Spojrzenie na postać śp. abp. Józefa Michalika bardziej osobiste...
Odszedł arcybiskup Józef Michalik. Miał 85 lat. W jednym z wywiadów, którego udzielił mi mając lat 75, stwierdził, że nigdy nie spodziewał się, że będzie żył tak długo. Wskazywał, że rodzeństwo nie dożyło lat 50, matka też zmarła stosunkowo wcześnie, jedynie ojciec żył prawie 80 lat. Wyznał mi wtedy, że właściwie tęskni za śmiercią, bo już chciałby być TAM.
Miałem niebywałe szczęście, że w ostatnich latach jego życia utrzymywaliśmy dość bliskie kontakty. Kiedy go zatem wspominam widzę go w warzywniaku doglądającego dojrzewające pomidory, widzę go przechadzającego się po ogrodzie z różańcem w ręku, w domowej kaplicy. Widzę go przy łóżku, gdy pochyla się nad umierającym na nowotwór księdzem. Mam przed oczyma jego postać, kiedy nad Sanem szukamy brodu, by dostać się do chatki Wandy Półtawskiej, w której wakacje spędzał Karol Wojtyła. Widzę też łzy w jego oczach, gdy pokazałem mu znalezione w amerykańskich archiwach dokumenty jego dziadka, który jeszcze przed I wojną światową wyemigrował za chlebem, i którego nigdy nie poznał. Widzę też zdziwienie, gdy opowiadam jak przez przypadek został dla mojej rodziny „wujkiem”, co skwitował stwierdzeniem, że nie ma teraz wyjścia i musimy utrzymywać nasze kontakty.
Z drugiej strony czytam w internecie różnorakie podsumowania jego życia. Sprowadzają się one głównie do stwierdzeń, że „zabetonował” polski Kościół, że wraz z jego odejściem „kończy się pewna epoka”. Wypomina mu się kilka niefortunnych wypowiedzi – w tym także te dotyczące pedofilii. Niestety, nie zauważa się przy tym, że za nie przepraszał. Do końca wypominano mu błędy przy tzw. sprawie tylawskiej i utrzymywano, że chronił pedofila w sutannie. Mało kto zwrócił jednak uwagę na to, że w 2021 r. w oświadczeniu dla KAI napisał: „Z perspektywy czasu uznać trzeba, że nie wykazano się wówczas należytą empatią w odniesieniu do osób pokrzywdzonych, którym należy się współczucie i wyrazy szczerego ubolewania, że ze strony duszpasterza Kościoła doświadczyli tak bolesnych przeżyć”.
Prawdą jest, że nie do końca „czuł” problem. Miał świadomość tego, że krzywdzenie dzieci jest złem i należy je karać, z drugiej jednak strony czasem dzielił włos na czworo. Myślał tak jak myśleli ludzie z jego pokolenia – i trudno go za to potępiać. W jednych sprawach działał, jak należy, w innych popełniał błędy.
Ale jest coś o czym opinia publiczna właściwie nie wie. A wydaje się, że gdyby nie arcybiskup Michalik, to w kwestii walki z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich polski Kościół nie byłby w tym miejscu, w którym jest dziś. „Dla mediów twarzą walki z pedofilią w polskim Kościele jestem ja. Ale nie byłoby mnie, gdyby nie abp Michalik, dla którego ta sprawa była jednym z priorytetów. Gdyby nie on, to ja bym nie dojrzał do tak zdecydowanych kroków, jak publiczne przeprosiny ofiar” – mówił mi parę lat temu abp Wojciech Polak, dziś metropolita gnieźnieński i prymas Polski, a niegdyś sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski (tu trzeba wtrącić, że prymas ciągle dla całej rzeszy osób skrzywdzonych jest niekwestionowanym autorytetem – nie sposób byłoby zatem przejść obok tej wypowiedzi obojętnie). Prymas wyjaśniał przy tym, że pierwsze uregulowania dotyczące postępowania w sprawach oskarżeń duchownych powstały w Polsce w roku 2009 – dwa lata przed tym zanim Watykan wprowadził dla wszystkich episkopatów taki obowiązek. „Kiedy pojawiły się zalecenia Watykanu, nasz dokument trzeba było do nich dostosować. I arcybiskup zlecił to mnie. Jednak od początku aż do końca czuwał nad tym – dopytywał, konsultował, doradzał. Był niejako w cieniu, ale to on dążył do tego, by ten dokument powstał możliwie szybko. Zawsze też powtarzał, że w Kościele nie ma miejsca dla przestępców. Nigdy nie mówił, by poczekać, odłożyć. Jego linia od początku była jasna” – tłumaczył mi abp Polak.
Poprawione zgodnie z uwagami Stolicy Apostolskiej dokumenty KEP przyjął ostatecznie w październiku 2014 roku - Michalik od paru miesięcy był już wtedy b. przewodniczącym KEP, ale jako metropolita przemyski wciąż był biskupem czynnym. Uregulowano w nich m.in. sposób przeprowadzenia wstępnego dochodzenia kanonicznego wobec duchownych podejrzewanych o wykorzystywanie seksualne, opisano także sposoby pomocy ofiarom. Stworzono odrębny dokument na temat prewencji nadużyć seksualnych. Watykan zatwierdził te uregulowania i zezwolił na ich publikację. Od marca 2015 roku obowiązują one we wszystkich polskich diecezjach. Nieco rok później Michalik przeszedł na emeryturę. Wycofał się z życia publicznego i nie komentował już bieżących wydarzeń. Czekał na spotkanie TAM.
Skomentuj artykuł