Dlaczego uważam, że churching ma swoje pozytywne oblicze?

Fot. depositphotos.com

Kilka dni temu zamieściłam w swoich mediach społecznościowych wpis, który wywołał falę reakcji... Wspominałam w nim o tym, że gdy było mi ciężko, jeden ze znajomych księży zapytał co możemy zrobić, by mi choć trochę pomóc. "Nie wiem" - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Na co kapłan stwierdził, że wie. Stanął obok mnie, wyciągnął ręce nad moja głową i udzielił mi błogosławieństwa. Prosty gest, prawda? Wszak kapłani są nam w życiu potrzebni m.in. dlatego, że mogą udzielać nam sakramentów, czy właśnie błogosławieństwa. Jednak większość wiadomości, które dostałam po opublikowaniu tego wpisu pokazały mi, że to wcale takie oczywiste nie jest…

Czytałam m.in. że mam szczęście do księży. Albo to, że już sam fakt, że ktoś pyta jak mi może pomóc jest wyjątkowe. Padło też hasło, że fajnie jest mieć takich znajomych, otwartych księży w parafii. Z tym, że ja nigdzie nie napisałam, że ta sytuacja miała miejsce w mojej parafii… Nigdzie też nie wspominałam, że mam szczęście do kapłanów, bo uważam, że go nie mam. Skąd więc we mnie takie pozytywne doświadczenia?

DEON.PL POLECA




W idealnym świecie każdy wierzący człowiek znajdzie najlepszego dla siebie spowiednika i kaznodzieję w swojej parafii, tam gdzie mieszka i żyje na co dzień. Pamiętajmy jednak o tym, że idealny świat nie istnieje. Czasem jest tak, że rzeczywiście to nasza parafia jest miejscem duchowego wzrostu. Nie znam jednak zbyt wielu takich przypadków… Za to znam bardzo wiele, gdzie wierni czekają tylko na dekret od biskupa, z ogromną nadzieją na zmiany personalne w parafii, bo może w końcu trafi się ktoś, komu będzie się chciało. Warto zadać sobie pytania o oczekiwania i wyobrażenia tego, jak powinna wyglądać wspólnota parafialna. Może się okazać, że te wyobrażenia są po prostu nierealne, a nasze oczekiwania wobec kapłanów odklejone od rzeczywistości…

W mojej obecnej parafii pracuje trzech księży, każdy z nich jest inny. Śmiałam się kiedyś do jednego z nich, że jeśli ktoś lubi długie i rozbudowane kazania to idzie na Mszę do tego kapłana, a jeśli kocha konkret, to do drugiego. To jest jednak tylko część naszych możliwości. Myślę, że czas pandemii pokazał nam również inne, bardzo dobre rozwiązanie.

Churching. Choć raczej nie w tradycyjnym ujęciu zjawiania się co niedzielę w innym kościele, ale poszukiwanie takiego miejsca, w którym poczuję się jak w domu. Sama mam takie doświadczenie, że dojeżdżam spory kawałek do spowiedzi, wspólnotę małżeństw mam w jeszcze innym miejscu, a na Msze niedzielne chodzimy do parafialnego kościoła, bo jeden z naszych synów śpiewa w parafialnej scholi. Na ile wierni, którzy noszą w sobie pragnienie czegoś więcej – rozwoju, znalezienia „swojego” miejsca – są otwarci na to by go szukać? Myślę, że wbrew pozorom to nie jest jeszcze takie oczywiste…

Tkwimy w tym co jest, narzekając na poziom kazań, pośpiech w konfesjonale i proboszcza prostaka, a tymczasem w parafii obok jest nie tylko inny poziom duszpasterstwa, ale również zwykła ludzka życzliwość. Dlaczego więc tkwimy w miejscu? Z wygody, lęku, obawy - ale o co? Mam świadomość tego, że trzeba znać swoje pragnienia i mieć sporo samozaparcia by szukać. Patrząc na moich znajomych mam poczucie, że te poszukiwania najtrudniejsze są wtedy, gdy potrzebujemy stałego spowiednika… Wielu z nas odbijało się od drzwi do drzwi, zbierając po drodze kolejne zranienia. Jednak większość z nas znalazła takiego spowiednika, jakiego szukała. Niekiedy po bardzo długim czasie… Czy jednak nie warto było szukać? Było warto…

DEON.PL POLECA

 

 

