Polsko-ukraińska dola-niedola. Bicie się w cudze piersi przynosi zgubę

Po opublikowaniu „Wspólnego oświadczenia w sprawie relacji polsko-ukraińskich”, podpisanego przez kard. Mykołę Byczoka CSsR, kard. Konrada Krajewskiego, kard. Kazimierza Nycza, kard. Grzegorza Rysia i abp. Światosława Szewczuka, w sieci pojawiło się 13 milionów wpisów, z których – jak zauważył Piotr Zaręba – 82 procent „opowiada się po stronie narracji krytycznej wobec Ukrainy”. O samych sygnatariuszach napisał natomiast, że choć przyświecał im „cel szczytny”, to wybrali „drogę fałszywą”. Stwierdził, że nie może „owego listu pięciu hierarchów zaakceptować”, ponieważ „za patosem odwołań się do Ewangelii kryje się polityczna teza”. Jego zdaniem sprawia ona, że „można odnieść wrażenie, iż bezkompromisowa «ewangeliczność» staje się dla różnych odłamów drogą do przyjmowania konkretnych konceptów – lewicowych i politycznie poprawnych”.

No dobrze, ale czy gdyby Kościół, zamiast za lewicowymi koncepcjami, opowiadałby się za prawicowymi, czy wtedy nie popadłby z jednej poprawności politycznej w drugą, być może jeszcze bardziej zgubną, i na własne życzenie, pozbyłby się racji swego bytu? Jasną jest przecież rzeczą, że „Kościół nie może uciekać od odpowiedzialności w kwestiach doczesnych; nie może milczeć – o ile sprawy te pociągają za sobą wybory moralne – pod pretekstem, że zajmuje się tylko zbawieniem wiecznym; nie może, ponieważ zbawienie wieczne osiąga się, działając w świecie, ponieważ byłoby szaleństwem utrzymywać, że Kościół mógłby się odgrodzić od konfliktów politycznych lub społecznych, w których jego głos może poprzeć sprawę moralnie słuszną”, ale przy tym Kościół musi pamiętać „o różnicy między wsparciem jakiejś sprawy z powodów moralnych a przymierzem z siłą polityczną, ruchem, partią (…) Po co nam chrześcijaństwo, jeśli jest tylko politycznym lobby”. Dlatego Kościół nie może dać się namówić, żeby w miejsce Ewangelii wstawić program jakiejś partii. Przecież „Jezus nie tylko nie traci znaczenia dla naszego świata, ale jest fundamentem naszej nadziei na jego przetrwanie (…) jeśli Jezus zostanie wygnany z naszego świata, ten świat przepadnie”. Te słowa napisał w pierwszej dekadzie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku nie żaden biskup, teolog lub katolicki publicysta, ale prof. Leszek Kołakowski, no tak, ale on był lewicowcem i komunistą, i nie wiadomo kim jeszcze...

DEON.PL POLECA


Bicie się w cudze piersi bywa przyjemne i opłacalne, ale jest zgubne

Autorzy „Wspólnego oświadczenia piszą: „W jedności z Ojcem Świętym Leonem XIV, (…) zabieramy głos jako kardynałowie pochodzący z Polski i z Ukrainy (…) świadomi, że sprawa pojednania Polaków i Ukraińców dotyka nie tylko relacji dwóch narodów, ale także wiarygodności naszego wspólnego chrześcijańskiego świadectwa”. Jeśli więc razem z nimi chcemy, żeby nasze świadectwo było wiarygodne, ani na chwilę nie możemy zapomnieć o Jezusie i Jego najważniejszym przykazaniu: „Słyszeliście, że powiedziano: będziesz miłował swego bliźniego a nieprzyjaciela będziesz nienawidził. A Ja wam mówię: miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za waszych prześladowców, abyście byli synami waszego Ojca, który jest w niebie (…) Bądźcie więc tak doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski”.

