Czy jeszcze potrafimy być "tu i teraz"?

Czy jeszcze potrafimy być "tu i teraz"?
Instagram ukradł nam życie. Fot. depositphotos

Ostatnio przemierzałam zakamarki internetu i natknęłam się na filmik, który zmroził mnie bardziej niż mrożona kawa wypita w biegu. Dziewczyna wrzuciła nagranie z oświadczyn. Oboje z partnerem wrócili właśnie z pięknych, wyczekanych wakacji, na których partnerka spodziewała się pierścionka w blasku zachodzącego słońca. Ale jej chłopak zrobił coś o wiele bardziej osobistego. Oświadczył się jej w ich własnym domu, który wcześniej cały przyozdobił balonami. Dziewczyna – po dwudziestu godzinach podróży, w wyciągniętym dresie, niewyspana, zmęczona, ale z pewnością ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem – powiedziała "tak".

Co zrobili ludzie w komentarzach? Zamiast gratulacji, wylało się szambo. "W życiu bym się nie zgodziła", "Po czymś takim już nie byłby moim narzeczonym", "Masakra, zero estetyki".

DEON.PL POLECA


I stojąc z boku tego internetowego absurdu, odjęło mi mowę. Wszystko dlatego, że sytuacja nie była "pod Instagrama"? Bo zaraz po podróży w dresie trudno zrobić idealne, wyreżyserowane zdjęcie z filtrem z Pinteresta, które zgarnie tysiące lajków?

Przeszliśmy do rzeczywistości, w której nawet najważniejsze, najbardziej intymne momenty życia traktujemy jak kontent. Widzimy to na każdym kroku. Spektakularne, wyreżyserowane śluby influencerek (jak chociażby ostatnie przyjęcie Oli Nowak) ustaliły nowe, kosmiczne standardy. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że nasi "zwykli" znajomi, którzy nie żyją z wyświetleń, zaczęli bezrefleksyjnie ten świat kopiować.

Bierzemy ślub i zamiast przeżywać miłość, wpadamy w panikę, bo światło na sali nie jest wystarczająco "pinterestowe", a kadry nie wyglądają jak z hollywoodzkiego filmu. Każdy chce mieć ładnie i estetycznie, to naturalne. Ale kiedy scenografia staje się ważniejsza od emocji, a z sakramentu i święta relacji robimy teatr dla widzów, coś w nas bezpowrotnie umiera.

Żyjemy w przedziwnym momencie. Z jednej strony widzimy wielki zwrot Gen Z i milenialsów w stronę autentyczności, chęć ucieczki od ekranów i szukanie życia "tu i teraz". Z drugiej – obserwujemy drugą skrajność: bezwzględne dokumentowanie każdej sekundy dnia tylko po to, by pod koniec tygodnia mieć z czego wybrać dziewięć idealnych kadrów do siatki na profilu.

DEON.PL POLECA

 

 

Bądźmy ze sobą szczerzy. Sama złapałam się na tym nie raz. Stoję w absolutnie zachwycającym miejscu, natura wokół zapiera dech w piersiach, a pierwsza myśl, która pojawia się w mojej głowie, to: "Kurde, jak tu jest ładnie, ale ja dziś słabo wyglądam i nie będę miała z tego ładnego zdjęcia". Wtedy trafia we mnie strzał trzeźwości. Pukam się w głowę i mówię sobie: "Dziewczyno, ogarnij się! Jesteś w tak pięknym miejscu. Odłóż ten telefon i po prostu tutaj bądź!".

Jedziemy w góry, nad morze, na drugi koniec świata tylko po to, żeby "odhaczyć" punkt z Instagrama. Stajemy na tle pięknego widoku, robimy pięćdziesiąt zdjęć, odwracamy się na pięcie i wracamy do hotelu przeglądać efekty. Nie czujemy zapachu powietrza, nie słyszymy szumu fal, nie patrzymy ludziom w oczy. Nasze wspomnienia nie tworzą się w głowie, lądują w chmurze, do której pewnie nigdy nie wrócimy.

Żyj, a nie tylko "przeżyj". To jest mój gorący apel do nas wszystkich: odłóżmy wreszcie te telefony. Zróbmy kilka zdjęć na pamiątkę, a potem schowajmy telefon głęboko do kieszeni. Zróbmy miejsce na emocje, na zapachy, na rozmowy bez patrzenia w świecący prostokąt. Zadbajmy o to, by najpiękniejsze kadry zostawały w naszej pamięci i sercu, a nie w aplikacji, która jutro i tak podsunie nam tysiąc ładniejszych obrazków.

Dokarmiajmy się tym, co nas naprawdę otacza – ludźmi, widokami, chwilą. Zaczynajmy przeżywać to, gdzie jesteśmy i jakie mamy ogromne szczęście, że możemy tego doświadczać. Bo za kilkanaście lat nikt z nas nie będzie pamiętał liczby polubień pod zdjęciem z wakacji. Będziemy pamiętać tylko to, jak mocno bije nasze serce, gdy naprawdę żyjemy.

Julia jest absolwentką dziennikarstwa na Uniwersytecie Ignatianum oraz marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym. Interesuje się psychologią, współczesną komunikacją i wpływem mediów społecznościowych na pokolenie Gen Z. Szczególnie fascynuje ją analizowanie dwóch światów (cyfrowego i rzeczywistego) oraz tego, jak zmieniają one relacje międzyludzkie, emocje i sposób postrzegania rzeczywistości. Jej pasją są podróże, sport oraz obserwowanie ludzi i emocji, które inspirują ją do opowiadania historii o współczesnym świecie i relacjach międzyludzkich.
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Bernadetta Janusz, Monika Rusin

Przewodnik po życiowych stratach, który uczy, jak je przetrwać, zyskać odporność psychiczną i dojrzałość emocjonalną.

Czy można pogodzić się z przemijaniem, zmianą, rozczarowaniem?

Jak nie utknąć w żalu, ale ruszyć dalej, stając się silniejszym i...

Skomentuj artykuł

Czy jeszcze potrafimy być "tu i teraz"?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.