Kościół to młodzież. Tysiące młodych Polaków przeczy narracji o jego końcu
Kościół zawsze był i jest "młody" w tym sensie, że jego siła nie mierzy się tylko średnią wieku na niedzielnej mszy. Siła Kościoła to zdolność do generowania entuzjazmu i głodu Boga wśród tych, którzy dopiero zaczynają życie. Jan Paweł II rozumiał to doskonale.
"Kościół w Polsce się kończy", "Dokąd zmierza polski Kościół", "Świątynie nad Wisłą pustoszeją". Każdy z nas wiele razy słyszał te hasła. Wielu - także i ja - szuka przyczyn odchodzenia Polaków od Kościoła, bo ten jest wyraźny. Jest jednak pewien fenomen (może przesadnie używam tego słowa, ale niech zostanie…). Młodzież. Sporo na nią narzekamy, oni sami - przynajmniej w dużych miastach - masowo wypisują się z lekcji religii. Ale… W czerwcu na polach Lednicy, w lipcu na Festiwalu Życia w Kokotku czy Max Festiwalu w Niepokalanowie, w sierpniu zaś na pielgrzymkach na Jasną Górę, tysiące młodych ludzi śpiewa, modli się i skacze w rytm gitar. Nie są to jakieś niszowe zjazdy entuzjastów. To jeden z największych corocznych fenomenów religijnych w Europie - wakacyjne festiwale młodzieży organizowane przez Kościół katolicki w Polsce. Przyciągają dziesiątki tysięcy nastolatków i dwudziestolatków. Patrzą na to z boku komentatorzy i mówią: "ciekawostka". A tymczasem to jeden z najmocniejszych dowodów na to, że narracja o masowym odchodzeniu młodych od Kościoła jest co najmniej uproszczona. Kościół to młodzież.
Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) w najnowszych rocznikach pokazuje trudny obraz: dominicantes oscyluje wokół 29-30 proc., communicantes nieco powyżej 14 proc. Spadek bierzmowań jest wyraźny - w 2024 r. blisko 213 tys. osób, spadek o ponad 27 proc. rok do roku. Demografia robi swoje: mniej urodzeń, mniej chrztów, mniej młodzieży w ogóle. Sekularyzacja wielkich miast i pokoleniowe zmiany wartości też.
Ale statystyka sakramentalna to nie cały Kościół. To miara instytucji i masowego uczestnictwa. A fenomen wakacyjnych festiwali pokazuje coś innego: tam, gdzie pojawia się żywa propozycja - głęboka, wymagająca, ale i radosna - młodzi odpowiadają masowo. Na polach Lednickich nie ma przymusu szkolnego ani presji rodziców. Jest wybór. Przyjeżdżają ci, którzy chcą. I jest ich mnóstwo. Koncerty, świadectwa, Eucharystia na otwartym niebie, nocna adoracja - to nie jest "event dla nerdów wiary". To przestrzeń, w której młodzi spotykają się z rówieśnikami, którzy nie wstydzą się być katolikami. Gdzie mogą być sobą w pełni, bez korporacyjnej poprawności czy cynizmu TikToka.
Ktoś powie: to margines. Zgoda - ale margines bardzo widoczny i dynamiczny. W czasach, gdy ogólna religijność młodzieży spada (CBOS i badania socjologiczne pokazują polaryzację: mniej "letnich", więcej "zimnych"), ci, którzy zostają, są często bardziej świadomi i zaangażowani niż poprzednie pokolenia. Nie przychodzą na bierzmowanie z automatu, bo "tak się robi". Coraz częściej idą na nie, bo chcą. A potem szukają kontynuacji - właśnie na festiwalach, w duszpasterstwach akademickich, we wspólnotach.
Kościół zawsze był i jest "młody" w tym sensie, że jego siła nie mierzy się tylko średnią wieku na niedzielnej mszy. Siła Kościoła to zdolność do generowania entuzjazmu i głodu Boga wśród tych, którzy dopiero zaczynają życie. Jan Paweł II rozumiał to doskonale - stąd Światowe Dni Młodzieży, które do dziś są wzorem. Benedykt XVI i Franciszek kontynuowali tę linię, każdy na swój sposób. W Polsce ta tradycja ma swoje mocne, lokalne wcielenia.
Oczywiście, problemy są realne. Brak wystarczającej liczby kapłanów zdolnych do pracy z młodzieżą, czasem zbyt biurokratyczne podejście parafii, wpływ kultury, która oferuje łatwiejsze alternatywy. Spadek bierzmowań boli i musi prowokować do refleksji - nie tylko duszpasterskiej, ale i rodzinnej. Rodzice, którzy sami słabo praktykują, nie przekażą wiary siłą nakazu. Ale właśnie dlatego te festiwale są tak ważne. Pokazują, że Kościół nie jest "dla starych" ani "dla tradycjonalistów". Jest dla tych, którzy szukają sensu ponad konsumpcją i scrollowaniem. Dla tych, którzy chcą przyjaźni, miłości i prawdy - nie w wersji light, ale w pełnym wymiarze Ewangelii. I że tacy młodzi są. Wielu.
Nieprawda więc, że młodzi odchodzą. Część odchodzi - to fakt. Ale wielu przychodzi, wraca lub pogłębia to, co dostało w domu. Wakacyjne festiwale, pielgrzymki to nie ucieczka od rzeczywistości, tylko jej najpiękniejsze skoncentrowanie. Tam Kościół nie błaga o uwagę. On po prostu jest - żywy, młody, pewny siebie. I to jest najlepsza odpowiedź na wszystkie statystyki. I nadzieja dla Kościoła.
Skomentuj artykuł