Skoro tak, to ani na chwilę nie możemy zapomnieć, że jako ludzie, każdy z osobna i wszyscy razem, jesteśmy skrojeni na miarę Boga Jezusa Chrystusa, a nie na miarę innego człowieka, nawet najświętszego. a już na pewno nie na miarę tych, którzy „czynią siebie bogami”. A ta pokusa stania się bogiem, napastuje bez wyjątku wszystkich, zwłaszcza „mających władzę”, dlatego wszyscy potrzebujemy być czujni, by nie pomylić z Bogiem czegokolwiek czy kogokolwiek. Czyli potrzebne jest nam nawrócenie, to znaczy patrzenie na nasze myśli, słowa i czyny w świetle Dobrej Nowiny. W nawróceniu nie chodzi jedynie o deklaracje typu: jestem głęboko wierzącym, bo systematycznie praktykującym, ale o zmianę naszej mentalności, za którym idzie zmiana sposobu działania. Na czym zaś nawrócenie polega, wie każdy, kto pasł krowy. Te nasze mleczne żywicielki miały to do siebie, że najbardziej smakowały im liści buraków, kapusta, czy nać kartoflana i trawa ale z cudzej łąki czy zagonu. I kiedy krasula lazła tam, gdzie nie powinna, darłem się na nią: gdzie leziesz! Nawróć się! Paweł Apostoł, pisząc list do Rzymian, radzi im: „Nie upodabniajcie się do tego świata, ale przemieniajcie się poprzez odnowę myślenia, aby rozeznać, jaka jest wola Boża, co szlachetne, co miłe, co doskonałe”. Dlatego w oświadczeniu biskupi piszą: „Jesteśmy świadomi, że nawrócenie zaczyna się od własnego serca” i przypominają, że już lata temu Jan Paweł II wzywał „każdą i każdego z nas - Polaków i Ukraińców - do osobistego nawrócenia, a nie do rozliczania innych”. Pisał: „Tylko wtedy możemy wzywać drugiego do nawrócenia, jeśli sami w pokorze przyznajemy się do własnych” win. Z dużą dozą pewności można więc powiedzieć, że właśnie to wezwanie do rachunku sumienia, swego sumienia, nie cudzego, stanowi główną przyczynę dla której owe 82 procent „opowiada się po stronie narracji krytycznej wobec Ukrainy”, która przecież nie wzięła się nie wiadomo skąd. Z własnego doświadczenia wiem, dlatego ośmielam się przypomnieć, że bicie się w cudze piersi, a nie swoje, naprawdę bywa i przyjemne, i opłacalne, ale w ostatecznym rozrachunku zgubne. Przypominają o tym autorzy oświadczenia, a ostatnio pełniący obowiązki ambasadora Polski w Ukrainie Piotr Łukasiewicz, prof. Antoni Dudek i minister Radosław Sikorski, którzy na własnej skórze przekonali się o sile owej bezdusznej narracji.

Ukraińcy i Polacy nie mogą się dać zniewolić przeszłości

Biskupi piszą: „W tym kontekście wracamy do słów św. Jana Pawła II z listu na 60. rocznicę (…) tragicznych wydarzeń na Wołyniu. Słowa te są warte przemyślenia przez wszystkich ludzi dobrej woli, a dla nas, katolików różnych obrządków i narodów, winny stać się modelem i normą działania, także w podejściu do kwestii historycznych. Ojciec Święty napisał m.in.: W zawierusze drugiej wojny światowej, gdy pilniejsza powinna być potrzeba solidarności i wzajemnej pomocy, mroczne działanie zła zatruło serca, a oręż doprowadził do rozlewu niewinnej krwi. Teraz (…) w sercach większości Polaków i Ukraińców utwierdza się coraz bardziej potrzeba głębokiego rachunku sumienia. Odczuwa się konieczność pojednania, które pozwoliłoby spojrzeć na teraźniejszość i przyszłość w nowym duchu. To skłania mnie do wdzięczności wobec Boga razem z tymi, którzy w zadumie i w modlitwie wspominają wszystkie ofiary tamtych aktów przemocy”. A to „wymaga, aby Ukraińcy i Polacy nie pozostawali zniewoleni swymi smutnymi wspomnieniami przeszłości. Rozważając minione wydarzenia w nowej perspektywie i podejmując się budowania lepszej przyszłości dla wszystkich, niech spojrzą na siebie nawzajem wzrokiem pojednania”.

