"E" nie takie straszne, jak o nich mówią?

(fot. shutterstockr.com)
Ewelina Krajczyńska / slo

E-234 na śniadanie? E-280 z obiadem? E-350 wraz z kolacja? Smacznego. Nie ma się czego bać. Wiele z dodatków do żywności kryjących się pod symbolem "E" to zwykłe naturalne dodatki, z którymi mamy do czynienia na co dzień w owocach, mięsie czy nabiale.

Zwykle do produktów z dużą zawartością "E" na etykietce podchodzimy nieufnie. Sądzimy, że są trujące i niebezpieczne dla zdrowia. - Tymczasem wiele kryjących się pod nimi substancji występuje w nieprzetworzonych, naturalnych produktach. Są to np. algi, wodorosty czy owoce - powiedziała PAP Małgorzata Borkowska z Koła Naukowego Technologów Żywności Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

- Nielubiana przez nas litera "E" oznacza po prostu przymiotnik "europejski". Z kolei swoje numerki zyskały dlatego, by można je było łatwiej od siebie odróżnić. Wszystkich "E" naliczono około 2 tysięcy - podkreśliła rozmówczyni PAP.

Spotykana np. podczas śniadania E-234 to nizyna, substancja konserwująca i antybiotyk wytwarzany przez bakterie. Zjadamy ją z serem, serkami topionymi, śmietanką, owocami w puszce. W jogurtach, napojach mlecznych często występuje E-120 czyli koszenila, naturalny barwnik czerwony pozyskiwany z owadów.

E-280, najczęściej możemy zjeść z obiadem. Jest to naturalny kwas propionowy, w małych ilościach obecny w wielu produktach. Czasem w dużych stężeniach wytwarzany jest przez bakterie w produktach poddanych fermentacji. Można go znaleźć w mięsie, pizzy czy pieczywie.

E-350, który często zjadamy na kolację, to jabłczan sodu, naturalny kwas występujący w owocach. Występuje w dżemach, napojach bezalkoholowych, wyrobach cukierniczych. E-300 to kwas askorbinowy, czyli zwykła witamina C.

Z czystym sumieniem możemy też sięgać po E-100, czyli kurkuminę - naturalny barwnik i składnik m.in. popularnej przyprawy curry. Z kolei E-150 to karmel, czyli zwykły cukier poddany działaniu wysokiej temperatury, stosowany do produkcji słodyczy i również jako barwnik.

Niewielu wielbicieli parmezanu, suszonych pomidorów czy sosu sojowego wie, że ich ulubione produkty zawierają mnóstwo E-621 - glutaminianu sodu. Powstaje w nich naturalnie i w dużym stopniu właśnie jego obecność sprawia, że te produkty tak bardzo nam smakują. E-440a to z kolei pektyna, czyli naturalny środek zagęszczający, występujący w wielu owocach. Octan sodowy wszystkim bardzo źle się kojarzy, ale jest to zwykły ocet. Bakterii kwasu mlekowego używamy do kiszenia kapusty czy ogórków, a one też mają swój numerek w świecie dodatków "E".

- Wśród dodatków "E" są też oczywiście składniki syntetyczne, substancje powstające w drodze różnych reakcji chemicznych. Właśnie te syntetyczne składniki można uznać za szkodliwe dla zdrowia - podkreśla członkini Koła Naukowego Technologów Żywności SGGW.

Jednak wpływ syntetycznych dodatków odczulibyśmy dopiero, gdybyśmy codziennie jedli ich bardzo dużo. - Ich zła sława wynika w dużej mierze z tego, że zostały źle nazwane. Gdyby miały swoje nazwy, a nie tylko suche numerki, to byłoby zupełnie inaczej. One bardzo wpływają na wyobraźnię - powiedziała Borkowska.

Nazwę "E" zatwierdził Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności - European Food Safety Authority (EFSA). Z kolei nad tym, by konserwanty i inne dodatki do żywności były bezpieczne, czuwa Wspólny Komitet Ekspertów FAO/WHO ds. Dodatków do Żywności (JECFA) i Komisja Kodeksu Żywnościowego (CODEX Alimentarius).

