Kościół ewangelizuje świat, a świat – niestety – „ewangelizuje” Kościół

Fot. Generated by Gemini

Najwięcej informacji w mediach odnosi się do polityków: im bardziej „błaznują”, tym chętniej o nich czytamy. Na kolejnym miejscu są celebryci. Nie wiadomo dlaczego są sławni, bo zasadniczo nic sensownego nie mają do powiedzenia. Nieco w cieniu mediów żyją „tłuste koty”: działacze. Oni to m.in. opanowali świat sportu, ale słyszymy o nich wyłącznie wtedy, gdy dojdzie do jakiegoś skandalu. Za to wytworem naszych czasów są aktywiści, czyli sympatyczni „zadymiarze”, żyjący od akcji do akcji, głośno krzyczący, że ogólnie jest źle i że ktoś coś powinien z tym zrobić. Ale czy zdajemy sobie sprawę, że wszystkie te grupy spotkać można także w świecie Kościoła?

Polityczny klucz sukcesu

Rozsypała się nam ostatnio jedna z politycznych partii. Właściwie było to do przewidzenia, bo w tym środowisku jest tak, że wszystko opiera się na charyzmacie lidera, który gromadzi wokół siebie „wyznawców”, podzielających jego punkt widzenia, albo przynajmniej w jego linii upatrujących szansę na zrobienie kariery. Ci „wyznawcy” gdzieś po drodze muszą wyzbyć się paru procent wolności myślenia, czasami pozbyć się poczucia wstydu i własnej godności – no i potem jakoś się to kręci. Lider im bardziej charyzmatyczny, tym gromadzi wokół siebie większą grupę takich, którym zupełnie to nie przeszkadza, że sam lider bywa… oszołomem. Konsekwencje są takie, że gdy zabraknie lidera, wszystko się sypie. Posypało się więc i tu, a niedługo pewnie posypie się też u innych.

DEON.PL POLECA


Kościelni liderzy, cieszący się względną autonomią, stoją nie na czele partii, ale diecezji oraz zakonów (przy większych zakonach na czele zakonnych prowincji) – i też gromadzą sobie współpracowników. Wprawdzie w strukturze kościelnej zależności są nieco inne niż w świecie polityki, ale też dużo z tego „światowego” ducha wkradło się już do zakrystii. Jak na przykład to, że liderzy sobie przypisują większość sukcesów (to „mój” ksiądz tak dobrze pracuje; to „ja” stworzyłem mu warunki do pracy), a z drugiej strony media obarczają ich odpowiedzialnością za wszystkie porażki podwładnych. Najbardziej dramatyczne jest jednak to, że współpracownicy kościelnych liderów – jak w przypadku politycznych partii – drogę posłuszeństwa (zamienionego czasami na lizusostwo), traktują czasami jak ścieżkę kariery. To właśnie z tego powodu modne ostatnio złośliwe piosenki na pożegnanie biskupów godzą nie tylko w liderów, ale są też sygnałem dla całego dworu: uważajcie, wszystko ma swój kres!

Celebryci w sutannach

Żeby zostać kościelnym celebrytą, trzeba wyjść poza schemat. Nie każdy to potrafi – żeby to się udało, trzeba wykazać się oryginalnością i odwagą, ponieważ ścieżka ta nie oferuje prostych rozwiązań. Co więcej, to co jest siłą nośną jednego duchownego-celebryty, wcale nie musi się sprawdzać w przypadku innego. Jeden przyciąga wzrok tym, że zawsze jest w sutannie, inny tym, że unika habitu jak śmiertelnego grzechu. Jeden bywa uwielbiany za skrajny konserwatyzm, inny za to, że wszystkich dokoła wyśmiewa, siebie kreując na ideał. Jeden nie pokaże się bez narodowej flagi, a inny wprost przeciwnie. Wszystko dlatego, że nie da się być celebrytą wszystkich, ale każdy przemawia do innych odbiorców, „wykrawając z tego tortu” jeden kawałek dla siebie. Co jednak ciekawe, sukces kościelnych celebrytów rządzi się osobliwymi prawami, mianowicie nawet gdy ktoś staje się sławny, musi pozostać na swój sposób skromny. Jeśli za bardzo uwierzy we własną gwiazdę i przejdzie poza tę cienką granicę, jeśli za dobrze sprzedają się reklamy przy jego kontach, wtedy zwykle zaczyna się jego upadek. Niektórym się udaje i potrafią zrobić naprawdę wiele dobra, ale wiele gwiazd szybko spada z firmamentu: wszyscy o nich zapominają, a tylko oni sami wciąż cierpią i nie mogą zrozumieć, co się stało… Przecież byli tacy fajni…