Dalej biskupi piszą, że to wezwanie „zostało podjęte przez Polaków i Ukraińców (…) którzy przed nami mieli odwagę mówić prawdę bez pogardy i nienawiści, zapraszać do nawrócenia, pokornie prosić o przebaczenie i odważnie przebaczać, wyciągając rękę do pojednania, mimo wciąż niezabliźnionych i bolesnych ran. Dlatego właśnie dziś, gdy pojawiają się nowe napięcia i odradza nieufność”, idąc za Janem Pawłem II, trzeba przypomnieć, że: „skoro Bóg przebaczył nam w Chrystusie, trzeba, aby wierzący umieli przebaczać sobie nawzajem doznane krzywdy i prosić o przebaczenie własnych uchybień, i w ten sposób przyczyniać się do budowania świata, w którym respektuje się życie, sprawiedliwość, zgodę i pokój”. Idąc za Franciszkiem, „chcemy jednak przypomnieć, że w codziennym życiu każdej osoby, podobnie jak każdego społeczeństwa istnieją jednak dwa rodzaje pamięci: dobra i zła, pozytywna i negatywna. Dobrą pamięcią jest ta, która (…) uwielbia Pana i Jego zbawcze dzieła. Pamięcią negatywną, jest natomiast ta, która spojrzenie umysłu i serca obsesyjnie koncentruje na złu, zwłaszcza popełnionym przez innych. Czujemy się zobowiązani, aby tej wspólnej drogi rozpoczętej z błogosławieństwem św. Jana Pawła II nie porzucić, ale ją cierpliwie i odważanie kontynuować. Zbyt wiele łączy nasze Narody, żebyśmy mogli pozwolić na zaprzepaszczenie wspólnego dziedzictwa (…) Wraz z papieżem Leonem wzywamy wszystkich do trudu myślenia w kategorii dobra wspólnego, a nie jedynie partykularnych interesów. Ewangelia, w którą wierzymy, uczy nas, że lekarstwem na grzech jest przebaczenie, a granicą postawioną złu przez Boga jest miłosierdzie”. Ten apel biskupów Kościoła P. Zaremba potraktował, powiedzmy, bardzo lekko, nazywając „rytualnymi słodkościami”. Zostawmy to bez komentarza, jak i twierdzenie, że tych „pięciu hierarchów nie zauważa konkretnego kontekstu obecnego sporu”. Nieprawda, zauważa, nie tylko tych pięciu, ale wielu innych, tyle tylko, że na ten kontekst nie patrzą oni okiem polityków, zwłaszcza tych, którzy ukraińską krew chcą przewalutować na polityczne złoto.

Pojednanie jest możliwe

Rozprawiwszy się z Janem Pawłem II z jego „rytualnymi słodkościami” i z Franciszkiem, P. Zaremba wziął się za Leona i kard. Grzegorza Rysia, zarzucając im, że ci „opowiadają się de facto za polityką otwartych granic dla migracji”, „biją w narodową suwerenność, w kulturową tożsamość narodów, a nawet w ich bezpieczeństwo. Robią to bez poczucia odpowiedzialności za społeczne skutki tej utopii”. A ta ich „wizja bezkolizyjnej koegzystencji prawdy z kłamstwem trąci jakimś utopijnym zbrataniem ludów, ale czy jest w istocie chrześcijańska?”. Franciszkowi zarzuca też, że „uderzał otwarcie w Ukrainę”, oraz „dziwaczny symetryzm i pacyfizm, potępiający tak naprawdę obronę wolności, ideę wojny sprawiedliwej”. Na koniec dowiadujemy się, że: „Teraz hierarchowie sądzą, że Ukrainie pomagają. Zaraz jednak ktoś inny zażąda pojednania z wizją historyczną Rosji Putina. To też da się uzasadnić duchem Ewangelii”. Można próbować, choćby tak jak robi to prawosławny patriarcha Moskwy i podlegający mu biskupi i księża. A co do Rosji? Czy możliwe jest pojednanie z polsko, ukraińsko-rosyjskie? Historia Kościoła zna takie przypadki.

