilność, brak światła w tunelu, trudność by w ogle wstać z łóżka o innych rzeczach nie spoopmnę.... to cechuje cdepresję ale tylko ludzie bzduszni potrafia "dobrze radzic", klepać p ramieniu, i umniejszac dobrotliwie wagę depresji słowami: zrób cos dla innych po takich kliku radach, o takim dołowaniu kiedy cżłowiek spada ejszcze nizej wiedzac ze "normalni" "mają racje" i poccie ze ejst się dnem że sie eni da temu sprostać - po czyms takim naprawdę chce sie popełnić samobójstwo są takie słowa z z filmu " Buntownik z wyboru": "nigdy nie zrozumiesz prawdziwej straty, bo to moze stać tylko wtedy gdy kogoś kochasz bardziej niż siebie" ktos  - w ogólnym rozumieniu (nie tylko depresji utraty kogos) nie spadł na samo dno siebie, w róznych aspektach - pozbawiony ejst empatii. Ktoś "silny" nigdy nie zrozumie" tego który nie ma siły wstać z łóżka, nie dana była mu łaska upadku tak wielkiego. Jezus zniiżył się w cierpieniu tak bardzo - jest wiec wiarygodny, ludzie którzy nigdy nie cierpieli - nie potrafia być.
R
R
5 kwietnia 2010, 20:00
Świecka, dobrze wiem, o czym mówisz. Nie Ty jedyna.
S
swiecka
5 kwietnia 2010, 19:17
Warszawiak: na depresje najlepsza jest pomoc innym - zobaczenie cierpienia innych. to nie tylko my mamy problemy, inni ludzie mają czasami dużo większe i nie poddaja się. pomoc drugiemu człowiekowi może być także lekiem na depresje. przerwanie koncentracji na własnej osobie pozwala spojrzec inaczej na świat. Widać, że na epresję nie cierpiałeś i nie masz nawet ogólnego pojęcia co to jest. To nie jest koncentracja na własnej osobie. Cierpiąc na depresje wstanie rano i wypełnianie koniecznych obowiązków jest czymś co zupełnie przerasta siły. Najdrobniejsza rzecz, ktorą trzeba wykonać jak właśnie chociaż umycie zębów, przygotowanie szklanki herbaty jest niezmiernym wysiłkiem. Depresja zupełnie powala i nie pozwala na normalne funkcjonowanie. Nie pozwala na pracę, na dbanie o siebie czy innych. Po prostu unieruchamia. Cierpię na depresję i żyje jak w tunelu bez światła. Mam dni kiedy nie mogę wstać z łóżka i przygotować sobie posiłku. Dni, kiedy jestem sparaliżowana. Nie jem, nie jestem się w stanie ubrać i wyjść na zewnątrz. A jak już w jakiś sposób wstanę z łóżka i dojdę do kuchni to moim jedynym marzeniem jest jest tylko spać i się nie ruszać. Dzwięk telefonu wywołuje u mnie napad paniki bo to znaczy podnieść słuchawkę i podjąć trud konwersacji. Wyłączam więc telefon albo go nie odbieram bo rozmowa przerasta moje możliwości tak fizyczne jak i psychiczne. Depresja to nie egoizm i nie wynika z braku zainteresowania innymi. To ciężka do przezwyciężenia choroba, z którą jest niezmiernie ciężko żyć. I z którą czasami nie można żyć.
W
warszawiak
5 kwietnia 2010, 07:26
na depresje najlepsza jest pomoc innym - zobaczenie cierpienia innych. to nie tylko my mamy problemy, inni ludzie mają czasami dużo większe i nie poddaja się. pomoc drugiemu człowiekowi może być także lekiem na depresje. przerwanie koncentracji na własnej osobie pozwala spojrzec inaczej na świat.
T
tolek
3 kwietnia 2010, 11:38
Wiele ciepła we wspaniałym artykule, tylko żałuje że ja nie mam tego szczęścia do ludzi kochających innych. Ojcze Stanisławie może pomyśli ojciec o napisaniu porządnej książki wlewającej tak dużo ciepła dla osób cierpiących na depresję, na pewno uratuje ojciec wiele istnień ludzkich w tej nargorszej utajonej fazie choroby. Sam bardzo boję się że któregoś dnia popełnię samobójstwo, że nie będę w stanie logicznie myśleć, swoje uczucia kryję za kamienną twarzą a w środku wszysko się rwie i pęka jedynie w skrajnej rozpaczy jest obłąkany wzrok oraz wyizolowanie wewnętrzne. 
M
Malgosia
18 grudnia 2009, 11:57
Pieknie napisane, z wielkim zrozumieniem, miloscia i troska o osobe bedaca w depresji. Depresja moze byc rowniez wypadkowa calej chorej rodziny, objawem wspoluzaleznienia, czy uzaleznien. Czasem tak jak moja, byla efektem tego, ze cierpialam aby sie cala moja rodzina nawrocila ... Pozdrawiam wszystkich, ktorzy doswiadczyli depresji a jeszcze bardziej tych ktorzy nam chcieli pomoc.
K
kaska
18 grudnia 2009, 10:24
świetny artykuł, to inne spojrzenie na depresję.sama to przeżyłam i nikomu nie życzę. Choć minęło kilkanaście lat, wciąż pamiętam to straszne uczucie beznadziejności, bezsilności, braku miłości, niezrozumienia i źle pojmowanej pomocy. Ale to doswiadczenie pozwala mi lepiej rozumieć innych, czasem wydaje mi sie , ze rozumiem samobójców, i dziękuję,,  że nade mną czuwał cały czas Bóg i nie pozwolił zrobić tego najgorszego , ostatniego kroku. Zawsze znalazł sie ktoś, kto pocieszył , wlał nadzieję w serce.  Można pomóc;- przecież wystarczy okazać miłość, niby takie proste?!