Duch Święty obdarza jednością i pokojem. Może wywrócić wszystko do góry nogami

Fot. JSJD

Ilu z nas żyje dzisiaj w zatrzaśniętych pokojach swojego „ja”? Grodzimy się od innych z lęku przed zranieniem. Budujemy wysokie mury z uprzedzeń lub też niekiedy jesteśmy po prostu zmęczeni drugim człowiekiem. Patrzymy na świat wokół i czujemy bezradność, bo zamiast wolności i pokoju, widać wokół coraz większe pęknięcia i niepewność – w naszych rodzinach, w społeczeństwie, również w Kościele. Czasami próbujemy naprawiać te pęknięcia na własną rękę, ale nasze czysto ludzkie metody zawodzą. I właśnie w takim kontekście przeżywamy Zesłanie Ducha Świętego. On może wywrócić wszystko do góry nogami, jak przemienił życie Apostołów. Nie robi tego jednak po to, żeby niszczyć, lecz by poskładać na nowo w spójną całość.

Zauważmy, od czego zaczyna się ta niezwykła historia opisana w Dziejach Apostolskich: „Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu” (Dz 2,1). To nie jest scenograficzny, przypadkowy szczegół. Duch Święty nie przychodzi do samotnych wysp, które chcą żyć wyłącznie dla siebie i na własnych warunkach. On przychodzi do wspólnoty konkretnych ludzi, którzy mimo różnic, wzajemnych lęków i skomplikowanych historii, zdecydowali się być w jednym miejscu, w jednym czasie i wołać w jedno Imię Jezusa Chrystusa. Kościół rodzi się z bycia razem. Często wydaje nam się coś odwrotnego. Ubzduramy sobie, że aby spotkać Boga, musimy uciec od ludzi, zamknąć się w swoim prywatnym świecie duchowości. A tymczasem Bóg wybiera przestrzeń relacji.

I kiedy Duch zstępuje, dzieje się coś niesamowitego, co wymyka się ludzkiej logice. Apostołowie zaczynają mówić różnymi językami: „Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak tamci przemawiali w jego własnym języku. Pełni zdumienia i podziwu mówili: «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty?»” (Dz 2,6-8). Duch Święty nie sprawia, że wszyscy zebrani stają się identyczni. Nie narzuca jednego języka, który wymazałby tożsamość kultur przybyłych do Jerozolimy. Wręcz przeciwnie, ponieważ On uświęca ludzką różnorodność, sprawiając, że apostołowie trafiają w ten sposób z Ewangelią do ludzi różnych kultur. Duch Święty uczy nas, że aby budować prawdziwą jedność, wcale nie musimy być klonami. Pozwala nam w różnicach pomiędzy nami zobaczyć bogactwo, a nie zagrożenie. Inność drugiego człowieka przestaje nas wtedy przerażać, stając się darem, który dopełnia.

W drugim czytaniu Paweł Apostoł dotyka samej esencji tego doświadczenia: „Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus »” (1 Kor 12,3). Wyznanie, że Jezus jest moim Panem i Zbawicielem, to nie jest tylko pobożna formuła, lecz radykalna decyzja egzystencjalna. To oddanie Chrystusowi steru mojego życia i uznanie, że to nie moje plany są najważniejsze. Bez Ducha Świętego nie jesteśmy w stanie tego dokonać, ponieważ nasza zraniona natura zawsze będzie parła do samowystarczalności. Chcemy kontrolować wszystko wokół. Kiedy jednak przychodzi Duch, kruszy naszą pychę i pokazuje, że prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się przymus udowadniania własnej doskonałości.

DEON.PL POLECA



I tutaj dochodzimy do niezwykle ważnego momentu wewnętrznego uzdrowienia naszych zranionych przez grzech serc. Grzech ma to do siebie, że więzi nas w tym, co było, paraliżuje lękiem. Ciągle wracamy do swoich dawnych porażek, żyjąc w przekonaniu, że nasza historia jest już zamknięta. Duch Święty dotykający miejsc w sercu człowieka zranionych przez grzech, przynosi uleczenie i wskazuje, że jest przyszłość. Człowiek nie tkwi już wówczas w przeszłości, którą „zajęło się” Boże Miłosierdzie. W teraźniejszości jest zdolny dostrzec działanie Boga i zaufać Mu bez lęku, ponieważ to jest właśnie przyszłość w Chrystusie. Boże Miłosierdzie zamyka rozdział oskarżeń, otwierając czas ufności.