DEON.PL POLECA

 

 

Od siedemnastego wieku wciąż, pożal się Boże, powtarzamy, przysłowie: „Póki świat światem, nigdy Niemiec nie będzie Polakowi bratem”, a przecież to nie skądinąd, jak tylko „z polskiej strony wyszła inicjatywa, która 50 lat temu położyła kamień węgielny pod polsko-niemieckie pojednanie. Pod przewodnictwem biskupa wrocławskiego Bolesława Kominka polscy biskupi zrobili odważny i wizjonerski krok w stronę Niemiec. Zaledwie 20 lat po zakończeniu wojny, kiedy rany i pamięć o straszliwych zbrodniach niemieckich w Polsce były jeszcze świeże i bolesne, polscy biskupi wyciągnęli do Niemców dłoń w geście pojednania. Tego natchnionego chrześcijańską miłością bliźniego kroku w stronę niemieckich braci biskupów nie sposób przecenić.

Także w Niemczech zaczęły kiełkować inicjatywy pojednania oraz postulaty odprężenia w stosunkach polsko-niemieckich. Także i u nas prekursorzy pojednania wywodzili się z kręgów kościelnych. Przyjęto odważne perspektywy w celu przezwyciężenia skutków II wojny światowej oraz kształtowania przyszłych relacji. Memorandum Wschodnie („Ostdenkschrift”) Kościoła Ewangelickiego w Niemczech – wspólny dokument opracowany przez jego właściwą Izbę, skupiającą członków pochodzących zarówno z Niemiec Zachodnich, jak i Wschodnich – po raz pierwszy otworzyło owocną dyskusję, która zakończyła się uznaniem polsko-niemieckiej granicy na mocy układu PRL-RFN, podpisanego w Warszawie w 1970 r., a następnie, w roku 1990 – traktatu granicznego”, pisał w 2015 roku w „Tygodniku Powszechnym” Rolf Nikel ambasador Niemiec w Polsce. Można? Można! Niemożliwe jest możliwe.

„Mądrej głowie dość dwie słowie”

Przed pięćdziesięciu laty autorów tego listu, rządzący Polską i popierający ich politykę czy to z przekonania, czy egoistycznego wygodnictwa, odsądzili od czci i wiary. Wśród nich było wcale niemało duchownych wielu polskich Kościołów. Orędzie biskupów mówiono i pisano, to: „nieodpowiedzialny wyczyn biskupów polskich”, „uwłaczający godności narodowej akt episkopatu”, będący „spoliczkowaniem własnego narodu”, „dokument haniebny”, „zdrada polskiej racji stanu”. Ten: „List (…) bezcześci pamięć pomordowanych 6 milionów obywateli polskich. (…) Nie przebaczamy i nigdy nie zapomnimy”, „Nie przebaczamy i nie prosimy o przebaczenie”. „Ten wojujący z naszym państwem ludowym nieodpowiedzialny pasterz pasterzy (prymas Stefan Wyszyński), który głosi, że nie będzie się korzył przed polską racją stanu, stawia swoje urojone pretensje do duchowego zwierzchnictwa nad narodem polskim wyżej jak niepodległość Polski”. „Jakież to musi być zaślepienie, które każe mu zapomnieć o naukach historycznych? Zapomnieć o tym, kto Polskę zgubił, a kto ją wyzwolił? Dzięki komu Polska powróciła na ziemie piastowskie i dzięki komu jest pewna, że na zawsze je zachowa.”. Tenże W. Gomułka pouczał biskupów, że zdanie: „Udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”, jest „głęboko niemoralne i stanowi obrazę dla milionów Polaków zamordowanych przez hitlerowców”. Prymas Stefan Wyszyński tę całą nagonkę skwitował dwoma zdaniami: „Dziwią się ludzie biskupom katolickim, że wzywają do przebaczenia. Na szczęście jest to spoganiałość oficjalna, a nie spoganiałość narodu, który umie przebaczać i nie raz w swych dziejach, aby rozładować nienawiść – przebaczał”. W orędziu „Mówiliśmy nie jako dyplomaci (…) Mówiliśmy po kapłańsku i mówiliśmy po chrześcijańsku”. To bardzo groźne, że coś z tej złej pamięci lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku odżywa w naszych czasach. W zapiskach prymasa Stefana Wyszyńskiego z lutego 1966 r. czytamy: „Prasa katolicka zagraniczna widzi wielki wpływ Soboru na Orędzie. Pierwszym zastosowaniem Soboru było Orędzie polskich biskupów. Biskupi polscy wprowadzili nowy klimat polityczny. Mówią nawet o Nagrodzie Nobla”.

