"Cristiada" - za wiarę i wolność!

"Cristiada" - za wiarę i wolność!
Kadr z filmu Cristiada
8 lat temu

"Cristiada" to moralitet, nie film stricte historyczny. I właśnie jako na poły religijna, na poły świecka opowieść o wierze i wolności jest obrazem fascynującym.

Na seans "Cristiady" do kina "Mikro" szedłem z obawą, że wynudzę się setnie, albo rozczaruję. Duża część zasłyszanych - także od osób wierzących - opinii zdecydowanie nie zachęcała. Z drugiej strony: "Cristiada" ma swoich niezaprzeczalnych entuzjastów. W tej sytuacji nie pozostawało nic więcej, jak zaryzykować.

Na filmie było kilkanaście osób. Z sali - co zaskoczyło chyba nawet osobę, która po seansie otworzyła nam drzwi - nikt nie wyszedł, póki z ekranu nie zeszły ostatnie napisy. Z kina wychodziłem oczarowany, na gorąco analizując to, co właściwie widziałem. Dramat historyczny? Nie. Moralitet z elementami westernu, kina politycznego, katolickiej hagiografii, uwspółcześniony o apoteozę wolności, w nieco koturnowej, ale prosto przedstawionej fabule.

"Cristiada", na planie przedstawionych tam idei, toczy się pomiędzy przynajmniej trzema rzeczywistościami. Z jednej strony: świat wiary. Tu należy zwrócić uwagę na fenomenalną kreację Petera O`Toole, który z postaci ojca Christophera, starego księdza, który przybył przed dziesięcioleciami z Europy do Meksyku, uczynił jeden z filarów filmu. Zagrać niewielką rolę z kunsztem, który czyni bohatera fikcyjnego - prawdziwym, to miara klasy aktora. Śmierć księdza Christophera w imię wierności wierze, śmierć pod kulami siepaczy stanowi pierwszy zwornik tego filmu.

Drugi świat - to świat władzy, zdążający, w imię coraz dalej posuniętej laicyzacji, do usunięcia katolików z przestrzeni publicznej. Jego wewnętrzną sprzeczność - zniewolenie w imię wolności - ujawnia w pełni postać generała Enrique Gorostiety (Andy Garcia). On właśnie jest filarem trzeciej rzeczywistości, fascynującej w swoim idealizmie, wychodzącemu naprzeciw chrześcijańskiemu męczeństwu (sekwencje ostatnich scen filmów mocno to uwypuklają).

Gorostieta jest bowiem przedstawiony jako agnostyk, który w imię "absolutnej wolności" swojego ludu walczy za i dla katolików. To - w pewnym sensie - romantyczny rewolucjonista, renegat z własnych szeregów, gdyż rozpoznał, że ci, którzy wiele mówią o demokracji i wolności, ale w jej imię zniewalają własny naród, są w gruncie rzeczy największymi wrogami: i ludu, i wolności.

W takiej perspektywie film wiele mówi także o kondycji dzisiejszej demokracji i ukazuje pytania, jakie można wobec niej stawiać. "Cristiada", właśnie jako szczególny moralitet, o silnym wydźwięku społecznym, stawia bardzo niewygodne pytanie: dlaczego państwo świeckie, tak chwalące się swoim humanitaryzmem i odwołujące się do najszlachetniejszych ideałów, potrafi być zarazem tworem tak opresyjnym. Gorostieta, agnostyk, człowiek na wskroś świecki, a przy tym generał katolickiej armii, ukazuje człowieka, który widzi w religii, prawie do jej swobodnego wyznawania to, czego nie dostrzegają ludzie mu pokrewni. Widzimy go najpierw jako najemnika, który - z każdą sceną - uświadamia sobie wartość ludzką, a może ostatecznie nadprzyrodzoną tego, za co walczy.

"Cristiada" wiele pytań zostawia bez odpowiedzi. Tło społeczne jest w gruncie rzeczy zarysowane bardzo skromnie, tło międzynarodowe dość naskórkowo: Amerykanie, troszczący się o ropę, jako mediatorzy, między rządem Meksyku a Watykanem. Ten motyw fabuły, gdy wielkie dyplomacje toczą grę i ustanawiają warunki kompromisu ponad głowami walczących Cristeros brzmi dalekimi echami... "Misji".

Gdy wielcy próbują dojść do porozumienia, ziemia Meksyku przyjmuje krew kolejnych ofiar wojny domowej. Tak ginie, nie chcąc wyprzeć się wiary, główny bohater, wychowanek księdza Christophera, podrostek, José (Mauricio Kuri). To właśnie jego męczeństwo i śmierć w bitwie generała Gorostiety ukazują - jako awers i rewers, dwie strony zmagania o wiarę. Jedna to świadectwo dziecka, katowanego i rozstrzelanego przez posłusznych władzy żołnierzy. Druga - to opór zbrojny, który nie ma tej ewangelicznej jasności męczeństwa, ale jest bardzo realnym doświadczeniem historycznym chrześcijan wielu wieków.
  
Oczywiście, pewne elementy filmu, szczególnie widzom przyzwyczajonym do dzisiejszych, bardzo wypranych z uczuć wzorców kulturowych, mogą się wydać nazbyt cukierkowe: choćby ukazanie ojcowskiej miłości generała Gorostiety do José (generałowie, którzy uganiają się konno po lesie w poszukiwaniu dzieci chyba nie mają zbyt wiele czasu na opracowywanie wojennych strategii?). Ale - właśnie - to sceny symboliczne, nie mają nas uczyć kunsztu wojennego, ale ukazać to, co dzieje się w sercach bohaterów, przemiany w nich zachodzące. Trzeba zresztą przyznać, że bardzo mało w tym wszystkim jest ckliwości, postaci są pełnokrwiste: od zabijaków rodem z westernów po reprezentantów Narodowej Ligii Obrony Wolności Religijnej.

Na koniec drobna uwaga. Polscy tłumacze dialogów postanowili wykazać się daleko idącą czujnością i dla uniknięcia pewnych "kompromitujących" wśród co bardziej konserwatywnie nastawionych odbiorców skojarzeń, zwrot "wolność religijna" i nazwę "Liga Obrony Wolności Religijnej" w filmie podają za każdym razem jako "wolność religii" i "Liga Obrony Wolności Religii". Zabieg, jak rozumiem, miał odsunąć jakiekolwiek skojarzenia z tak  "liberalną" ideą, jak wolność religijna. Niestety, nie sprawia to najlepszego wrażenia. I jest nieco śmieszne w łatwym do odkrycia semantycznym przedefiniowaniu.

"Cristiada" to film dla ludzi w różnym wieku, przyjazny i młodszym widzom, i wart przedyskutowania w gronie starszych. Rzecz godna polecenia w ramach dyskusyjnych klubów filmowych: bo ten z pozoru czarno-biały obraz kryje w sobie naprawdę mnóstwo godnych przemyślenia kwestii.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

"Cristiada" - za wiarę i wolność!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.