Tłuste koty w Kościele

O tej kategorii niewiele można powiedzieć, bo w Kościele jak w życiu, słychać o nich tylko wtedy, gdy dochodzi do jakiegoś skandalu. No bo co robi „tłusty kot”? Wyleguje się. Im więcej się wyleguje, tym jest tłustszy. Jest mu dobrze. Czasami tylko ma pretensje o to, że dobrze to za mało, że mogłoby być lepiej. Ale jak to zwykle bywa z kotem, nawet tłusty budzi sympatię i nie brakuje takich, którzy chętnie podsuną mu kolejne smaczki, żeby mu było jeszcze lepiej. Niestety, wielu z nas-księży, zasiadło na tzw. „dobrych parafiach”. Nieszczęście polega na tym, że od lat w księżowskim żargonie mianem „dobrych” określa się nie te parafie, na których kwitnie życie religijne, ale te, które są… bogate.

„Zadyma”, a może „raban”?

Papież Franciszek, przemawiając do tłumów zgromadzonych na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie, wszystkich nas zaskoczył. Wzywał, aby ruszyć się, zejść z wygodnej kanapy i zacząć robić raban. Dziś czasami nazywa się Franciszka „Bożym szaleńcem”, a niektórzy mówią wprost: „Bożym wariatem”. W tym była jednak jego metoda działania, może nieco szalona, ale na pewno skuteczna. Wiadomo, że większość wielkich konsultacji i narad w Kościele kończy się na mniej lub bardziej błyskotliwych analizach sytuacji, które prowadzą zawsze do tego samego wniosku: niech będzie jak jest. W strukturach kościelnych nawet grzech ma swoje umocowanie w Tradycji. Papież Franciszek działał inaczej: często podejmował spontaniczne decyzje albo (o zgrozo!) wygłaszał komentarze, których nie czytał z kartki. Bywało, że potem machina watykańska usiłowała tłumaczyć te Franciszkowe wypowiedzi tak, żeby je pozbawić wszelkiego rysu spontaniczności. Nie zmienia to jednak faktu, że papież cenił tych, którym się chce coś robić i którzy nie boją się iść w poprzek utartych szlaków. W sumie ci, których dziś cenimy jako największych reformatorów Kościoła właśnie tak postępowali.

DEON.PL POLECA


Musimy jednak pamiętać, że ten „raban”, „zadyma”, to akcja przede wszystkim ludzi młodych, aktywnych w Kościele. Na nich stawiał już Jan Paweł II, dbając o ich formację, bo wiedział, że to od nich w znacznej mierze będzie zależała przyszłość Kościoła. Pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że nie pójdą oni wzorem aktywistów, którzy w życiu świeckim gotowi są do spektakularnych akcji, obliczonych przede wszystkim na zrobienie zamieszania. W rzeczywistości jednak jak diabeł święconej wody boją się odpowiedzialności i ostatecznie jedyne, co robią, to głośno krzyczą, że jest źle i że ktoś powinien coś z tym zrobić. „Ktoś”, czyli nie oni. „Coś”, bo tak naprawdę nie mają pomysłu, co zrobić należy. W Kościele też nie brakuje takich, którzy głośno krzyczą, ale na krzyku się kończy. Jeśli młodzież Kościoła nie weźmie odpowiedzialności za życie, to szybko minie te parę lat i część z nich zostanie celebrytami, ktoś tam wejdzie do polityki, a reszta skończy jako… tłuste koty, o których nic się ni słyszy… No chyba że pojawi się jakiś skandal.

