Będzie jeszcze piękniej

Będzie jeszcze piękniej
(fot. PAP/Paweł Supernak)

Minęło tak mało czasu, a słów padło już tak dużo. Nie będę kłamał: jest mi przykro. Z pięknego snu, który trwał kilka ostatnich tygodni, wybudził mnie kubeł lodu.

Polska reprezentacja wraca z francuskiego Euro na tarczy, ale myślę, że w oczach wielu kibiców, a także w moich własnych, do Warszawy przylecieli wczoraj zwycięzcy.

Przed mistrzostwami powtarzałem, że polskie kibicowanie jest nierozerwalnie złączone z lękiem. Ile razy przeżywałem ten sam schemat: udane eliminacje do międzynarodowego turnieju, pompowanie medialnego i marketingowego balonu, wielkie oczekiwania od polskich piłkarzy i błyskawiczny zawód, następujący już w rundzie grupowej. Przed Euro odbywającym się właśnie we Francji miałem podobne przeczucia.

Mówiłem, że najtrudniejszy będzie pierwszy mecz, który graliśmy z teoretycznie najłatwiejszym przeciwnikiem - Irlandią Północną. Serce podpowiadało zwycięstwo, ale rozum mówił "uważajcie na nich, to są zdeterminowani piłkarze, którzy nie mają nic do stracenia". Oczyma wyobraźni widziałem porażkę z niżej notowanym rywalem i uruchomienie stałego układu złożonego z meczu o wszystko, który mamy grać z historycznie największym przeciwnikiem - Niemcami, oraz meczu o honor, w którym trener korzysta z usług niewystawionych do tej pory piłkarzy, wystawiając ich przeciwko silnej drużynie Ukrainy. A potem znana śpiewka, że "nic się nie stało" i za cztery lata będzie nie wiem co.

Jak wielka była moja radość, gdy okazało się, że jest inaczej. Tym razem naprawdę szczerze mogę się zastanawiać, jak nam pójdą eliminacje do mistrzostw świata i co zwojujemy w Rosji. Odkąd pamiętam chyba po raz pierwszy kadencja trenera naszej drużyny będzie trwała dłużej niż okres eliminacyjny i dymisja po turnieju. Na koniec najważniejsze: mamy wspaniałą drużynę, złożoną ze zdolnych piłkarzy, którzy, co niebagatelne, naprawdę potrafią ze sobą grać. Potrafią odłożyć na bok indywidualny splendor na rzecz wyników całej reprezentacji.

To drużyna skromnych profesjonalistów, którzy nie są ze sobą skłóceni jak na przykład Hiszpanie. W której są charyzmatyczni liderzy, żartownisie i nieśmiali wyrobnicy. Którzy przynoszą radość nawet wtedy, gdy oglądasz Fabiańskiego grającego w kosza z Piszczkiem, czy Pazdana, pijącego kawę z Jędrzejczykiem i Mączyńskim, wspominającego nowohuckie dzieciństwo i pożyczanie od sąsiada maszynki do cięcia włosów. A potem widzisz jak wychodzą na boisko, równo śpiewają hymn i wspierają się na polu walki.

Młody Bartek Kapustka przyciąga uwagę Gary’ego Linekera i Rio Ferdinanda, Milika z trybun oglądają skauci Juventusu, a Pazdan zostaje wciągnięty w orbitę zainteresowań samej FC Barcelony. Lewandowski namaszczony na króla Polski potrafi zejść z piedestału i swojej standardowej pozycji wysuniętej dziewiątki aby skupić na grze konstrukcyjnej, odciążając kolegów. Błaszczykowski pamiętający jeszcze dawne kadry i opaskę kapitana reprezentacji, wyśmiewany przez Grzegorza Lato, ciągle sunie po prawej stronie boiska i strzela dwie bramki. Z lewej goni Grosicki, wyprzedzając obrońców przeciwnych drużyn.

W bramce Fabiański, który podobno ma ksywę Bambi, bo został przyłapany w kinie na filmie o dzielnym Jelonku, zastępuje znacznie bardziej wygadanego Wojtka Szczęsnego i siłą spokoju wspiera obrońców. W środku oczywiście niezmordowany Krychowiak - serce i płuca naszej kadry. Cały czas uśmiechnięty, bo żaden przeciwnik nie jest mu straszny. A przecież są jeszcze Łukasz Piszczek, najlepszy prawy obrońca Bundesligi; Kamil Glik, który już przeszedł do AS Monaco, ale w Turynie nadal funkcjonuje jako "Il Capitano"; groźny Jędrzejczyk, który dokonał niemożliwego: uspokoił polskich kibiców po nieszczęśliwej stracie Rybusa; niewidoczny na pierwszy rzut oka Mączyński, który pracuje za dwóch. I Arek Milik, na którym Polacy wieszają psy za niewykorzystane sytuacje, ale nadal tylko dwudziestodwuletni, z wielką przyszłością przed sobą. Taka jest nasza drużyna.

Wielu może się zarzekać, że nie czuje motywu heroicznego współcześnie, że świat, w którym żyjemy nie ma miejsca na mit, ale to czcze gadanie - wszyscy lubimy piękne historie o bohaterach skazanych na porażkę, którzy potrafią pokonywać groźniejszych od siebie. W świecie pozbawionym na pierwszy rzut oka czarów, ta magia jest obecna, a jej domeną jest futbol. I jako Polacy możemy pochwalić się wspaniałym składem dzielnych rycerzy. Dziś mało który chłopiec na podwórku chce mieć koszulkę z Christiano Ronaldo - chcą Lewego, Kubę czy Bartka Kapustkę.

To Euro jest niesamowite z wielu względów. Wystarczy wspomnieć awans Walii czy Islandii do ćwierćfinału, dzielną walkę dwóch podzielonych drużyn irlandzkich czy Węgrów strzelających trzy gole Portugalii. Jednak dla mnie chyba najciekawsza była reakcja Polaków, którzy na co dzień nie interesują się futbolem, a przez ostatnie tygodnie powodowali, że były takie dni, w które zamierały całe ulice; którzy gromadzili się przed telewizorami w barach i w domach, żeby tylko być bliżej "naszych". Którzy wznosili akty strzeliste, odmawiali różaniec i nieustannie, gorączkowo trzymali kciuki. Którzy wreszcie tłumnie przybyli na warszawskie Okęcie, by przywitać wracającą z Francji kadrę. To wszystko są dowody wdzięczności i dumy z naszej drużyny, której i ja ogromnie dziękuję.

W internecie krąży filmik, na którym Łukasz Fabiański płacze i przeprasza, że nie udało mu się wyciągnąć żadnego rzutu karnego. Łukasz, Ty naprawdę nie musisz przepraszać, bo nie masz za co. Chłopaki - wlaliście w nasze serca nadzieję, której dawno nie było. Sam już nie pamiętam wczorajszego meczu, bo myślami jestem przy kolejnych, zwycięskich bojach Polaków. Bo we Francji było pięknie, ale będzie jeszcze bardziej.

Redaktor i publicysta DEON.pl, pracuje nad doktoratem z metafizyki na UJ, współpracuje z Magazynem Kontakt, pisze również w "Tygodniku Powszechnym"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Będzie jeszcze piękniej
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.