Sapienti sat, czyli „Mądrej głowie dość dwie słowie”. Słuchajmy, mówię poważnie, zarówno Piotra Zarembę i innych publicystów, jak też polityków z lewa, prawa i ze środka, ale też biskupów, teologów, nie pomijajmy też poetów, choćby Jana Kochanowskiego i jego „Pieśń o spustoszeniu Podola”:

„Cieszy mię ten rym: Polak mądry po szkodzie;
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

Milenijne orędzie polskich biskupów do niemieckich, nauczanie ostatnich papieży, wspólna deklaracja katolickich biskupów polskich i ukraińskich, przesłanie biskupów greckokatolickich w Polsce dowodzi, że jednak „Jezus ma rację”, a bardzo często również Kościół.

Wacław Oszajca SJ

jezuita, poeta i publicysta, absolwent KUL, wykładowca homiletyki w Collegium Bobolanum Papieskiego Wydziału Teologicznego. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Autor wielu książek, w tym kilku tomów poetyckich

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Polsko-ukraińska dola-niedola. Bicie się w cudze piersi przynosi zgubę
Komentarze (13)
ES
~Ewa Słota
21 lipca 2026, 13:06
,, Boże odpuść im, bo nie wiedzą co czynią ". To Wołanie Jezusa z Krzyża o Miłosierdzie dla zbrodniarzy, oprawców ... dla nas wszystkich- grzeszących, którzy nie wiemy co czynimy- grzesząc. Zadajemy ból, cierpienie Jezusowi człowiekowi. Czy Jezus musiał wstawiać się za nami? Prosił za nami " cudzymi" sumieniami, by je skruszyć, pobudzić do refleksji, żalu. Czy Jezus musiał"bić się" (Wołać do Boga) o nasze Zbawienie? Czy my powinniśmy Wołać, prosić, błagać, by pobudzić sumienia naszych Braci? " Oto Człowiek " Zabiliśmy Go Wszyscy. Czy tego żałujemy? Czy żałujemy każdej złej decyzji, gdzie ginęły dzieci, starcy, kobiety Zabiliśmy Boga, a On Wstawia się za nami ... ( Taki jest Jezus) ... Jego Święta Krew nas obmywa nasze winy i grzechy, nie zadawajmy nowych ran Bogu. Stworzył nas do Miłości. ( Jest Dobry Łotr i jest Zły, bądźmy Dobrymi Łotrami) Mamy Bohaterów Nawróconych: Święty Paweł, Marnotrawny lecz żałujący Syn, Jawnogrzesznica- potem Zakochana w Bogu i Wielu w tym i ja ...
AS
~Antoni Szwed
20 lipca 2026, 11:31
Oświadczenie biskupów polskich i ukraińskich nie jest odpowiedzią za zaistniałą sytuację na Ukrainie. Nie chodzi o jakieś prosto rozumiane porozumienie czy nawet pojednanie między narodem polskim i ukraińskim. Reakcja Prezydenta RP i tych krytycznie nastawionych 82% Polaków nie tego dotyczy. Jak wiadomo, prezydent Zełeński nadał jednemu z oddziałów imię „bohaterów UPA”. Tym samym potwierdził, że na Ukrainie nadal żywa jest ideologia banderyzmu. To w jej imię Ukraińcy dokonali na Wołyniu czystek etnicznych mordując ludność polską na tych ziemiach. Banderyzm jest ideologią zbrodniczą tak samo jak niemiecki nazizm czy sowiecki stalinizm. Nikt zdrów na umyśle nie chce, aby w Europie odrodził się w przyszłości nazizm czy stalinizm. Nie chcemy także, by odradzał się banderyzm, czyli sposób poszerzania własnego państwa drogą czystek etnicznych.
AS
~Antoni Szwed
20 lipca 2026, 11:31