Dyrektor Wydawnictwa WAM i DEON.pl. W latach 2014-2020 przełożony Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego. Autor kilku przekładów i książek, m.in. "Po kostki w wodzie. Siedem katechez o wierze uczniów Jezusa" (dostępnej także jako audiobook). Po godzinach wolontariusz w krakowskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kościół ewangelizuje świat, a świat – niestety – „ewangelizuje” Kościół
Komentarze (21)
ES
~Ewa Słota
24 marca 2026, 14:01
Świat nie ewangelizuje nas kościoła, bo co ma nam do zaoferowania? Nie jesteśmy z tego świata, jesteśmy w Kościele w Chrystusie. Świat kusi i proponuje nam życie bez Chrystusa bez ... . Więc nie idziemy " tą" drogą. To wszystko wiemy, że jest wiele dróg - Ale tylko Boża prowadzi do Zbawienia. Droga Prawda i Życie, którą Pokazał na nasz Zbawiciel Jezus Chrystus.
RA
~Renata Anna
23 marca 2026, 22:49
W jaki sposób kościół ewangelizuje świat? Mówiąc mu, że Maryja jest współodkupicielką? Nakazując modlić się do Boga za pomocą masy pośredników, podczas gdy to Jezus jest JEDYNYM pośrednikiem? Nauczając, że zbawienie, wbrew temu, co uczy Pismo Święte, nie jest przez wiarę, ale przez WIARĘ I UCZYNKI? Wmawiając ludziom, że tylko w kościele katolickim jest zbawienie? Uważając i głosząc, że chrzest w niemowlęctwie zmywa "grzech pierworodny"? To jest ta ewangelizacja? Przecież to jawne zaprzeczanie Bożemu Słowu.
AS
~Antoni Szwed
24 marca 2026, 09:27
Pani przedstawia protestancki punkt widzenia. Pod tym względem całkowicie rozmija się z katolicyzmem.
JF
~Jerzy Feliga
24 marca 2026, 12:34
Każdy człowiek może, podobnie jak św Paweł, dopełniać w swoim ciele braki udręk Chrystusa i w ten sposób wnosić swój wkład do dzieła zbawienia świata. Każdy człowiek, a co dopiero Najświętsza Maryja Panna. Powinna pani o tym wiedzieć, a nie wymądrzać się.
MN
~Magdalena Nowakowska
24 marca 2026, 16:18
Wiara bez uczynków jest martwa
RA
~Renata Anna
24 marca 2026, 17:06
Nie proszę pana, przedstawiam biblijny punkt widzenia. I zgadzam się w zupełności, że biblijny punkt widzenia całkowicie mija się z katolicyzmem.
RA
~Renata Anna
25 marca 2026, 16:54
Panie Feliga, zarówno to co w artykule jak i to co pan pisze, nie ma potwierdzenia w Biblii, proszę mnie nie obrażać. Dzieło zbawienia zostało dokonane! "Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa RAZ NA ZAWSZE. Wprawdzie każdy kapłan staje codziennie do wykonywania swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Ten przeciwnie, złożywszy RAZ NA ZAWSZE jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga." (Hbr 10.10-12) --> "Ale Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką - to jest nie na tym świecie - uczyniony przybytek, ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł RAZ NA ZAWSZE do Miejsca Świętego, ZDOBYWSZY WIECZNE ODKUPIENIE." (HBR 9.11-12)
RA
~Renata Anna
25 marca 2026, 17:02
Zgadza się pani Magdaleno, jednak zbawienie jest za darmo, nie z uczynków aby się kto nie chlubił, prawda? --> (Efezjan 2.8-10) Żadnymi uczynkami nie jesteśmy w stanie zapracować sobie na zbawienie. Uczynki mają wynikać Z naszego przemienionego życia i miłości do Chrystusa, mają być SKUTKIEM zbawienia a nie ŚRODKIEM DO zbawienia. To kolosalna różnica. Człowiek na łożu śmierci nie jest w stanie spełnić ani jednego dobrego uczynku, więc musiałby trafić do piekła gdyby rzeczywiście uczynki były konieczne. Ale wystarczy, że się nawróci do Chrystusa, będzie zbawiony i na wieki będzie z Panem. Nie mówię tego od siebie, tak naucza Boże Słowo.
AS
~A Szczawiński
23 marca 2026, 18:19
Na razie rabanu narobili biskupi skandalicznym, heretyckim listem.
EM
~Ewa Maj
23 marca 2026, 16:03
Póty tłuste koty drzemią na poduszkach i bawią się frędzlami u szat, póki są ręce, które je karmią i czyszczą kuwety.
AS
~Antoni Szwed
23 marca 2026, 13:26
Ostatnio jacyś kościelni celebryci wysmażyli list episkopatu dotyczący m. in. zbawienia Żydów bez wyznawania Chrystusa jako Zbawiciela. List ten zawiera wyraźne akcenty heretyckie, niezgodne ze słowami Jezusa Chrystusa ([J 14, 6] „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”.) i z dotychczasowym nauczaniem Kościoła, ale dla tych celebrytów nie ma to znaczenia. Nie obchodzi ich, że powodują oburzenie i zgorszenie wielu świeckich wiernych. Nie, oni chcą bardziej zaistnieć, zyskać dodatkowe punkty, przypochlebić się tym, którzy wspomagają ich w karierze, chcą żeby ich świat chwalił za „postępowość” i taką „otwartość”, która wręcz każe im zaprzeć się swojej tożsamości. Służą obcym panom, im się kłaniają i wcale im to nie przeszkadza.
