Dzieci nie odchodzą z Kościoła i lekcji religii chwilę po Pierwszej Komunii
Oburzam się coraz bardziej, widząc kolejne artykuły i nagłówki opisujące "komunijną" rzeczywistość. Od paru tygodni odnoszę wrażenie, że z każdej możliwej strony wyskakują mi artykuły w stylu "dzieci w czwartych klasach masowo wypisują się z lekcji religii", "Pierwsza Komunia to szopka", "ile włożyć do koperty chrześniakowi w dniu Komunii"? Jeden styl, podobna narracja, zupełne spłycienie tematu i – jak to zwykle bywa – budzenie niepotrzebnej sensacji tam gdzie jej tak naprawdę nie ma.
Moje dziecko przystąpiło w tym roku do Pierwszej Komunii. Razem z kolegami z klasy i innymi dziećmi w parafii. Grupa 115 dzieciaków. To była nasza (i syna) świadoma decyzja. Nie chcieliśmy skorzystać z innych opcji w okolicy (choćby przygotowań we Wspólnocie Baranka). Uznaliśmy, że więcej korzyści dla naszego dziecka i dla nas przyniesie "standardowe" przygotowanie. To, które niekiedy przez "barankowych" rodziców jest traktowane jako gorszy sort. Opcja dla tych, którym się nie chciało. Tymczasem widzę, że w naszym przypadku jest zupełnie odwrotnie. Mówiąc "naszym" nie mam na myśli wyłącznie siebie i mojej rodziny.
Ostatni rok był dla mnie czasem niezwykle głębokim. Rozmowy z innymi rodzicami, często tymi, którzy nie przyszliby do kościoła, gdyby nie przygotowania do Komunii ich dzieci. Mam na myśli nie tylko rodziców z mojej parafii, ale też innych, z którymi wymieniałam się wiadomościami choćby na Instagramie. Czy ktoś oceniający tych ludzi zadał sobie trud i pytanie, dlaczego ich wcześniej w kościele (i Kościele) nie było? Dlaczego jest tak, że zaraz po Komunii dziecka do kościoła nie wracają? Przecież to, że im się nie chce, albo że przychodzą dla tradycji, imprezy itd. wcale nie zawsze jest - albo nie musi być - powodem ich decyzji…
Rozmowa z mamą molestowaną lata temu przez księdza zostanie we mnie na długo. Tak samo jak ta, w której pewien tato opowiadał, jak bardzo tęskni za sakramentami i ogromnie boli go to, że nie może ich przyjmować, bo żyje w drugim związku. Te opowieści rodziców o ich pierwszej spowiedzi, sprzed 30 lat, a w ich oczach spojrzenie przestraszonego dziecka, gdy mówią o tym, że ktoś na nich nakrzyczał i potraktował z buta. Nie spotkasz ich w kościele co niedzielę. Przyjdą wtedy, gdy będzie czas Komunii ich dziecka. Pytanie co zrobić, by zaraz nie zniknęli? Bez oceniania, szufladkowania, głupich komentarzy i obśmiewania w memach i kolejnych płytkich artykułach na plotkarskich portalach.
Zapytałam mojego syna co najbardziej mu pomogło i było dla niego wsparciem przed pierwszą spowiedzią. Powiedział coś co mnie zaskoczyło… To, że jeden z naszych księży – starszy, emerytowany kapłan – wszedł do kościoła z uśmiechem i witał się z dziećmi "żółwikiem". I to, że sam mógł wybrać sobie spowiednika i poszedł do kapłana, któremu ufa. Pomyślałam: wow! Relacja, normalność, uśmiech – tu jest klucz do tego, żeby dziecko zaufało. Nie potrzeba wielkich wygibasów. Wystarczy życzliwość i normalność.
Zapytałam rodziców – tych, którzy we wrześniu mówili mi, że nie potrafią z różnych powodów być w Kościele – co jest w nich dzisiaj. Dostałam kilka podobnych odpowiedzi, które można zamknąć w słowo "tęsknota". Za sakramentami, głębszym przeżywaniem duchowości, za szacunkiem, który okazywał im na każdym kroku ksiądz przygotowujący dzieci do sakramentów. Oni tęsknią, potrzebują i szukają. Nie wszyscy i nie wszędzie, ale to grono wcale nie jest takie małe.
To zadanie dla mnie i dla kapłanów, których mam obok siebie. Byśmy tej tęsknoty nie zabili. Nie zgasili knotka o nikłym płomieniu. By dalej czuli nasze wsparcie i szacunek. By wiedzieli, że nawet jeśli dziś odejdą, mogą znowu spróbować wrócić. Może z kolejnym dzieckiem, a może za 20 lat. Niech ta tęsknota nie będzie zagłuszana obśmiewaniem i ocenianiem. Czasem tylko to wystarczy. Normalność, uśmiech i żółwik na przywitanie są dobrym początkiem. To jednak wymaga wyjścia do człowieka, a nie patrzenia na niego jak gorszy katolicki sort i problem. Nie oceniaj. Bądź życzliwy. Tylko tyle. Resztę zostaw Bogu.
Skomentuj artykuł