PAP - Nauka w Polsce

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

"E" nie takie straszne, jak o nich mówią?
Komentarze (10)
B
biotechnolog
11 maja 2015, 23:04
To prawda "e" są szkodliwe. Jednak w żywności nie mogą być przekroczone normy poszczególnych e-składników, które nie zagrażają zdrowiu. Prawdą jest jednak, że dziś żywność na półkach jest przeładowana różnymi rodzajami E. Im tańszy produkt tym więcej E. Warto po prostu czytać skład produktów i wybierać może te troszkę droższe i te w których jest najmniej E. 
U
Ula
6 maja 2015, 12:40
"Jednak wpływ syntetycznych dodatków odczulibyśmy dopiero, gdybyśmy codziennie jedli ich bardzo dużo (...)" - to prawda, ale gdy zaczniemy czytać etykiety produktów zorientujemy się, że rzeczywiście zjadamy ich ogromne ilości. To, że w danym produkcie spożywczym znajduje się dozwolona ilość konkretnego dodatku do żywności (barwnika, substancji słodzącej itp.), nie oznacza jeszcze, że to jedyny produkt z tym dodatkiem, który w ciągu dnia zjemy - często zjadamy ich znacznie więcej i wtedy ilość takiego dodatku w ciągu dnia robi się całkiem spora, co nie jest obojętne dla naszego zdrowia. Poza tym karmel E150 występuje pod kilkoma postaciami i warto wiedzieć, że E150d jest substancją, która może wykazywać działanie nowotworowe - także polemizowałabym ze stwierdzeniem, że karmel to zwykły karmel.
Z
Zbigniew
11 października 2013, 21:49
Ale tego Państwo już nie napisaliście: E 210-219 E 220-228 E 249-252 czyli upraszczając podział tych grup, można powiedzieć że od E210 do E252 NIE NALEŻY spożywać W OGÓLE, ponieważ są niezwykle szkodliwe i kancerogenne dla naszego organizmu. Jeśli widzisz te symbole na etykiecie - NIE KUPUJ! ... Tia... Jada pani czereśnie, żurawinę, grzyby, używa pani cynamonu. Wszystkie te wymienione jedzonka mają wielokrotnie przekroczone ilości kwasu benzoesowego. Trutka na szczury jak panie pragnę litości....
K
Kajko
10 października 2013, 12:19
nie jest do końca prawdziwy i wiarygony ten artykuł...koszenila zobaczcie z czego jest uzyskiwana...słabo z tym artykułem...
Filip Wo
10 października 2013, 12:05
Ten artykuł jest tendencyjny niestety. To prawda, ludzie w komentarzach słusznie napisali, ktoś może pomyśleć, że chemia w jedzeniu jest ok. Nie, chemia w jedzeniu to mniejsze zło w naszej cywilizacji - ideałem by było mieć wszystko jak najbardziej naturalne - obecnie to niemal nie do zrobienia, ale po części to też wina naszych nawyków żywieniowych i naszej niewiedzy (znam ludzi, którzy skutecznie unikają większości jedzenia z chemią i wszelkiej podejrzanej padliny, i dobrze na tym wychodzą pod każdym względem). Zaś powyższy artykuł prowadzi raczej do "ułagodzenia" pospólpstwa w myśl, że wszystko jest ok i trzeba to jeść...
A
Aleksandra
10 października 2013, 10:57
Ale tego Państwo już nie napisaliście: E 210-219 E 220-228 E 249-252 czyli upraszczając podział tych grup, można powiedzieć że od E210 do E252 NIE NALEŻY spożywać W OGÓLE, ponieważ są niezwykle szkodliwe i kancerogenne dla naszego organizmu. Jeśli widzisz te symbole na etykiecie - NIE KUPUJ!
M
madzia
10 października 2013, 01:25
glutaminian sodu jest niebezpieczny, do tego karmel i koszelina- potwierdzam. Nawet nie podejrzane tylko niebezpieczne. Aspartamk który jest we wszystkich gumach miętowo- odświeżających i w produkach typu laith. Karagen - w lodach i śmietanach- powoduje guzy żołądka. Całe mnóstwo tego. Nie rozumiem dlaczego ten artykuł chce osowoić nas z truciznami
J
jacek
11 lipca 2013, 11:05
Niestety, nie mamy w głowach bazy danych, która by nam tłumaczyła "E-450" na nazwę związku chemicznego. O ile rozumiem słowa koszenila, jabłczan sodu czy kwas askorbinowy, to wykucie na pamięć numerków stojących po "E" jest dla mnie mało kuszące. Dlatego unikam czegokolwiek, co ma na etykietce numerki zamiast opisu składu. Producent chce sprzedawać, to niech informuje o składzie w sposób przystępny dla konsumenta.
L
luu
5 lipca 2013, 23:46
karmel podejrzany chyba i działanie rakotwórcze czy się mylę, koszenila też niezdrowa, i kogo słuchać?
JD
jak dla mnie- bleeeeeeeeee
4 lipca 2013, 00:16
kupa i siku też jest naturalne, ale tego nie jemy.