ET
~ezo tv
22 marca 2026, 16:40
,,W rzeczywistości jednak jak diabeł święconej wody boją się odpowiedzialności i ostatecznie jedyne, co robią, to głośno krzyczą, że jest źle i że ktoś powinien coś z tym zrobić. „Ktoś”, czyli nie oni. „Coś”, bo tak naprawdę nie mają pomysłu, co zrobić należy." Ty mądry to może powiesz co zrobić by szkolnictwo wyższe dawało tytuły profesorów ludziom a nie parapetom i co ty możesz zrobić by to zrobić. Ja uważam, że z antynazizmem na pokładzie nie da się odsunąć parapetów od władzy nad ludźmi. Co zrobić w domu wariatów bez personelu... nie wiem.
NK
~Nie Katolik
22 marca 2026, 09:05
Niektórzy dobrze wiedzą gdzie leżą konfitury. Religia to jest dobry sposób na zbicie kapitału (politycznego albo innego), zrobienie kariery. Gdzie jest padlina, tam się zgromadzą i sępy. Jezus powiedział "Moje królestwo nie jest z tego świata". A to wszystko jest jak najbardziej z tego świata. I dziwić się, że ludzie odchodzą z Kościołą, albo w ogóle tracą wiarę.
EM
~Enzo Molinari
23 marca 2026, 16:52
Dziwić się, dziwić i to bardzo - bo nie ma Chrystusa bez Kościoła. Kto odchodzi od Kościoła - ten lepi sobi własnego, prywatnego Jezusa
WS
~Wisław Ski
21 marca 2026, 15:53
"Tłuste koty" dlatego jeszcze mają troszeczkę tłuszczu bo ktoś je karmi. Ale 80-letnia babcia która karmi swojego kotka i niewiele od niego oczekuje za chwilę zniknie. A kot w pustym mieszkaniu będzie miał prze ...
HZ
~Hanys z Namysłowa
21 marca 2026, 12:40
Niestety, bardzo trafna ocena,nie tylko w Polsce tak jest, powodów jest dużo.U nas w Niemczech będący już staruszkiem, wykształcony poseł do Bundestagu powiedział że za moich czasów ustawy pisało się w Bundestagu, posłami byli ludzkie wykształceni,z jakimś dorobkiem zawodowym.Po wykroczeniu Zielonych standardy się drastycznie obniżyły i obniżają do dziś, ludzie to widzą, kiedyś musieli się zieloni połączyć z wschodnim Bundnisem żeby przekroczyć próg wyborczy . Dziś inne partie walczą o przeżycie, SPD kiedyś partia niby ludzi pracy stała się tłustym kotem,to samo CDU, mieniąca się partią chrześcijańska,po przejściu do środka traci swój ludowy charakter, powstała inna partia AfD,ta rośnie w siłę,podwaja swoje wyniki w wyborach krajowych,partie patrzą z przerażeniem, strach przed utratą władzy,koryt.Jednak polityczny krajobraz nie jest taki bogaty, też powstają czasem nowe partie,tylko ich istnienie można zobaczyć na listach wyborczych, głosów nie zdobywają.W Polsce odwrotnie.
WG
~Witold Gedymin
21 marca 2026, 09:47
W przypadku Polski też świat „ewangelizuje” Kościół, ale i – niestety – Kościół „ewangelizuje” świat. To co łączy, upodabnia polski Kościół i PiS to pycha, głupota i zakłamanie, i dalej cała niepowstrzymana rzeka podobnych "cnót". A pierwsza z nich to pycha. Dwóch ukradło Księżyc, a polscy biskupi "ukradli" Kościół. Czy "mityczna" komisja to sprawa tylko episkopatu, czy całej społeczności Kościoła? Odkryciem diecezjalnego etapu Synodu o synodalności było stwierdzenie, że w Kościele szwankuje komunikacja. W komunikacji kleru do świeckich, chyba to, że niektórzy świeccy nie przyjmują wszystkiego bezmyślnie. A co z komunikacją świeckich do kleru, do biskupów?? Czy coś zrobiono aby to zmienić??
HZ
~Hanys z Namysłowa
21 marca 2026, 14:35
Szanowny Panie,dużo ludzi kościoła zaufało nie tym co trzeba.Te sprawy o których mówi y miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego,takie były ustalenia okrągłego stołu.Wszyscy jakoś trzymali się ustaleń wyłamał się PiS,nie doszło do ingresu abp Wielgusa.To był pierwszy kamyk, potem już ruszyła lawina,uruchomiono dużo pieniędzy żeby przywrócić pamięć niektórym osobom, szczególnie kobietom,a kiedyś nawet i byłym dzieciom.Dla pieniędzy ludzie robią gorsze rzeczy.
RF
~Robert Forysiak
22 marca 2026, 10:20
Polskę okradli, tych, których wspierasz. Wasza pycha jest nie do zmierzenia.
WG
~Witold Gedymin
24 marca 2026, 10:51
"dużo ludzi kościoła zaufało nie tym co trzeba" - pewnie tak. Zastanawiam się ilu ludzi polskiego Kościoła jeszcze wierzy w Pana Boga, ilu biskupów i księży ufa Jezusowi, prawdziwą ufnością, ani, że Pan Jezus zatwierdzi, przyklepie, ich pokrętne słowa, działania i brak działań
RK
~Ryszard Kubiak
20 marca 2026, 13:15
Bardzo ładny rysunek wygenerowany przez Gemini.