Bóg nigdy nie stawia ci poprzeczki za wysoko
Niemal każda wierząca osoba, jaką znam, dostała kiedyś od Boga jakieś specjalne słowo z Biblii. Taki werset, który w momentach kryzysu trzyma ją przy życiu. Bardzo konkretną Bożą obietnicę.
I z jednej strony Pismo Święte jest pełne obietnic skierowanych do wszystkich, a z drugiej mam głębokie przekonanie, że Bóg wybiera sobie z ujętych w Piśmie zdań i słów takie, które jest Jego obietnicą dla jednej, bardzo konkretnej osoby. I dotrzymuje słowa. Choć często trzeba na to poczekać.
Wielki Post - z całą jego koncentracją na porządkowaniu i pogłębianiu relacji z Bogiem - jest świetnym momentem, żeby sobie taką własną Bożą obietnicę przywołać. Żeby o niej z Bogiem porozmawiać. Przypomnieć sobie, kiedy i skąd się wzięła, w jakich okolicznościach Bóg nam to słowo dał. A jeśli żadne do tej pory nie zapadło nam głęboko w serce, to początek Wielkiego Postu jest bardzo dobrym momentem, żeby o takie słowo na modlitwie poprosić. Bo ta obietnica i obserwowanie, jak się realizuje w dniach, miesiącach i latach naszego życia, jest trochę jak oglądanie się przez ramię na ścieżkę, która już za nami, by z dalszej perspektywy zobaczyć pełny obraz wydarzeń. Gdy się dobrze przyjrzyjmy, daje nam to poczucie pewności, że On zawsze z nami jest. Że jest blisko, wie, co u nas, nie opuszcza nas i nie zostawia. Że Jemu na nas zależy.
Dla wielu osób taka perspektywa jest dość... trudna. Nafaszerowani przekonaniem, że Bóg jest surowym ojcem, który wymaga wywiązywania się z listy obowiązków religijnych i na tej podstawie decyduje, kto do nieba, a kto w wieczne płomienie, nie mają lekkości w relacji z Bogiem, poczucia, że mogą być sobą i mówić, co myślą. Życie wiary jest wtedy nieustannymi próbami zadowolenia Jego oczekiwań (a wiadomo, jak to są oczekiwania Boga, to poprzeczka musi być wysoko). A od Boga oczekuje się jedynie, żeby nie utrudniał życia...
Może ten Wielki Post to jest właśnie czas, by "odczarować" dla siebie obraz Boga Ojca. Zmierzyć się z noszonym w głowie przekonaniami na Jego temat. I zacząć to bardzo prosto - od szukania tego jednego wersetu z Biblii, który kiedyś zatrzymał nas na chwilę, poruszył serce, zabrzmiał bardzo osobiście. Od obietnicy. Jego obietnicy.
Warto to zrobić zwłaszcza wtedy, gdy więcej jest w Kościele takich spraw, które nas przytłaczają, zniechęcają albo ranią, gdy dojeżdżają nas zbyt mocno wszystkie zaniedbania i cały brak miłości, którego doświadczyliśmy od ludzi nazywających się wierzącymi katolikami. Warto wrócić do tej obietnicy, gdy życie funduje nam kolejny kryzys, gdy piętrzą się trudności, gdy brakuje nam sił, by sprostać wyzwaniom.
Bo Bóg nigdy nie stawia ci poprzeczki za wysoko. W największej ciemności, w największym koszmarze życia jest na wyciągnięcie ręki, na odległość tego stłumionego szlochu, który ukrywasz przed światem.
Bardzo mnie poruszają historie z granic ludzkiej wytrzymałości, gdy ciemność zachęcała, by wyskoczyć z okna, by zamknąć na zawsze ten rozdział - a wtedy w myślach pojawiało się kilka prostych słów z Biblii, z taką mocą, że w kompletnej bezsilności znajdowała się nagle wystarczająca odrobinka siły, by dalej żyć. By życie wróciło do bycia radością.
Tak samo jest z Słowem obietnicy w tych mniej dramatycznych momentach życia. W tych kryzysach, które przebiegają o wiele łagodniej, w których ciągle jeszcze mamy poczucie, że trochę wysiłku i ogarniemy się sami, że jeszcze tydzień, miesiąc, kwartał i zmusimy rzeczywistość do bycia lepszą. Tylko wtedy o wiele trudniej zauważyć nam Jego obecność, Jego obietnice, Jego wsparcie. To, jak spełnia się Jego słowo dla ciebie.
Właśnie dlatego dobrze jest w Wielkim Poście wracać do tamtej pięknej obietnicy, tych słów, które były jak fundament, jak punkt pewności, jak konkret, którego bezpiecznie można się trzymać, bo nie zawiedzie. Bo wsparcie Ojca jest na co dzień, w najdrobniejszych sprawach. On naprawdę zauważa wszystkie tematy, z którymi się mierzysz i zawsze jest tuż obok, by pomóc. I często właśnie o tym mówi Jego obietnica: że doda siły, pocieszy, przywróci spokój serca, znajdzie rozwiązanie. Jest w tym świetny. Tylko czasem tak trudno w to uwierzyć, gdy nie zna się Go trochę lepiej, niż tylko z cudzych, nie zawsze prawdziwych opowieści...
Skomentuj artykuł