Tu nie ma miejsca na żadne „przebaczanie”, „pojednanie”, czy jakieś dziwacznie rozumiane hasła chrześcijańskie. Przebacza się ludziom, jeśli ci wyrażają żal z powodu popełnionego przez siebie zła, ale NIE PRZEBACZA SIĘ ZBRODNICZYM IDEOLOGIOM!! Te ostatnie należy bezwzględnie potępić, bo są to płody złego serca i chorej ludzkiej wyobraźni. Tu nie ma miejsca na żadne pojednanie. Zarówno biskupi jak i Oszajca tej różnicy nie widzą i nie rozumieją, głosząc fałszywe „pojednanie”. A więc rozumieją znacznie mniej niż te 82% Polaków. Poza tym w relacjach polsko-ukraińskich nie ma symetryzmu. Owo bicie się najpierw we „własne piersi” jest wobec ogromu zbrodni na Wołyniu czymś niestosownym, a nawet ubliżającym Polakom, którzy tak licznie przyjęli do swych domów uchodźców ukraińskich w 2022 r. Zarówno polscy biskupi jak i broniący ich Oszajca wypowiedzieli się poza obecnym kontekstem politycznym a nawet moralnym, chybiając celu. Wyszli poza swoje kompetencje.
RK
~Ryszard Kubiak
18 lipca 2026, 22:34
Na ludzi "na wschód od Buga" zawsze trzeba uważać!
GA
~Gal Anonim
17 lipca 2026, 10:59
Polityczne pranie mózgów. Zasłanianie się źle rozumianym chrześcijaństwem w celu przerzucenia winy z Ukraińców na Polaków. W dodatku całkowity brak samokrytyki w stosunku do wydarzeń z przeszłości — przecież oni nawet nie uważają zbrodni wołyńskiej za zbrodnię. Czy Oszajcie wymordowano pradziadków na Wołyniu? Mnie tak.
JG
~Jefte Gileadczyk
18 lipca 2026, 11:06
Zwróciłbym uwagę na to, że nie trzeba mieć eksterminowanych przodków na Wołyniu, by wskazywać na bestialstwo czystek etnicznych podejmowanych przez OUN-UPA, tym bardziej że proces ekshumacji żołnierzy Wermahtu przez Ukrainę przebiega bez zakłóceń: jak mówi lewicowy politolog Miller w latach 2014-2022 ekshumowano ich ponad 13 tysięcy, zaś cywilów narodowości polskiej... kilkunastu. Te zbrodnie chce ukryć się przed światem. Gdyby Ukraina powiedziała "walka o niepodległość nie może przysłonić planowej eksterminacji ludności cywilnej, która odbiera wszelkie ordery zasług i zmazuje bohaterstwo okazane w walce z sowietami OUN-UPA. To nie może się więcej powtórzyć. To nie są wzorce, które chcemy naśladować, ani dziedzictwo, do którego chcemy się odwoływać. Ukraina musi wzrastać na wartościach sprawiedliwości społecznej, której obca jest nienawiść", to sytuacja została by oczyszczona. Ale Ukraina nie chce się skruszyć, bo nie mogliby kultywować pamięci o OUN-UPA, której mit został splamiony.
ZG
~zwykły gościu
17 lipca 2026, 09:10
Tu jest problem jeden i ten sam od ponad 30 lat powtarza się w przypadku wielu relacji Polski z innymi narodami , ale też w przypadku naszych przydomowych relacji często . Do tanga zawsze trzeba dwojga ,a nie non stop jednej strony która dodatkowo ma zawsze mieć podkulony ogon i najlepiej by się nie odzywała.I niestety tą strona która ma uważać że jest wszystko ok to zawsze Polacy( wystarczy na spokojnie przeanalizować różnego rodzaju wydarzenia tych lat ). I oczywiście pojednanie jest możliwe ale musi być uczciwe z każdej ze stron a nie tylko jednej . Dodatkowo narracja oficjeli rządzących Polską przez ostatnie lata też nie sprzyjała temu pojednaniu to bardziej głęboki temat. pozdrawiam
NK
~Nie Katolik
16 lipca 2026, 22:52
Jak ktoś z serca pragnie pojednania, to nie będzie mówił o przeszkodach. A jak nie chce to znajdzie się mnóstwo powodów że nie można. Jak nie chcą pojednania to nie ma sensu robić na siłę gestów podszytych fałszem. Nie rozumiem tylko jak prawicy to się klei z występowaniem z pozycji autorytetu moralnego. Poza tym - jak ktoś ma serce do innych ludzi, to nie mówi o nich źle. A jak nie ma, to wyrzuci takie zachowanie do kosza nazywając je "poprawnością polityczną". W zamian będzie mówić o innych najgorsze rzeczy, ubierając to w piórka prawdy.
