Pokolenie bez decyzji. Dlaczego tak trudno nam powiedzieć „tak”?
Świat pełen możliwości stał się codziennością współczesnego człowieka. Każdego dnia stajemy przed kolejnymi wyborami. O ile te mniejsze nie stanowią większego problemu, o tyle te naprawdę ważne potrafią spędzać sen z powiek. Z lęku przed odpowiedzialnością zaczęliśmy więc od nich uciekać. Tak stworzyliśmy rzeczywistość otwartych opcji, w której decyzje przestały być definitywne, a słowo „zobowiązanie” zaczęło budzić niepokój.
Ile razy mówiliśmy sobie, że na poważne decyzje przyjdzie jeszcze czas. Zawsze znajdzie się powód, by odłożyć je na później. „Przecież jestem jeszcze młody, świat stoi przede mną otworem. Nie ma co wybiegać w przyszłość, liczy się tu i teraz. A poza tym – kto wie, co będzie jutro?”. Brzmi znajomo? Ucieczka od zobowiązań stała się dziś wygodną drogą, którą coraz częściej mylimy z wolnością.
Lęk przed zobowiązaniem
Strach przed podejmowaniem poważnych decyzji najlepiej widać dziś na przykładzie współczesnych związków. Wystarczy posłuchać ulicznych sond. Młodzi ludzie – i nie tylko – mówią wprost: nie wierzę, że można przeżyć całe życie z jedną osobą. Wielu z nich dodaje, że nie widzi potrzeby wiązania się na stałe. A co dopiero mówić o decyzji takiej jak małżeństwo.
Można długo zastanawiać się, skąd bierze się ten lęk. Socjolodzy i psychologowie mają pewnie swoje odpowiedzi, ale nie trzeba być badaczem, żeby dostrzec pewien schemat. To w dużej mierze efekt obserwacji poprzednich pokoleń, a jednocześnie bunt wobec tradycji sprowadzonej do pustych haseł: „bo co ludzie powiedzą” albo „tak wypada”. Wielu dzisiejszych młodych dorosłych wychowało się w rozbitych rodzinach, często przy jednym rodzicu. Małżeństwa ich rodziców nie wytrzymywały prób: zdrady, uzależnień czy ingerencji osób trzecich. W czasach, gdy dominowały śluby kościelne, rozwód często oznaczał społeczne napiętnowanie i zamykał drogę do nowego związku bez osądu otoczenia. Nic więc dziwnego, że dziś tak popularne stały się tzw. wolne związki. Niejeden młody człowiek mówi wprost, że boi się „zniszczyć sobie życie” wejściem w małżeństwo. W efekcie zobowiązanie do miłości i wierności zamiast kojarzyć się z bezpieczeństwem, zaczęło budzić niepokój. Zaufanie przegrywa z lękiem.
Lęk przed niepewnością
Coraz częściej mówi się o niepewnej przyszłości naszego społeczeństwa w kontekście kryzysu demograficznego. W porównaniu z czasami naszych rodziców czy dziadków, dziś w Polsce rodzi się wyraźnie mniej dzieci. Za pewien standard uznaje się model rodziny z jednym lub dwójką dzieci, rzadziej z trójką. Coraz więcej par decyduje się też na tzw. świadomą bezdzietność. W tle pojawiają się różne argumenty: chęć życia „pełnią życia”, potrzeba wolności, ale też niepewność jutra. I to właśnie przy niej warto się na chwilę zatrzymać.
„Dzisiaj strach w ogóle mieć dzieci” – słyszymy coraz częściej. Trudno się dziwić, gdy spojrzymy na ostatnie lata: pandemia, wojna za wschodnią granicą, inflacja, napięcia społeczne. Co jakiś czas wraca też widmo globalnego konfliktu. W takiej rzeczywistości pojawia się naturalne pytanie: po co wprowadzać w nią kolejne pokolenia? Tylko czy świat rzeczywiście stał się bardziej niebezpieczny? Trudno odpowiedzieć twierdząco, jeśli przypomnimy sobie doświadczenia poprzedniego wieku i dramaty naszych przodków. Problem leży raczej gdzie indziej – w przyzwyczajeniu do stabilizacji i dobrobytu, które ukształtowały współczesne społeczeństwa.
Dziś wychowanie dziecka wiąże się z zupełnie innymi kosztami i oczekiwaniami niż kilkadziesiąt lat temu. To, co kiedyś było normą, dziś często wydaje się ponad siły. I choć można to różnie oceniać, jedno jest pewne: perspektywa utraty wygody zawsze rodzi lęk. A lęk bardzo łatwo zamienia się w rezygnację i ucieczkę od odpowiedzialności. Zamiast dać życie dziecku, coraz częściej wybieramy coś prostszego – łatwiej np. wziąć sobie psa. Bo zobowiązanie mniejsze, a przy tym i bez porównania krótsze.
Lęk przed utratą drogi
Jest jeszcze jeden lęk, który skutecznie odbiera nam zdolność mówienia „tak” wobec życiowych decyzji. Rzadko nazywamy go wprost, ale to on często stoi za naszymi wyborami albo ich brakiem. To lęk przed tym, co nas ominie. W kontekście uzależnienia od internetu bardzo często mówi się o zjawisku FOMO, lęku przed tym, że coś nas ominie. Problem w tym, że podobny mechanizm przenosimy do realnego życia. Każda decyzja oznacza wybór jednej drogi, ale też rezygnację z innych. A na to coraz trudniej nam się zgodzić. Mówi się, że zawsze jest coś za coś i to prawda. Jednak podążając za lękiem, wpadamy w kolejną pułapkę - tym razem zupełnej rezygnacji z podejmowania decyzji.
Ta pułapka jest największą ze wszystkich i to do niej prowadzą te rozważania. Zapominamy, że brak decyzji również jest decyzją – często najgorszą, bo prowadzącą do stagnacji. Łatwo zobrazować to przykładem młodego dorosłego, który z jednej strony zastanawia się nad studiami, a z drugiej nad podjęciem pełnoetatowej pracy. Myśl jest prosta: jeśli pójdę na studia, stracę możliwość dobrego zarobku, a jeśli pójdę do pracy, stracę szansę zdobycia wykształcenia. Lęk przed powiedzeniem „tak” którejkolwiek z opcji może prowadzić do wycofania się i odmowy wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. W efekcie zamiast utraty jednej drogi, tracimy dwie lub więcej szans. Bilans jest prosty: takie podejście się nie opłaca.
Można by tak wymieniać jeszcze więcej lęków blokujących kroczenie naprzód. Może warto na chwilę się zatrzymać i zadać sobie pytanie, czy nasza przezorność nie jest tylko sposobem na ukrycie własnego strachu przed podjęciem decyzji. Może boisz się coś stracić, lękasz się o jutro, nie chcesz się zobowiązywać na dłużej. Może myślisz, że w ten sposób chronisz się przed niebezpieczeństwem? Brak decyzji to zawsze najgorsza decyzja, bo gdy nie sięgasz po nic, w końcu tracisz wszystko. Pora powiedzieć „tak” dobru, które na ciebie czeka.
Skomentuj artykuł