Zapytałam AI o kierownictwo duchowe. Odpowiedź mnie zaniepokoiła
Zachęca. Chwali. Dmucha w skrzydełka w tym swoim irytującym stylu radosnego coacha, jak skrzyżowanie labradora i marketingowca. Jeśli ci coś nie pasuje, wybierze inny sposób… nie mając pojęcia, co ci naprawdę proponuje.
Co się stanie, jeśli zapytasz mechanika o usterkę w aucie? A co się stanie, jeśli zapytasz o usterkę kogoś, kto przeczytał całą motoryzacyjną wikipedię, ale w życiu na oczy nie widział auta? W sprawach duchowych sztuczna inteligencja jest jak mechanik, który nie widział na oczy samochodu, ale naczytał się Wikipedii po brzegi. Przyznam się, że co jakiś czas, gdy piszę tekst o duchowości, każę mu tworzyć alternatywę i sprawdzam, czy jest już lepszy ode mnie. I choć umiejętności mu rosną, wciąż wniosek jest jeden: nie jest. Bo nie ma serca ani duszy.
Nie jest, bo tego nie przeżył. Nie rozumie, jak to jest, bo nie ma rozumu, ciała, myśli, wątpliwości. A mimo to jego pozbierana w sieci wiedza i zdolności komunikacyjne sprawiają, że coraz więcej osób zaczyna wybierać go jako eksperta. Najpierw od spraw prostych i praktycznych, ale im dłużej jesteś z nim w kontakcie, im więcej rozwiązań dostaniesz, tym więcej pytań się pojawia. I tym większe masz zaufanie… W końcu dochodzisz do sytuacji, w której zaczynasz ten technologiczny wynalazek traktować jak wyrocznię. Także w sprawach duchowych.
Jest dyskretny. Nie wyśmieje nas. Nie ma dla niego głupich pytań. Zawsze ma czas. Stara się. I jest uprzejmy. Nie trzeba się z nim specjalnie umawiać, czekać, aż będzie miał czas, jechać gdzieś albo iść. Jest pod ręką, zawsze dostępny, zawsze chętny, by pomóc. Idealny na czas, gdy księży coraz mniej i ludziom coraz trudniej o duchową opiekę? Być może właśnie tym AI wygra rząd dusz.
Czy wtedy zastąpi kierowników i towarzyszy duchowych, którzy stawiają wymagania, korygują myślenia, konfrontują z Ewangelią? Kuszące, bo czat nas nie konfrontuje. On tylko podsuwa rozwiązania, które z całej puli rozwiązań wydają się bardziej adekwatne, nie mając pojęcia, czym jest dusza człowieka.
Z ciekawości wrzucam mu pytanie: czy może zostać moim kierownikiem duchowym? Odpisuje: „Nie mogę być Twoim kierownikiem duchowym w pełnym, tradycyjnym sensie. Kierownictwo duchowe w Kościele katolickim to relacja oparta na osobistym spotkaniu, zaufaniu i rozeznaniu – zwykle z kapłanem, siostrą zakonną albo dobrze przygotowaną osobą świecką, która zna Twoją historię, może towarzyszyć Ci regularnie i (co ważne) jest zakorzeniona w życiu sakramentalnym Kościoła”. Ale zaraz potem dodaje: mogę ci pomóc w kilku rzeczach. I wymienia listę: wyjaśniać nauczanie Kościoła i kwestie duchowe, podpowiadać, jak się modlić albo rozeznawać decyzje, pomagać przygotować się do rozmów z kierownikiem duchowym, towarzyszyć mi w refleksji – na przykład pytaniami do rachunku sumienia, polecać sprawdzone praktyki duchowe czy lektury.
Ciekawe. Do tej pory o to wszystko pytałam ludzi: tych, którzy szli już tą drogą wcześniej niż ja, którzy są kilka kroków przede mną albo są w podobnej sytuacji i też szukają rozwiązań. Czytałam i słuchałam mistrzów; nie zawsze się zgadzając, ale szanując doświadczenie. Inspirując się i porównując w pozytywnym sensie. Mierząc z prawdami, które trudno przyjąć, ale zmieniają życie.
Czyje doświadczenie pokazuje mi sztuczna inteligencja? Jaką kompilację cudzych ścieżek zamienia w mapę dla mnie? Czy jej dbanie o mój komfort i wygodę nie zniszczy mi życia? Jak bardzo może mnie duchowo skrzywdzić coś, co nie ma mózgu, duszy, życia, doświadczenia; ta inteligentna suma wybranej wiedzy pozbawiona żywych relacji, które są istotą wiary?
I z drugiej strony: jak bardzo kuszące jest zwierzanie się z duchowych wyzwań i wątpliwości w wierze czemuś, co świetnie udaje, że po ludzku wchodzi w relacje, jest współczujące, domyślne, dostępne i nie ma ludzkich wad, gdy alternatywą jest zabiegany, nieuważny, dający mało powodów do zaufania człowiek? I kto będzie nas zbierał, gdy damy się w wierze prowadzić pseudo-istocie nie znającej Boga inaczej niż w teorii?


Skomentuj artykuł