Co stanie się jeśli przestaniemy narzekać i stać w miejscu? Być może pojawią się lęk, niepewność, a stare zranienia zaczną krzyczeć, że po co, że szkoda sił... Co jeśli tuż za rogiem znajdziesz miejsce, którego potrzebujesz? Nie dowiesz się, zanim nie sprawdzisz… Zanim nie nazwiesz tego, czego ci dziś najbardziej brak i weźmiesz realną odpowiedzialność za poszukiwania tego miejsca. Ono gdzieś już jest, choć dziś może nam się wydawać, że tylko wybrani mają szczęście do księży i do wspólnoty, która jest domem…

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Dlaczego uważam, że churching ma swoje pozytywne oblicze?
Komentarze (8)
ES
~Ewa Słota
16 maja 2026, 09:39
Dzbany? Piękne współczesne słowo, to jestem dzban- owa i Jezus z mego pustego ... przemieni w dobre wino. Będzie wyborne - warto pytać Maryję i Jej się pożalić: Mamo Maryjo daj mi Spowiednika Ty Matko wskaż, ... bym stała się wybornym winem.
TT
~Teribelka Teribelka
15 maja 2026, 12:55
Kiedyś istniał tzw "przymus parafialny". W średniowieczu należało spowiadać się u własnego proboszcza. Św. Tomasz z Akwinu dopuszczał spowiedź u innego kapłana, jeśli były nadużycia. Podobno przed wojną na wsiach przed wielkanocą ludzie dostawali karteczki do spowiedzi, i za spowiedź dawało się księdzu ofiarę (pieniężną). Obecnie, jak nie przyjmuje się księdza po kolędzie (wizyta kanoniczna odnotowywana w papierach, które parafianie mają w parafialnej kartotece, a które ksiądz chodząc po kolędzie uzupełnia), to nie może nie być kościelnego pogrzebu...
JT
~Justin Timberlajk
15 maja 2026, 14:43
Pani nie rozumie że jurysdykcja Kościoła ( i nie tylko Kościoła, ogólnie jurysdykcja - np sądowa, policyjna, administracyjna) jest powiązana z terytorialnością i podlegają jej ludzie mieszkający na określonym terytorium. Kto mieszka terenie danej parafii i jest ochrzczony - powinien zgodnie z prawem przyjmować sakramenty w tej parafii, a jeśli chce uczynić to w innej - powinien poprosić proboszcza o wyrażenie zgody. Tak jest i tylko jakieś dzbany będą się w tym dopatrywać feudalizmu, patriarchizmu, niewolnictwa i innych modnych ówcześnie bezsensownych słów.
DM
~Dominika Maria
16 maja 2026, 06:23
Po raz pierwszy w życiu słyszę coś podobnego że sakramenty powinno się przyjmować tylko w swojej parafii, a jeśli chcę to uczynić w innym kościele to należałoby poprosić proboszcza o zgodę. Serio Justin? Mogę prosić w jakiej parafii w Polsce tak jest? Albo podstawa w oparciu o dokumenty Kościoła?
EC
~e cle
16 maja 2026, 18:37
Justin superdzbanie, ogarnij się. Kościół to wspólnota, a nie armi@, korporacja, państwo kościelne, czy co tam jeszcze
JT
~Justin Timberlajk
17 maja 2026, 10:47
Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego (a poszukanie odpowiedniego kanonu naprawdę nie boli pani Dominiko) chrztu udziela się w kościele parafialnym rodziców dziecka (kanon 857), bierzmowanie w parafii zamieszkania (kanon 881), ślubu udziela się w parafii narzeczonego lub narzeczonej (kanon 1115), pogrzeb w parafii zamieszkania zmarłego (kanon 1177) I tak jest nie tylko w Polsce - ale w Kościele na całym świecie. Więc proszę sobie doczytać i nie robić za dzbana - tylko uszanować zasadę terytorialności jurysdykcji kościelnej. A pretensje proszę ewentualnie wnosić do św. Jana Pawła II, który podpisał i zatwierdził Kodeks w 1983 roku.
KK
~karol karol
18 maja 2026, 08:51
@justin a komunia? też najpierw trzeba pocałować proboszcza w pierścień?
AK
~Agnieszka Kwiatkowska
2 czerwca 2026, 17:42
Widać nie próbowała Pani posłać dziecka do I Komunii w innej parafii. Albo nie załatwiała pogrzebu w innej parafii niż miejsce zamieszkania zmarłego. Niby można (też niekoniecznie) ale zgoda proboszcza musi być