RF
~Robert Forysiak
16 lipca 2026, 22:13
Jeszcze niedawno za poprzedniego pontyfikatu katolewica "ratowała" relacje rosyjsko-ukriańskie ku zgorszeniu Ukraińców.
JG
~Jefte Gileadczyk
16 lipca 2026, 21:38
Istnieją subtelne, a fundamentalne różnice. Niemcy odcięli się od dziedzictwa III Rzeszy i nie czcili Hitlera, stąd relacje Warszawa-Berlin były inne niż Warszawa-Kijów, w którym to na ołtarze wynosi się ludzi wydających decyzje o ludobójstwie. Zastanawiam się jaka była by reakcja ojca Oszajcy, gdyby w Niemczech chrzczono jednostki Bundeswery im. bohaterów Wafen SS, a z Oświęcimia wyrzucono Żydów zabraniając działalności dotyczącej pamięci hitlerowskiej zagładzie na narodzie żydowskim? Czy w takiej sytuacji można się jednać, jakby nic złego się nie działo?
JG
~Jefte Gileadczyk
16 lipca 2026, 21:36
Istnieją subtelne, a fundamentalne różnice. Niemcy odcięli się od dziedzictwa III Rzeszy i nie czcili Hitlera, stąd relacje Warszawa-Berlin były inne niż Warszawa-Kijów, w którym to na ołtarze wynosi się ludzi wydających decyzje o ludobójstwie. Zastanawiam się jaka była by reakcja ojca Oszajcy, gdyby w obliczu Niemczech chrzczono jednostki Bundeswery im. bohaterów Wafen SS, a z Oświęcimia wyrzucono Żydów zabraniając działalności dotyczącej pamięci hitlerowskiej zagładzie na narodzie żydowskim? Czy w takiej sytuacji można się jednać, jakby nic złego się nie działo?
ES
~Ewa Słota
16 lipca 2026, 16:08
Oj tam oj tam, a najlepsza krowa dojna - co dużo mleka daje i mało ryczy. Spokojnie Ukraina pojedna się z Rosją. Nie? Już dawno powinni podpisać Zgodę. Tylko na czyich warunkach, bo Putinowi Nikt niczego nie może narzucić i nakazać. Prezydent Ukrainy także " bojowo nastawiony". Tylko Polacy muszą pilnować swoich krów, by te nie właziły do Sąsiadów. Stalin i Bandy UPA już były - po co ich wskrzeszać? Dwóch walecznych Przywódców: Prezydent Ukrainy i Rosji, który jako pierwszy wyciągnie dłoń do Zgody??? Chwilkę chwilkę - Putin, to Zbrodniarz - czy bohater? Oj tam Oj tam teraz, to i krowy spokojniejsze. Po co rozpętywać wojnę, kiedy dążymy do Pokoju ( no chyba, że chcemy wojny i wszystko na własnych zasadach - ale nie jesteśmy tu na ziemi wieczni, Inni wprowadzą upragniony Spokój- Ci którzy dążą do Pokoju).
HZ
~Hanys z Namysłowa
16 lipca 2026, 19:06
Szanowna Pani,wojna wisiała już na włosku dawno, to kiedy wybuchnie było kwestią czasu.Porozumienie 4 + 2 , przewidywało, że NATO nie wkroczy do byłych republik radzieckich,to było ustne zapewnienie.W Niemczech umowa ustna obowiązuje,nazywa się to,per Handschlag,sam pracowałem na takiej umowie latami, warunek jest jeden,obie strony muszą dotrzymywać umowy.Wielka Czwórka te umowy złamała, czyniąc starania aby Ukraina weszła do NATO i UE.Jest Pani katoliczką, Franciszek powiedział coś prawdziwego, Unia i NATO szczekały u granic Rosji.W wielu sprawach wiary się z nim nie zbadałem,ale w tej sprawie miał 100% racji.W Niemczech AfD jest przeciwko temu i od osi sukcesy, Putin tej wojny nie przegra,Żeleński już segreguje sojuszników, Polska dostanie mleko tej krowy,ale już odwirowanie i bez tłuszczu.Cytowalem już nie raz tu Kochanowskiego.Wszystko się zgadza.Ukraina nie chce polskiej korupcji.