Zginęli, bo głosili Ewangelię. 24 marca wspominamy współczesnych misjonarzy męczenników
24 marca to dzień, która w historii Kościoła zapisał się krwią abp. Oskara Romero, zastrzelonego podczas odprawiania Mszy świętej. Dziś jest on symbolem pamięci o wszystkich, którzy – jak Helena Kmieć czy ojcowie franciszkanie z Pariacoto – oddali życie za wiarę i drugiego człowieka. Tylko w 2025 roku na misjach zginęło 17 osób, które zamiast bezpiecznego życia wybrały służbę w najdalszych zakątkach globu.
Dzień Misjonarzy Męczenników, obchodzony 24 marca, to nie tylko wspomnienie historycznych postaci, ale bolesna lekcja współczesności. Kościół przypomina o misjonarzach, misjonarkach i wolontariuszach, którzy ponieśli śmierć podczas swojej posługi. Jest to czas modlitwy i refleksji, ale przede wszystkim uświadomienia sobie, że bycie „świadkiem wiary” w wielu miejscach na świecie wciąż oznacza najwyższą cenę.
Inicjatywa tego dnia zrodziła się z pamięci o abp. Oskarze Romero, metropolicie San Salvador, który został zamordowany w 1980 roku. Był on nieustraszonym obrońcą praw człowieka, który w samym środku wojny domowej piętnował niesprawiedliwość i przemoc. Jego kanonizacja w 2018 roku potwierdziła, że droga, którą wybrał – droga upominania się o najsłabszych – jest sednem chrześcijańskiego powołania.
„Niewygodne usta” głoszące Ewangelię
Dlaczego misjonarze wciąż giną? Jak wyjaśnia ks. dr Maciej Będziński, dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych, misjonarze stają się „niewygodnymi ustami”, ponieważ głoszą społeczne przesłanie Ewangelii: równość, sprawiedliwość i przebaczenie. Często padają ofiarą napadów rabunkowych, ale ich śmierć bywa też wyrokiem za piętnowanie działalności mafii, handlu narkotykami czy ciemnych interesów lokalnych instytucji.
Statystyki za rok 2025 są porażające: zamordowano 17 misjonarzy, w tym księży, kleryków, osoby zakonne oraz świeckich. Najbardziej krwawe żniwo zebrała Afryka, gdzie życie straciło 10 osób. Śmierć dosięga misjonarzy także w Ameryce, Azji, a nawet w Europie, gdzie w minionym roku za wiarę zginął jeden kapłan. Jan Paweł II wielokrotnie przypominał, że u kresu drugiego tysiąclecia Kościół znowu stał się Kościołem męczenników.
Polska również ma swoich współczesnych świadków. Wśród nich są franciszkanie: o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek, zamordowani w Peru w 1991 roku, a także Helena Agnieszka Kmieć, młoda wolontariuszka salwatoriańska, która zginęła w Boliwii w 2017 roku. Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w maju 2024 roku w Krakowie, stając się symbolem nadziei dla młodego pokolenia świeckich misjonarzy.
Zamiast Kałasznikowa – saksofon
Jednak misje to nie tylko martyrologia, to także codzienna, żmudna walka o lepszą przyszłość tych, którzy żyją. W Republice Środkowoafrykańskiej (RŚA), w diecezji Buar, od 13 lat posługuje ojciec Benedykt Pączka, kapucyn. Jego misja ma niezwykły profil – w kraju wyniszczonym przez rebelie założył pierwszą w państwie szkołę muzyczną. „Zamieniamy broń na instrumenty” – to hasło, które stało się fundamentem jego działania.
Ojciec Pączka wspomina dramatyczny rok 2013, kiedy rebelianci, często zaledwie piętnastoletni chłopcy z karabinami, terroryzowali ludność. Misjonarz widział trupy na ulicach i strach w oczach dzieci. Postanowił wtedy, że musi dać im alternatywę. Dziś w szkole w Buar ponad setka dzieci uczy się grać na saksofonach, trąbkach i perkusji, zamiast ulegać namowom grup zbrojnych.
Szkoła muzyczna to nie tylko lekcje gry, to miejsce formacji i schronienia. Budynek wzniesiono bez profesjonalnych firm, wciągając beton wiaderkami na wysokość 10 metrów. Dla wielu uczniów to jedyne miejsce, gdzie mogą zjeść ciepły posiłek, który zapewnia misja dzięki wsparciu darczyńców z Polski. Dzięki akcji „Wyślij pączka do Afryki”, wirtualne e-pączki kupowane przez internautów zamieniają się w realną pomoc: leki, narzędzia szkolne i fundusze na budowę sali koncertowo-sportowej.
Ewangelia pełna konkretów
Praca misyjna w RŚA to nieustanne balansowanie na krawędzi bezpieczeństwa. Choć obecnie sytuacja w regionie Buar jest stabilna, w pobliskich wioskach wciąż dochodzi do porwań i napadów. Misjonarze pełnią tam rolę mediatorów między rebeliantami a wojskiem, a ich domy stają się azylem dla uchodźców. Biskup Mirosław Gucwa, ordynariusz diecezji, osobiście negocjował z generałami rebelii, by odzyskiwać skradzione samochody służące do transportu chorych.
Pomoc misyjna to także twarda infrastruktura. Jedna studnia głębinowa, wykopana na głębokość 80 metrów, zmienia życie całej społeczności, uwalniając kobiety od konieczności wielogodzinnego noszenia wody w beczkach. Kapucyni prowadzą także szkoły mechaniczne, stolarskie i krawieckie, dając młodym ludziom konkretny fach do ręki, dzięki któremu mogą utrzymać rodziny.
Sukcesy misji ojca Pączki są namacalne. Jego uczniowie, tacy jak Hipolit, Gustaw czy Jordan, studiowali w Polsce, ucząc się od najlepszych polskich jazzmanów, jak Piotr Wojtasik. Jeden z podopiecznych otrzymał prestiżowe stypendium prezydenckie na uczelni Berklee w Bostonie – szansę, którą dostaje tylko pięć osób na świecie rocznie. To dowód na to, że talenty w Afryce są ogromne, brakuje jedynie możliwości edukacji.
Pamięć, która rodzi działanie
Dzień Misjonarzy Męczenników przypomina, że Kościół na misjach to nie instytucja, ale wspólnota życia, która dzieli z ludźmi słońce, brak prądu i zagrożenie wojną. Misje to miejsce, gdzie człowiek czuje się naprawdę potrzebny – tam, gdzie prosta rozmowa w hospicjum czy podarowanie dziecku bułki wywołuje nieopisaną radość.
Dziedzictwo męczenników nie jest jedynie bolesnym wspomnieniem. To fundament, na którym wyrastają takie dzieła jak szkoła w Buar czy szpitale prowadzone przez brata Macieja Jabłońskiego, który każdego dnia ratuje życie, odbierając porody i wykonując operacje w skrajnie trudnych warunkach. Każdy z nas może stać się częścią tej misji, choćby poprzez jałmużnę wielkopostną na stronie paczek.pl.
Wspominając 24 marca misjonarzy męczenników, warto pomyśleć o nich nie tylko jako o ofiarach, ale jako o zwycięzcach, którzy swoją śmiercią i życiem udowodnili, że miłość jest silniejsza niż nienawiść. Ich krew jest posiewem, z którego wyrasta nadzieja – ta sama, którą słychać w dźwiękach saksofonu płynących z małej szkoły w sercu Afryki.


Skomentuj artykuł