Tę rzeczywistość uzdrowienia najpełniej możemy zobaczyć w ewangelicznej scenie, w której Jezus staje pośród swoich uczniów siedzących w Wieczerniku zamkniętym „z obawy przed Żydami” (J 20,19). Przynosi im swój pokój i, tchnąc na nich, mówi: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,22-23). Duch Święty przynosi przebaczenie, a to pozwala trwać w jedności i pokoju z Bogiem i między sobą. Dlaczego jednak tak trudno nam żyć w pokoju? Ponieważ nosimy w sobie nieprzebaczone urazy. Przebaczenie to decyzja wymagająca nadprzyrodzonej siły, którą daje nam właśnie Pocieszyciel. Kiedy doświadczam Bożego przebaczenia, moje serce mięknie i staje się zdolne do pojednania.

Ten sam Duch, który odpuszcza grzechy, daje nam również odwagę, żeby głosić Ewangelię, nie zważając na własną niedoskonałość. Bardzo często paraliżuje nas poczucie słabości. Myślimy: „Kim ja jestem, żeby mówić o Bogu, skoro sam nieustannie upadam?”. Ale Duch Święty przypomina, że przecież nie głosi się siebie, bo jesteśmy wszyscy w drodze, ale głosi się Jezusa Chrystusa, który jest jedyną Drogą prowadzącą do nieba. Ta świadomość zdejmuje z naszych barków ogromny ciężar. Nie musisz być człowiekiem idealnym, by stać się autentycznym świadkiem. Musisz być po prostu kimś, kto pozwolił się poprowadzić Duchowi i nie próbuje zasłaniać sobą Jedynego Mistrza.

Dlatego można z pełnym przekonaniem stwierdzić: nie ma Ducha Świętego ten, kto rozbija Kościół, kto tworzy podziały między ludźmi, kto nie potrafi przebaczyć, lecz tkwi w nienawiści. Można mieć usta pełne pobożnych haseł, ale jeśli owocem naszego życia jest ciągły rozłam, to jest to jasny znak, że rozmijamy się z Bogiem. Taki człowiek dopiero potrzebuje dotknięcia Ducha, by zrozumieć, czym jest prawdziwa Miłość, która objawiła się w Chrystusie. Ta Miłość nie szuka swego, nie dzieli na lepszych i gorszych, ale przygarnia każdego grzesznika, dając mu szansę na nowe życie. Dopóki nie zrozumiemy tej fundamentalnej prawdy, będziemy budować fałszywą religijność.

Dzisiaj świat rozpaczliwie potrzebuje Ducha Świętego, który przynosi dary jedności i pokoju. Spójrzmy wokół i zobaczmy, jak wiele jest konfliktów, jak wiele ran zadajemy sobie nawzajem. Jeśli otworzymy się na działanie Ducha, to będziemy skutecznie przemieniać świat. Zmiana nie zacznie się od struktur, ale od naszych serc. Gdzie jest Jego działanie? Przede wszystkim w sakramentach, w których Słowo staje się Ciałem i działa w Kościele jak w łonie Maryi. To tam Duch Święty nieustannie rodzi Chrystusa dla nas, sprawiając, że stajemy się żywą świątynią Boga. W sakramentach Bóg staje się nam niesamowicie bliski. Bez Ducha Świętego sakramenty będą jednakże tylko „bezdusznymi” rytuałami, tradycją pozbawioną życia, która nikogo nie zmienia. Z Duchem Świętym sakramenty stają się spotkaniem, które może przemienić człowieka w samego Chrystusa.

Mateusz Tarczyński

DEON.PL POLECA


Prezbiter archidiecezji gdańskiej, pracujący na co dzień w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Duch Święty obdarza jednością i pokojem. Może wywrócić wszystko do góry nogami
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.